Obejrzyj na YouTube!
Posłuchaj podcastu:
Opis odcinka
Poznaj świat filmowej edukacji oczami Jacek Różański w rozmowie z Marcin Andrzejewski. Dowiedz się, czym jest praca z młodymi twórcami i jakie wyzwania niesie prowadzenie pracowni filmowej oraz animacji. W odcinku: Jak sztuka i wrażliwość przenikają się w pracy z obrazem filmowym Różnice między tradycyjnym filmem a klasyczną animacją poklatkową Wyzwania w pracy z różnorodną, młodą grupą twórczą oraz znaczenie relacji w zespole Kulisy dokumentacji wydarzeń artystycznych i współpracy z innymi działami instytucji kultury Znaczenie rejestracji i archiwizacji dla przetrwania i rozwoju instytucji kulturalnych
Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
Transkrypcja
Jacek Różański:
Z drugiej strony jest Wasza wrażliwość i to, jak Wy postrzegacie obraz ruchomy, obraz filmowy i cały czas też rozmawiam i mówię im o emocjach, nad którymi warto pracować, jeżeli chce się pokazać właśnie te emocje w filmie, ale nie mówiąc o nich, tylko właśnie pokazując je za pomocą formy.
Marcin Andrzejewski:
Jacek Różański, edukator filmowy. Film to jest dla Ciebie forma edukacji, czy forma spełnienia się artystycznego?
Jacek Różański:
Jeśli chodzi o moją taką przygodę z filmem jako takim, to ona się zaczęła tak troszeczkę niepozornie jeszcze podczas studiów, kiedy dostałem się na wymarzoną uczelnię tutaj w Warszawie na Akademii Sztuk Pięknych. na Wydział Malarstwa i tam po roku studiów gdzieś zacząłem mieć myśli na temat właśnie bardziej obrazu ruchomego niż takiego statycznego. I też w związku z tym zacząłem gdzieś myśleć o pewnej zmianie. No i taką zmianę dokonałem, przenosząc się na Wydział Sztuki Mediów, też na Akademii Sztuk Pięknych i tam na szczęście trafiłem na wspaniałego człowieka, wspaniałego artystę polskiego, bardzo znanego, który już niestety nie żyje, właśnie w zeszłym roku zmarł, Grzegorz Kowalski. Grzegorz Kowalski, który wypuścił tak znanych artystów jak Katarzyna Kozyracz, Artur Różmijewski, Paweł Altamer, naprawdę dobrych artystów, rzeźbiarzy. i performerów. Tak więc miałem to szczęście, że tam trafiłem i mogłem poznać tą pracownię i metody pracy z obrazem filmowym, z obrazem ruchomym, ale przede wszystkim też z takim bardzo specyficznym, ale też bardzo rozwijającym podejściem do samego obrazu filmowego, ruchomego, do kompozycji, do przede wszystkim szukania emocji nie w słowach tylko w formie. To był dla mnie taki moment przełomowy wtedy i cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tym projekcie, w tej pracowni i wśród tych ludzi. Miało to wpływ na mnie taki, że to siedzi we mnie do dzisiaj i próbuję to przekazywać dalej. Właśnie moim podopiecznym, moim młodym ludziom, których mam w pracowni, w dwóch pracowniach, bo pracowni Anima, W dorożkarni tutaj i w pracowni filmowej Parasol. W sumie od tego sezonu artystycznego to Parasol się podzielił na dwie pracownie. Pierwsza to jest taka powiedzmy basicowa, studio Parasol dla dla początkujących, przygodę z filmem, no i też pracownia już artystyczna, czyli pracownia artystyczna Parasol, filmowa pracownia artystyczna Parasol, gdzie powiedzmy już grupa, która się gdzieś zna, wie w jakich dziedzinach, czy w jakich narzędziach oni się już gdzieś powiedzmy rozpoznają, w jakich się dobrze czują funkcjach podczas właśnie tworzenia obrazu. Czyli operatorka, czy dźwięk, światło, montaż, color grading, reżyseria, pisanie scenariusza, trzymanie w ryzach ekipy filmowej na planie filmowym, tak więc Dlatego też dla nich ta grupa artystyczna powstała, gdzie by mogli oni po prostu bardziej być osadzeni już powiedzmy w takiej grupie, która ma jakieś powiedzmy już większe znaczenie dla nich samych.
Marcin Andrzejewski:
Ale to jest dosadzona w realiach, bo to są już takie rzeczy, z którymi się mogą spotkać potem nawet w zawodowej pracy, gdy wyprzesz się na to profesjonalnie.
Jacek Różański:
Tak, jeżeli wybierają taką ścieżkę rozwoju własnego właśnie w tej dziedzinie artystycznej, filmowej, czy nawet też reklamy, Bo moje uczestnicy, też co byli i też co teraz są, wybierają właśnie ten kierunek. Czy to jest związane z filmem, ale też właśnie jakby też z samą reklamą szeroko pojętą, bo wybierają się do różnych takich warszawskich uczelni czy szkół prywatnych, ale też państwowych, próbują swoich sił w tym. No i to jest z nami też taki… taka… Troszeczkę jakby to powiedzieć. Satysfakcja z tego, że no jednak oni gdzieś kontynuują to, że ta ich pasja ona się gdzieś rozwija i myślą tym obrazem i chcą w tym brać udział i tworzyć to.
Marcin Andrzejewski:
Powiedziałeś o tym, że jesteś po ASP, ale zacząłeś od malarstwa. W sumie jakbyś malował 24 obrazy na sekundę, to już byłbyś w filmie od razu. Ale zaczepiłem się do tego, bo dosłownie niedawno rozmawiałem z moim kolegą, który stoi teraz za kamerą z Patrykiem Kęcem. Opiniowaliśmy jeden z filmów, który dostaliśmy od takiej osoby, która była u nas troszeczkę na stażu i on powiedział rzecz, która bardzo z tym rezonuje. Mówi, gościu ma talent, jest okej, trzeba by go tylko zamknąć na jakiś rok, dwa w Luwrze, żeby zobaczył czym jest piękno. I wtedy technicznie wszystko było okej. Od razu mam taką zbitkę, że ty masz ten background doświadczenia ze sztuką, z malarstwem, no bo to jest jednak troszeczkę inne podejście niż filmowe, ale jednak wrażliwość, która się wtedy buduje, może być nie do przecenienia później w takim działaniu.
Jacek Różański:
To się zgadza. Też sam przecież Wajda był malarzem. On przecież też miał właśnie taki background, gdzie bardzo mu to jakby sprzyjało i bardzo mu pomagało w jego pracy reżysera. Więc tutaj nie chcę absolutnie się gdzieś tam porównywać, tylko jakby nawiązując też do tego, że Wajda miał taki background, Ja całe szczęście też tak mam, że mam taki background i to też przenoszę na to nasze poletko pracowni filmowej, gdzie oczywiście podczas naszych rozmów i różnych takich dyskusji z młodymi mówię im o tym, że słuchajcie, to są narzędzia, macie narzędzia, one są super, Natomiast to jest aż i tylko w sumie narzędzie. Z drugiej strony jest Wasza wrażliwość i to jak Wy postrzegacie obraz ruchomy, obraz filmowy. i cały czas też rozmawiam i mówię im o emocjach, nad którymi warto pracować, jeżeli chce się pokazać właśnie te emocje w filmie, ale nie mówiąc o nich, tylko właśnie pokazując je za pomocą formy, kompozycji, światła. aktorów lub pewnej abstrakcyjnej przestrzeni, bo w tym wszystkim można te emocje uzyskać. I warto, powiedzmy, dać sobie szansę na to, by inaczej te emocje spróbować przekazać dalej. Czyli na przykład poprzez formę filmową, którą się stworzy, dalej przekazać to widzowi. i praca właśnie nad czymś, co nie jest do końca takie oczywiste w obrazie filmowym, bo też często łapiemy się na tym w pracowni, że często Gdzieś są fajne ścieżki myślenia, natomiast w rezultacie idzie to w pewną dosłowność, a ja tak troszeczkę próbuję ich wytrącać z tego, żeby jeszcze można było pomyśleć nad formą przekazu. czy danej sceny, emocji z tym związanych.
Marcin Andrzejewski:
Ale to jest tak, że ty jesteś tam bossem i reżyserem, czy ty jesteś tylko i wyłącznie osobą, która sprawuje parasol nad tym?
Jacek Różański:
Dokładnie tak. Ja przede wszystkim chcę i tak staram się być tą osobą, takim parasolem, takim opiekunem, który obserwuje, doradza, jeżeli jest taka przestrzeń do tego. Staram się oczywiście wspierać technicznie i merytorycznie na tyle, na ile danna sytuacja twórcza tego wymaga. Ale tak, ja przede wszystkim chcę być tutaj jakby powiedzmy takim zwornikiem, tym prowadzącym tą pracownię, natomiast nie chcę być tym bossem czy reżyserem, że ty to, to, to i tamto. Oczywiście czasami kierunkuje pewne funkcje, jeżeli chodzi o tworzenie filmu, czyli bycie operatorką, operatorem, oświetleniowcem, czy właśnie ogarniaczem planu, ogarniaczką planu filmowego. Ale to jest jakby ich indywidualne poszukiwanie w tych narzędziach i czerpanie, doświadczanie, szukanie, co jest dla nich też najbardziej komfortowe, w czym oni się dobrze czują, co im dobrze idzie. I przede wszystkim ekstra jest to, że ta ich struktura relacji w grupie, gdzie tak naprawdę oni to wytwarzają, ja niczego absolutnie też o nich nie wymagam, nie sugeruję za dużo, że to od nich wychodzi. że ci młodzi ludzie sami gdzieś mają pewne inicjatywy i próbują właśnie łączyć te różne kropki związane z realizacją filmu, tworzeniem. Więc ja jestem takim zwolnikiem, opiekunem, jak trzeba podpisać albo ogarnąć pewne umowy oczywiście, faktury, bla bla i tak dalej, to jestem tym powiedzmy na kogo mogą liczyć. różne też takie sytuacje potrzebne do realizacji, które wymagają pełnoletności, no to oczywiście też się tam, że tak powiem, za nimi wstawiam. Tak więc ja jestem po prostu tym opiekunem, na którego oni mają liczyć. Emocji za nich nie zagram. To jest też to, żeby oni sami poszukiwali tych emocji. w obrazie, żeby oni pracowali z tym narzędziem na tyle możliwie, żeby uczyli się tego ich własnego spojrzenia na przekaz z obrazu dla widowni czy dla widza jakkolwiek. Mam takie myśli. żeby być może trochę przełamać pewien schemat, który powiedzmy gdzieś mamy w naszej przestrzeni filmowej. To co widzimy w ekranie smartfona, w telewizji, nie wiem jak bardzo w tym momencie młodzi ludzie są związani z ekranem telewizji w ich własnych domach. ale moi młodzi często chodzą właśnie do kina, a kino wiadomo, że ten wielki obraz, że ta przestrzeń, one mają zupełnie inny wydźwięk i zupełnie inaczej działają na nasze zmysły niż telewizor w domu czy ekran komputera, czy smartfona.
Marcin Andrzejewski:
mnie zastanawia, wiesz co, jak zarządzić taką grupą, bo to są osoby, które, jak mówisz, muszą się z własnymi emocjami zmierzyć i zmierzyć się z emocjami, które chcą przekazać, co jest prawie, że tożsame. Tam, gdzie wchodzą emocje, tam bardzo często wchodzi ferment twórczy. Jak jest jedna osoba, artystyczna, to mogą być dwie lub trzy drogi, a jak jest kilka takich osób, którymi ty musisz, jakby nie patrzeć, trochę zarządzić, choć brzmi to technicznie, ale jednak, żeby doprowadzić do końca projekt jakiś, no bo oni mogą nie mieć doświadczenia, jak to zrobić, jak sobie po drodze radzić z przeciwnościami. Jak ty do tego podchodzisz? Masz grupę młodych ludzi, którzy chcą, to już jest fantastyczne, to już jest wielki przywilej z takimi osobami pracować, ale proza życia gdzieś tam się na pewno wkrada. To jest jednak długi proces i niełatwy.
Jacek Różański:
Wkrada się i to bardzo często, akurat jeśli chodzi o obecną grupę i obecne osoby, które tworzą tą grupę, uczestniczki i uczestnicy są tak bardzo różnorodni i to jest piękne dla mnie. Ja osobiście to uwielbiam, natomiast czasami pogodzić pewne potrzeby albo charaktery lub pewne perspektywy ich własne na działanie, jest to wyzwanie dosyć niemałe. Ale pracujemy nad tym. Po prostu nie boimy się tego. Nie boimy się też tych trudnych emocji, które pojawiają się czasami w grupie i staram się im też przekazywać to, że słuchajcie, to też jest ważne. Macie pewne trudności, są spiny. Rozmawiamy o tym. Rozmawiamy o tym i słuchajcie, wyjaśniamy kto ma jakie, powiedzmy, argumenty albo właśnie jak to kto odczuł, czy jak to widzi pewien, powiedzmy, zagadnienie lub problem. I tak, przepracowujemy to. To jest też dla mnie bardzo ważne, żebyśmy byli jak najbardziej blisko ze sobą w tej relacji, żebyśmy mieli tą łatwość porozumiewania się i nawet jeśli bywa trudno, to wiemy, że jest trudno, ale wiemy, że z tego wyjdziemy, bo już tak mieliśmy. I ze wszystkich takich sytuacji patowych można wyjść, a teraz jest ich w pracowni niemało, bo oczywiście ten poziom lubienia siebie wzajemnie jest też różny. i pewnej cierpliwości do siebie też jest różnorodny, ale też przede wszystkim młodzi na moje zajęcia przychodzą. też w różnym stanie psychicznym i emocjonalnym, nawet psychofizycznym również. Różnie za każdym razem. Są zajęcia, gdzie po prostu wszyscy przychodzą i są wykończeni czymś tam. szkoło, jakimiś obowiązkami innymi. Ja to widzę, ja to staram się zauważać, mówić o tym głośno do nich i przede wszystkim wziąć też pod uwagę ich stan na daną chwilę. Nie cisnąć wtedy, kiedy oczywiście jest taka potrzeba, ale brać pod uwagę właśnie ich samopoczucie, ich stan emocjonalny, bo myślę, że wtedy Mam nadzieję, że mają wtedy takie poczucie bezpieczeństwa i takiego stanu komfortu, że okej, to jest ta przestrzeń, tu są ci ludzie, to jest ten koleś, ten Jacek, on mówi mi okej, dobra, jest spoko. nie naciska, nie wymusza, ale trzeba wziąć pod uwagę, że też jakąś wykonujemy tutaj pracę ze sobą i też jakąś artystyczną, ale w gruncie rzeczy bardzo to jest dla mnie ważne.
Marcin Andrzejewski:
Bo nie ma, wiesz, nie ma możliwości otwarcia się emocjonalnego, jak nie jesteś, nie czujesz się bezpieczny, nie? To jest zawsze pokazanie podbrzusza.
Jacek Różański:
Tak, zgadza się. Te podbrzusza były odsłonięte nieraz i naprawdę wiele trudności się pojawia. A tym bardziej, no, ja mam w pracowni, pracownia parasola, no, do pracowni parasol przychodzą osoby od piętnastego roku życia i tak, i wiadomo, że to jest okres w życiu młodego człowieka, gdzie tam się dzieją naprawdę trudne rzeczy w głowie. I też mając taką wiedzę na ten temat z różnych szkoleń, na które też chętnie wyjeżdżałem i dowiadując się o młodych ludziach, to co się tam u nich dzieje, jakie rzeczy się przydarzają, no dzięki temu mam właśnie też taką wiedzę, żeby i takie umiejętności, żeby się po prostu nimi gdzieś tam zająć, tak żeby się zaopiekować troszeczkę tymi różnymi stanami. a one naprawdę są różne i czasami absurdalne.
Marcin Andrzejewski:
Z naszej perspektywy już teraz tak, ale pamiętasz, też mieliśmy naście lat.
Jacek Różański:
To było grube.
Marcin Andrzejewski:
Masz też jeszcze jedną nogę w tej pracowni, bo jedna rzecz to jest film taki typowy, ale jest też animacja i to nie byle jaka animacja.
Jacek Różański:
Animacja, jak ja to nazywam, animacja klasyczna, animacja tradycyjna, czyli wytwarzana poklatkowo. Tak, i to jest bardzo ciekawa przestrzeń. Uwielbiam ją, uwielbiam pracować, bo to jest akurat grupa, gdzie, to jest akurat pracownia, która jest skierowana do młodszej, do młodszych młodych ludzi. do tej młodszej młodzieży i dzieci przede wszystkim. Od dziewiątego roku życia do powiedzmy piętnastu, ale ja się tutaj nie zamykam, jeżeli ktoś ma ochotę przyjść do pracowni i popracować. Mamy panią Anię, która ma 45 lat chyba i przychodzi z córką i też pracuje. Super. I się sprawdza. Jak najbardziej ta pani sprawdza, bo też nie ma Też były oczywiście takie obawy, że dorosła osoba i młodzi, jak tutaj ta ich swoboda będzie pracować, a to wychodzi po prostu znakomicie. Tak więc jest to naprawdę, bardzo satysfakcjonująca mnie robota.
Marcin Andrzejewski:
No ja jestem pełen podziwu, wiesz, dla animatorów. Ja pamiętam, jeszcze kiedyś robiłem we Fleszu w takiej technologii, tam były te klatki, klatki kluczowe i jak ja sobie, ja tworząc to w komputerze, nie potrafiłem sobie wyobrazić, jak można to robić manualnie. Chylę czoła, ale myślę, że to jest super narzędzie, takie edukacyjne, na wielu poziomach. Mi się pszczek śmieje, jak sobie o tym myślę.
Jacek Różański:
I tym bardziej, że jeszcze też idąc dalej za tym hasłem różnorodności, to też staram się, żeby ta różnorodność była również w dostępie narzędzia. Tak więc mamy różne te narzędzia plastyczne, ale też nie tylko, bo tak naprawdę animację poklatkową nie dość, że można stworzyć w różnej skali, od mikro jakiejś przestrzeni, czy 2D, czy już powiedzmy pracując w jakiejś przestrzeni 3D, jeżeli chodzi o komponowanie obrazu, po jakieś ogromne powiedzmy przestrzenie na zewnątrz, wykorzystując na przykład drona. Tak więc takie właśnie fajne narzędzia mamy, że możemy naprawdę poprzez makroobiektyw robić, możemy animować ziarenka piasku posiadając drona, którego oczywiście muszę ja nawigować i nim sterować. ale oczywiście jestem otwarty na sugestie młodych, bo też tak pracuję. Pracuję właśnie tak, żeby to narzędzie było jak najbardziej różnorodne i staram się zapełniać te, powiedzmy, wszystkie luki potrzeb, które młody człowiek sobie tam wymyśla i naprawdę, a ich pomysły są, no, odjechane. Tak. I niektóre potrzeby też. Tak więc to jest super.
Marcin Andrzejewski:
Trochę Cię zazdroszczę. Ja nie mam manualnych umiejętności, a wiem, że Wy robicie w różnych technikach. Glina się pojawia, słyszałem.
Jacek Różański:
Glina mogłaby się pojawiać, ale bardziej wykorzystujemy plastelinę. Oczywiście to wszystko naprawdę zależy od tego, co się ma w wyobraźni.
Marcin Andrzejewski:
Wyobraźnię można mieć. Ja potrafiłem tylko kulkę co najwyżej ukleić.
Jacek Różański:
No to na przykład bym ci podpowiedział, że no to zobacz, to jeszcze możesz
Marcin Andrzejewski:
mieć to, to, to i to.
Jacek Różański:
Możesz to sobie połączyć, możesz po prostu, nie? Jakby używając jakby tak na czysto konkretnego narzędzia, czy to jest Lego, klocki Lego, czy plastelina, czy papier. czy nawet powiedzmy też gotowe elementy do animowania, jakieś miniaturowe. I tutaj te opowieści tych młodych ludzi, oni ogólnie też łączą te narzędzia i te ich opowieści fabularne, czy też jakieś powiedzmy abstrakcyjne, To ma potencjał po prostu. Uważam, że to ma potencjał, dlatego to wprowadzam. Tę taką różną narzędziowość otrzymywania obrazu.
Marcin Andrzejewski:
Zazdro. Jakby tak słuchać tego, co mówisz, to już zapełniliśmy jakieś 26 godzin w każdej dobie tego, co masz w głowie i tego, co robisz, a wiemy, że to nie jest jedyna rzecz, którą tu robisz. Znaczy nie jedyna, jedna z dwóch, a jedna z trzech, bo jeszcze jest ta trzecia.
Jacek Różański:
Tak, czyli realizacja materiałów i projektów filmowych, dokumentacyjna, czyli nasze wydarzenia różne, czy koncerty naszych wokalistów, wokalistek, ale także teatry tańca, ich spektakle czy spektakle teatralne. czy też wernisarze pracowni plastycznych, naszej pracowni ceramicznej, czy też dokumentacja wydarzeń typu śniadanie sąsiedzkie, gdzie spotykają się głównie osoby seniorskie, czy te osoby po 60. roku życia. nie tylko dlatego, że czasami się pojawiają osoby młodsze, też przychodzą z wnukami, z wnuczkami, gdzie się też pojawiają goście, gościnie, opowiadając o różnych, powiedzmy, problemach społecznych czy też ciekawostkach, To też robię, to też dokumentuję. Dokumentuję też różne warsztaty. I tutaj te warsztaty związane z różnymi pokoleniami naszych uczestników i uczestniczek. Tak więc, no, tak. I to moje doświadczenie tutaj związane z dokumentacją wideo. z nagrywaniem materiału również takiego, który ja potem właśnie mogę wykorzystać w celach promocyjnych do rożkarni.
Marcin Andrzejewski:
No tak, bo wiele osób na to nie zwraca uwagi, bo to nie jest łatwe, to nie jest tanie, jeżeli bierzemy też przez pryzmat działania instytucji kultury jako takiej. Ale to jest inwestycja w przyszłość i w ewentualnie, tak zwany upselling właściwie, czyli chwalenie się tym, co się robi, żeby pokazać, że ej, tu jest fajnie. Nie, że my mówimy, że jest fajnie, tylko zobaczcie.
Jacek Różański:
Tylko to trzeba pokazać.
Marcin Andrzejewski:
Trzeba mieć takiego człowieka jak ty i trzeba podjąć decyzję gdzieś tam na wyższym poziomie. że warto w takie coś zainwestować, bo sam wymieniłeś ile rzeczy realizujesz, że to są i teatry, i taniec, i wernisaże, i inne rzeczy, które tutaj się dzieją, no bo przecież macie kilka różnych działów tematycznych i wiem, że z nimi współpracujesz też bardzo mocno, to nie jest tak, że jesteś oderwaną wyspą.
Jacek Różański:
Nie.
Marcin Andrzejewski:
Cały bajer polega na tym, żeby rozmawiać wcześniej i żebyś ty wiedział, co ci ludzie chcą przekazać, nie? Bo ty nie znasz się zapewne na tańcu tak dobrze, jak na filmie. Tak samo ja.
Jacek Różański:
Dokładnie tak.
Marcin Andrzejewski:
To jest normalne, bo na czymś trzeba znać się lepiej. Ale chcesz wykonać swoją robotę jak najlepiej. Więc musisz mieć ten background i tą informację, Czy możesz nam trochę zdradzić kuchni technicznej, bo domyślam się, że w zależności od rodzaju wydarzenia bierzesz inny sprzęt, inaczej do tego podchodzisz, bo inaczej zarejestrujesz teatr tańca, a inaczej wernisaż. Jak się rejestruje wernisaż, żeby był atrakcyjny?
Jacek Różański:
Przede wszystkim, jeżeli chodzi o nasze wernisaże, one się zdarzają głównie na korytarzu, natomiast też się w naszej przestrzeni, głównej sali widowiskowej, czasami też się tam zdarzają. Ale czasami też również na zewnątrz, chociażby teraz mamy na naszym płocie wystawę fotograficzną naszych seniorek. I to wszystko zależy też od tego, jaka jest przestrzeń. i to co się dookoła tej przestrzeni znajduje, wybór narzędzia w postaci obiektywu, czyli wąski kąt, szeroki kąt, przede wszystkim jeszcze podejście do tego jak działa światło, tak więc tutaj jest bardzo dużo, ale też przy okazji, Jak to przy takich wydarzeniach nawet zaplanowanych jak wernisaż, też się zdarzają pewne sytuacje niezaplanowane. Czyli na przykład, że przyjdzie powiedzmy na wernisaż kilka osób z najbliższego otoczenia danej artystki czy artystów, bo też są to oczywiście wystawy zbiorowe, chociażby naszych młodych plastyków. Tam naprawdę jest bardzo dużo zmiennych i to doświadczenie z narzędziem, z kamerą, z tym jak pracować w danej przestrzeni i z daną grupą osób różnorodnych wiekowo, jak jest dobrze ich pokazać, żeby i zarejestrować i w taki sposób, żeby relacja z wernisażu była, o wow, fajne, ciekawe, no to może następnym razem też ja przyjdę. Zawsze mam to.
Marcin Andrzejewski:
Ja następnym razem chcę to zobaczyć na żywo.
Jacek Różański:
żeby to było takie zaproszenie na następny raz. Czasami mi oczywiście to wychodzi lepiej, czasami gorzej, bo oczywiście gdzieś tam, patrząc na to, co zrobiłem parę lat temu albo kilka miesięcy temu, No mógłbym trochę to inaczej zmontować, a mógłbym tutaj na przykład z innego, ale to już jest takie już, powiedzmy moje perfekcyjne.
Marcin Andrzejewski:
Jak ci się zacznie podobać wszystko, co robisz, to jesteś skończony jako artysta.
Jacek Różański:
No, dokładnie tak. Więc no, a wiadomo też, że są u nas w drożkarni, są przestrzenie, Na przykład specyficzny nasz korytarz, który łączy klatkę schodową z sekretariatem, jest tam dosyć wąsko. Tam przychodzą osoby na wernisaż, jest tłum rodziców, dziadków. i znajomych, uczestników zajęć plastycznych. I teraz, o kurczę, jak najlepiej po prostu wyciągnąć z tej przestrzeni i z danej sytuacji te najlepsze momenty. Trzeba być dobrym obserwatorem. Trzeba być czujnym i to też staram się moim tak zwanym parasolom przekazywać, czyli uczestnikom pracowni filmowej, że ta czujność, ta uważność, obserwacja, wyczucie, że warto to w sobie rozwijać i pielęgnować, bo to jest tylko jak to się mówi, advantage, czyli jakby…
Marcin Andrzejewski:
Przewaga?
Jacek Różański:
Nie przewaga, tylko ta wartość, no wartość, ta wartość, która po prostu zostaje z nami i mamy, powiedzmy, idąc w taki rozwój artystyczny, filmowy, jakkolwiek teatralny, Ale tutaj skupiamy się też na tym filmie, że to warto tę uważność, te cechy pielęgnować i rozwijać, bo one są po prostu cenne. Nawet na rynku pracy. Kreatywność jest bardzo cenna i ja im to mówię. I staram się im to przekazywać, tłumaczyć. Dlaczego? Po co?
Marcin Andrzejewski:
Oni uczestniczą też w tej roli twojej jako dokumentalisty życia instytucji?
Jacek Różański:
Staram się ich w to wciągać. Poza tym też to są ich obowiązki w tym momencie, bo Grupa Artystyczna też ma pewne obowiązki z tym związane. Ale powiedzmy obowiązek, to też zauważyłem, że oczywiście trudno młodych gdzieś czasami wyłapać do takiej pracy dokumentacyjnej, wciąganie ich za kamerę, czy w te inne funkcje związane. z dokumentacją wideoczy, czy filmem, ale potem oni na przykład po takim koncercie, czy spektaklu, czy spektaklu teatru tańca mówią, wiesz, to było fajne. I to jest to, że oni się też łapią na tym, że dobra, no, nie spodziewałem się, nie spodziewałem się, że to może być w sumie takie fajne i że to jest takie fajne doświadczenie bycie w tym.
Marcin Andrzejewski:
A jakie masz doświadczenia z tej drugiej strony, czyli z rozmowy z aktorem, z osobą, którą w tej chwili rejestrujesz? Bo nie ukrywajmy, bardzo często jest tak, że osoby artystyczne mają trochę takie podejście bardzo zerojedynkowe, że proszę mnie nie nagrywać, że ja tu robię rzecz, którą można oglądać tylko i wyłącznie na żywo, przy kontakcie, bo to są inne emocje itd. Ja się z tym zgadzam, że żadne najlepsze wideo nawet, nie odda emocji spektaklu na żywo. Jakie masz doświadczenia w tym temacie? Chodzi mi tu o lokalne.
Jacek Różański:
Tutaj te lokalne to są po prostu jak najbardziej pozytywne. Nie miałem osobiście jakiejś trudności jeżeli chodzi o realizację nawet backstage’u, gdzie grupy artystyczne, teatralne, taneczne, wokalne przygotowują się do swoich występów. Więc ono jest jak najbardziej pozytywne, natomiast ważne jest to doświadczenie, i to też przekazuję właśnie młodym w pracowni filmowej, żeby po prostu tego doświadczać. Z narzędziem, z konkretnymi osobami, z osobami, które są znane w świecie polskiej piosenki, polskiego teatru, tańca czy sztuk wizualnych. Po prostu doświadczanie i przede wszystkim komunikowanie się, zapytanie o konkretne czy mogę, czy mogłabym, czy możemy zrobić na przykład takie, takie, takie ujęcie. dla własnego i komfortu dla też drugiej osoby. Uważam, że to też jest po prostu ważne, dlatego że to są takie delikatne momenty, gdzie jakby uważniamy tą drugą osobę, traktujemy podmiotowo bardziej i też staramy się pewne, niektóre może stresujące sytuacje troszeczkę rozładować. Właśnie poprzez bycie otwartym i komunikacji, czy jest wszystko okej, czy czujesz się komfortowo w danej sytuacji. Akurat praca z kamerą jest bardzo też specyficzna, ponieważ kiedy nagrywam backstage, to oczywiście staram się robić również te ujęcia, które mają nośność związaną z tematem, a nie która jest gdzieś poza, czyli nie wiem, jest pora przekąski na backstage’u, no to nie jest istotne dla danej sytuacji związanej ze spektaklem czy z… no przykład ze spektaklem. Jeżeli dokonuje się pewna makijaż czy charakteryzacja, to to już ma jakąś nośność. Uczenie się wychwytywania tych momentów z takich zwyczajnych momentów, życia grupy artystycznej, które rzeczywiście są istotne, które są związane z tą grupą. No i właśnie to uczenie się tego poprzez doświadczenie pracy z narzędziem i z konkretnymi grupami czy osobami.
Marcin Andrzejewski:
Wiesz dlaczego cię zapytałem o pracę z artystami i rejestrowanie, nawet typowo reporterskie archiwizacyjne. innych przejawów artyzmu jakby, nie? Nie typowo filmowym, ale za pomocą właśnie technik filmowych. Bo ja bardzo często uczestniczę w takich dyskusjach i wszyscy mówią, że to nie, to na żywo trzeba obejrzeć, to jest, nie ta emocja. Oczywiście, bo to się, nie ścigamy się, nie? To, to trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że to jest coś zupełnie innego, nie? Ale przychodzą takie trudne sytuacje w życiu instytucji kultury, na które nie mamy żadnego wpływu, nie? jak choćby pandemia. I ludzie sobie nie zdają sprawy, ile instytucji przetrwało albo miało szansę działać dzięki temu, że mieli archiwum filmowe, że było chociażby taki start, na sam początek, co robić i nad czym pracować. Wiadomo, że myśmy potem okrzepli w tej niezbyt przyjemnej, ale jednak rzeczywistości. Pojawiły się nowe możliwości, ale ten, kto miał, Kto był przygotowany, to właściwie na drugi dzień można było utrzymywać działanie instytucji kultury w innej formie, ale jednak. I to jest, wiesz, wartość.
Jacek Różański:
Tak, to jest ogromna wartość i w sumie, jeżeli chodzi o dorożkarnię w pandemii, to tak właśnie było. Bo nasz zespół, że tak powiem, spiął się do kupy, że tak powiem, kolokwialnie. I nasza dorożkarnia po prostu funkcjonowała dalej. I to też dzięki temu, że pani Ania Michalak od samego początku, dla niej ważna była właśnie rejestracja, dokumentacja wideo. Od samego początku, czy to też jeżeli chodzi o Teatr Muzyczny Pantera, to później też właśnie przez Starą Drożkarnię, która była przez kilka lat też funkcjonująca później tutaj, Ta rejestracja jest bardzo ważna, bo też jest też sam na tym łapie, że kiedy wracam do tych archiwalnych materiałów, te które ja oczywiście realizowałem, ale też którzy realizowali moi poprzednicy, Jest w tym fajna energia i mamy z tym związane swoje własne emocje i przemyślenia. To jest wartościowe, cenne. Z drugiej strony, z takiego pragmatycznego podejścia, no to rzeczywiście mamy, co na przykład pokazać w różnych takich trudnościach, czy trudnych sytuacjach, jak chociażby pandemia. No bo właśnie wracając do tego, ja nie zauważyłem, że myśmy nawet na chwilę, na chwilę przystopowali. Nie, myśmy po prostu, tak jak mieliśmy rytm działania i funkcjonowania, tak po prostu było. Po prostu ciągnęliśmy to dalej. Tylko, że w formie bardziej online. Więc to jest…
Marcin Andrzejewski:
Film uratował instytucje kultury. Potrafi przynajmniej uratować.
Jacek Różański:
Jest jedną z składowych, które ratują, bo oczywiście to też są pracownicy i artyści, którzy tutaj pracują i którzy też mają swoje pewne potrzeby związane z tym, by dalej jakoś też funkcjonować. Ale to też myślę, że wiele osób uznało to za wyzwanie ze zmierzeniem się z nową sytuacją, dosyć trudną. Myślę, że my jako grupa pracowników w Dorożkarni jesteśmy bardzo otwarci na różne. sytuacji i trudności, więc to też jest jakby zasługa takiego naszego drożkarniowego zespołu całego, wszystkich. I to też jest takie nasze szczęście chyba tutaj trochę. My jesteśmy właśnie tą taką grupą ludzi, którzy się nie boją.
Marcin Andrzejewski:
Wiesz, że szczęściu zawsze trzeba pomóc.
Jacek Różański:
Tak, i my sobie z tym pomagamy.
Marcin Andrzejewski:
I bardzo Ci za to dziękuję. Dziękuję Ci Jacku za rozmowę i dziękuję przy okazji całemu zespołowi. Proszę przekaż moje podziękowania. Wielkie dzięki i warto rejestrować.
Jacek Różański:
Tak, warto na pewno. I warto być uważnym, czujnym i dobrym obserwatorem, obserwatorką. Dziękuję.