Moment, który zdarza się raz.
30 września 2025 Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego otworzyła nowy kampus. Trzy lata budowy i droga, która zaczęła się w 2012 roku. Koniec funkcjonowania w ośmiu rozsianych po mieście budynkach. Ośmiokondygnacyjny gmach z niemal 700 pomieszczeniami i czterema salami koncertowymi. Otwarcie odbyło się pod hasłem „Nowe Brzmienie Miasta”, a 15 października inaugurację roku akademickiego uświetniły koncerty Rafała Blechacza i Bomsori Kim.
My też tam byliśmy.

Takie dni mają jedną wspólną cechę: nie wracają. Otwarcie siedziby, jubileusz, pierwszy dzień w nowym miejscu, przecięcie wstęgi po latach starań. Zjeżdża się na nie komplet ludzi, którzy normalnie nie są w jednym pomieszczeniu — władze, goście, zespół, partnerzy, media. Wszyscy są w nastroju, w którym mówią o rzeczach ważnych, a nie o bieżących.
A potem wszyscy się rozjeżdżają, a po wydarzeniu zwykle zostaje tylko kilkadziesiąt zdjęć.

Akademia przyszła z gotowym planem
To jest ta część, o której chcemy opowiedzieć najgłośniej, bo zdarza się rzadko.
Przedstawiciele uczelni nie przyszli do nas z prośbą „nagrajcie nam coś z otwarcia”. Po dłuższych rozmowach i sugestiach, jak można maksymalnie wykorzystać naszą obecność, przyszli z gotowym planem działania. Mieli rozpisane tematy rozmów, ustalony harmonogram i własną osobę prowadzącą wywiady — kogoś, kto wiedział, o co pytać, bo wiedział, co chce uzyskać. Każda rozmowa miała swoje miejsce w przyszłej komunikacji jeszcze zanim się wydarzyła.
Materiały pokryły kilka różnych potrzeb naraz: opowieść o samym budynku, relację z inauguracji i otwarcia, plany na to, co po otwarciu, zaproszenia na koncerty i dni otwarte dla mieszkańców, a także to, co nowy kampus oznacza dla studentów.
Dzięki temu Akademia wyszła z jednego dnia z całym zestawem treści do wykorzystania przez kolejne miesiące — do social mediów, na stronę, do rekrutacji, do zapraszania publiczności. Otwarcie kampusu przestało być jednodniowym newsem, a stało się zasobem, z którego można czerpać za każdym razem, gdy trzeba opowiedzieć, czym jest to miejsce.
To, są działania warte rozważenia przy każdym wydarzeniu tej rangi. Jeśli robicie coś, co zdarza się raz — otwarcie, jubileusz, premierę, start nowego rozdziału — to jest dokładnie ten dzień, w którym ludzie mówią o Waszej instytucji najlepsze rzeczy. Szkoda, żeby zostało po tym samo wspomnienie. A jeśli wiecie z góry, co chcecie z tego dnia wynieść, wynosicie znacznie więcej.
Jak to zrobiliśmy: studio wywiadów
Postawiliśmy studio w środku wydarzenia. Potrzebowaliśmy około 6 × 6 metrów powierzchni i dostępu do prądu — reszta była po naszej stronie.
Podział ról był przejrzysty. Akademia odpowiadała za treść: tematy, kolejność, pytania, prowadzenie. My odpowiadaliśmy za wszystko inne — technikę, obraz, dźwięk, światło, przygotowanie rozmówców i materiał na wyjściu. Nikt nie siadał przed kamerą na zimno; na miejscu był makijaż, była chwila na oswojenie się z sytuacją. Dla rozmówcy to różnica między nagraniem, którego się wstydzi, a takim, które sam publikuje.

Zdemontowaliśmy się bez śladu.
Studio pracowało też na samo wydarzenie. Nie każdy uczestnik stanął przed kamerą, ale każdy zobaczył nasze stanowisko — ludzie zatrzymywali się, obserwowali, robili zdjęcia. A każdy opublikowany później materiał, oznaczony nazwą wydarzenia, był jego dalszą, organiczną promocją.
Macie przed sobą dzień, który zdarza się raz?
Porozmawiajmy, zanim minie.