Archiwum i pamięć instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich, które brały udział w tym pięciodniowym wydarzeniu, podzieliły się praktyczną wiedzą,…
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Archiwum i pamięć instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu!

Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich, które brały udział w tym pięciodniowym wydarzeniu, podzieliły się praktyczną wiedzą, która została zarejestrowana dla pełnego dostępu w przyszłości. Ten avatar jest jednym z elementów zwiększania świadomości na temat sukcesji w sektorze kultury.

Całość wiedzy, pochodzi od osób eksperckich i została zarejestrowana „na żywo”. W tym przypadku jestem „tylko” twarzą ;).

Opis odcinka

Jak utrwalać historię i doświadczenie organizacji kultury? Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.

Osoby eksperckie

Katarzyna Paradecka – Wydział Kultury Urzędu Miasta w Katowicach Pedagożka, animatorka i menedżerka kultury. Absolwentka pedagogiki socjalnej i opiekuńczej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, a także studiów podyplomowych „Zarządzanie w kulturze, sztuce i turystyce kulturowej” na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach oraz Podyplomowych Studiów Promocji Kultury na kierunku „Manager Kultury we Współpracy Regionów Unii Europejskiej” na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwentka IV edycji Programu Polsko–Amerykańskiej Fundacji Wolności „Liderzy PAFW”. Od 2005 r. zawodowo związana z kulturą, w tym w szczególności z organizowaniem społeczności lokalnej poprzez kulturę.

Radek Kowalik – Mazowiecki Program Edukacji Kulturalnej Animator kultury, fotograf, arteterapeuta i kulturoznawca. Laureat nagrody za Społeczne Działania Twórcze MPEK 2022 r., absolwent programu fundacji Szkoła Liderów: Świętokrzyscy Liderzy dla młodzieży, tutor w 4. edycji programu. Na co dzień zaangażowany jest w realizację zadań Mazowieckiego Programu Edukacji Kulturalnej organizowanego przez Mazowiecki Instytut Kultury. W 2023 roku odbył 120 dniową podróż po mazowieckich wsiach dokumentując lokalne działania twórcze.

Przemysław Waczyński – Podlaska Sieć Kultury Animator i menedżer kultury, bloger, trener, aktywista kulturalny. Od ponad 15 lat zawodowo związany z sektorem kultury. Stypendysta Ministra Kultury, w ramach stypendium zrealizował projekt „Podlaska Sieć Kultury”, trwający do dziś. Absolwent Programu Liderskiego PAFW. Animator Programu Dom Kultury+ Narodowego Centrum Kultury, propagator idei partycypacyjnego modelu instytucji kultury oraz sieciowania kadr kultury. Prowadzi blog pwkulturalnie.pl. Osoby prowadzące

Anna Rudnicka Trenerka i ekspertka sektora kultury z wieloletnim doświadczeniem w pracy w samorządowych instytucjach kultury oraz we współpracy z kadrą zarządzającą i zespołami pracowników. W swojej działalności zawodowej specjalizuje się w zagadnieniach związanych z zarządzaniem instytucjami kultury, komunikacją oraz transferem wiedzy organizacyjnej. Jest autorką branżowego bloga „Kultura na Czasie”.

Ola Karowska Menadżerka kultury, kulturoznawczyni, socjolożka, coach kariery. Animatorka kultury, autorka i pomysłodawczyni autorskich programów edukacji kulturalnej. Trenerka warsztatów twórczego myślenia, stypendystka Marszałka Województwa Pomorskiego dla twórców kultury. W swojej działalności koncentruje się na sieciowaniu i wzmacnianiu kompetencji kadr kultury. Animatorka programu Dom Kultury + Narodowego Centrum Kultury.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Cyfrowy kongres sukcesji

Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
17-21 lutego 2026 | Bydgoszcz | Online LIVE

Cyfrowy kongres sukcesji

Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
17-21 lutego 2026 | Bydgoszcz | Online LIVE

Transkrypcja

Ola Karowska:
Dzień dobry. Witam Państwa. Witamy Państwa w ostatnim panelu w dniu dzisiejszym. Ludzie i relacje. W tym odcinku zmierzymy się z tematem archiwum i pamięci instytucji, a gośćmi odcinka są dzisiaj niezmiennie Katarzyna Paradecka.

Katarzyna Paradecka:
Dzień dobry.

Ola Karowska:
Radosław Kowalik oraz Przemysław Waczyński.

Przemysław Waczyński:
Dzień dobry.

Ola Karowska:
Kochani, rozmawialiśmy dużo dzisiaj o takich rzeczach mniej formalnych związanych z procesem sukcesji w instytucjach kultury. Teraz być może z pozoru podejmiemy temat tego, co jest bardziej sformalizowane, udokumentowane. Jak definiujecie, jak rozumiecie pamięć instytucjonalną? Czym ona dla Was jest? I teraz Radku, może zaczniemy od Ciebie.

Radek Kowalik:
Ja w rozmowie z Anią już zdążyłem wspomnieć o tym, że ewaluacja jest w naszej ocenie, w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej, ważnym elementem pracy, w którym zbieramy feedback od uczestniczek i uczestników naszych działań. I jest to takie dla nas też źródło wiedzy o nas samych, co sami możemy zmienić w naszej pracy, ale też to co robimy dobrze i co powinniśmy pogłębiać. I tą ewaluację zrobiliśmy po pięciu latach działania programu. Teraz jest dziewiąty rok działania programu i planujemy ją robić w kolejnym roku, jeżeli będziemy mieć taką możliwość. Ale co warto wspomnieć, to nie trzeba czekać na jakieś okrągłe też rocznice. Ewaluacje można robić też po każdym działaniu, które przeprowadzamy, żeby ta pamięć po naszych doświadczeniach była świeża. I wydaje nam się, że niektóre rzeczy są bardzo oczywiste, ale są oczywiste dlatego, że my jesteśmy w tym kontekście tego wydarzenia, w kontekście instytucji. To co dla nas jest Bardzo proste. Dla kogoś z zewnątrz może nie być tak klarowne. Więc warto jest produkować nie bardzo długie, nudne dokumenty. Tylko pewnego rodzaju podsumowania. Jakieś takie bilanse tego, co wyszło, co można byłoby zrobić lepiej. Więc taka ewaluacja, która jest opracowana też można ją zlecić zewnętrznym ekspertom. Do tego, żeby właśnie takim świeżym okiem spojrzeli na te nasze działania. No wydaje się być istotna w takiej pracy codziennej, ale też właśnie w tym momencie, kiedy np. któryś z członków zespołu odchodzi z zespołu, albo kiedy zupełnie zmienia się zespół. Więc uważam, że taka ewaluacja jest kluczowa, ale my też w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej często współpracujemy z filmowcami. I my dokumentujemy nasze działania nie tylko fotograficznie i nie tylko robimy podsumowania w jakichś relacjach na Facebooku czy na naszej stronie, ale też zależy nam na tym, żeby to dokumentować w postaci filmowej. I mamy taką współpracę z dwoma filmowcami. Tak się składa, że to Piotr i Piotr, więc mamy dwóch Piotrków filmowców. I chłopaki jeżdżą z nami albo odwiedzają nasze działania w terenie. Zazwyczaj są to rezydencje animacyjne we wsiach, ale też nasze objazdy z wizytą u siebie. No i na przykład gala wręczenia nagród Mazowieckiego Programu Edukacji Kulturalnej. Te filmy mają podwójną rolę, nawet bym powiedział, że może więcej, ale skupię się na dwóch. Jedna to taka, żeby po prostu na bieżąco informować uczestników, ale też osoby obserwujące nas, co słychać w MPEK-u. Ale to też jest jakiś taki zapis tych historii, które my spotykamy w terenie, bo my głównie pracujemy w terenie. I ja też mam jakąś swoją rolę filmową tutaj w naszym zespole, ponieważ po każdym wręczeniu nagród, co roku nagradzamy osiem osób z województwa mazowieckiego za ich działania lokalne. Ja odwiedzam te osoby w kolejnym roku i nagrywam o nich krótkie reportaże filmowe po to, żeby też budować relacje za pomocą tych materiałów, które promują zarówno te osoby nasze działania, ale też w ogóle taką aktywną postawę i zaangażowanie w lokalną sytuację kulturalną, ale też społeczną. Więc u nas się to odbywa w taki sposób, że staramy się zostawiać ślady, staramy się zostawiać jakieś tropy, żeby też te kontakty, które my budujemy, bo one bardzo często się opierają na naszych bezpośrednich kontaktach z tymi osobami. Ale zależy nam na tym, żeby ta sieć kontaktów nie zniknęła razem na przykład z naszym brakiem obecności w zespole. I to zostawienie informacji, kto w którym regionie jest laureatem, czym się zajmuje, jakie ma kompetencje jest istotne. Często też polecamy sobie te osoby w regionie. Na przykład ktoś się do nas zgłasza, że szuka kogoś kto mógłby zająć się takim i takim sektorem. Na przykład wydarzyła się bardzo fajna współpraca pomiędzy uczestniczkami objazdu w Radzyminie. Tam mamy laureatkę Magdalenę Karłowicz, która jest rzeźbiarką i prowadzi też galerię Piwniczka. I zaprosiła do współpracy inną uczestniczkę objazdu, która działa w tym samym regionie, też w okolicach Radzymina, ale zajmuje się pracą z Wikliną. Jest to Anna Elsner. I one poznały się dzięki naszemu objazdowi. Mimo, że są z tego samego powiatu, nie znały się wcześniej. Poznały się dzięki naszemu wyjazdowi z wizytą u siebie, który organizujemy dwa razy do roku, wiosną i jesienią. I te relacje tak naprawdę i te nasze zasoby, które zbieramy przez cały czas naszej pracy, one też są rozlokowane w terenie. To nie jest tylko tak, że my zawłaszczamy sobie te kontakty. Tylko nam zależy na tym, żeby dzięki Mazowieckiemu Programowi Edukacji Kulturalnej Animatorki i animatorzy sami budowali swoje sieci kontaktów i to jest coś trwalszego niż jakakolwiek instytucja. Bo być może za kilka lat program przestanie mieć finansowanie. Być może my w zespole w jakiś sposób bierzemy inne ścieżki naszej kariery. Ale to co zostanie w terenie, to są te relacje, które w te 9 lat Mazowiecki Program Edukacji Kulturalnej zdążył zbudować. I wydaje mi się, że to są takie rzeczy, które są najtrwalsze. Czyli te kontakty i taka świadomość tego, że osoby, które robią podobne rzeczy jak my, są dookoła nas, tylko musimy być jakoś otwarci na te relacje.

Ola Karowska:
A dodatkowym walorem tego jest też to, że zapisujecie je. W jaki sposób upowszechniacie te filmy? Gdzie one są dostępne? Jakie podajecie szerszemu gronu odbiorców?

Radek Kowalik:
Komunikujemy je na naszym kanale na YouTubie, to jest kanał Mazowieckiego Obserwatorium Kultury, ale też na naszym Facebooku. Te relacje są dostępne w postaci rolek, takich krótszych form, ale też czasem dłuższych reportaży. W zależności od tego jaka jest formuła, te filmy z rezydencji animacyjnych przyjmują taką dłuższą formę, bo one też trwają 10 dni zazwyczaj, więc jest to duży materiał do opracowania, ale z takiej wizyty zazwyczaj jest to kilkuminutowy materiał, które ja realizuję z odwiedzin u laureatek i laureatów. Nagradzamy te osiem osób i w tym roku właśnie jak tylko się zrobi ładniejsza pogoda, wyruszam w taką podróż w odwiedziny. I to też jest właśnie ważne, że oprócz tego, że my nagradzamy animatorki i animatorów w regionie, To nie jest tak, że macie tutaj nagrodę i do widzenia. Tylko my staramy się zawsze mieć je blisko siebie. Właśnie odwiedzamy, pytamy co słychać po roku od nagrody. Też zachęcamy do tego, żeby byli naszymi ambasadorami. Żeby opowiadali o naszym programie innym osobom i zapraszali i zapraszały te swoje kontakty do tego, żeby włączali się w nasze działania. Czy to w ramach objazdu, czy żeby w kolejnej edycji zgłaszali się do nagrody. czy żeby właśnie promowali te nasze inicjatywy, ale też Mazowieckiego Instytutu Kultury, bo my mamy naszą społeczność, nazywamy MPKowiczkami i MPKowiczami. To jest taka grupa osób, które w jakikolwiek gdzieś sposób miały kontakt z naszym programem i one siłą rzeczy już wchodzą w naszą orbitę i my staramy się te relacje jak najdłużej i jak najlepiej pielęgnować.

Ola Karowska:
Czyli w Twoim rozumieniu ta pamięć instytucjonalna to zarówno te twarde dokumenty, filmy, raporty ewaluacyjne, ale też ten aspekt relacyjny. Kasiu, co dla Ciebie, co jeszcze dodałabyś właśnie do tych zasobów pamięci instytucjonalnej? Jakie dane warto upowszechniać, gromadzić, żeby one mogły być przydatne w procesie sukcesji.

Katarzyna Paradecka:
Właśnie ja się muszę w dużej części zgodzić z radkiem, bo wiele z tych rzeczy, o których Radek mówi, tylko oczywiście właściwych dla moich instytucji, też działo się w określonych czasach. To ma też dla mnie taki charakter trójwymiarowy, bo to archiwum instytucjonalne to jest w tej pierwszej kolejności, chociaż ona nie powinna być być może pierwsza, ten zasób zastany, czyli wszelkie instrukcje, regulaminy, dokumenty, formalności, które zresztą w procesie sukcesji można przekazać na mocy bardzo atrakcyjnego dokumentu, jakim jest instrukcja inwentaryzacyjna w Domu Kultury czy w ogóle w instytucji. Ale powiedzmy, że to nie jest najważniejsze na potrzeby tego panelu. Druga rzecz w dużej części tutaj pokrywa się z tym co powiedział Radek. Kontakty, relacje, które w jakiś sposób zostały zapisane. Faktycznie zdarzyło mi się inwentaryzować czy zapisywać na dyskach Googla lub po prostu przekazywać formalnie wizytówki do kierowników, do koordynatorów projektów i w ten sposób jakby budować sobie tą pamięć w rozumieniu, wracać do możliwych kontaktów. ale też jest trzecia forma, która jest trochę obok archiwów społecznych. I tutaj mam na myśli takie filmy, które też właściwie są tożsame z tym, o czym ty opowiadałeś. Realizowaliśmy z mieszkańcami filmy, czasem dokumentalne, czasem właśnie takie historyczne, nawiązujące do ich dzieciństwa, ale które toczyły się na orbicie domu kultury. Więc jakby miały związek bezpośrednio z instytucją, ale opowiadały o historiach toczonych w różnych czasach. Mówiły o powstaniach śląskich, mówiły o czasach drugiej wojny światowej. Więc to wszystko z perspektywy tych ludzi, mieszkańców dzielnic, w których pracowaliśmy, było dosyć cennym zapisem historii ich życia, które automatycznie czy właściwie tak samo potwierdzało historię funkcjonowania instytucji kultury, która w tamtych czasach przy okazji tych trudnych wydarzeń też była dosyć istotna. Więc z jednej strony dokumenty i taka codzienność i pragmatyzm. Z drugiej strony czerpanie z narzędzi cyfrowych, które to archiwum potrafią w jakiś sposób budować. I z trzeciej strony te opowieści społeczne, które bardziej bazują na archiwach społecznych niż instytucjonalnych. Ale dlatego je łączę, ponieważ mają silny związek właśnie z instytucjami.

Ola Karowska:
Szemku, czy ty dodałbyś jeszcze jakiś element? Bo poruszyliśmy tak naprawdę wiele wątków. Nawet ten aspekt lokalnej takiego kontekstu, który też wpływa na pamięć instytucji.

Przemysław Waczyński:
No tak, tu już bardzo wiele zostało powiedziane. Czyli ta pamięć proceduralna. Wszystkie dokumenty, papiery, które muszą się znajdować, które wędrują do archiwum albo nie wędrują. Wszystkie kontakty, relacje, sytuacje, które powstały. I to wszystko buduje pamięć społeczną, ale też doświadczenia pracowników instytucji. bądź członków organizacji, bo to też o organizację wieloletnie chodzi w budowaniu tej pamięci. Pamięć instytucjonalna dla mnie to jest z jednej strony te wszystkie formalne rzeczy, dokumenty, które trzeba przeczytać jak się zaczyna, albo znać jak się odchodzi, choć różnie z tym bywa. Czasami się odchodzi bez zdania. Znam takie sytuacje. Ale to też wszystko to, co niosą ze sobą historię pracowników. I nie wszystko jest zapisane. Wiele rzeczy jest we wspomnieniach. w relacjach pracowników albo w jakichś innych elementach. Na przykład przy remontach instytucji kultury zostawia się jakieś tam elementy, które nawiązują do starego np. w Podlaskim Instytucie Kultury. Remontowano budynek, ale zostawiono mozaiki, które można oglądać. To wszystko wpływa na pamięć instytucjonalną.

Ola Karowska:
Oprócz tych twardych dokumentów, o których powiedzieliście, powiedzmy mierzalnych, które możemy odczytać, sprawdzić, wyświetlić w formie audiowizualnej, jest jeszcze coś, co w moim poczuciu trudniej trochę zapisać, to jest ta wiedza właśnie wynikająca z doświadczenia zespołów, osób liderskich, taka wiedza relacyjna, która po prostu troszeczkę wynika z naszych po prostu doświadczeń, kontaktów, z emocji, o których też wcześniej rozmawialiśmy. Czy w procesie sukcesji da się ją przekazać? Czy da się ją utrwalić, wiedzę relacyjną?

Katarzyna Paradecka:
To chyba trochę zależy od nawyków, bo faktycznie od razu mi się w głowie otworzył przykład z moich działań merytorycznych, kiedy wiadomo, że jak sprawozdajemy coś, nie wiem, do urzędu miasta, musimy powiedzieć, że festyn kosztował, nie wiem, 10 tysięcy złotych, czy tam na piknik wydano ileś pieniędzy, to to wszystko ma odzwierciedlenie w dokumentach, ale nigdzie nie jest napisane, że na przykład agregat został pożyczony od rodzica, który puszcza dziecko na lekcję plastyki do domu kultury. Albo nie jest nigdzie napisane, że pomimo, że wykorzystanie drogi w sposób szczególny na potrzeby jej zamknięcia generuje potrzebę złożenia wniosku, zgłoszenia na policję, to też nigdzie nie jest, że to jest właśnie opisane i to można zrobić, bo to wynika z przepisów, ale nikt nam nigdy nie mówi, że na przykład trzeba zadzwonić do przysłowiowego pana Janka, który w Wydziale Zarządzania Kryzysowego powie jak to zrobić krok po kroku, żeby to miało pewną logiczną całość. I faktycznie to takie instytucjonalne know-how, ta wiedza taka zawodowa, nie tylko relacje jako takie, ale to… Te takie doświadczenia zawodowe, jeżeli się ich nie zapisze w jakiś trwały sposób, to one giną. Trzeba je budować tak naprawdę od nowa. I ja skojarzę to ze swoich doświadczeń, że ja po prostu robiłam takie kolorowe karteczki, które przypinałam do sprawozdań. I zdarzało się, że po roku czy po dwóch latach pracownik, który był nowy, i pytał różne osoby o różne rzeczy, po prostu dostawał instrukcję, że w tym i w tamtym segregatorze dostaniesz informację, gdzie trzeba dalej iść, żeby pozyskać te wskazówki, czy dowiedzieć się, jak to zrobić. Tylko nie jestem pewna, czy to jest trwałe rozwiązanie, bo te karteczki też kiedyś zginą, po prostu się odkleją i być może na to trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie cyfrowe, jakieś narzędzie, które by umożliwiło przekazywanie tych danych dalej, jednocześnie jednak z taką myślą, że one też się zmieniają. Pan Janek też zmienia pracę i być może trzeba będzie do kogoś innego zadzwonić i agregat też pożyczy się od kogoś innego, więc to jest rzecz bardzo ulotna i trudno ją właściwie zapisać, a jeszcze sprawić, żeby ją utrwalić na następne pokolenia, no to jest wyzwanie.

Przemysław Waczyński:
Ja tak dodam, spotkałem się z tymi sytuacjami, o których Ty mówisz, jako nowy pracownik, że rzeczywiście dużo rzeczy opierało się na jakichś relacjach, ustaleniach, które nie są formalnie nigdzie zapisane. Ale to wtedy też zależy od tych osób, które są. Czy one chcą się tym podzielić? By tą wiedzę trzymają dla siebie, bo jak ja się z kimś podzielę, to wtedy być może ten młody pracownik nowy, który przyszedł, za chwilę zabierze mi pracę. Bo w tej chwili tylko ja wiem w naszej instytucji do kogo się udać. Takie rzeczy się zdarzają. Ale pewnym sposobem na tego typu utrwalanie wiedzy jest to, jak pracowałem w Grajewskim Centrum Kultury, przez pewien czas. Tam dyrektor wprowadził zwyczaj na świeżo podsumowania, i to każdy pracownik robił, spisywania jakichś uwag, co poszło dobrze, co nie poszło dobrze, co warto poprawić na przyszły rok, co nie zadziałało. I to było trzeba bardzo na świeżo pisać. Czyli jak mieliśmy w sobotę wydarzenie, to już w poniedziałek raporty, jak się było w pracy w poniedziałek, czy na we wtorek od razu się od tego zaczynało. Ale jak się zaczynało pracę za pół roku nad kolejną edycją, to jest rzeczywiście Skarbnica Wiedzy. To była Skarbnica Wiedzy i dużo rzeczy się przypominało, które gdzieś tam z pamięci po prostu umykały. Takie proste rzeczy.

Katarzyna Paradecka:
A gdzie je przetrzymywaliście?

Przemysław Waczyński:
Wysyłało się do dyrektora na maila i to u niego było, ale to też miało się w skrzynce wysłane, nie?

Katarzyna Paradecka:
Bo miałam o tyle podobną sytuację, że rzeczywiście przy ewaluacjach, które robiliśmy nie zawsze na świeżo, bo to jest kwestia zasobów czasowych i przeważnie też tylko po dłuższych projektach, takich naprawdę na większą skalę, spisywaliśmy sobie różne wnioski, mapowaliśmy w ogóle dużo rzeczy, robiliśmy graficzne podsumowania i to wpadało jako skan na dysko Google’a, do którego większość pracowników rzeczywiście miała dostęp. Natomiast miałam właśnie taką jedną przygodę w życiu, że zamieściliśmy na dysku Googla wszystkie, absolutnie wszystkie kontakty do partnerów, których pozyskaliśmy dla potrzeby organizowania finałów OŚP. Bo to była jedna z większych imprez też w instytucji i przy organizowaniu kolejnej edycji na jakieś trzy miesiące przed finałem okazało się, że ten folder zniknął. z dysku Google’a i to można było zrobić przez przypadek oczywiście to usunięcie albo przez jakieś hurtowe oczyszczanie miejsca po to, żeby zrobić przestrzeń na kolejne dane. No ale tak się jednak wydarzyło i gdyby nie to, że właściwie były jakieś kopie zapasowe na folderach normalnych komputerów, no to mielibyśmy poważny problem, bo to jest zawsze ryzyko. Jeżeli chcemy zmapować coś na potrzeby tworzenia archiwum instytucjonalnego, to to jeszcze musi być prawdopodobnie dobrze zabezpieczone, żeby przypadkiem nie pozbyć się bardzo ważnych, istotnych danych.

Przemysław Waczyński:
Dlatego też tutaj ważną rolę według mnie pełnią te kroniki analogowe, które są prowadzone w wielu instytucjach wciąż. I to miło się zawsze ogląda też po latach. I z jednej strony wiadomo, że produkujemy dokumenty, pułkowniki, które sobie tam leżą i czytają na audyt albo na jakieś inne historie. Ale też myślę, że warto robić te kroniki manualne, analogowe w tych książkach. chyba już część instytucji od tego odchodzi. Ale mimo wszystko jest to ciekawa forma dokumentacji życia, ale też zespołu. Bo tam nie tylko wydarzenia, ale też jakieś historie z życia zespołowego. Ja na przykład osobiście, jak pracowałem, to robiłem dużo zdjęć fotografii z pracy, tak, od tak zwanej kuchni. I odchodząc z Wasilkowa, po trzech latach zostawiłem album, 150 zdjęć z zaplecza. I to jest pewnego rodzaju też taka historia instytucji, która tam przez te akurat trzy lata mojej obecności się odbyła, okazja do wspominania właśnie tego zespołowego.

Katarzyna Paradecka:
To są takie znaki czasów, że teraz archiwizujemy w sposób cyfrowy, a kiedyś robiliśmy to analogowo. I faktycznie, nie wiem, tam pięć lat do tyłu zrobiliśmy film jubileuszowy na podstawie kronik pięćdziesięcioletnich pozyskanych z zakładowych domów kultury. I to była super wartość, bardzo cenna i na pewno nam ułatwiła potem produkowanie tego filmu. No ale teraz prawdopodobnie opieralibyśmy się w większości na narzędziach cyfrowych. I tu trzeba przemyśleć jak zrobić to, żeby one nie zginęły, te zasoby, które są właśnie cyfrowe.

Ola Karowska:
Ale znowu, zobaczcie, dotykamy takiej kwestii człowieka i tych wysokich kompetencji, które musi mieć przede wszystkim lider zarządzający zespołem, takiej odpowiedzialności też, prawda, za to, żeby w miarę możliwości zapisać, bo wiemy, że to, co zostanie zapisane, sfotografowane, nagrane, no będzie na pewno miało większą trwałość aniżeli to co sobie wypracujemy i ta wiedza właśnie taka kontekstowa. Powiedzcie proszę, czy z waszego takiego doświadczenia, a być może też z takich obserwacji w procesach sukcesji, w których braliście udział, na ile ta wiedza Taka archiwalna wiedza dotycząca pamięci danej instytucji jest faktycznie brana pod uwagę. Czy nowi liderzy, czy też Wy sięgacie do tej tradycji, czy zaczynacie, osoby z którymi współpracowaliście, współpracujecie zaczynają zupełnie od nowa.

Radek Kowalik:
My organizujemy nabory do różnych naszych działań, więc my za każdym razem pracujemy z troszeczkę inną grupą, ale największą satysfakcją dla nas jest ten moment, w którym ktoś pojawia się w naszej orbicie programu, później znika i nagle wraca, ponieważ zaczyna mu brakować czegoś. Choćby nawet tego doświadczenia bycia znów w grupie animatorek i animatorów. Więc u nas to bardzo jest różnie. Cieszymy się bardzo z tych powrotów, bo to znaczy, że ktoś się czuje też związany z naszym programem. I często właśnie jest tak, że po jakimś czasie nieobecności kogoś gdzieś takiej swojej pracy na swoim polu kultury gdzieś u siebie. Ktoś wraca do nas i chce z nami jechać dalej. Więc dla nas bardzo cenne są te relacje, które się odnawiają albo cały czas trwają w jakiś sposób. Czy to się odwołuje? My to właśnie w ewaluacji nam wyszło, że to jest ważne, że my po prostu jesteśmy i do nas można się zgłaszać. I my staramy się nie imaginować sobie różnych teorii, tylko staramy się to weryfikować. Nasza badaczka, która realizowała do nas ewaluację, przygotowała bardzo pogłębione, fajne pytania do naszych uczestników. I jeżeli my się zastanawiamy nad czymś, czy warto w coś iść, czy zmienić jakąś formułę, czy pozostać kurczowo przy tym, co już mamy, wracamy do tej ewaluacji i patrzymy, co nam tam wtedy wyszło. I weryfikujemy sobie rzeczy, o których myślimy. Ale też nie można tak kurczowo się tego trzymać, bo tak jak Mazowieckie Obserwatorium, tak Mazowiecki Program Edukacji Kulturalnej dostosowuje się do potrzeb animatorek i animatorów w terenie, w województwie mazowieckim. I w ostatnim roku na przykład mieliśmy taką sytuację, która też jest właśnie bardzo o pamięci. Maja z naszego zespołu zaobserwowała, że na objazdach naszych pojawiła się duża reprezentacja osób zajmujących się właśnie pamięcią, czyli archiwami społecznymi, dokumentami, i kolekcjonowaniem tego typu materiałów i popularyzacją lokalnego dziedzictwa. I rzuciła pomysł, że nie mieliśmy kategorii w naszych konkursach dotyczących archiwistów. I że jest jakaś potrzeba, która nie została wyartykułowana, ale może dlatego, że wcześniej nie było takiej osoby w naszej społeczności. Ale to jakoś tak mocno u nas zadziałało. Miriam później pomyślała jak to nazwać. Miriam wymyśliła nazwę Pamięć Regionu. I stworzyliśmy nową kategorię, której nie wyszło nam to w ewaluacji, ale też okazało się po ogłoszeniu konkursu i tej kategorii, że to właśnie w tej kategorii mieliśmy najwięcej zgłoszeń. Bo trafiliśmy w jakąś niszę, która nie została przez żadną instytucję tak do końca zaopiekowana, jeżeli chodzi właśnie o docenienie archiwistów, archiwistek, osób skupionych wokół takiego dziedzictwa właśnie czy to fotograficznego, czy dokumentów, czy też historii mówionej. Bardzo różne są te aspekty społecznych archiwów. Więc ważne jest mieć do czego się odnieść. ale też być odważnym w podejmowaniu nowych rozwiązań. Więc nie zawsze takie odwoływanie się do tego, co mamy w dokumentach jest poprawne może. Nie wiem, czy to dobre słowo. Ale warto zaryzykować i zobaczyć, czy może inaczej też się da. Może warto wprowadzić jakąś zmianę. No i w tym roku na pewno powtórzymy te kategorie. W związku z tym, że był taki odzew, jeżeli chodzi o zgłoszenia. Więc odwoływanie się do dokumentów, ale z taką otwartością podejmowania decyzji, które nie wynikają bezpośrednio z tych dokumentów, ale na bieżąco obserwujemy. To też jest trochę o tej elastyczności i o dostosowywaniu się do potrzeb osób, z którymi współpracujemy.

Ola Karowska:
Z takim uszanowaniem dla tego, co jest dla tej właśnie tradycji.

Radek Kowalik:
Nie zdjęliśmy żadnej innej kategorii kosztem tego, bo nasze kategorie to twórcze powroty np. dla osób, które zdobyły doświadczenie i wróciły do swojej lokalnej społeczności. To nagroda Alter Grant, to nagroda za lokalne działania twórcze. No i właśnie dołączyliśmy kolejną tę kategorię, której zauważyliśmy, że jest jakiś brak.

Ola Karowska:
Można fajnie nadbudować po prostu kolejny kontekst, który się pojawia. Kasiu, a twoje doświadczenia?

Katarzyna Paradecka:
Znowu mam te dwa skrajne przypadki w sukcesji, w której mnie nikt nie przekazał żadnych rzeczy, żadnej pamięci instytucjonalnej, ale może właściwie dlatego, że byłam w obrębie tego samego zespołu i pewne fakty zostały przyjęte jako oczywistość, czyli że jestem w posiadaniu tej wiedzy. Do końca się z tym nie zgadzam, bo każde nowe wejście w nową rolę powoduje, że jest potrzeba przekazania pewnych danych. I wtedy, kiedy ja już miałam tą moc przekazać różne dane, również te instytucjonalne, w kontekście tej pamięci, czyli zasobu, kontaktu, relacji, wydaje mi się, że starałam się to robić. Pewnie musiałaby jednak tu odpowiedzieć osoba, która to ode mnie odbierała, ale to też był proces. Nie dało się tego zrobić w jeden tydzień, chociaż mój czas, okres, jak wspominałam, był dosyć krótki i szybki. Ja po prostu pamiętam, że w każdym dniu była taka przestrzeń na to, żeby coś przekazać nowej osobie. Żeby powiedzieć, że w tej dzielnicy działają takie a takie jednostki, koła, kluby, grupy nieformalne i tak dalej. Dzieją się takie procesy. Chociaż to też nie było takie, wiecie, takie nauczające ani pouczające. Dlatego, że osoba, która przechodziła po mnie była w tych procesach już też dosyć mocno zaangażowana. Ale na pewno też w inny sposób niż ja przy poprzedniczce swojej. Więc… Uważam, że to jest ważne i potrzebne, żeby to przekazywać, abstrahując już od tych formalności faktycznie, które są czymś też naturalnym i one po prostu się dzieją. Nawet jak się o tym nie wspomni, to jest milion osób w instytucji, które odpowiadają za konkretne formalności i o tym na pewno zdążą przypomnieć. Ale w kontekście tego, co buduje tą pamięć instytucjonalną, to na pewno trzeba to przekazywać i pewnie Pewnie nie da się tego zrobić, gdy zbyt często dochodzi do rotacji. Czyli na przykład co 3 lata zmienia się dyrektor. Wtedy bardzo trudno zachować spójność w przekazywaniu tych fragmentów historii, budowanej bardzo krótko. Pewnie da się to zrobić trochę lepiej, kiedy ten czasookres jest dłuższy. Ale i tak trzeba o tym pamiętać, żeby poświęcić czas i zrobić to też z olbrzymią uważnością dla tego, co jest przekazywane.

Ola Karowska:
Szymku, chciałbyś coś dodać? Na ile ta korespondencja pomiędzy tradycją a nowoczesnością jest tutaj kluczowa, moim zdaniem?

Przemysław Waczyński:
Świat pędzi do przodu i my jako osoby działające w środowisku osób zajmujących się kulturą, sztuką, musimy razem z nim iść. Ale trzeba pamiętać o tym, żeby pędząc do przodu, po prostu się nie zagolopować i nie zostawić z tyłu tego wszystkiego, co jest ważne. Też taka codzienność, która się tworzy. Pewna kultura bycia zespołu i to nie jest nigdzie zapisane. To trwa jakieś zwyczaje, czy to jest kawa o 8.30 w niektórych instytucjach stosowana. i rozmowy po prostu, czy się obchodzi imieniny, czy się nie obchodzi imienin. Może to brzmi troszeczkę tak jak z poprzedniej epoki tej imieniny, ale w wielu miejscach to jest po prostu też taka przestrzeń do budowania więzi, relacji i po prostu wzmacniania ich, te rytuały dnia codziennego w instytucjach kultury. I tego się nie da przekazać jakby na papierze. I to musi być jakby silne w zespole, więc ta sukcesja może być na tyle skuteczna, na ile wcześniej zespół dba o tą swoją tożsamość.

Ola Karowska:
Dotknąłeś ważnej Kategorii, myślę, że to jest dobre słowo, odpowiedzialności. Odpowiedzialność za tworzenie, gromadzenie danych, nazwijmy to tworzeniem pamięci instytucji, archiwum, to nie jest tylko odpowiedzialność lidera, ale odpowiedzialność również całego zespołu. I tutaj chciałabym Was też sprowokować do rozmowy na ten temat. W jaki sposób też mądry lider, odpowiedzialny lider zespół może włączyć w ten proces? Czy macie doświadczenie takich, wiecie, dobrych praktyk budowania pamięci instytucji?

Katarzyna Paradecka:
Tak narzędziowo to trudno powiedzieć. Raczej nie. Ale przytoczę historię też z własnego podwórka, kiedy zgadzam się z tym, że to nie lider, nie dyrektor odpowiada za ten zasób archiwalny, tą pamięć instytucjonalną.

Ola Karowska:
On odchodzi, a zespół zostaje.

Katarzyna Paradecka:
Zresztą zespół też rotuje. Ludzie przychodzą i odchodzą. I pojawia się jakby po raz kolejny temat pewnej uważności. Jeżeli przychodzi nowy dyrektor, jakiś, nie wiem, kierownik, koordynator, nawet jeżeli to jest animator, który przychodzi do jakiegoś projektu, to on zastaje pewną rzeczywistość. I byłoby dobrze, gdyby pozwolił sobie na rozmowę z najstarszymi pracownikami, czy osobami zaangażowanymi w dane procesy. Bo w mojej instytucji, czy w tych instytucjach, w których ja pracowałam, bardzo często bywało tak, że to ci najstarsi pracownicy, którzy przeżyli już niejednego dyrektora, jak to oni zawsze mówili, Naprawdę dzielili się bardzo cenną, nigdzie nie zapisaną wiedzą. Nie tyle zawodową, co taką sytuacyjno-relacyjną właśnie. I to jest olbrzymi zasób, co do tego, żeby to po prostu wykorzystywać w codziennej pracy. Natomiast to jest pozwolenie sobie na rozmowę po prostu. W murach, właśnie przy tej przysłowiowej kawie. Bo tego nikt nie zapisuje. To, że ci pracownicy mówią, że przeżyli niejednego dyrektora, to nie powoduje, że oni nagle Pewnego dnia siadają i mówią, a chodźmy, spiszmy to na papier, żeby tego tyle nie powtarzać. Jakby to jest coś, co jest bardzo intuicyjne, jest dynamiczne, dzieje się tylko wtedy, kiedy jest taka potrzeba. Więc warto z tego korzystać, póki jest czas. I też warto zadbać o to, że kiedy już się tego dowiesz, a staże pracownicy kiedyś odejdą, przejdą na emeryturze, to że to ty będziesz tym łącznikiem, który przekaże to dalej do nowych osób, do tego rotowanego zespołu lub poszczególnych części.

Radek Kowalik:
Ja bym nie ograniczał tego tylko do członków zespołu. Ja bym włączył w to całą społeczność, z którą pracujemy. Bo zespół też ma swoją jakąś dynamikę, ma swoją cechę. Ktoś jest raz tutaj, ktoś później się zwalnia, ktoś przechodzi. A ludzie, którzy mieszkają w naszej społeczności będą tam albo zawsze, albo bardzo długo. Szczególnie tutaj to będą seniorzy, ale też myślę o młodych rodzicach. którzy mają dzieci na przykład w wieku szkoły podstawowej i prawdopodobnie do momentu ich studiów, tych dzieci, ale też później będą w tej społeczności. Dla nich ważne jest to, żeby ta społeczność była przyjazna dla ich dzieci. Żeby te dzieci i oni sami mogli się włączać w kształtowanie tej kultury lokalnej. I ja nie polegałbym tylko na zespole. To też troszeczkę jest w duchu właśnie tego społecznego domu kultury, który kolektyw społecznego domu kultury promuje ten model, żeby tę wiedzę czerpać nie tylko z samego zespołu domu kultury, ale żeby to społeczność była źródłem tych informacji. I w momencie, w którym jesteśmy gotowi na feedback nie tylko od zespołu, ale też od naszej społeczności, i mamy w sobie taką gotowość na to, że nie zawsze będzie kolorowo, tylko że na przykład możemy usłyszeć słowa krytyki, że to mogło być zrobione lepiej, to warto w takiej sytuacji zapytać jak ktoś sobie wyobraża to lepiej i co musiałoby się stać, żeby było lepiej i wyciągać wnioski i lekcje i zbierać te kontakty, które są w społeczności, bo często tak jak wspominałaś, to może być pożyczony agregat, to może być na przykład ktoś ma jakąś firmę, które akurat świadczy jakieś usługi, które mogą nam być potrzebne i chętnie w barterze na przykład, czy w jakiś inny sposób się zaangażuje w działania naszej instytucji. Więc rozszczelniłbym tę sieć kontaktów nie tylko wokół pracowników, ale kiedy dyrektor, kierownik, czy w ogóle zespół jest w bliskiej relacji ze społecznością, nie grozi się w tej instytucji, pracuje w terenie. Na przykład nie działa w taki sposób, że żeby uczestniczyć w kulturze, trzeba przyjść do Domu Kultury. Ja bardzo lubię takie działania, które opuszczają mury instytucji i wychodzą… Wszystkie działania na ulicach, na skwerach, one skracają dystans. Często jest tak, że niektóre osoby mają problem z tym, szczególnie jeżeli na przykład instytucja jest tak majestatyczna jak ta, czy wiele innych instytucji w Polsce, albo jest to przepych, mnóstwo marmurów, albo znowuż bardzo minimalistyczna przestrzeń, w której nie każdy się czuje komfortowo, bo nie każdy czuje, że wie jak się zachować w tej przestrzeni. Nie wie czy to jest jego miejsce. Więc w takich sytuacjach warto jest wychodzić poza instytucje, robić te działania skracając dystans, przez co możemy budować relacje, których nie mielibyśmy szansy zbudować w instytucji kultury. I to jest rola animacji, bo instytucja Jako budynek jest oczywiście bardzo ważnym zasobem, ale znam kilka instytucji, które działają nie mając swoich siedzib.

Ola Karowska:
Ale to jest tylko budynek i bez ludzi, bez tego o czym mówisz, będzie puste.

Radek Kowalik:
Nawet jakbyśmy mieli wielkie pomieszczenie pełne archiwów, a nie miałby kto do nich zajrzeć, to te dokumenty są bezużyteczne. Ale dobrze jest potraktować mieszkańców jako pewnego rodzaju archiwum wiedzy, takiej samoświadomości tej społeczności, ponieważ to My na przykład w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej, realizując recydencje animacyjne we wsiach, zapraszamy do współpracy z autyski. I to jest ogromne źródło wiedzy, doświadczenia i też zaufania, którym obdarzyli mieszkańcy. Zazwyczaj są to kobiety, z którymi współpracowaliśmy. Więc znalezienie takich osób, które są liderkami, liderami w społeczności, niekoniecznie związanymi z kulturą, ale np. z życiem społecznym, czy z organizacją różnych wydarzeń na terenie wsi czy miasta, jest kluczowe, ponieważ to są żywe archiwa. I dobra relacja z takimi osobami, ciągły kontakt, Ciągłe aktualizowanie sobie tej wiedzy, bo wiadomo, tak jak wspominałaś, to się zmienia. Ktoś się przeprowadzi albo ktoś zamknie działalność. To są bardzo różne, dynamiczne kwestie. Warto jest sobie tą aktualizację robić cały czas. I nie wiem, czy jest jakiś mechanizm, który pozwoli przekazać tę wiedzę kolejnemu dyrektorowi czy dyrektorce. Myślę, że to jest praca, którą należy wykonywać codziennie i tego się nie da odrobić w żaden sposób. Kiedy się zamurujemy w naszej instytucji i będziemy liczyć tylko na ludzi, którzy do nas przychodzą, odcinamy sobie bardzo dużo potencjału, który jest do wykorzystania, gdybyśmy tylko pofatygowali się np. na realizację działań poza murami. I to nam otwiera bardzo dużo kontaktów, bardzo dużo wiedzy o naszym regionie, o kulturze, o tradycji, ale też o zwyczajach społeczności, bo te zwyczaje, o których mówiłeś Przemku w zespole, są też różne np. w społeczności. Np. nie można organizować wydarzenia w niedzielę o 18, bo połowa społeczności pójdzie wtedy na mszę do kościoła. Każda społeczność, na przykład wiejska, latem, kiedy są żniwa, w różnych porach będzie mogła uczestniczyć w naszych działaniach. Więc to budowanie archiwum to jest budowanie sobie wiedzy na bieżąco, cały czas. Nie ma tak, że zrobimy książkę z instrukcją obsługi do danej społeczności i do danego domu kultury. Ta wiedza musi być cały czas aktualizowana i te dane muszą być cały czas zbierane i trudno w sytuacji sukcesji w jakiś sposób to przekazać. To musi być ciekawość drugiego człowieka i ciekawość modeli, które mogą się w danej społeczności sprawdzić.

Ola Karowska:
To jest chyba w ogóle taka specyfika pracy z drugim człowiekiem, w ogóle działań kulturalnych, prawda? Bo to jest coś, czego się nie da tak bardzo policzyć, zmierzyć, zapisać jak niektórych dokumentów. Ale ja w ogóle słuchając, Radku, teraz twojej opowieści tak naprawdę, to zrobiła mi się w głowie taka klamra, słuchajcie, bo to już jest trzeci panel w dniu dzisiejszym, I słuchając Twojej opowieści o wyjściu, o prowadzeniu działań poza murami Domów Kultury, w głowie pojawił mi się znowu, zobaczcie, DK+, tak? Dom Kultury Plus. I w tak prostej rzeczy, w otwartości, w ciekawości jednego człowieka na drugiego, jest ukryta cała chyba taka kwintesencja, prawda?

Przemysław Waczyński:
Dom kultury plus działania w przestrzeni, poza instytucjami kultury. Coraz więcej ośrodków kultury się na tym opiera swoją działalność. Też na idei społecznego domu kultury. O tym tu Radek wspierał. I to jest bardzo dobrze pożądane. Wracając do tego, co mówiłeś o społeczności. że ona też jest nośnikiem wiedzy o instytucji, to bardzo dobrze to pokazał, jak jest ważne, żeby współpracować z tą społecznością, żeby z nią się dzielić. Informacją Miejski Ośrodek Animacji i Kultury w Wasilkowie, tam gdzie pracowałem, był okres, że go po prostu Rada Miejska zamknęła. zamknęła, ponieważ uznała, że nie jest potrzebny, że biblioteka ogarnie całą kulturę. Uchwała została unieważniona przez wojewodę podlaskiego. Ośrodek kultury zaczął działać. Mnóstwo osób przez wiele lat żyło w przeświadczeniu, że ten ośrodek kultury nie istnieje. To iluś tam lat po tym zamknięciu, po wychodzeniu właśnie do organizacji wydarzeń, do zapraszaniu różnych grup społecznych, Zaczęły się pojawiać nowe osoby, ale też te, które były kiedyś w tym ośrodku kultury, a przestały do niego przychodzić, a też przestały przychodzić z różnych powodów, bo czasami jedna odmowa dla mieszkańca skutkuje tym, że ktoś przez 10 lat już się nie pojawi, bo po prostu został źle potraktowany, więc też i budowanie pozytywnych relacji, żeby ta pamięć, która powstaje o instytucji i społeczeństwie była dobra, żeby w chwili kryzysu miał się kto za tą instytucją też wstawić po prostu, jeżeli coś tam się dzieje niedobrego.

Katarzyna Paradecka:
Właśnie może jedną rzecz powiem a propos tego wspomnienia DK+, bo wszyscy jak tu siedzimy, darzymy miłością ten program. Ja sobie z tego zdaję sprawę, ale my też żyjemy w pewnej bańce. Nie ma się co czarować. Natomiast w praktyce jest tak, że żeby Dom Kultury Plus jako program zadziałał w danej instytucji czy w danej społeczności, potrzeba też olbrzymiej odwagi i pokory w tym dyrektorze, który pozyskał pieniądze na ten program, bo ja współpracując z paroma domami kultury w ramach tego programu, na własnej skórze odczułam jak bardzo można chwalić się programem, mówić o tym, że pracuje się ze społecznością lokalną, ale po zamknięciu programu i po moim odejściu już jako animatorki, tam jakby dalej istniała dotychczasowa rzeczywistość i niestety Tak jest, że są instytucje i są dyrektorzy, którzy odhaczają sobie ten Dom Kultury Plus na swoje checkliście, bo wszyscy żyjemy w poczuciu pewnej grantozy i tego, że musimy po prostu pozyskiwać środki finansowe. O Domu Kultury Plus można mówić tylko o dobre rzeczy, ale co można wyciągnąć jako wniosek z tych dobrych rzeczy? To jest już osobista odpowiedzialność dyrektora i pracowników zespołów i też trochę społeczności, a nawet bardzo społeczności, w tych miejscach, w których jest on realizowany. Więc jejku, chciałabym naprawdę życzyć, żeby ci dyrektorzy, którzy pozyskują w ramach dotacji NCQ pieniądze na ten program, żeby z pełną odpowiedzialnością realizowali to, co jest w nim zawarte.

Radek Kowalik:
Czasem bywa też tak, że to pracownik składa wniosek, dyrektor się zgadza, bo będą pieniądze, ale później nie wie z czym to się wiąże. Że czasem też może usłyszeć kilka gorzkich słów na temat swojej pracy, ponieważ w diagnozie, szczególnie kiedy ona jest realizowana np. przez zewnętrznych ekspertów, mogą paść naprawdę różne stwierdzenia na temat opinii na temat pracy ośrodka Kultury. No i te diagnozy, które powstają w ramach pierwszego etapu inicjatyw lokalnych w ramach Domu Kultury Plus, Moim zdaniem właśnie powinny być tym takim punktem odbicia się i zorientowania w którą stronę chcemy iść. A często niestety bywa tak, że ta diagnoza sobie, a dyrekcja sobie. Bo w dalszym ciągu bardzo są niektóre osoby przywiązane do swoich działań i przeczytają diagnozę rzucą na nią okiem, ale dalej realizują swoje wizje. To, co jeszcze chciałbym tutaj może polecić też wszystkim osobom oglądającym, to jest lektura takiej broszury wydawanej przez Małopolski Instytut Kultury. Ją napisał, tę broszurę, po co nam Instytut Kultury, napisał profesor Marek Krajewski. I w tej małej broszurce znajduje się kilka ciekawych tez. Między innymi taka, w której Marek Krajewski traktuje Dom Kultury jako platformę dla ludzi do współtworzenia swojej kultury. I ta otwartość instytucji na to, żeby każdy mógł znaleźć tam kawałek siebie i mógł być częścią tej społeczności i współtworzyć ten kulturalny krajobraz swojej miejscowości, no to jest jeden z moich ulubionych tez i chciałbym, żeby ta broszura przebiła się jak najszerzej. Mimo, że to jest publikacja sprzed kilku lat, to jest mała książeczka. Po co nam instytucje kultury? Bardzo wszystkim polecam. I Małopolski Instytut Kultury robi też bardzo dobrą robotę, jeżeli chodzi o badania, więc też jest fajnym źródłem wiedzy. Ale ta broszura myślę, że może otworzyć niektórym ludziom taką nową szufladkę, w której się okaże, że kultura jest właśnie po to, żebyśmy byli razem. Żebyśmy budowali jakieś poczucie wspólnoty w swoich małych społecznościach. Bywa tak, że te impreseryjne działalności troszeczkę nam dzielą społeczność. Na tą, która uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych i która nie uczestniczy. Nie zastanawiamy się dlaczego tak jest. Jeszcze jest takie pojęcie jak kultura szeroka, o której też pisał Sławek Czarnecki i wiele osób o tym też mówiło. Ta idea poszerzania pola kultury polega na tym, że włączamy w kulturę rzeczy, które potencjalnie Nie nazwalibyśmy w pierwszym odruchu jako wydarzenia kulturalne, ale one mają wszystko to, co wydarzenie kulturalne powinno mieć. Czyli buduje relacje, buduje więź, buduje przynależność, buduje poczucie sprawczości. I te wszystkie rzeczy, bo kultura to nie tylko koncert, to nie tylko wystawa. To są też różne działania właśnie te z poszerzonego pola kultury, które powinniśmy włączać do instytucji, bo one po prostu sprawiają, że mieszkańcy czują się jej częścią. I wtedy możemy dopiero stworzyć chyba najlepsze archiwum, jakie jest tych lokalnych, społecznych, małych działań, które wpływają nie tylko na wizerunek naszej gminy czy naszej instytucji, ale też na to, jak ludzie się w niej czują.

Ola Karowska:
Dodałabym nawet, że ta kultura to jest bardzo taki mocny element tych naszych lokalnych tożsamości. Mała dygresja, takie zadanie domowe. Mamy chyba tutaj, myślę, że się zgodzicie ze mną, żebyś nam, Radku, pod odcinkiem tego panelu koniecznie wrócił.

Radek Kowalik:
Skomentuję.

Ola Karowska:
Tak, skomentuj i podrzuć publikację, bo myślę, że warto, żebyśmy do niej wszyscy zajrzeli i poszerzyli tą lekturę. Wiemy, że ta wiedza nie będzie bardzo zarchiwizowana, wiemy, że to są rzeczy ulotne, relacyjne, ale powiedzcie mi proszę, jak Wy to czujecie, na ile Powiem to słowo, pamięć instytucjonalna powinna być, czy może jest neutralna, opowiada właśnie historię społeczności, zespołu, tego wszystkiego, o czym tutaj mówiliśmy, a na ile ona też jest uzależniona od narracji tego, kto ją pisze, czyli lidera, który tu i teraz jest w tej instytucji. Czy ona powinna być Waszym zdaniem neutralna, czy ona Czy ona będzie zawsze, wiecie, z takim wpływem tego, kto w tym momencie jest osobą liderską?

Przemysław Waczyński:
Moim zdaniem ona powinna być neutralna, a często jest pisana subiektywnie. Jeżeli mówimy o pamięci instytucjonalnej, ale też często te małe instytucje kultury, W małych miejscowościach są też miejscami, które gromadzą tak naprawdę pamięć i kronikują życie całej gminy. Chociażby przez wydawanie prasy lokalnej. Mnóstwo instytucji kultury wydaje lokalną prasę, która często jest z pewnych względów pokazuje jakby tylko wycinek życia społecznego o wielu rzeczach. Czasami nie można napisać, albo nie wypada, bo tak jak już mówiliśmy tam we wcześniejszych wejściach, różne są relacje i nie każda instytucja kultury może sobie pozwolić na to, żeby pisać o wszystkim, co się w tej gminie dzieje. Nawet też w obszarze kultury. I myślę, że tutaj duża praca jeszcze przed sektorem kultury, żeby ta pamięć była neutralna, bo często jest przedstawiana z perspektywy osób aktualnie ją tworzących.

Katarzyna Paradecka:
Ale też to, że ona jest jednak subiektywna, to też chyba nie do końca jest wada, bo może to wnosić za sobą jakieś wartości w tworzenie, w budowanie tej pamięci, tego archiwum instytucjonalnego, tak sobie myślę. Nie da się założyć, że jeżeli ktoś jest współuczestnikiem tworzenia pamięci instytucjonalnej, to on zrzuci z siebie jakby wszelkie takie Takie wewnętrzne okoliczności, któremu budują treść wprowadzaną w to archiwum, jeżeli tak mogę powiedzieć. Bo za nami stoją różne rzeczy. Mamy różne emocje, różne doświadczenia i jakby to powoduje, że perspektywa treści za pomocą której budujemy to archiwum, no jest jednak subiektywna. I ona dopiero w całości, w zderzeniu z perspektywami innych osób, tworzy pełną, spójną całość. Lub też niespójną. Ale jakby chodzi o to, że pojedyncze elementy raczej zawsze będą subiektywne i nie do końca uważam, że jest to negatywna cecha. To nie chodzi nawet o… Tak, tak, dokładnie.

Ola Karowska:
To chodzi o takie wasze opinie w tym kontekście.

Katarzyna Paradecka:
Ale że w tej subiektywności nie ma nic ujmującego i to też może tworzyć pewną historię i pewną narrację.

Przemysław Waczyński:
Ja uważam, że te obie formy są dobre, tylko jeżeli subiektywne spojrzenie zdominuje narrację, no to wtedy możemy gdzieś tam za 20-50 lat, jak ktoś będzie chciał odtwarzać, patrzeć co się dzieje, to będzie miał trochę zakłamany obraz tego co się działo.

Katarzyna Paradecka:
Ale to tu zmierzam do tego, żeby ta pamięć nie była jednoosobowa. Bo jeżeli to tylko dyrektor, lider, kierownik mają tą wiedzę i jakby ona będzie potem stanowiła pamięć instytucjonalną, to to jest niebezpieczeństwo. Tak, to jest ryzyko. To bym nawet powiedziała, że to jest zarządzanie przez amnezję. Na zasadzie, że tylko jeden człowiek ma dostęp do wiedzy tajemnej, do ważnych treści. ale prezentuje ją na swój jedyny sposób. To jest niebezpieczne. Myślę sobie, że dobre archiwum to takie, które tworzy kilka osób, a nie jedna osoba zarządzająca.

Ola Karowska:
Ale też wiemy, że wszyscy jesteśmy tylko i aż ludźmi i że ten subiektywny element, chociażby poprzez wizję artystyczną, będzie spleciony. Myślę, Kasiu, że rozumiem Ciebie, że tu nie chodzi Ci tylko i wyłącznie, że to jest taki zapis historyczny, jak dane takie archiwalne, tak, dokumentujące dany okres wydarzenia w danej społeczności, tylko, że zawsze tutaj ta ludzka naleciałość, chociażby w postaci programu, tak, wizji, jaką mamy na instytucje, będzie kluczowa, tylko dopiero zderzeniu właśnie z tym kontekstem społecznym, z wyjściem, z zespołem daje nam taki pełen obraz. No właśnie, instytucje kultury tworzą ludzie. Jak w takim razie, czy da się w ogóle sprawić, żeby to archiwum i ta instytucja była silniejsza niż osoba, która nią zarządza?

Radek Kowalik:
Ja lubię sobie myśleć, przykładać różne porządki do innych porządków i sprawdzać dlaczego coś działa albo nie działa. I tak sobie myślę czasem o tym, że postrzegamy kulturę jako coś wyjątkowego. Że Dom Kultury to jest wyjątkowa, nie ma drugiej takiej organizacji, instytucji. Na przykład lubię myśleć o tym, jak działa szpital, albo jak działa komenda policji, albo jak działa szkoła. Tam też jest sukcesja i tam też są awanse i tam jakoś nie ma tych wyzwań. W sensie pewnie są inne, ale nie takie jak w kulturze. Ale co by było, gdybyśmy w jakiś sposób ustrukturyzowali niektóre rozwiązania, żeby przekazanie wiedzy w kulturze było podobne do takiego przekazania wiedzy czy kompetencji, jak jest w szpitalu czy na komendzie policji. Jak to zrobić? W sensie gdy profesjonaliści zajmują się tymi rzeczami, to oni będą wiedzieli jak to zrobić. Jeżeli na stanowisko dyrektora czy dyrektorki wystartuje osoba o dużym doświadczeniu, o dużych kompetencjach i też o swoim jakimś takim autorskim podejściu do tego jak tą instytucję poprowadzić, to kiedy zaufamy tej osobie, to czasem ta wiedza, bo to też jest trochę bagaż, bo możliwe, że poprzednie to archiwum nie włączyło wielu osób, że to archiwum jest niepełne. I kiedy profesjonalista wejdzie na to stanowisko, będzie też wiedział o co dopytać, co sprawdzić, co zweryfikować. Kiedy kulturą zaczną w większej mierze, nie mówię, że teraz tak nie jest, ale w wielu przypadkach jednak się to obserwuje, Kierownicze stanowiska obejmują osoby, które po omacku zbyt długo szukają różnych rozwiązań. Kiedy ma się doświadczenie już np. ze stowarzyszeń, z fundacji, czy z pracy też na innych stanowiskach, ale w zespołach pracujących w domach kultury, to jest pewnego rodzaju taka intuicja też jak pracować, ale też to doświadczenie. I profesjonalne osoby, które mają dużą kompetencję i też samoświadomość, będą wiedziały jak przez ten proces sukcesji w miarę bezboleśnie przejść, bo będą mieć swoje rozwiązania na to. I czasem nie ma jednej odpowiedzi na pytanie jak powinna taka sukcesja się odbyć. Czasem po prostu trzeba pozwolić osobie, która przychodzi na nowe stanowisko, sprawdzić się w tej nowej roli. I zobaczyć też, bo tak jakoś bezrefleksyjnie mi się wydaje, że momentami podchodzimy do tego, że to co wcześniej było super i było dobrze, ale nie zawsze tak jest. Bo może się okazać, że to co było robione konsekwentnie przez wiele lat jest takim monolitem, gdzie nie było przestrzeni na to, żeby ktoś nowy mógł wejść w te struktury. Więc nie zawsze to archiwum musi być dobrym punktem wyjścia, bo może trzeba je totalnie odświeżyć.

Ola Karowska:
Ono może być jednym punktem wyjścia, który bierzemy pod uwagę.

Katarzyna Paradecka:
Jednym z wielu.

Ola Karowska:
Jednym z wielu, który po prostu analizujemy.

Przemysław Waczyński:
Myślę, że warto zwrócić uwagę, że często przychodzą nowe osoby do organizacji zarządzać ze swoimi koncepcjami, trzyletnimi, siedmioletnimi, różnymi. Często to jest w oderwaniu od tego, co było do tej pory. Niestety jest tak, że się buduje od nowa coś, co już dawno zostało zbudowane. Często spotkałem się z takimi sytuacjami, rozmawiałem z różnymi osobami, że przychodzi nowa osoba i to wszystko co było do tej pory jest odcinane grubą kreską. Jest uznawane za złe, bo to zrobił mój poprzednik, poprzedniczka. I się nie bierze tego co było dobre, a się nie wyrzuca co było złe, tylko się wyrzuca po prostu wszystko. I zaczynamy budować od nowa, tak naprawdę nową instytucję. No i tutaj myślę, że rola zespołu jest dość bardzo ważna, żeby ten zespół niósł to doświadczenie i te wszystkie historie, które instytucja miała.

Radek Kowalik:
Ja z uporem maniaka będę mówił, że zespół owszem, ale społeczność przede wszystkim, bo to Instytucja Kultury nie jest dla zespołu, jest dla ludzi, którzy są częścią tej społeczności. I to jest oczywiście ważne, że jeżeli w zespole są osoby, które mają wiedzę o doświadczeniach, ale też żeby po prostu nie otwierać drzwi, które już dawno ktoś otworzył, czy wymyślać koła na nowo, bo te rozwiązania są i leżą na stole, ale ciągła weryfikacja tego, czy aby na pewno dalej tak jest. Bo to, że było tak przez 20-30 lat, nie znaczy, że w tak szybko zmieniającym się świecie to dalej jest aktualne i że te potrzeby się jakby nie zmieniły. Bo być może odpowiadamy na potrzebę, która już dawno nie jest potrzebą bieżącą, tylko jest naszą taką rutyną, właśnie w którą wpadła instytucja i zawsze tak było, więc tak róbmy. Warto powiedzieć, sprawdzam w którymś momencie i oczywiście nie wywalać wszystkiego. po prostu, bo ktoś był przed nami i tak robił, tylko z szacunkiem podejść do tego i zweryfikować to, przedyskutować, zrobić ewaluację, zrobić diagnozę, zapytać ludzi, czy oni tego potrzebują. Bo jeżeli nie zapytamy społeczności, dla której pracujemy i nie postawimy jej w środku jako najważniejszego podmiotu tego wszystkiego, co się dzieje w kulturze, no to te wizje naprawdę mogą być bardzo różne i ktoś

Przemysław Waczyński:
może chcieć robić Prawda, tylko wiesz, jakby podstawą działania ze społecznością jest zespół z pomocą którego instytucja kultury pracuje i społeczność jest bardzo ważna. Trzeba jej słuchać, trzeba do niej wychodzić, ale na samym początku to jakby zespół wychodzi do tej instytucji, dlatego myślę, że warto na nim skupiać się na początku. To trochę tak jak w ratownictwie, tak? Jest, że przede wszystkim pomagajmy ratownikom, żeby oni mogli ratować innym, więc na początku zaopiekować zespół i zaopiekowany zespół pomoże po prostu działać dalej, tak? Wychodzić na zewnątrz, odsiewać to, co dobre od tego, co było złe i budować dalej.

Katarzyna Paradecka:
Ja tu widzę taki miks odpowiedzi, bo pytanie było o to, co zrobić, żeby społeczność postrzegała instytucję jako silną, niezależnie od zmiany lidera czy tam dyrektora.

Ola Karowska:
Żeby instytucja była silniejsza od osoby lidera.

Katarzyna Paradecka:
Żeby przetrwała. się zmieniają, rotują, przychodzą i odchodzą. I teraz zostają dwie stałe. Zostają pracownicy, którzy oczywiście też rotują i zostaje społeczność, która oczywiście też rotuje. I tak sobie myślę, że instytucja jest wtedy silna, kiedy zespół niezależnie od zmiany dyrektora sam w sobie jest na tyle silny, żeby organizować swoje procesy w pewnej kontynuacji, oczywiście przy uwzględnianiu świeżych kierunków. I jest wtedy silna, kiedy społeczność, która jest w orbicie tego domu kultury, będzie mogła być ciągle w nim obecna i będzie czuła, że jej potrzeby, które się na bieżąco aktualizują są uwzględniane. Czyli to musi być taka fuzja różnych przestrzeni na jednej orbicie.

Ola Karowska:
A ja takie koło teraz zobaczyłam, które koło, a właściwie może nawet Coś co się ze sobą pięknie łączy i splata i tak naprawdę ani ten lider w oderwaniu od zespołu nie stworzy pamięci, nie stworzy instytucji, nie zbuduje i tak samo ten lider z zespołem bez kontekstu lokalnej społeczności niewiele wniesie. Kiedyś ktoś mi przytoczył metaforę. To jest chyba zaczerpnięte z edukacji trójkąta, że jest nauczyciel rodzić dziecko, które musi ze sobą współgrać i myślę sobie, nie wiem czy się ze mną zgodzicie, że ta metafora, gdzie jest lider, zespół, społeczność tworzy wtedy pełen obraz tego, co możemy nazwać pamięcią instytucjonalną. i zawsze będą się zmieniały te konteksty uszanowania tradycji, redefiniowania pewnych pojęć, otwierania się na to co nowe. To, że my dzisiaj tutaj już kolejną godzinę rozmawiamy o tematach niby podobnych, ale zobaczcie, ten czas pokazuje, że one są zgoła inne i tych wątków otwiera się mnóstwo, pokazuje ważność tematu sukcesji w kulturze i jeszcze zanim Podsumujemy, to ja mam pytanie do Przemka, bo Przemek dzisiaj przyniósł artefakt. I podziel się tym artefaktem, bo my go widzimy, widzowie może go widzą, może go jeszcze nie widzą. Dla nas to jest ciekawy artefakt, więc liczę, że dla pozostałych też.

Przemysław Waczyński:
Ja pracowałem w instytucji kultury, która znajduje się w ponad 100-letnim budynku. Jest to budynek, który powstał, żeby… Obok była fabryka sług nazawy rosyjskiej, więc przeniesiono nazawy rosyjskiej, żeby cel nie płacić. Taka mała łódź na Podlasiu. Ale zbudowano też szkołę dla tych wszystkich dzieci fabrykantów. I w tym budynku był dom kultury. Jak ja byłem pracownikiem, był remont starych schodów i zostawiono taki mały artefakt na pamiątkę. Przeniesiono dla byłego dyrektora. Postawiono to na regale. To jest historia instytucji. Te małe przedmioty, które tworzą instytucję. I on sobie tam stał. Ja zostałem dyrektorem w międzyczasie. To też tam stało. Tysiące rąk, bo to szkoła, instytucja kultury, potem znowu szkoła, biura, szpitala psychiatryczna, który się u nas znajduje. I wyszedłem z tej instytucji. No i był wielki remont. Właśnie po wielu, wielu latach stał się remont. Mi pracownicy, znaczy już byli pracownicy, przywieźli to na pamiątkę, jako pamięć, no bo niestety wylądowało to, to było przygotowane do Do wyrzucenia. Też często takie małe przedmioty tworzą te lokalne historie, wspomnienia. To jest tysiące osób, które przychodziły po tej poręczy, ale to też część instytucji. Ktoś przychodził do gabinetu dyrektora, pamiętał, że był remont, że wtedy zakurzyło całą instytucję kultury i nie było jak pracować. I też te małe artefakty, przedmioty w pamięci instytucjonalnej są bardzo ważne. Ja osobiście lubię, jak instytucja ma jakieś swoje małe przedmioty. Ale to też zespół musi chcieć je jakoś w pewien sposób trzymać, o ile jest na to przestrzeń. Więc to jest taka moja osobista pamiątka z Domu Kultury, w którym pracowałem. Pracownicy mi to sprezentowali po tym, jak już tam nie byłem dyrektorem, ale też czuli taką potrzebę, że warto to zachować. Więc przyniosłem to na rozmowie o pamięci instytucjonalnej, bo to jest też część instytucji kultury, która przez wiele, wiele, wiele lat działa.

Katarzyna Paradecka:
A czasem tak powiem prowokująco warto to też puścić gdzieś tak już dalej. Metaforycznie.

Przemysław Waczyński:
No jak ktoś będzie robił wystawę za ileś lat to może pokaże.

Ola Karowska:
Czyli pamięć instytucji może mieć różne wymiary. Tak możemy spuentować ten nasz dzisiejszy, ostatni już panel. Dziękuję Wam bardzo za ten dzisiejszy dzień w swoim imieniu i w imieniu Ani, bo to ona dzisiaj rozpoczynała tą rundę. Ludzie i relacje to był motyw przewodni dzisiejszego dnia. emocje, które były w nas i które są w naszych zespołach, dużo pamięci. Gośćmi pierwszego cyfrowego kongresu sukcesji byli Katarzyna Paradecka, Radek Kowalik, Przemek Waczyński, a rozmawiała Ola Karowska. Dziękujemy bardzo.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

animacja archiwum archiwum społeczne artefakty digitalizacja dokumentacja Dom Kultury doświadczenie dziedzictwo lokalne ewaluacja filmy kontakty kultura lider odpowiedzialność pamięć instytucjonalna przechowywanie danych raporty relacje społeczność sukcesja tradycja transformacja wiedza relacyjna zespół

Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej