Obejrzyj na YouTube!
Posłuchaj podcastu:
Opis odcinka
Magdalena Kelnerowska, dyrektorka Łaskiego Domu Kultury, rozmawia z Marcinem Andrzejewskim o wyzwaniach, zmianach i przyszłości instytucji kultury. Dlaczego warto oddać odpowiedzialność i jak celebracja sukcesów buduje zaangażowanie zespołu? Jak zdrowy egoizm przekłada się na motywację i relacje w pracy Oddawanie odpowiedzialności pracownikom jako sposób na budowanie zaangażowania Program wyborczy i realne cele strategiczne w działalności domu kultury Rola zespołu, integracji i otwartej komunikacji w dobrym funkcjonowaniu instytucji Wychowywanie publiczności oraz wizja społecznego domu kultury na kolejne lata
Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
Transkrypcja
Magdalena Kelnerowska:
Bardzo ważnym momentem było takie podjęcie decyzji o tym, żeby oddawać ludziom odpowiedzialność. Bo po to, żeby oni mieli motywację do pracy, muszą osiągać sukcesy. Żeby osiągali sukcesy, muszą czuć zaangażowanie przede wszystkim w konkretne zadania. I czasami jest tak, że trzeba człowieka troszeczkę docisnąć odpowiedzialnością, żeby on się zaangażował, ale w finale to naprawdę procentuje.
Marcin Andrzejewski:
Magdalena Kelnerowska, dyrektorka Łaskiego Domu Kultury. Dobry duch, emanacja, ale trochę taka osoba jak w McDonaldzie, od samego dołu. Do szczytu?
Magdalena Kelnerowska:
Tak, tak. Pracuję tutaj od początku swojej tak zwanej kariery zawodowej. Zaczęłam jeszcze na studiach. Wiem, że to może dzisiaj brzmieć troszeczkę dziwnie, bo te coraz to młodsze pokolenia, które wchodzą na rynek pracy, one bardzo dynamicznie się po tym rynku poruszają. Natomiast ja całe swoje życie zawodowe pracuję w jednej firmie.
Marcin Andrzejewski:
I bardzo dynamicznie poruszam się po stanowiskach.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, tak. Od instruktora w dziale merytorycznym przez kierownika w tymże dziale po stanowisko zarządcze.
Marcin Andrzejewski:
Długo już tutaj, na samej górze?
Magdalena Kelnerowska:
Pięć lat.
Marcin Andrzejewski:
To zaraz kadencja?
Magdalena Kelnerowska:
Tak, zaraz kadencja się kończy.
Marcin Andrzejewski:
Plany są?
Magdalena Kelnerowska:
Zobaczymy co z tym dalej. Może znajdzie się pole do stawiania jakichś warunków?
Marcin Andrzejewski:
Kartę przetargową masz mocną, tyle Ci powiem.
Magdalena Kelnerowska:
Myślę, że tak, ale przychodzi taki moment, gdzie człowiek troszeczkę więcej zaczyna myśleć egoistycznie o sobie po prostu, o tym, co tak naprawdę da mi, dadzą mi kolejne lata w tym miejscu, a co tak naprawdę mogłabym w tym czasie robić. i co mogłabym w swoim życiu i w swoim otoczeniu zmienić.
Marcin Andrzejewski:
Wiesz, że egoizm jest zdrowy.
Magdalena Kelnerowska:
Bardzo uprawiam namiętnie zdrowy egoizm.
Marcin Andrzejewski:
O to chodzi. Przecież dlatego zawsze w instrukcji w samolotach jest pierwsza rzecz, zadbaj o siebie.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, dokładnie. Jak nie zadbam o siebie i nie będę lubiła siebie, to nie będę lubić ludzi wokół, a co za tym idzie, oni mnie też nie.
Marcin Andrzejewski:
Doprowadziłaś tą instytucję do takiego bardzo mocnego punktu, bo ona jest nie tyle ważna lokalnie, porozmawialiśmy już tutaj z kilkoma osobami, co także jest trendseterem trochę w sektorze, nie ma co ukrywać, szczególnie patrząc przez pryzmat skali.
Magdalena Kelnerowska:
Myślę, że tak, natomiast nie brałabym tutaj całej zasługi dla siebie, bo przede wszystkim miałam bardzo dobrych nauczycieli, byłam też bardzo dobrą uczennicą, Wyciągam wnioski, analizuję na bieżąco i próbuję wykorzystywać potencjały, które się pojawiają. Są różne style zarządzania i bardzo wszystkie są w odpowiednim czasie, odpowiednim miejscu potrzebne tak naprawdę, natomiast jakaś taka moja wewnętrzna intuicja podpowiedziała mi, co z tym potencjałem, który tutaj zastałam, którego do pewnego czasu byłam też częścią tak naprawdę, bo przez ponad 20 lat pracowałam jako instruktor w dziale merytorycznym, więc wyłapanie tych potencjałów i poukładanie tego wszystkiego jak takie puzzle, to jest chyba tajemnica jakiegoś tam sukcesu, który w tej chwili odnosimy wspólnie.
Marcin Andrzejewski:
To pomagała taka perspektywa czy wręcz przeszkadzała?
Magdalena Kelnerowska:
Bardzo, bardzo. Są głosy, że to przeszkadza, że to jest zagrożenie troszkę takiego zasiedzenia, takiego, nie wiem, zarośnięcia mchem, natomiast I jeżeli jest wokół mnie tyle osób, którym się chce i które mają niesamowicie szerokie kompetencje, które z każdym dniem te kompetencje podnoszą i są wręcz głodni kolejnych rzeczy, to po prostu wystarczy dać im tą możliwość.
Marcin Andrzejewski:
No jasne, ale to jest też tak, że Ty pracując przez naście lat jako Osoba, która zajmowała się wytwarzaniem tutaj jakichś wydarzeń kulturalnych różnego rodzaju. Jednocześnie coś musiało cię skłonić do tego, żeby aspirować wyżej. To była taka wewnętrzna chęć, ta piłeczka, Ja teraz zrobię to inaczej?
Magdalena Kelnerowska:
Nie, wręcz przeciwnie. Ja w konkursie na dyrektora brałam udział dwa razy. Pierwszy raz to był taki trochę z namaszczenia i taki trochę na przymus. I to nie był zupełnie mój pomysł, ani moja potrzeba żadna w tamtym momencie. Dlatego wzięłam udział w tym konkursie i dlatego nie zostałam wtedy dyrektorem. W kolejnym konkursie to była taka troszeczkę sytuacja podbramkowa. Mieliśmy tutaj duże kłopoty jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, byliśmy po dużej kontroli, sytuacje takie mało przyjemne, kadrowe, dyscyplinarne po prostu się zadziały i wydarzyły. No i trzeba było podjąć decyzję, czy jest we mnie wystarczająco dużo mocy i determinacji, żeby sobie z tym poradzić.
Marcin Andrzejewski:
Powiedzialność jest zupełnie inna. Niby znasz to z perspektywy i jednej, i drugiej, no bo człowiek pracujący w instytucji wie, z czym się mierzy zwierzchnik, zna procedury administracyjne, ale zawsze jednak to jest trochę inna perspektywa.
Magdalena Kelnerowska:
Nie spodziewałam się, że to będzie aż tyle takiej codziennej, mrówczej pracy. Jest jej coraz więcej, ze względu na to, że dynamicznie zmienia się sytuacja, zmieniają się przepisy, rotacja kadrowa, to są wszystko jakby bardzo trudne rzeczy i tego z początkiem jakby mojej kadencji no nie było aż tyle, widzę tutaj tą zmianę i tą dynamikę, natomiast Też ta odpowiedzialność, ja jestem jakby tak, w genach mam gdzieś tą odpowiedzialność i dla mnie zawsze, to też troszkę z obserwacji wynika, są osoby, które traktują piastowanie takiego stanowiska jako przywilej, prestiż, jakiś powód do czucia się lepszym, ważniejszym, natomiast dla mnie jest to wyłącznie odpowiedzialność, to są obowiązki i to jest jeżeli te dwa pierwsze warunki spełniam, patrząc wieczorem w lustro jestem w stanie sobie powiedzieć, że zrobiłam to najlepiej jak się dało, To na koniec jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, czyli mega wielka satysfakcja zrobienia fajnych rzeczy, które są komuś do czegoś potrzebne.
Marcin Andrzejewski:
Bo sprawczość też jest nagrodą, prawda? Wielokrotnie o tym zapominamy, że my się nie potrafimy cieszyć tym, co zostało wytworzone, czy co zostało zrobione, dowiezione.
Magdalena Kelnerowska:
To jest mega zabawa, naprawdę. I bardzo dużo to daje takiego napędu i pozytywnej motywacji do wstawania następnego dnia rano z łóżka.
Marcin Andrzejewski:
Dajesz sobie przestrzeń, nagrodę?
Magdalena Kelnerowska:
Oczywiście.
Marcin Andrzejewski:
Zespołowi?
Magdalena Kelnerowska:
Oczywiście.
Marcin Andrzejewski:
A jak?
Magdalena Kelnerowska:
Powiem tak, nie jestem wielką fanką, to troszeczkę jakby nie do końca ze mną zagrało w momencie, kiedy mieliśmy taką przygodę z warsztatami, z komunikacji, z warsztatem a propos osobowości, które gdzieś tam muszą się w odpowiedni sposób w zespole poukładać, żeby wszystko dobrze razem funkcjonowało. Tam mówiliśmy o takim cyklu, o procesie wokół konkretnego wydarzenia, gdzie są przygotowania, jest realizacja, potem jest zakończenie i celebracja. I dla mnie ten element celebracji był pierwszym, którym ja jestem w stanie wywalić po prostu z tego całego kręgu. Natomiast, tak jak powiedziałam na wstępie, ja staram się szybko uczyć, i widząc jak bardzo to jest potrzebne ludziom, z którymi pracuję, jakby coraz większy dajemy tutaj nacisk właśnie na ten moment celebracji. Te celebracje często u nas wydarzają się chociażby przy naszych spotkaniach czwartkowych. To taka tradycja, którą postanowiliśmy bardzo mocno wdrożyć w życie i pilnować, żeby to się zawsze wydarzyło. Każdy pierwszy czwartek miesiąca to jest spotkanie całego zespołu i podczas tych spotkań robimy różne rzeczy. One się w kalendarzu naszym skrótowo nazywają warsztatowo-programowe. Częściej niestety bywają programowo-warsztatowe, natomiast nad tym też już pracujemy. żeby większy nacisk kłaść jednak na to i widzę, że w ludziach jest potrzeba, żeby troszeczkę pracować właśnie jeszcze nad komunikacją, jeszcze nad budowaniem zespołu. My robimy to zupełnie wewnętrznie i bardzo fajnie nam to wychodzi, natomiast też w trakcie tych czterogodzinnych czwartkowych Spotkań jest przestrzeń do celebrowania. Zawsze robimy ewaluację, zawsze staramy się wychwalać się pod niebiosa za to, co nam fajnie wyszło. Przy okazji oczywiście mówiąc też o tych rzeczach, które bardzo łatwo jesteśmy w stanie poprawić przy kolejnej realizacji danego wydarzenia.
Marcin Andrzejewski:
Czwartkowo to tak królesko prawie, jak jadę.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, tak, tak. Zupełnie przypadkiem to wyszło, bo to wyniknęło jakby prozaicznie z dostępności sali. Po to, żebyśmy mogli swobodnie zawsze tą salę do swojej dyspozycji mieć przez te cztery godziny. Staramy się nie wpisywać żadnych dodatkowych aktywności w kalendarz w ten dzień. Nawet do tego stopnia, że ludzie starają się nie brać urlopów na ten dzień.
Marcin Andrzejewski:
To jest potrzebne.
Magdalena Kelnerowska:
Ja czuję, że to jest potrzebne po prostu. To nie jest żaden przymus tak naprawdę, bo czy mamy komplet, obsady, czy nie, to wydarzenie się zadziewa i tutaj jakby gdybyśmy chcieli znaleźć dzień, kiedy jesteśmy wszyscy i wszyscy mamy czas, to się taki dzień nie znajdzie. Więc robimy to niezależnie od tego, czy jesteśmy w komplecie, czy nie. Natomiast widzę w ludziach, tą potrzebę i tą chęć i jakby planowanie wszystkich swoich zajętości z zachowaniem tutaj pierwszeństwa dla naszego czwartkowego spotkania.
Marcin Andrzejewski:
Świętość, tak?
Magdalena Kelnerowska:
Tak, tak. Z początku wydawało się, że to jest niemożliwe, żebyśmy tak, nie, no gdzie w ogóle w naszym kalendarzu w żadnym wypadku.
Marcin Andrzejewski:
Zmiana jest, a zmiana nie jest możliwa na początku, nie? Z naszej perspektywy. Zmiana. Wchodzisz na stanowisko nowe, a jednak właściwie tylko zmieniasz biurko w instytucji. Co myśli taka osoba? Od czego zaczyna?
Magdalena Kelnerowska:
Może nie będę jakimś takim uniwersalnym przykładem na taką zmianę i taką sytuację, ponieważ tak jak powiedziałam, u nas było to dosyć nerwowo. Był dyrektor, który zakończył kadencję w takim natychmiastowym trybie i trzeba było bardzo szybko te decyzje podejmować. i bardzo szybko układać rzeczy na nowo, więc jeszcze przy okazji moja kadencja, która się rozpoczęła 11 sierpnia rozpoczęła się tak naprawdę od kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, gdzie ja będąc osobą w dziale merytorycznym zupełnie niezwiązaną z administracją i z jakimikolwiek dokumentami musiałam po prostu musiałam to dźwignąć za moment, bo we wrześniu kontrola z Komisji Rewizyjnej, z Urzędu Miejskiego, więc to była taka szkoła jazdy bez trzymanki, ale ja jestem bardzo ambitna i myślę, że że to też dało mi taki rozpęd i takie poczucie wartości i pewności w tym, co robię, że jeżeli faktycznie w takich podbramkowych sytuacjach daję sobie radę, oczywiście nie zrobiłabym tego bez ludzi wokół siebie, którzy w poszczególnych odcinkach mieli kompetencje, natomiast ja ze wszystkiego jakby próbuję wyciągnąć te pozytywy.
Marcin Andrzejewski:
Została za moc w zespole, bo jednak pokazałaś przywództwo.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, myślę, że tutaj bardzo ważnym momentem było takie podjęcie decyzji o tym, żeby oddawać ludziom odpowiedzialność. Bo po to, żeby oni mieli motywację do pracy, muszą osiągać sukcesy. Żeby osiągali sukcesy, muszą czuć zaangażowanie przede wszystkim w konkretne zadania. I czasami jest tak, że trzeba człowieka troszeczkę docisnąć odpowiedzialnością, żeby on się zaangażował, ale w finale to naprawdę procentuje. I następnym razem, mając już na początku tą motywację, Człowiek chętniej się angażuje, chętniej bierze tą odpowiedzialność. I funkcjonuje to u nas w ten sposób, że każde konkretne duże wydarzenie ma swojego tak jakby pilota, opiekuna. Oczywiście delegowanie zadań w takiej poziomej strukturze jest absolutnie na porządku dziennym, bo to nie oznacza, że konkretna osoba musi z daną rzeczywistością zająć się od początku do końca. natomiast musi umieć i to jest jakby element, który też spaja zespół i uczy ich współpracy, musi umieć poprosić o pomoc i musi wiedzieć, kiedy tej pomocy będzie potrzebować, bo już nie da rady albo jego kompetencje w tym kierunku są mniejsze niż kogoś, kto zrobi to po prostu lepiej. Wiadomo, że potem trzeba tą przysługę oddać, ale w ten sposób buduje się też zespół i ta płaszczyzna współpracy, która Dla mnie jest po prostu niezbędna jeśli chcemy funkcjonować w taki bardzo płynny sposób i taki bez jakichś zakłóceń i potykania się o sznurówki.
Marcin Andrzejewski:
To nie jest tak, że długość współpracy w zespole też jest taką determinantą, która to ułatwia. No bo wiesz, poprosić o pomoc, nawet jeżeli ktoś wie, że może, to jeszcze musi wiedzieć gdzie.
Magdalena Kelnerowska:
Tak. Dajemy ludziom pole do poszukiwania siebie. są osoby, które przychodzą tutaj z, no każdy w zasadzie przynosi tutaj ze sobą jakiś swój potencjał. Jest Michał, który jest, jak ja to mówię, mega melomanem, nie mylić z megalomanem. Michał, który zna jakby środowisko artystów, muzyków i też muzykę tak naprawdę od Nie wiem, klasyki po najróżniejsze alternatywne formy, które dzisiaj bardzo mocno są popularne. Jego ścianka z płytami, No ja bym takiego faceta wyrzuciła z domu. Natomiast to jest Michała potencjał i on puszczony wolno, on będzie to robił świetnie. To jest to o czym mówiłam wcześniej, to wyłapywanie potencjałów i praca na potencjałach. My tak naprawdę w Domu Kultury opieramy się na takich dwóch filarach. To jest amatorski ruch artystyczny i to jest takie formy impresaryjne. I jeżeli ja bym nie miała Michała, to ta noga właśnie związana z koncertami, z taką podawczą formą oferty kulturalnej, ona nie byłaby taka mocna. nie mielibyśmy tej publiczności i nie mielibyśmy pełnych sal i takiej dobrej frekwencji na naszych wydarzeniach, gdyby nie to, że Michał się po prostu na tym zna, śledzi te tematy i ja po prostu oddaję mu za to odpowiedzialność, ale i też pełną jakby swobodę tutaj w działaniu. I wszyscy wiedzą, że jeżeli potrzebujemy artysty do jakiegoś wydarzenia, wtedy idziemy do Michała. Jeżeli potrzebujemy prozaicznie dla artysty wypracować obrós do garderoby, to z tym idziemy do Magdy. Więc to jakby ten różną długość tego pasa startowego mają poszczególne osoby, ale w momencie kiedy już się odrywają od ziemi i są w stanie same polecieć, to to już po prostu no musi zadziałać, to po prostu musi zadziałać. My też staramy się dużo czasu spędzać ze sobą i bardzo ważny jest ten czas, który jest integracją typu Przepraszam, dwie godziny w dziale merytorycznym przy kawie i ciastku, to też jest praca. To też jest praca, bo my się w tym czasie poznajemy ze sobą, integrujemy się w sensie takim, że mamy do siebie więcej śmiałości i odwagi właśnie, żeby iść i poprosić kogoś o pomoc w konkretnym zadaniu. Jednocześnie też licząc się z tym, że za chwilę ja będę potrzebować pomocy w zadaniu, więc będę wtedy miała więcej odwagi, żeby pójść i poprosić, bo ktoś, w cudzysłowie, jest mi winien jakąś przysługę, tak? No, ja tutaj dużych skrótów myślowych w tym używam, ale tak to po prostu działa.
Marcin Andrzejewski:
Ale też chyba taka bliższa relacja pomaga też łatwiej powiedzieć, jak coś jest nie tak.
Magdalena Kelnerowska:
Oczywiście.
Marcin Andrzejewski:
Nie dlatego, żeby szukać winnych, tylko rozwiązania na przyszłość.
Magdalena Kelnerowska:
Ja do tego naprawdę bardzo mocno zachęcam, bo dla mnie takim dużym przełomem właśnie też po warsztatach tych z komunikacji było takie otwarcie się zespołu właśnie na szczerość i na mówienie prawdy. Nie ma nic gorszego niż puszczanie plotek gdzieś po kątach, niż narzekanie, bo to się nawarstwia, buduje się wrzut, który w którymś momencie jakby wszystkich zaczyna uwierać. Więc u nas obowiązuje zasada, że jeżeli coś ci nie leży, masz jakąś niewygodę, uważasz, że coś powinno być robione inaczej, po prostu przyjdź, usiądziemy i porozmawiamy o tym absolutnie obiektywnie i z wielką otwartością na to, żeby faktycznie wszystkim było wygodnie w tym świecie, w którym tutaj jakby się budujemy.
Marcin Andrzejewski:
Przestrzeń na błąd jest.
Magdalena Kelnerowska:
Tak. Tak, bo ja też bardzo dużo błędów popełniam, to dlaczego jakby nie ma być pola na te błędy. Widzę troszeczkę, szczególnie w młodych pracownikach, że oni sami sobie nie dają tego pola właśnie na błąd. I to troszeczkę, przy tym jest troszkę pracy. żeby, żeby właśnie tutaj odskorupić, rozdłubać po prostu to takie stereotypowe myślenie, że tutaj oto jest szef i to trzeba w ogóle, nie daj Bóg, żeby szef się dowiedział. Zasada jest prosta i to nowym osobom, które przychodzą do pracy, jeżeli czegoś nie wiesz, nie rozumiesz, coś zrobiłaś nie tak, jak potrzeba, przyjdź i powiedz, bo mamy wspólny cel. Wspólnym celem jest to, żeby zrobić robotę dobrze do końca.
Marcin Andrzejewski:
Wielokrotnie te młode osoby, które przychodzą gdzieś tam bezpośrednio po szkole. Edukacja u nas jest tak zorganizowana, że tam błąd jest karany. Nie wiedza jest czymś złym. To z Michałem chyba właśnie rozmawialiśmy, że czasami przychodzą nowe młode osoby z pasją, które chcą coś zrobić i one nie wiedzą jak to zrobić technicznie. I mają do tego prawo, to jest ta aktualna rzecz.
Magdalena Kelnerowska:
Oczywiście, że tak. Jest u nas jakby otwartość i przestrzeń na to, żeby przynieść tutaj właśnie swoją pasję, swoje chociażby nieduże kompetencje w jakimś kierunku i żeby je tutaj rozwijać. Jeżeli tylko one dają nam jako firmie, jako instytucji, jakąś wartość dodaną, gdzieś w ten nasz nurt się tutaj wpisują lub też stanowią wartość samą w sobie i poza nurtem są rzeczywiście bardzo wartościowe, to jak najbardziej staramy się nie stawiać sobie ograniczeń, żadnych tak naprawdę.
Marcin Andrzejewski:
Droga, cel. Jest jednak zawsze osoba, która musi przynajmniej zajawić i wytyczyć ten kierunek, w którym podąża. Ja cały czas frapuję ta perspektywa tego nowego biurka, do którego usiadłaś. Bo wiesz, ktoś jednak musiał podjąć decyzję, że Łaski Dom Kultury jest łaskim domem kultury w sektorze postrzeganym tak, a nie inaczej. Bez dwóch zdań, nie zrobiłaś tego sama, zrobił to także zespół razem z tobą. No ale właśnie, razem z tobą, ale byłaś w tym procesie. Ktoś musiał to wymyślić. Jak to się odbyło?
Magdalena Kelnerowska:
Nazywamy to programem wyborczy. Jest taki dokument, o którego istnieniu wie każdy, kto gdzieś tam próbował aplikować na stanowisko dyrektora. On tak naprawdę w każdym regulaminie konkursowym jest uwzględniony. To jest program działania. instytucji na lata takie i takie. To trzeba po prostu rozpisać, zaplanować. Szczerze powiem, że zdarza się, a znam też postępowania konkursowe od strony zasiadania w komisji konkursowej, to po prostu widać, który program został sporządzony w oparciu o Kopiuj i wklej. I to nie jest fajne. Ja rozumiem, że jest to też metoda, natomiast jeżeli program jest napisany w umocowaniu o konkretną rzeczywistość, mi było o tyle łatwiej, że ja stąd wyszłam i tak naprawdę wiedziałam dokładnie, jaka jest potrzeba, z czym powinniśmy się jakby mocniej gdzieś mocować, jakie są perspektywy, jakie tutaj są potencjały. Znam środowisko, znam stowarzyszenia, jakby całą tutaj tą rzeczywistość. Może o tyle łatwiej było mi ten program napisać, sporządzić. No on się po prostu komisji spodobał, bo rzeczywiście, i to mówię od początku kiedy on powstał po dziś, to jest program, który był realny do spełnienia. Ten cel, który został postawiony, trzy cele strategiczne, cele operacyjne, wszystkie te zadania, To jakby jest na bieżąco realizowane i powiem szczerze, bardzo byłam też sceptyczna przez długi czas względem takich zjawisk jak misja i wizja. Ja jestem bardzo konkretnym człowiekiem i dla mnie jakieś takie wydumane, górnolotne Hasła to nie do końca ze mną współgra, natomiast na potrzeby tego mojego programu sporządziłam, skonstruowałam taki krótki slogan, który jest tą naszą misją i wizją, bardzo mocno zakorzeniony i umocowany w tej naszej rzeczywistości. I ja z naprawdę wielkim zachwytem w sercu, co najmniej trzy razy w tygodniu, przyłapuję się na tym, że rzeczy, które my robimy, one są tak umocowane w tej misji i wizji i my to robimy już tak odruchowo, że w ogóle nawet nie musimy do tego dokumentu zaglądać.
Marcin Andrzejewski:
Nie wisi misja gdzieś nad tym?
Magdalena Kelnerowska:
Wisi, oczywiście, że wisi. Już ma tyle dziurek od pineski, które świadczą o tym, ile razy była odczepiana i przyczepiana. Natomiast w momencie, kiedy przychodzą do nas nowe osoby, które nie znają jakby tego dokumentu, a ponieważ nie lubię robić rzeczy po nic, to ten dokument też po coś został zrobiony. nam już wszedł w krew i jakby płyniemy z tym nurtem, natomiast nowe osoby, które przychodzą, warto, żeby się z tym zapoznały, więc my przy okazji tego spotkania czwartkowego robimy sobie czasem właśnie w ramach takiej jakby też ewaluacji, przyjrzenia się, na którym etapie realizacji tego programu jesteśmy. no też zapoznajemy z tym właśnie te nowe osoby, które przychodzą. Czyli on, to jest żywy dokument, to jest rzecz, która tak naprawdę nam przyświeca jakieś 10 przykazań, dosłownie. Natomiast tak jak 10 przykazań idzie z serca, po prostu jest to już gdzieś bardzo mocno w naszej świadomości, na poziomie jakichś instynktów i odruchów, a nie nawet już takiego celowego działania po prostu.
Marcin Andrzejewski:
Powiedziałaś, że ten cel, czy ta strategia była do wykonania. A wiesz co, to ja mam kontrę, bo podejrzewam, że w większości przypadków, jakbym poszedł teraz do instytucji kultury i powiedział, słuchajcie, możecie być liderem tu i tam, w takim, a nie innym zakresie, to oni powiedzą, stary człowieku, my tu mamy 400 wydarzeń do zrobienia w tym roku, nie ma czasu na to nawet. Przyjdź jutro. Gdzie to znaleźć? Jak można było podjąć decyzję i skąd ta pewność, że ten cel jest wykonany, kiedy jest tak zwana bieżączka, która nas trawi?
Magdalena Kelnerowska:
Tak. To, że jesteśmy, tak jak powiedziałeś, liderem, jakąś taką rozpoznawalną marką, nie tylko tutaj w naszym najbliższym otoczeniu, To było może troszkę na zasadzie jakiegoś takiego marzenia, takiej jakiejś przepowiedni, natomiast ja też mam w zwyczaju nazywać marzenia planami. Tak, u mnie to jakby znak równości stawiam między tymi dwoma pojęciami, bo po prostu wystarczy mieć determinację, żeby to marzenie realizować i ono już jest planem, prawda? To jakby ta różnica jest.
Marcin Andrzejewski:
Jeszcze się różni podobno plan od marzenia?
Magdalena Kelnerowska:
Nie.
Marcin Andrzejewski:
Że plan ma datę wykonania, a marzenie nie ma.
Magdalena Kelnerowska:
Okej, okej. No tak, no to tutaj jakby data wykonania była, bo to na lata 2021-2027 ten plan został, program został napisany. Jednym z trzech strategicznych celów było właśnie jakby umocnienie pozycji roli Łaskiego Domu Kultury w szerokim środowisku instytucji kultury. Te kroki, które podejmowaliśmy, one może też były troszeczkę takie intuicyjne Nie wiem, to jest jakby suma przypadków też czasami, to co się wydarza i to co się zadziewa. Mamy Rafała, który ma swojego konika pod tytułem grafika i wszystkie tematy okołograficzne, jest magistrem sztuki i generalnie to jest jego, w ogóle jego, w krwiobiegu jego to jest gdzieś krążące. Wymyślił sobie w którymś momencie, że zrobimy tutaj oto konferencję, która będzie takim minigraf-konfem dla sektora kultury, bo no niestety pokutuje w sektorze kultury taka przypadłość takich no niestety graficznych potworków. My wiemy doskonale skąd się to bierze. To się bierze z tego, że w jednym, czy drugim, czy piątym gminnym ośrodku kultury pracują dwie osoby i one nie mają jakby ani czasu, ani kompetencji do tego, żeby robić to dobrze. Robią to po prostu Tak jak umieją najlepiej, ja w to wierzę. Dlatego wzięliśmy sobie po prostu jakby taką do serca taką misję, że może jesteśmy na tyle kompetentni i mamy na tyle determinacji, żeby spróbować ludzi tego uczyć. na takim właśnie poziomie, tego od takiego przedszkolaka, tak to nazwijmy. Pierwsza edycja tej konferencji bardzo się cieszyła dużą popularnością od razu ze startu. No w tej chwili jesteśmy na etapie planowania czwartej. I jest na to potrzeba, jest na to przestrzeń, ludzie tego potrzebują, dlatego dopóki będą potrzebować, będziemy to po prostu robić.
Marcin Andrzejewski:
Nadal zastanawia mnie z perspektywy łaskiego domu kultury, po co robić takie rzeczy, po co być liderem, a nie robić tylko i wyłącznie te rzeczy, które są naturalnie przyklejone do ośrodka kultury.
Magdalena Kelnerowska:
No to teraz ja trochę w kontrze, a po co nie robić? Dlaczego nie robić? Dlaczego nie robić? Wszystkie rzeczy, które w życiu robimy, wszystkie nasze działania i wszystkie nasze zaniechania niosą konsekwencje. Pamiętam jak parę ładnych lat wstecz, może nawet paręnaście, ówczesny dyrektor Łódzkiego Domu Kultury, Jacek Sokalski, podczas któregoś z takich oficjalnych spotkań, no tak troszkę ubolewał, że Łask jest białą plamą na mapie kulturalnej województwa łódzkiego. My mamy, tak w porównaniu z innymi ośrodkami, mamy dość dobre warunki infrastrukturalne, więc jakby wychodząc z tej takiej materialnej bazy, z tej podbudowy, po prostu trzeba odrobinę chęci i my mamy naprawdę warunki do tego, żeby rosnąć. Więc jak można rosnąć, no sama przyroda pokazuje, że albo tam nie ma stanu Konstanc, albo się zwijamy, albo się rozwijamy. Był taki moment, że już bardziej zwinąć się nie dało, więc jakby nie było wyjścia. Trzeba było zacząć się rozwijać. Te kierunki, w których my się rozwijamy, to po pierwsze wynikają właśnie z programu, który powstał na niwie tego, co ja tutaj widziałam i co słyszałam od ludzi, od ekipy, która po części jeszcze z nami pracuje, więc to też nie była taka tylko takie moje widzimisię i mój plan, bo to wynikało stricte z tych potrzeb, które wokół mnie buzowały przez poprzednie lata, więc jeżeli mamy, jeżeli widzimy wokół siebie potrzebę rozwoju, ze wszystkich stron tak naprawdę, bo taki piękny budynek, no nie może stać pustym, bo to jest po prostu grzech. Ludzie, którzy potrzebują robić fajne rzeczy i potrzebują mieć z tego satysfakcję, też muszą mieć warunki do tego, żeby się rozwijać, więc jeżeli chcemy mieć, jeżeli chcemy utrzymać tutaj kadrę, już tak prozaicznie podchodząc do tematu, chcemy mieć tutaj w środku ludzi, którzy są zadowoleni ze swojej pracy i chcą tutaj być i zostać, to musimy dać im tą przestrzeń do tego, żeby oni się rozwijali. No i chyba nie wyobrażam sobie miejsca, w którym poszczególne jednostki się rozwijają, a cała instytucja się zwija. To samo wynika z siebie po prostu.
Marcin Andrzejewski:
A zespół tego chce?
Magdalena Kelnerowska:
Zespół tego chce i to jest też moja obserwacja. Ja staram się jakby bardzo duży obiektywizm w tym wszystkim zachowywać i jesteśmy też dość odporni na taką presję z góry, bo z reguły to jest tak, że gdzieś tam organizator ciśnie, żeby tu była frekwencja, żeby tu się dużo działo, żeby w ogóle jakby wszystko było tak, jakby sobie organizator to wymarzył. Myślę, że w związku z tym, jak udało nam się tą całą machinę rozpędzić przy pomocy tych różnych narzędzi, o których ja po kolei mówię, czy udziałów programach Narodowego Centrum Kultury typu Zaproś nas do siebie, Dom Kultury Plus, wcześniej konwersja cyfrowa Domów Kultury. To są wszystkie rzeczy, które jeżeli trafią na podatny grunt one powodują apetyt na więcej. My w tym momencie jakby już zdajemy sobie sprawę, zresztą generalnie szeroko w środowisku instytucji kultury jest od jakiegoś czasu mowa o tej nadprodukcji i o tym, że jak odbiorca, potencjalny odbiorca siedzący na kanapie i przeglądający ofertę kulturalną ma do wyboru 4 wydarzenia w jeden wieczór, to najprawdopodobniej nie pójdzie na żadne. Bo to jest, no, prosta zasada, osiołkowi w żłoby dano i osiołek po prostu gdzieś tam Nie ma też kryterium niedostępności,
Marcin Andrzejewski:
że jak to jedno jest, tylko ono zniknie, to ja na nie inne pójdę.
Magdalena Kelnerowska:
Też, to są takie mechanizmy, które gdzieś tam światem rządzą od zawsze tak naprawdę. Natomiast wracając do tego, czy zespół tego chce. Zespół tak bardzo tego chce, że ja mam naprawdę głębokie wyrzuty sumienia, kiedy muszę niektóre rzeczywistości odcinać. bo w którymś momencie zaczniemy tracić na jakości tych wydarzeń, które realizujemy, zaczniemy się na siebie złościć, będzie frustracja, bo nie będzie dobrej jakości, zacznie spadać frekwencja, więc to też jest takim dużym, ważnym i bardzo bolesnym zadaniem, żeby próbować ten balans utrzymać po prostu. jednocześnie nie podcinając skrzydeł i jakby nie demotywując pracowników w tym wszystkim.
Marcin Andrzejewski:
W tym wszystkim jeszcze musisz wyważyć, wiesz, między tradycją a nowoczesnością. No bo te nowoczesne jako podejście do organizacji takiego domu kultury, jak prowadzisz, plus no chociażby wymogi albo chcieństwo organizatora, nie?
Magdalena Kelnerowska:
Tak.
Marcin Andrzejewski:
Tu mi zrób dożynki, a nie konferencje o ulotkach.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, tak, tak.
Marcin Andrzejewski:
Jak wstąpać po tym kuchelodzie?
Magdalena Kelnerowska:
Powiem tak, z naszym organizatorem tak naprawdę chyba nigdy, a mówię to z perspektywy 28 lat pracy w tym miejscu, chyba nigdy nie mieliśmy problemów, aż takich, o których słyszymy gdzieś tam na zewnątrz od innych zaprzyjaźnionych instytucji. więc jesteśmy troszeczkę tak w czepku urodzeni. Myślę, że to też nie bierze się znikąd. To, to jakby jest w pokłosie tego, że faktycznie zawsze w tej instytucji dbało się o to, żeby ludzie, którzy tutaj pracują byli nieprzypadkowi. Żeby to były osoby, które faktycznie kompetencje posiadają, stale je podnoszą, które żyją tą pracą, które są tutaj jakby takim prawdziwym potencjałem. I mając takich ludzi w ekipie, no trudno nie prowadzić instytucji, która świetnie działa. Jeżeli świetnie działa, no to organizator wystarczy, żeby uszanował to, że faktycznie to nasze zadanie dźwigamy i realizujemy je w najlepszej jakości.
Marcin Andrzejewski:
Tu przykładem jest chociażby ten fizyczny prezent, czyli fortepian, który dostaliście od organizatora.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, to chyba rzadko się zdarza, żeby faktycznie burmistrz, który musi do tego przekonać, tak jak w przypadku naszego miasta 21 radnych, którzy często gęsto są niestety w kontrze. Na tym polega praca samorządu, że tam rzeczywiście trzeba różnych ludzi przekonywać do różnych pomysłów. Więc jakby zawsze z głębokim szacunkiem tutaj do tej decyzji pana burmistrza podchodzę, bo rzeczywiście ten nasz fortepian nie kurzy się. Tak mogę powiedzieć. Tak, tak.
Marcin Andrzejewski:
Jest wykorzystywany bardzo mocno. Powiedziałeś o kompetencjach zespołu i tu wchodzi temat szkoleń, wszelkiego rodzaju zewnętrznego pozyskiwania informacji. To jest koszt czy inwestycja?
Magdalena Kelnerowska:
To jest zdecydowanie inwestycja. To jest zdecydowanie inwestycja, bo tak naprawdę Płatne szkolenia, tak szczerze z mojej perspektywy, płatne szkolenia często gęsto, ja mam skrzynkę mailową wypchaną taką ofertą płatnych szkoleń. Miewam bardzo często wątpliwość jeśli chodzi o jakość tych szkoleń. My mamy miejsca, mamy takich ulubione podmioty, z którymi taką współpracę w ramach szkoleń prowadzimy i mamy tam gwarancję, że to jest absolutnie najwyższa jakość i to jest to, czego my szukamy i to, czego my potrzebujemy. W związku z tą naszą dość intensywną współpracą z Narodowym Centrum Kultury, my mamy już troszeczkę wyższe wymagania jeśli chodzi o szkolenia. W związku z tą współpracą pieniędzy na szkolenia bardzo często nie wydajemy po prostu. Natomiast jeżeli jest taka potrzeba, bo też jakby tu sytuacje różne następują i trzeba na przykład natychmiast zabezpieczyć odcinek obsługi technicznej, dźwięku, światła, to tak. Natomiast ja zostawiam to tutaj jakby w gestii osobom zainteresowanym, że one mają takie szkolenie sobie tutaj gdzieś znaleźć. I to jest też ich odpowiedzialność, co one w ramach tego szkolenia dostaną.
Marcin Andrzejewski:
I na samym końcu tego łańcucha pokarmowego, jeżeli możemy tak powiedzieć, no bo kultura to też przecież pożywienie dla duszy. Jest odbiorca.
Magdalena Kelnerowska:
Tak.
Marcin Andrzejewski:
No i co o nim możemy powiedzieć? Bo wiesz, z perspektywy instytucji mamy plan, mamy strategię, mamy misję i wizję i nawet jeżeli jest zapisana i wdrażana, no to na końcu jednak robimy to także dla kogoś jeszcze. Dla tej osoby z zewnątrz, która ma tutaj przyjść.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, ten odbiorca jest u nas bardzo mocno widoczny właśnie w misji i wizji, bo tak naprawdę od tego się zaczyna i od tego pytania po co. Jest taki magiczny krąg Simona Sineka, tego wektoru, prawda, co robimy, jak to robimy i po co, więc my staramy się rozpoczynać myślenie o kolejnych rzeczywistościach właśnie od tego po co. Odbiorca jest zapisany w naszej misji i wizji, a tam jest to określone w ten sposób, że my z jednej strony jakby zabezpieczamy potrzeby mieszkańców, ale też je budujemy i kształtujemy. To jest taki nasz jakby dodatek. Nie chcemy tylko i wyłącznie pochlebiać gustom i stosować tego modelu podawczego. Jeżeli jest już jakby taka potrzeba, bo tak jak mówię, ten filar tej działalności impresaryjnej, to nadal jest i pewnie jeszcze długo będzie taki model czysto podawczy, gdzie odbiorca jest faktycznie tylko konsumentem, a nie do końca uczestnikiem tych wydarzeń. Więc to a i owszem, natomiast zawsze staramy się chociaż odrobinę przemycić tego budowania tej potrzeby, tego podnoszenia poziomu tych potrzeb, Chociażby przez to, że zawsze dajemy produkt wysokiej jakości. Jeżeli ludzie potrzebują koncertu, to ten koncert jak najbardziej, natomiast na pewno w jakości, która jakby jest w naszym standardzie. nie gdzieś tam poniżej, nie na zasadzie pochlebiania właśnie tym gustom, tylko żeby jednak była jakaś wartość dodana, która wokół tego jakby też temu odbiorcy robi apetyt na więcej, czyli go gdzieś od środka buduje i rozwija po prostu. Myślę, że idąc tym tropem osiągnęliśmy sytuację taką, że tak naprawdę Może jeden na dziesięć koncertów ma odrobinę słabszą frekwencję i tutaj mówimy np. o 50% sali, a nie 80 czy 90, które są takim naszym standardem, jeśli chodzi o frekwencję.
Marcin Andrzejewski:
Pamiętam, kiedyś miałem okazję pracować z panem Tylkowskim, który wymyślił lastradę w Kaliszu. Międzynarodowy Festiwal Artystycznych Działań Ulicznych, tak to się nazywa. Byłem przy dialogu kiedyś artysty, który musiał grać w deszczu. Działania artystyczne są na zewnątrz, jak pada, to pada. I on był w wielkim szoku, że odbiorcy nie uciekli, że zostali w tym deszczu i czekali na wydarzenie. I on wtedy powiedział do pana Tylkowskiego, gratuluję, nie wytworzył, tylko wychował pan sobie publiczność.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, tak.
Marcin Andrzejewski:
Pomimo, że to była sztuka jednak trochę ciągnąca w górę, wiesz, to nie był łatwy, artystyczne działania publiczne nie są łatwe. Nieraz są bardzo barwne, ale w odbiorze są. No to gdzie będzie za 10 lat wasz odbiorca i łącznie z nim wy?
Magdalena Kelnerowska:
Ojej, za 10 lat. Dzisiejsze tempo jest tak zawrotne, że tak naprawdę wszystko możemy sobie wyobrazić. Pewnie tylko Lem przewidział, gdzie będziemy. Myślę, że To jest taka kolejna rzeczywistość, w którą my z wielkim apetytem i przedreptujemy oczekując nadejścia tych czasów, to jest model społecznego domu kultury. To jest coś, czym my zostaliśmy porażeni dwa czy trzy lata temu przez kolektyw społeczny Dom Kultury z Pawłem Gębałą. Gębała? Gębala? Przepraszam Paweł.
Marcin Andrzejewski:
Paweł, pozdrawiam.
Magdalena Kelnerowska:
Paweł Zestrzelna. W każdym razie jest to trend, w którym myślę, że instytucje kultury, chcąc, nie chcąc, będą w kierunku którego będą szły. To jakby obserwując to, co się wokół nas dzieje, obserwując sytuację taką społeczną, Postpandemiczne jakieś tam jeszcze odpryski, które niestety determinują bardzo wiele rzeczywistości do dziś i jeszcze długo będą. Patrząc także na mapę trendów takich ogólnoświatowych. Mamy taki ulubiony też przez nas stronę InFuture Institute Gdański, Natalia Hatalska, gdzie I to też jest wniosek, który ja wyciągnęłam z naszej pracy tutaj z poprzednich lat. Kto by pomyślał, taki Dom Kultury i jakieś w ogóle światowe megatrendy, w ogóle o co tu chodzi. Natomiast trend Silver Tsunami, który tam był już dosyć dawno przepowiadany i pokazywany. Gdyby nie to, że my mieliśmy tą świadomość, bo powiem szczerze, no nie nużam się w danych demograficznych bieżących gdzieś tutaj, nie śledzę tego obgryzając w paznokcie, natomiast to, że myśmy tą mapę jakby prześledzili, przeanalizowali, i spróbowaliśmy nad tym zrobić jakiś taki nasz wewnętrzny warsztat, to spowodowało, że w tej chwili nasz uniwersytet trzeciego wieku funkcjonuje tak, jak funkcjonuje. To jest rzesza 270 słuchaczy, którzy tak naprawdę, no, ten nasz budynek, no, doprowadzają do pękania w szwach momentami. I to świetnie funkcjonuje. I pewnie gdyby nie ta nasza wiedza o tym zaczerpnięta właśnie z mapy trendów, mogłoby być różnie, bo moglibyśmy się na ten pociąg nie załapać, tak? A mówię my nie załapać, słuchacze nie mieliby tej możliwości, żeby tu w zadaniach jakichś swoich aktywnościach uczestniczyć. I to samo dotyczy jakby tych kolejnych rzeczywistości, które tam na mapie trendów są widoczne. Mamy polaryzację, mamy kryzys relacji społecznych tak naprawdę. nasze jakieś takie pojedyncze marzenia, małe, typu, nie wiem, zorganizowanie pikniku obywatelskiego podczas święta flagi. My robimy tam technikę w czasie obchodów takich miejskich na placu. No i jakby tak troszeczkę nam jest dziwnie, że ta impreza trwa 15 minut łącznie z jakimiś występami super utalentowanych przedszkolaków i to już jest koniec. I my sobie wymarzyliśmy, że może to byłoby fajne, bo to jest święto, które nie obrosło jakąś tam tradycją jeszcze, jakby ludzie się do tego gdzieś tak dotykają troszeczkę nieśmiało, więc stwierdziliśmy, że może wokół tego zrobimy piknik obywatelski. Mieliśmy tutaj zaplanowany piękny panel dyskusyjny, to już była chyba druga edycja tego pikniku. Piękny panel dyskusyjny z szefem Kancelarii Prezydenta Komorowskiego Jackiem Michalskim i z szefem Parlamentu Młodych Igorem Jędrzejczakiem, który jest łaskowianinem. Piękna sytuacja i 5 osób uczestniczących jako odbiorcy w tym panelu, więc taka z jednej strony troszeczkę porażka, a z drugiej strony refleksja. I najpierw przyszła do mnie taka myśl, że że nie uda nam się zrobić tego wydarzenia dopóki w społeczeństwie nie ma jakiejś takiej postawy obywatelskiej wypracowanej. Jeździmy po Europie i widzimy, że są piękne klomby, trawniki, instalacje artystyczne w mieście i zastanawiamy się jak to jest, że one tutaj tyle stoją i nikt ich nie popsuł. Bo pewnie w Polsce już dawno by tak było, że ktoś przyjdzie i je po prostu popsuje. Więc dopóki nie ma w naszym narodzie takich postaw obywatelskich, to ten piknik nam się nie uda. A potem za chwilę jedziemy do Strzelna i słuchamy różnych rzeczy a propos społecznego domu kultury i przychodzi kolejna refleksja, która jest po prostu takim olśnieniem. Ja takie momenty uwielbiam, czasem takie mam właśnie. Gratulacje. Kurcze, ale przecież to my musimy to zrobić. My jako instytucja kultury w tym mieście musimy pracować nad tym, żeby te podstawy obywatelskie się w ludziach pojawiały. Skoro instytucje kultury, nocują Ukraińców po rozpoczęciu wojny, skoro robią kanapki dla powodzian i nocują powodzian i robią jeszcze milion różnych innych rzeczy, których w ogóle nie mają w statucie, to dlaczego nie mamy pracować nad budowaniem postawy obywatelskiej w naszym tutaj lokalnym środowisku. I jak już nad tym popracujemy, to wtedy jak będzie piknik obywatelski, to po prostu placu braknie.
Marcin Andrzejewski:
W głowie mi teraz leci melodia, bo jak nie my, to kto?
Magdalena Kelnerowska:
Dokładnie.
Marcin Andrzejewski:
Chciałem cię zapytać jeszcze, gdzie widzisz ten sektor za kilka lat, ale już odpowiedziałaś właściwie.
Magdalena Kelnerowska:
Tak, myślę, że to jest nieuniknione. My to widzimy jakby bardzo szeroko z takiego poziomu meta w związku z tym, jak wygląda obecnie finansowanie kultury, że tutaj rzeczywiście duży nacisk kładzie się na na granty, na działania projektowe. Niekoniecznie, z tego co ja obserwuję, niekoniecznie jest więcej funduszy w tych samorządach na działania kulturalne, więc pewnie to jakby jedno z drugim łącząc, czyli tą potrzebę pracy nad lokalną społecznością, tą potrzebę też przesuwania, bo młode pokolenie, tak jak już też wspomnieliśmy, oni mają zupełnie inne oczekiwania i inne potrzeby. Dla nich jakby Dla nich bycie odbiorcą kultury to jest coś, co jest dla nich niewystarczające. Coraz częściej będą się pojawiać jakby te potrzeby bycia twórcą. Takim homofaber to zdaje się takie jest określenie w tym starosłowiańskim języku. w przeciwieństwie do, w kontrze do homo ludens, czyli człowieka tego bawiącego się, czyli tego odbierającego. Więc jakby łącząc te wszystkie obserwacje a propos finansowania kultury, tych rodzących się w młodym pokoleniu potrzeb, tego jak bardzo idziemy w kierunku Europy, a jak wiemy w Europie, No nie ma samorządowych instytucji kultury. To jest taki nasz tutaj polski jakby wytwór i takie pokłosie słusznie minionego systemu. Więc łącząc to wszystko razem ja widzę, że samoistnie toczymy się w kierunku społecznego domu kultury, w kierunku tego modelu. Takie mam wrażenie, być może to jest tylko moja jakaś wyobraźnia, natomiast ja łącząc te trzy rzeczywistości widzę, Widzę dość jasno, że to jest ten kierunek i też bardzo temu przyklaskuję, bo ja widzę tą potrzebę. Widzę potrzebę jakby szczególnie w świetle tej polaryzacji i tego zerwania relacji społecznych, to widzę właśnie tą potrzebę. No człowiek jest istotą stadną i tutaj Jeżeli jeszcze będziemy długo siedzieć przed tymi czarnymi lusterkami, no to po prostu będzie coraz słabiej z nami.
Marcin Andrzejewski:
Dobrze, to zrobimy teraz tak. Poprosimy ludzi, którzy to oglądają, słuchają, żeby wyłączyli swoje urządzenia i weszli na spacer.
Magdalena Kelnerowska:
Okej.
Marcin Andrzejewski:
A my się widzimy za 10 lat i sprawdzimy, czy twoje przewidywania okazały się…
Magdalena Kelnerowska:
Dobra, sama jestem ciekawa.
Marcin Andrzejewski:
Ja także. Bardzo ci dziękuję za rozmowę.
Magdalena Kelnerowska:
Dzięki.
Marcin Andrzejewski:
Bardzo dziękuję za to, że jesteście. Celowo używam liczby mnogiej. No i gratuluję.
Magdalena Kelnerowska:
Myślę, że dziękuję.
Marcin Andrzejewski:
Dzięki wielkie. Wszystkiego dobrego.
Magdalena Kelnerowska:
Dzięki.