Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich, które brały udział w tym pięciodniowym wydarzeniu, podzieliły się praktyczną wiedzą,…
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu!

Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich, które brały udział w tym pięciodniowym wydarzeniu, podzieliły się praktyczną wiedzą, która została zarejestrowana dla pełnego dostępu w przyszłości. Ten avatar jest jednym z elementów zwiększania świadomości na temat sukcesji w sektorze kultury.

Całość wiedzy, pochodzi od osób eksperckich i została zarejestrowana „na żywo”. W tym przypadku jestem „tylko” twarzą ;).

Opis odcinka

Podsumowanie, refleksje i długofalowa perspektywa. Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.

Osoby eksperckie

Wiktoria Czarnecka – Sztyblety PR Ekspertka marketingu historycznego, autorka pierwszej w Polsce publikacji naukowej poświęconej temu obszarowi, właścicielka agencji Sztyblety PR oraz wykładowczyni Akademii Techniczno-Artystycznej Nauk Stosowanych w Warszawie. Od 12 lat pracuje w marketingu i PR, realizując projekty dla biznesu, instytucji kultury, samorządów i NGO, a także dużych marek z branży FMCG. Specjalizuje się w budowaniu tożsamości i wizerunku marek z wykorzystaniem historii, storytellingu i marketingu miejsca. Prowadzi szkolenia i doradztwo, m.in. dla Muzeum II Wojny Światowej i Narodowego Centrum Kultury, jest laureatką Call4Papers semKRK 2024 oraz jurorką semKRK Awards 2025. Doktorantka z zakresu marketingu, komentatorka medialna i inicjatorka projektów edukacyjno-PR.

dr Grzegorz Jędrek – Wniedoczasie.pl Autor bloga o marketingu kultury wniedoczasie.pl, który prowadzi od 2017 roku. Razem z zespołem Wniedoczasie pracował dla kilkudziesięciu instytucji kultury w całej Polsce i przeszkolił ponad 1000 osób z sektora. Ma na swoim koncie m.in. pracę w biurze prasowym w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin, zarządzanie komunikacją międzynarodowego Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”, współpracę z Agencją Warszawa, opiekę nad mediami społecznościowymi KUL oraz wsparcie komunikacji marek z wielu sektorów. Prowadził warsztaty m.in. na zlecenie NCK, IKM, NIKiDW, PIK czy ŁDK. Jest doktorem nauk humanistycznych.

Osoby prowadzące

Anna Rudnicka Trenerka i ekspertka sektora kultury z wieloletnim doświadczeniem w pracy w samorządowych instytucjach kultury oraz we współpracy z kadrą zarządzającą i zespołami pracowników. W swojej działalności zawodowej specjalizuje się w zagadnieniach związanych z zarządzaniem instytucjami kultury, komunikacją oraz transferem wiedzy organizacyjnej. Jest autorką branżowego bloga „Kultura na Czasie”.

Ola Karowska Menadżerka kultury, kulturoznawczyni, socjolożka, coach kariery. Animatorka kultury, autorka i pomysłodawczyni autorskich programów edukacji kulturalnej. Trenerka warsztatów twórczego myślenia, stypendystka Marszałka Województwa Pomorskiego dla twórców kultury. W swojej działalności koncentruje się na sieciowaniu i wzmacnianiu kompetencji kadr kultury. Animatorka programu Dom Kultury + Narodowego Centrum Kultury.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Cyfrowy kongres sukcesji

Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
17-21 lutego 2026 | Bydgoszcz | Online LIVE

Cyfrowy kongres sukcesji

Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
17-21 lutego 2026 | Bydgoszcz | Online LIVE

Transkrypcja

Anna Rudnicka:
cyfrowy kongres sukcesji, panel sukcesja jako troska o przyszłość kultury, podsumowanie, refleksje i długofalowa perspektywa. Razem ze mną Wiktoria Czarnecka i Grzegorz Jędrek. To jest ostatni panel kongresu, więc przypadła mi jako zaszczyt nie tylko wypowiedzi na temat sukcesji w komunikacji i kulturze, ale też poteoretyzujemy sobie troszkę o przyszłości sukcesji i spróbujemy podsumować w ogóle cały kongres. Co według was jest największym aktem hojności ustępującego dyrektora, kierownika, lidera wobec swoich następców? To jest bardziej zostawienie takiej czystej karty, czy raczej szczegółowe instrukcje obsługi instytucji?

Wiktoria Czarnecka:
Ja bym zaczęła, że to i to. To znaczy daję Ci ten dorobek, nie tylko mój, ale też moich poprzedników, taką właśnie instrukcję, żebyś wiedział w co tutaj wchodzisz, czyli taką taktyczne pole rozpisane. Ale z drugiej strony, no masz też białą kartę, no bo ja nie będę kontrolował i sprawdzał, idąc gdzie indziej, czy ty robisz tak, jak ja bym robił. No bo to ja już nie jestem tam, ty niesiesz to dzieło dalej. Więc ja myślę, że to jest ta umiejętność po prostu odpuszczenia i pokazania, że bierzesz ode mnie coś, korzystaj z tego, natomiast to nie jest tak, że musisz dokładnie prowadzić tak, jak ja to chciałam. To też jest mądrość spotkania się dwóch ludzi, jednego i drugiego, którzy są ludźmi mądrymi, empatycznymi, którzy rozumieją, że to nie chodzi o to, że jak ktoś ustępuje i ja przychodzę jako nowy, to teraz ja pokażę, że jestem lepszy od niego. Czasami może być tak, że to są te same tutaj poziomy eksperckości i tak dalej. To nie o to chodzi, że ten jest gorszy, bo ustępuje, bo odchodzi, a ten jest lepszy i on musi za wszelką cenę pokazać, że jest lepszy od poprzednika. Czasami to pokazanie, że jestem ekspertem, że dobrze prowadzę tą instytucję, to jest na przykład niezaniedbywanie tego, co było dobre, natomiast odnalezienie nowych przestrzeni do rozwoju. Dzięki.

Grzegorz Jędrek:
Dzięki, że odpowiedziałaś pierwsze, bo ja miałem chwilę, żeby się zastanowić, bo to nie jest łatwe pytanie. W zasadzie zgadzam się z tobą, że oba te fragmenty są bardzo potrzebne. Myślę sobie, że chyba nie da się usunąć ego z kultury, tak zupełnie na 100%. A może inaczej, da się usunąć ego, ale nie da się usunąć charakteru, który jest takim posoleniem całości, przyprawieniem tutaj. Każdy kucharz, choćby się nie wiem jak chciało, ma swój zestaw przypraw. Ale to nie zmienia tego, że wszyscy wiemy mniej więcej czym jest zupa brokułowa. I nawet jeśli mamy wariacje na ten temat, to jest pewien zestaw standardów. I chyba ja bym oczekiwał, żeby ktoś zostawił tą instytucję gotową do tego, żeby ona mogła robić następne kroki. I to jest może bardzo ogólne, ale mam tu na myśli tę kwestię, żeby nie musieć za dużo rzeczy z przeszłości rozdzierać i układać na nowo. tylko dać tę przestrzeń do dalszego rozwoju instytucji. Dać tę przestrzeń do tego, żeby ta instytucja mogła się ustawić pod konkretny sposób działania, pod nowe trendy, pod nową rzeczywistość, która przyjdzie. Dać jej tę możliwość sterowność. Nie mogę zmęczyć, to jest bardzo dobra książka, audiobook o Pixarze, który teraz słucham. Jestem teraz na etapie, gdzie mówi się o modelach mentalnych. Najprostsza rzecz na świecie to nałożenie dobrej metafory na to, co się robi. Jak się ma dobrą metaforę, to wiadomo co się zrobi. Autor też był wieloletnim szefem Pixara i mówi o czymś takim bardzo fajnym, że np. dla artysty wyobrażenie sobie nowego filmu, to jest wyobrażenie sobie góry, na którą się wspinam, jakbym był ślepy. W sensie, czy w opasce, czy po prostu nie widział. Z drugiej strony dla niego tak nie jest, bo dla niego ta góra nie istnieje. Dla niego to jest góra, którą się dopiero buduje i to jest jego model. Ale mówi, a z drugiej strony menadżer to jest ktoś, kto wyobraża sobie wielką piramidę, która jest postawiona na wierzchołku i trzeba nią balansować cały czas. I w tym sensie, ja wiem, że to się wydaje jak taka gadka konsultingowa jakaś tutaj w całości, ale bardzo ważne jest i tego bym oczekiwał chyba od dyrekcji, żeby dyrekcja miała wyobraźnię i wiedziała jakby co chce zostawić. Potrafiła sobie wyobrazić, Co chcę zostawić? Najbardziej chciałbym sobie w tym kontekście wyobrazić statek, który za chwilę może wypłynąć gdzieś dalej. Tak bym przygotowywał. tą przestrzeń dla nowego dyrektora. Niech on tam doda jeszcze jedną kabinę. Niech on tam wstawi coś innego, ale niech on nie musi przebudowywać całego silnika tej instytucji. Niech ma załogę, na której będzie mógł polegać, która jak nic nie zepsuje, to będzie mu ufała. Więc zostawić… Jeszcze jeden przykład. Dorabiałem sobie na studia w przetwórni. I taka prosta rzecz, której się tam nauczyłem i którą stosuję nawet na sali szkoleniowej, że jak się kończy pracę na stanowisku pracy, to się sprząta swoje stanowisko, żeby następna zmiana nie miała problemu i mogła zacząć robotę. I nie schodzi się ze stanowiska, póki się swojego stanowiska nie posprząta. Więc chyba tego najbardziej bym oczekiwał, żeby taki dyrektor po prostu po sobie posprzątał.

Anna Rudnicka:
Dzięki serdeczne. Wiktorio w jednym z zaproszeń na nasz cyfrowy kongres sukcesji napisałaś takie ładne zdanie, że największa strata w kulturze to jest wiedza, która wychodzi drzwiami razem z ludźmi. Czy sukcesja musi oznaczać takie totalne odejście, wyjście, zamknięcie? Jak to zrobić, jeżeli odchodzą kluczowe osoby? Czy jest jakaś szansa, żeby one jednak gdzieś były w tej orbicie instytucji, jeżeli jest wola korzystania z ich wiedzy we współpracy z aktualnie pracującymi osobami?

Wiktoria Czarnecka:
I to zdanie ma takie dwa podłoża. Po pierwsze podłoże to jest to, że powinno być to naturalne, dlatego że jeżeli tutaj dotrakamy trochę zarządzania, bo jeżeli system motywacji mamy dobrze zbudowany, I ktoś po prostu odchodzi. Bo ja nie mówię, że dotknięcie sufitu zawsze jest złe. Tylko czasami jest tak, że zrobiłem już tu naprawdę wszystko co mogłem i teraz nie poszerzę tej przestrzeni. Dla mnie to jest okej. Więc idę dalej, tam gdzie mogę dalej malować obraz. Bo płódno mi się po prostu już tutaj skończyło i nie będę malował od początku. Czasami jest tak, że po prostu stwierdzam, na przykład, że nie wiem, przebranżowię się, bo chcę na przykład coś innego robić. To też jest okej. Tylko właśnie kwestia jest tego, wracam do tego systemu motywacji, jakie są relacje wewnątrz instytucji i czy jest przestrzeń na to, żeby osoby, które odchodzą, chciały w tej orbicie zostać. I tak samo ludzie, którzy zostają w instytucji, chcieli, żeby ta osoba została w tej orbicie. Tu jest, myślę, to kluczowe, bo relacje między ludźmi później ważą na tym, co tak naprawdę dzieje się w kontekście wystaw, w kontekście eventów i tak dalej. I to gdzieś się odbija w tym, jak my pokazujemy się odbiorcom. Chociaż odbiorcy nie muszą właśnie o tych tarciach wiedzieć. A to drugie podłoże, które jest dla mnie bardzo bolesne i trudne, to jest podłoże związane z polityką historyczną. Ja wiem, że są instytucje, które w mniejszym stopniu tego dotykają, a są instytucje, które bardzo tego dotykają. Natomiast polityka historyczna troszeczkę nam się tutaj tak skrzywiła i powoduje to, że wymiana kadry jest takim twardym odcięciem. To znaczy, jeżeli dana opcja myśli tak, to znaczy, że wymiatamy, zmieniamy narrację, kontekst, kody. I w związku z tym, wszystko co było nieistotne, czy było dobre, czy było złe, czy służyło odbiorcom, istotne jest, że idziemy w pewnym nurcie teraz takiej wyznaczonej polityki historycznej. Dla odbiorców powiedziałabym, że to jest tragiczne, dlatego że w przypadku na przykład miejsc pamięci, w przypadku muzeów historycznych, jednoznaczne prowadzenie tej narracji, jednoznaczne w sensie takim właśnie budowanie tego zaufania i tego doświadczenia i ciągle cięcie tego materiału powoduje, że odbiorca tak naprawdę nie wie czego on się uczy, jakie wartości są istotne i co ta historia ma mu przekazać i gdzie leży fakt historyczny tak naprawdę, co jest w tym momencie faktem i w co ja mam wierzyć i kim ja jestem. Więc to tak bym powiedziała, że to są te dwa podłoża.

Grzegorz Jędrek:
Ta część, ja zgadzam się tutaj absolutnie, że ona jest bardzo ważna. Jest też niezałatwiona i warto tę kwestię także tutaj bardzo mocno przemyśleć sobie w tym kontekście, że często my tracimy w związku z tym część naszego dziedzictwa, która raz jest przepisywana w tą stronę, raz w inną stronę i ostatecznie możemy stracić jakąś wspólną opowieść. I to jest chyba smutne, bo często się mówi o polaryzacji społeczeństwa. Dla mnie ta polaryzacja jest bardziej efektem niż przyczyną. My patrzymy na nią i myślimy jak poradzić sobie z polaryzacją. Ale może trzeba by było spojrzeć na to jak zapewnić sukcesy narracji. Jak zapewnić taką narrację, w której jedna, jedni i drudzy, bo już nie ma sensu mówić jedna i druga strona. Często są jedna i druga strona tego samego medalu. Jak zapewnić taką wspólną przestrzeń, co do której my jesteśmy zgodni, że ona jest nasza. Bez najprostszego i najgłupszego sposobu, jaki można zrobić wspólnego wroga. No bo jakby to zawsze można zrobić. I to, czy to marketing, czy to polityka, czy to cokolwiek innego, to jest najprostszy sposób na zbudowanie tożsamości i niestety ma bardzo dużo negatywnych skutków bocznych. I myślę, że jakby wszystkie opcje się potrafiły na tym już sparzyć. Tutaj chciałbym, żebyśmy byli mądrzejsi pod tym względem. Ale jeśli nie będziemy się wzajemnie uczyć jako społeczeństwo, to nieważne czy to będzie myślenie bardziej lewicowe, konserwatywne, centrowe, modernizacyjne, one stracą na tym, że nie będzie wspólnych fundamentów. I tu jest bardzo poważny problem i myślę, że jakby ktoś chciał w końcu kiedyś ugryźć kwestię polaryzacji, to właśnie od tej strony.

Wiktoria Czarnecka:
Ja tylko, w sensie zgadzam i ja tylko tak dodam, jak na przykład patrzę na moich studentów i czasami rozmawiamy o instytucjach kultury, oni się uczą między innymi organizacji imprez kulturalnych. Część z nich pewnie trafi do instytucji kultury, może nie, może tak, ale to co oni najgorsze do mnie mówią, to mówią, że oni sobie nie wyobrażają pracy w instytucji kultury, jak patrzą właśnie na te podziały, na te cięcia, na ten sposób myślenia, zmian narracji, że dla nich to jest po prostu niewyobrażalne i oni nie. Oni wolą wybrać branżę typowo inwentową, komercyjną na przykład. Jakieś takie działania, natomiast nie instytucje kultury. I to jest dla nas właśnie bardzo, już tu jest, nie wiem jakie flagi czerwone mamy tutaj, jakie znaki ostrzegawcze. postawić, że te młodsze pokolenia mówią, ale my nie chcemy. Nas denerwuje właśnie ten podział, te cięcia, te zmiany narracji, bo teraz będziemy mówić o tym samym tak, a teraz tak. A z drugiej strony mówimy, że jesteśmy wspólnotą. No to jesteśmy czy nie jesteśmy w takim razie.

Grzegorz Jędrek:
To też jest bardzo fajne pod tym kątem. Bardzo tutaj trafiłaś według mnie też. Martwię się o wszystkie osoby, które studiują u mnie gdzieś tam. To co ja widzę jako problem, to jest na przykład zachęcenie ludzi do tego, żeby oparli swój sukces lub brak sukcesu na przykład o skalę punktową. To jest przerażające. My mamy uczyć wolnomyślicieli. Mamy uczyć ludzi, którzy będą mieli szerokie perspektywy. Niestety jestem wrogiem debat oksfordzkich pod wieloma względami, dlatego że one uczą tylko jak przyłożyć drugiej stronie. One nie uczą wspólnego rozwiązania problemu. One uczą, że są dwie strony i tylko jedna z nich ma rację. I to jest dla mnie bardzo duży problem, bo jeśli tam nie zapewnimy przestrzeni do dyskusji, jeśli tam nie zapewnimy takiej przestrzeni, gdzie ludzie będą mogli się uczyć i odkrywać siebie, no to jakby potem będzie jeszcze większy problem i on wróci do instytucji kultury czy gdziekolwiek indziej. A de facto na przykład właśnie instytucje mogłyby świetnie zapewnić taką przestrzeń do tego, żeby to młodzież wyposażyć. Mierdzi mnie czasem, jak w kulturze my mówimy, no bo potrzeba więcej edukacji do kultury. No ale co to znaczy? To jest puste słowo. Wiemy, że potrzeba czegoś w edukacji, ale zmuśmy się trochę do zastanowienia się czego konkretnie potrzeba w edukacji. A nie tylko rzucimy potrzeba więcej edukacji do kultury, wtedy będziemy mieli pełne sale i to już będzie… Wszystko dobrze. No to tak nie działa. Bardzo mi się podobało, jak na jednym z wcześniejszych paneli Radek Kowalik powiedział tutaj rzecz, która we mnie została też, dlatego że ja płynnie przechodziłem pomiędzy wioskami, miastami, przetwórniami i uniwersytetami, że de facto praca takiej instytucji w małej miejscowości zapewnia taki wspólny kontekst kulturowy, który pozwala się odnaleźć komuś w mieście. Bo tak rzeczywiście jest. Jeden dwóch dobrych nauczycieli, jeden dwóch dobrych animatorów jest po prostu komuś łatwiej przy zmienianiu kontekstu. Tak samo fajnie by było, jakby na przykład miastowi zrozumieli czasem, jacy z nich wieśniaki. Tutaj i jakby zrozumieli na przykład, że nie można przyjść do jakiejś miejscowości, która ma świetnie poukładane swoje wartości i naprawdę ładną społeczność stworzyła i przyjść i powiedzieć, a wy to wszystko źle zrobicie, my wam to poukładamy. Tak? I mi w sukcesji bardzo brakuje tego typu wyobraźni, takiego myślenia systemowego. że my jednak jesteśmy większym państwem i co do idei musimy zbudować coś razem, bo mieszkamy tutaj najzwyczajniej w świecie i jeśli chcemy mieszkać ze sobą, to musimy coś zbudować razem.

Wiktoria Czarnecka:
I chyba będziemy mogli tak dalej i dalej mówić. Dwa zdania, tutaj się całkowicie z Tobą zgadzam, ale myślę sobie, że jeżeli jesteśmy wspólnotą, to ta wspólnota musi być zbudowana we wspólnych wartościach. My te wspólne wartości mamy. Ja nie mówię tylko o symbolach, flagach, hymnach i tak dalej, ale mamy też wspólne wartości, mamy wspólną przeszłość. No i teraz to jest baza, na której my możemy budować. Więc jeżeli mamy mówić, jesteśmy wspólnotą, ktoś ma przekazywać to dalej, czyli ma być ta sukcesja, ma być ta sukcesja tego, żeby o tych wartościach na nich dalej budować, żeby edukować, no to nie możemy robić cięć. Nie ma po prostu, no nie ma takiej możliwości. Nie zbudujemy wspólnoty, jeżeli będziemy te wartości odcinali kawałek po kawałku i tyle.

Grzegorz Jędrek:
I z drugą stronę też, jeśli nie będziemy mierzyli się z trudnymi elementami naszej historii. Bo to nie jest załatwienie sprawy, zaprzeczenie trudnościom. Dojrzała wspólnota potrafi przegadać rzeczy także trudne. I to jest siła wspólnoty. Pokażmy wspólnotę, która jest w stanie poradzić sobie z trudnymi tematami, to będę wiedział, że to jest wspólnota silna. I wtedy tak, i wtedy rzeczywiście można wrócić do tych wartości. Ostatecznie, ja 100 razy bardziej wolę rozmawiać o wartościach i dobrym zestawie wartości, niż o tym, jakiego typu posty trzeba publikować na Facebooku. Bo jakby, sorry, ale to jest po prostu platforma, którą ktoś zrzucił z innego kraju, postawił tutaj i powiedziała, oto wasza infrastruktura i teraz się tutaj… Dyskutujcie, czy ten kraj jest dla nas przyjazny, czy nie jest przyjazny. To nie do końca ma znaczenie. Jesteśmy częścią większej wspólnoty europejskiej. Jak my się do tego odnosimy? Jesteśmy częścią większej wspólnoty na świecie. Jaki jest nasz wizerunek? Co my potrafimy o sobie opowiedzieć? To są ważne tematy. Jeśli zabraknie tej wyobraźni sukcesji, to to będzie najtrudniejsze dla mnie. w całości tego procesu.

Anna Rudnicka:
Grzegorzu, a czy dzisiejsze instytucje kultury są w ogóle projektowane z myślą o długowieczność?

Grzegorz Jędrek:
Nie.

Wiktoria Czarnecka:
Nie. Ja też mówię nie.

Grzegorz Jędrek:
Słuchajcie, to są instytucje, Najsmutniejsza rzecz jaką usłyszałem to chyba była na współkongresie, gdzie jeden z polityków powiedział, że on zawsze kazał swoim instytucjom, on im nie przeszkadzał, on im tylko kazał pisać projekty. Mi ręce opadły wtedy strasznie, dlatego, że co to jest za świadomość polityczna? To jest żadna świadomość. I właśnie brak wyobraźni. Dlatego, że zastanówmy się co robią projekty. Projekty są odpowiednikiem takich feature’ów w aplikacji. To znaczy, to są takie rzeczy, które fajnie zadziała lokalnie, ale nie buduje jakiegoś większego systemu. a nam potrzeba bardzo mocno infrastruktury kulturalnej, nam bardzo potrzeba takiego ogólnego myślenia. Nie chodzi o centralizację, bo to jest takie, czy centralizujemy, czy zdecentralizujemy, to i biznes o tym dyskutuje i o tym dyskutują politycy. To jest wieczna dychotomia i nie o to chodzi. Ale wszyscy lubimy naszych np. konta pacjenta. Pokażcie mi odpowiednik konta pacjenta dla instytucji kultury. Pokażcie mi odpowiednik jakichkolwiek systemów wspierających te instytucje kulturę. Fajnie, że instytucje szkolimy. Absolutnie super, że np. Encek to robi. Robi niesamowitą robotę pod tym względem. Jednocześnie, co da szkolenie człowiekowi, który ma 20 tysięcy budżetu, jest w pełni zależny od swojego samorządowca, jest jeden i jest wypalony. Temu człowiekowi nie potrzeba dodatkowego szkolenia o tym, jak ma się dobrze zachować w takiej sytuacji. Ten człowiek potrzebuje siedziby, pewnej niezależności od własnego samorządu i swobody w konstruowaniu programu zapewnionej dla niego instytucjonalnie. Ten człowiek potrzebuje choćby dostępu do pewnej bazy animatorek i budżetu na to, żeby móc ich zatrudnić. Ten człowiek potrzebuje możliwości wypożyczenia sprzętu z jakiejś instytucji regionalnej, która jest tak blisko, że jestem w stanie dojechać. Albo tego, żeby ona do mnie przyjechała i mi ten sprzęt zostawiła. Wtedy, kiedy potrzebne mi jest nagłośnienie na festyn. Tego potrzeba jako pewnej infrastruktury kulturalnej i tego niestety nie ma. Z prostego powodu, ponieważ w tej chwili większość instytucji kultury jest followerkami samorządowymi. I zmagamy się z tym w zasadzie cały czas jako sektor. Oczywiście, że nie jestem przeciwny idei samorządności instytucji kultury. To jest bardzo fajna idea. Ale jestem bardzo przeciwny folwarczności instytucji kultury w stosunku do samorządów. I ten trend jest niesłychanie niebezpieczny, ponieważ bardzo łatwo zantagonizować wiele instytucji przeciwko sobie i zostawić je w wiecznej konkurencji zamiast we współpracy. Jeśli już konkurencja powinna być zrytualizowana, znowu odniosę się do sportu, zróbmy ligę instytucji i wtedy rzeczywiście będziemy mogli sobie gdzieś tam sprawić, żeby te instytucje się między sobą rywalizowały np. o czas antenowy, czy o cokolwiek innego. Ale pokażcie mi przykład, gdzie wiele instytucji jest w stanie razem negocjować prawa do pokazywania festiwali. Tak jak to się dzieje np. w sporcie. Jeśli tego nie mamy, to mamy rozrobniony zestaw instytucji, z których każda musi wymyślać koło na nowo. I to jest niesłychanie frustrująca sytuacja, ponieważ za każdym razem ta instytucja na nowo i na nowo musi wszystko odkrywać. A potem jedziemy do takiej instytucji i widzimy np. komputery kupione z projektu dawno temu, których nikt nigdy nie wykorzystał, bo w tym projekcie akurat trzeba było kupić komputery. I to jest dla mnie straszne w myśleniu o sektorze kultury w Polsce, że my nie myślimy o nim systemowo. Myślimy, że załatwiliśmy wszystko, bo je zdecentralizowaliśmy na poziomie samorządów. A jednocześnie nie zapewniliśmy im jakiegoś rdzenia, o które one mogłyby się oprzeć. I one się teraz wszystkie przewracają. Gorzko.

Wiktoria Czarnecka:
Tak pomyślałam właśnie, jak o tym mówiłeś, jak napisał do mnie znajomy, jak już wjechałam na kongres i zadał mi pytanie, taką podpowiedź, co bym mu zasugerowała, bo idzie na wywiad i będzie opowiadał po danym sobie temacie i napisałam mu takiego gorzkiego smsa, że musisz wybrać między prawdą a chlebem, bo jak powiesz prawdę, to znaczy nie na temat instytucji, ale związaną z tematyką, którą on się zajmuje jako specjalista, to jak powie prawdę, no to nie ma chleba, czy nie ma pracy. I właśnie to jest to, o czym powiedziałeś, o tym folwarcznym traktowaniu. Ja znowu musiałabym wrócić też do kontekstu polityki historycznej, że polityka historyczna bardzo łatwo sobie wzięła te instytucje kultury po to, żeby folwarcznie nie traktować i po to, że zmienia się władza, właśnie jest jakaś instytucja pod samorządem i ten samorządowiec stwierdza, że teraz będziemy tak prowadzić narrację, teraz będzie to tak wyglądało. I przykre jest dla mnie to, że ja bym powiedziała, że wielu, naprawdę wielu specjalistów w instytucjach, może nawet nie w instytucjach kultury, wielu specjalistów w kulturze jest bezdomnych. Dlatego, że oni tak naprawdę nie mają swojej instytucji kultury, w której czuliby się, że naprawdę mogą tą kulturę tworzyć, bo to nie jest ich. Ta instytucja nie jest ich. To ludzie tworzą instytucje, a nie instytucja składa się z gmachu, z komputerów i haseł i kont na mediach społecznościowych. Tylko składa się z ludzi. Więc jeżeli oni nie mogą tworzyć tej instytucji, no to oni są bezdomni. Są po prostu specjalistami w kulturze w Polsce, ale nie mają po prostu przypisanego sobie adresu pod tytułem mój dom to jest ta instytucja kultury.

Anna Rudnicka:
A czy kultura jako branża potrafi myśleć o sobie długofalowo?

Wiktoria Czarnecka:
Kultura

Grzegorz Jędrek:
bardzo mocno stara się myśleć o wartościach i o tym co słuszne. I to jest dobrze. Dzięki temu rozmawiamy o dostępności, dzięki temu rozmawiamy o rezygencji, dzięki temu rozmawiamy o ekologii w instytucjach kultury, więc myślę, że z takim Myśleniem o wartościach nie jest źle. O polityce historycznej, o dziedzictwie naszym. Kultura o tym myśli. A mi brakuje połączenia pomiędzy tymi wielkimi wartościami, a codziennym działaniem instytucji. Bo to nie może być tak, że to jest taka piękna chmura, z której my sobie wybieramy to co chcemy i potem nie przekładamy tego na działanie. Tylko ja nie mówię o tym, że to powinno być w systemie, że ekologia kultury to będzie na przykład tylko i wyłącznie to, że zmienimy słomki. na inny typ w naszej kawiarni, która gdzieś tutaj będzie. Mi brakuje myślenia właśnie w kontekście takim, znowu powiem infrastrukturalnym, ale w tym sensie pewnych standardów tego jak myślimy, pracujemy. Ale też brakuje mi celowości tutaj. Właśnie takiej wyobraźni, jak będzie wyglądał ostateczny efekt. Ja się bardzo boję np. o ideę społecznej instytucji kultury.

Anna Rudnicka:
Powiedz.

Grzegorz Jędrek:
Boję się dlatego, że ta idea znowu jest ładną ideą, ale gdzie są konkretne? Pojechałem do Litwy i tam trafiłem w Wilnie na Konstytucję u Zupis, czyli w zasadzie za rzeczą dzielnicy Wilna. I ona w pierwszym zdaniu potrafiła opowiedzieć jaka jest jej wizja. Bo pierwsze zdanie brzmiało tak. Człowiek ma prawo mieszkać obok rzeki, rzeka ma prawo płynąć obok człowieka. To jest wszystko. To jest bardzo jasno wyjaśnione jakimi mieszkańcami, mieszkankami my chcemy być. Tu jest bardzo jasna wizja tego, co trzeba zrobić. Rzeka dba o nas, my dbamy o rzekę. Prosta sprawa tego, co trzeba zrobić, żeby się udało. I jeśli społeczny dom kultury, to co on znaczy? Bo ja się na przykład boję, Ten społeczny dom kultury to będzie np. jednostka jeszcze bardziej słaba i zależna od np. lokalnego finansowania. To jest dla mnie duża obagwa. Tak samo jak uważam, że świetną ideą są miejsca aktywności lokalnej, centra aktywności lokalnej, to się różnie nazywa. Jednocześnie to są bardzo małe podmioty i jeśli one szybko nie zbudują jakiejś sieci, to one znowu będą podmiotami, w których można wymienić prowadzącego tak jak właściciela żabki. I to jest bardzo duże zagrożenie dla kogoś, kto chciałby długofalowo budować pewien sektor kulturalny. jako sektor. Więc mi bardzo tego brakuje tutaj. Bardzo mi brakuje takiego myślenia także technicznego i niebania się w kulturze myśli technicznej. Jedną z olbrzymich problemów, które mamy do rozwiązania jest przesadne poleganie na infrastrukturze mediów społecznościowych. Ktoś ostatnio napisał u nas na fanpage’u strony internetowe, to ktoś jeszcze tego używa. Staram się miło odpowiadać. Ja tutaj odpowiedziałem, że jesteśmy na jednej. Nazywa się Facebook. ma mailing i wysyła jakby powiadomienia na maile. Nie wiem czy zauważyliście. To jest pewna infrastruktura z serwerami, to jest infrastruktura z konkretnymi bazami kodu i jakby całością, która jest zapewniona jej jako pewnej właśnie infrastrukturze. Zobaczmy jak to jest z informacją kulturalną w Polsce. Sprawdźcie sobie, w których miastach, co się dzieje dzisiaj i dane miasto, wpiszecie i znajdziecie informację, która będzie dobrze dopasowana do was. Bo jeśli na tym poziomie nie będziemy mieli zapewnionej jakiejś takiej podstawowej infrastruktury, no to my polegniemy na wszystkich innych rzeczach. Ja chciałbym, żeby ktoś nie stawiał kolejny budynek instytucji kultury. Ja chciałbym, żeby na przykład system biblioteczny w Polsce był tak dobrze zintegrowany, żeby odpowiedział na ten sukces, który odniosły biblioteki w Polsce, bo to jest 7,5 tys. miejsc, które zapewniają chyba około 100 mln rocznie wypożyczeń. To jest olbrzymia infrastruktura, którą ktoś powinien się zająć i którym trzeba by było zapewnić dla niej skuteczne działanie. Ja rozumiem, że ciężko otworzyć serwerownię i przeciąć wstęgę przy niej. To nie jest ciekawy temat, ale bez tego typu rzeczy my będziemy zawsze zależni od systemów zewnętrznych i to de facto będzie dużo bardziej kosztowne dla państwa polskiego, dla kultury jaką tutaj próbujemy tworzyć i będzie dużo trudniejsze w kwestii budowania standardów. Fajnie, bo tworzą się jakieś przestrzenie. Obserwatorium kultury encykowe. Mam nadzieję, że to będzie prowadziło do tego, że będziemy mieli bardziej możliwą do wykorzystania i przetworzenia bazę. bazę danych, tutaj badań. Taką, którą rzeczywiście się przetwarza. Fajnie by było, jakby ktoś zajął się tym, co my już zdigitalizowaliśmy, a czego jeszcze nie zdigitalizowaliśmy. I jakby tutaj muszę powiedzieć, że jakby te starania dookoła na przykład europeany i tutaj Wielu podobnych rzeczy idą w dobrą stronę, ale to ciągle jeszcze jest zbyt mało. Nie korzystamy z kultury, którą wytworzyliśmy już do dzisiaj. Bardzo dużo ludzi boi się w kulturze technologii i w związku z tym temat jest olbrzymienie zaopiekowany. Przepraszam, ale to dla mnie jest kwestia Bardzo ważna, a widzę, mam bardzo dużą frustrację, ponieważ nie widzę jednej instytucji, która byłaby, miała na tyle wizji i odwagi, żeby zająć się tą kwestią bardziej systemowo. A na tym można oprzeć rozproszony system instytucji kultury. które będą mogły korzystać ze wspólnej infrastruktury i będą na tyle bezpieczne tutaj, że będzie im łatwiej współpracować między sobą i nie walczyć wiecznie o projekty. Więc tak to widzę.

Anna Rudnicka:
Jasne, dzięki.

Wiktoria Czarnecka:
Jak myślę o tym długofalowym, to tutaj z Grzegorzem zgadzam. Dorzuciłabym dwie rzeczy. Pierwsza to myślę, jakby cały czas to w głowie tutaj u mnie siedzi, współpraca kultury z biznesem. Cały czas to w głowie mi pokutuje, że Nie ma tego myślenia procesowego, jak miałoby to wyglądać, żeby to było naturalne. Bo ja zawsze powtarzam instytucjom kultury, że słuchajcie, wy macie coś, czego biznes nigdy mieć nie będzie. Wy macie prawdziwe, żywe, długofalowe wartości. Wy macie ten sens. Oni nigdy tego nie będą mieli. Oni będą tworzyli wizję, misję. Różne rzeczy będą, cały branding będą tworzyć, ale oni muszą to wytworzyć, a wy po prostu macie to niematerialne, dlatego oni muszą do was przyjść, bo muszą z tego skorzystać, tak? Więc tak naprawdę wy jesteście na równi podmiotami, tak? I stąd myślę o tym długofalowym myśleniu, bo ja rozumiem, że w kulturze to finansowanie zawsze jest niewystarczające, Więc długofalowe myślenie dla mnie to jest myślenie, jak ja mam długofalowo, procesowo stworzyć ten proces współpracy z biznesem. Po prostu. Nie tylko, że jedna instytucja wie, a druga nie. Tylko właśnie to odwołuje się, co tutaj Grzegorz powiedział. Proces, który jest ogólnopolski. Że wszyscy wiedzą, jak mamy to zrobić i wiedzą, że to trzeba robić. Że to jest dobre. I że na tym jedna i druga strona może wygrać. Że to nie jest coś takiego, że to jest jakaś komercja. Nie, to jest po prostu wymiana, transfer wizerunku, transfer wartości, tak? To jest taka dla mnie istotna rzecz. Druga, to myślę o, jak powiedziałaś właśnie o tej technologii, to ja sobie wtedy pomyślałam o case’ach. o tym, że często jest tak, że instytucje kultury rozwiązują jakiś problem, albo tworzą jakiś nowy projekt, a instytucja kultury na drugim końcu Polski, albo tuż obok, kompletnie nie wie o tym, że można coś takiego zrobić. Ja, jak teraz prowadziłam badania do mojej pracy naukowej, prowadzę je na większym terenie w Zatoce Gdańskiej, I tak naprawdę tematyka, te instytucje, te miejsca, to jest to wszystko to samo. I teraz ja sobie obserwuję, jak turyści, jak odbiorcy funkcjonują i nagle się okazuje, że właściwie to gdyby oni prowadzili taką wspólną, jedną narrację, mimo tego, że oni są oddzielnie, to oni by stworzyli taki produkt turystyczny, ale też produkt, który byłby łakomym kąskiem dla biznesu, że oni by każdy z nich oddzielnie i razem tyle wyzyskali, że to jest coś niesamowitego, tak? I jakby sobie to przekładając, myślę, że ile jest takich miejsc i instytucji w Polsce, które mogłyby właśnie się w ten sposób zsieciować, korzystać nawzajem ze swoich case’ów, albo odnaleźć na przykład wspólne mianowniki ze sobą i długofalowo wtedy działać i nawzajem z tego korzystać. Ja mam trochę wrażenie, że są takie bezludne wyspy, nie? Że my już się spotykamy na jakichś kongresach gdzieś, dowiadujemy się o jakichś fajnych projektach, a później się okazuje, że każdy wraca do siebie, wracają te problemy i nagle…

Grzegorz Jędrek:
Rzeczy, którą biznes zawsze świetnie sobie radził, to skalowanie pomysłów. Mamy wiecznie wymyślane pomysły w kolejnych projektach. Dochodzi do takiej sytuacji, że zmienia się opakowanie dla tego samego projektu. Wczoraj były papiloty literatury, dzisiaj jest Diefenbachia literatury. Jakby cokolwiek innego, byle to zmienić, ale to jest ciągle to samo. Nie ma sytuacji jak można przenieść z jednego miasta do drugiego jakieś rozwiązanie. Taka prosta rzecz. Rezerwat dzikich dzieci w Lublinie. Super miejsce wymyślone w ten sposób, żeby dzieciaki miejskie na jakimś takim nieużytku wewnątrz miasta miały taką przestrzeń właśnie pobawienia się, pobrudzenia w bezpiecznej przestrzeni razem z animatorami, którzy ich pilnują, ale jednocześnie którzy pomagają im zbudować, nie wiem, domek na drzewie. Tak, żeby to było bezpieczne, tak, dla dzieci. To jest rzecz, która odpowiada na bardzo jasny problem, zapewnienia ciekawej przestrzeni dla zabawy dzieci miejskich, które zwykle są pozbawione wartościowej przestrzeni publicznej, takiej bezpiecznej, nieco bardziej zielonej. w której jeszcze mogą kreatywnie działać. To jest bardzo świetnie rozwiązany problem. Niestety nie sądzę, żebym się doczekał rezerwatu dzikich dzieci, np. wprowadzonych przez ten zespół i instytucji nauczonych w całej Polsce do tego, żeby rzeczywiście to można było wprowadzić w bardzo wielu miejscach i nagrody dla tego zespołu, w sensie nawet finansowym, bo to często powoduje biznes, że po prostu jest pewna korzyść w dzieleniu się doświadczeniem tutaj, czy po prostu stosowaniu doświadczenia jeszcze raz. Bo my się uczymy, najzwyczajniej w świecie uczymy się robić to samo, co robiliśmy dobrze. Nie ma tego w kulturze. Nie da się zrobić tego wiele razy. W zasadzie chyba najlepszy odpowiednik, jedyny, który jakoś tam działa, ale i to często nie, to są spektakle, które można przenieść z jednego miejsca na drugie, ale nie mamy takiej modułowości. Dla większości rzeczy, które robimy w tej chwili w kulturze, I to powoduje, że mnóstwo problemów jest rozwiązywanych ciągle na nowo i powoduje de facto to, że płacimy więcej za rozwiązywanie tych samych problemów, a często te problemy w niezwyczajnym świecie są problemami, którymi nikt się nie opiekuje i które są za trudne w związku z tym do rozwiązania. A moglibyśmy mieć przepiękną sieć ekspercką, która mogłaby się nawzajem napędzać właśnie do tworzenia wartościowych formatów. Mielibyśmy wtedy kulturę, która myśli na przykład o tym, że ona pracuje w tożsamości, w wolnym czasie ludzi, że ona pracuje w rozwoju ludzi i wtedy moglibyśmy sobie myśleć, I wtedy moglibyśmy sobie właśnie myśleć o tym, jako o pewnej ofercie, z której ludzie mogą sobie wybierać. Niestety w tej chwili, tego typu natura nie lubi próżni i mamy przepięknie rozwiązaną tą kwestię przez centra handlowe, Sklepy z meblami i inne miejsca, które stały się de facto przestrzeniami kulturalnymi. Dlatego, że są w stanie bardzo szybko powielić dobre praktyki, które działają. W kulturze niestety te dobre praktyki nie są powielane, są trzymane jako coś cennego, bo nie będzie się dało napisać za rok projektu na tą rzecz, jak ktoś zrobi i to będzie tak ty mi ukradłaś. I to będzie koniec tej rozmowy o skalowaniu jakimkolwiek, bo najzwyczajniej w świecie nie opłaca się skalować pomysłów w tej chwili nikomu. I znowu, powtórzę, możemy rozmawiać o dobrostanie ludzi kultury, ale większość z nich nie ma szansy na nagrodzenie się za swoją kreatywność. Ze względu na to, że w najzwyczajniejszym świecie nie mogą wykorzystać swojego doświadczenia jeszcze raz, czy go w jakikolwiek sposób zeskalować. Super się opiekujemy artystami z sektora kulturalnego, rozrywkowego, bo to jest sektor kulturalny tylko, że rozrywkowy. Super opiekujemy się ich prawami. Jakby w animacji to już niestety tak ładnie nie działa. Bardzo często w lokalnych instytucjach, które mogą być piękną platformą do tego, żeby właśnie była pewna wspaniała rotacja i mobilność w kulturze. To jest to, co się nie sprawdza. A naprawdę poprzeczka jest nisko postawiona. Pomyślcie sobie czym jest sensoplastyka i jak pięknie się skaluje. Da się. Są modele. To jest bardzo prosta rzecz, natomiast znowu potrzeba pewnej wyobraźni, pogodzenia się z tym, że działamy w przestrzeni rynkowej i że nie zawsze to jest źle. Jeśli w tej przestrzeni rozmawiamy i o ile ludzie mają szansę do tego, żeby ich kreatywność była nagradzana w jakikolwiek sposób. Do tego w tej chwili w kulturze nie dochodzi i bardzo często mówi się kreatywności nie da się zaplanować. I zgadzam się. W pełni się zgadzam. Ale da się albo zbudować środowisko i ekosystem do tego, żeby ta kreatywność się pojawiała, Albo zabijać ją rok po roku, dekada po dekadzie systematycznie. I niestety bardzo potrzebujemy wizji pod tym kątem. Bardzo wierzę w takie słowa Petera Druckera, podstaw zarządzania, że jednak najlepsze przewidywanie przyszłości to jest jej tworzenie. Musimy sobie wyobrażać jak powinna wyglądać taka infrastruktura.

Anna Rudnicka:
Powiedzieliście o tym, że są pewne modele do wykorzystania. Wspomnieliście o tym, że mamy wspaniałe grono eksperckie. To teraz trochę wybierzmy się w przyszłość i spróbujmy określić jakie kompetencje będą kluczowe dla przyszłych pokoleń ludzi kultury. Czego będziemy potrzebować?

Grzegorz Jędrek:
Chcesz? Ja nie mogę. O czym? Lata poświęciłem humanistyce cyfrowej także dlatego, że zawsze mnie interesowało połączenie technologii i kultury. Bardzo cenię osoby twórcze, bo one ciągle na nowo widzą świat, co jest super. Jednocześnie ja bardzo lubię myśleć o tym, np. o technologii jaką mamy, w bardzo długich procesach. I tak np. na pewno słyszeliście o tym, kiwnicie głową myśli tak, że takie narzekania. Młodzież to już gnuśna, niczego się nie uczy, teraz kopiuj w klej tylko. Tak, prawda? Stara dobra śpiewka, mało kto wie jak stara, bo jeszcze sięgająca Platona, bo młodzież to już gnuśno, bo dlatego, że teraz jest pismo i już nikt nic nie pamięta. Mówimy o pokoleniach i zgoda. Każdy z tych pokoleń ma inny pewien kontekst. Zgoda, że na przykład w tej chwili ma niesłychanie przyspieszone, jest zmuszany do bardzo przyspieszonego przyswajania informacji. Jednocześnie, Rozwój człowieka na poszczególnych etapach i także nie tylko rozwój, ale i jego powolne odchodzenie, to jest proces, który powtarza się iteracyjnie, rok po roku, dekada po dekadzie, tysiąclecia po tysiącleciach. I w tym sensie naprawdę wystarczyłoby nie myśleć o tym, że my musimy zaplanować całą przyszłość dla człowieka. Wystarczy, że zaplanujemy jak poradzimy sobie z problemem, żeby np. młodzież wchodząc w fazę socjalizacji, za każdym razem miała bezpieczną przestrzeń do eksperymentu. Jak seniorzy, którzy są samotni, mogą dzielić się swoim doświadczeniem. To są takie podstawowe rzeczy, o których warto by pomyśleć, bo one się będą działy cały czas. I teraz tak, jeśli będziemy w ten sposób myśleć o człowieku, w takim większym procesie, w którym on jest, ale jednocześnie takiej pewnej powtarzalności, to ja wtedy będę spokojny, że my się nie będziemy bali od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie. Pod jakimś względem ja będę spokojny, że to będzie społeczeństwo, które będzie potrafiło poradzić sobie z wyzwaniami przyszłości, o ile rozpoznamy jakie na poszczególnych etapach potrzeby mają ludzie. Dlatego to jest coś, co sprawia, że ja chcę się zajmować marketingiem, bo to są poszczególne potrzeby ludzkie, które odpowiadają na to, co się dzieje. Nie będzie kreatywnych… Wiecie, bardzo mnie ubawiło jak w jednej z instytucji kultury był problem z zablokowanym fanpage’em. Wiecie jak sobie poradzili? Bo na szczęście jeden z ich wychowanków pracuje w tej chwili w Irlandii w Facebooku. I słuchajcie, nie było problemu. Dlatego, że jakby pomogli stworzyć kreatywność w jakimś człowieku, nie zgasili w nim tego płomienia. Mamy w tej chwili instytucje, w których jest dwuletnia kolejka, na przykład, albo kilkuletnia kolejka do warsztatów dla dzieciaków. a my jednocześnie zastanawiamy się jaki budynek wybudować. Ja bym chciał, żeby jakby zapewnić lepszą przestrzeń dla animatorów i na przykład a propos biznesu, tutaj kwestie ustalić jakie są relacje pomiędzy animatorami, którzy robią to w instytucji kultury, a pomiędzy na przykład już rynkiem, który może przejmować spokojnie tych wychowanków, którzy na przykład nauczyli się już czegoś. My mówimy o inkubatorach przedsiębiorczości. Bardzo się ubawiłem jak kiedyś spotkałem ludzi w takim inkubatorze, bo oni mówią, no my tu już jesteśmy 10 lat, bo tak naprawdę to nie ma żadnych nowych startupów, które by chciały tutaj przyjść, więc my sobie tak siedzimy. Ja myślę, że te inkubatory, które my wybudujemy, to one w pewnej chwili będą po prostu jak takie osiedla, że one będą rosły razem z pewnymi firmami i potem starzało się, tak jak po prostu osiedle się starzeje i żłobki będą wymieniane na po prostu rampy dla wózków. I tak to będzie wyglądało z inkubatorem, bo inkubator to jest tylko budynek. To nie jest jeszcze kwestia rozwoju, więc jeśli my rozmawiamy o kompetencjach, rozmawiajmy o kompetencjach bardzo ludzkich, Reszta inteligentni, fajni ludzie jakby pociągną dalej. Do tego jestem mocno przekonany.

Wiktoria Czarnecka:
Ja tutaj się z Tobą zgodzę. Pamiętam jak byłam na konferencji i zadano mi takie pytanie odnośnie tego, że wykorzystanie technologii, tych nowych mediów, nowej technologii będzie przyciągało młodych ludzi do kultury. No i zapytano mnie jako marketingowca. Ja powiedziałam nie. Nie będzie. Ja mówię, bo oni tą nową technologię to oni od dziecka mają. W domu, w szkole, w kinie. Gdzie nie pójdą, to oni to mają. To nie jest dla nich nowość, że coś się dotknie i się pojawi. To nie jest jakaś Eureka, którą odkryliśmy i to co mnie się wydaje, myślę, że tu Grzegorz się ze mną zgodzisz, To są te umiejętności miękkie. To jest umiejętność tworzenia opowieści, przekazywania tej opowieści, tworzenia narracji. I teraz jakbyśmy powiedzieli, czy sztuczna inteligencja zabierze nam pracę znowu, tak na przykład. No to ja powiem, że… No ale zaraz, tak jak powiedziałaś o pokoleniach. Nasze pokolenie, mniej więcej tak myślę, to było pokolenie, jak ostatnio tak fajnie przeczytałam, pokolenie, które pisało ze swoich rodziców smsy na starej nokii, dlatego, że tam było szybko, trzeba umieć wklikiwać litery, nie? Żeby, no właśnie. I my byliśmy takim pokoleniem dla naszych rodziców, jakieś takie wow, czarna magia, jak oni to robią? To jest taki, wiecie, przeskok, nie? A nasi rodzice znowu byli pokoleniem, które świetnie obsługiwało telewizor. No i też, co to będzie, tak? Że telewizor wchodzi, a radio, a teraz… I też było takie przerażenie. To, że cywilizacja i technologia będzie się rozwijała, będzie się rozwijała. To jakby tego nie unikniemy. Ja myślę, że tutaj ważne jest to myślenie o tych kompetencjach miękkich. Bardzo ucieszyło mnie ostatnio, jak przeczytałam na temat tych młodszych pokoleń, czyli młodszych od nas, no wiadomo, bo my moglibyśmy być, no umówmy się, jesteśmy boomerami, jesteśmy dla nich boomerami tyle, że wyobraźcie sobie, piszą listy. Piszą do siebie listy, dlatego że to jest coś nowego. To jest coś, co jest zapomniane i to jest taka dla nich nostalgia, że nagle odkrywają kasety magnetofonowe. No i teraz my mówimy nowa technologia, AI zabierze nam pracę, a oni piszą listy i słuchają kaset magnetofonowych. No i właśnie, to jest to myślenie. Jeszcze nie wiem, kiedy to był? Sierpień, czy lipiec, czy może jesień? Jak usłyszałam, że chyba w Danii likwidują w ogóle pocztę, tak? No bo nie ma już takiego zapotrzebowania. Ja tak sobie pomyślałam wtedy, no nie wiem, czy młodzi ludzie nie pójdą w tą nostalgię i nie będą nie pomyślą, że kiedyś coś takiego było, to my zaczniemy pisać listy. I nagle trafiam na artykuł i dowiaduję się, że proszę bardzo, młodzi ludzie piszą listy. Więc ja też tutaj jakbym myślała, jaka będzie przyszłość. Ja nie jestem w stanie przewidzieć, co będzie za 10 lat. Jakbym chciała wiedzieć, co będzie za 10 lat ze mną, ale co będzie na świecie za 10 lat, jest tak dynamicznie, globalnie, że trudno mi jest określić, co będzie za 10 lat, więc może nie myślę, co będzie za 10 lat, tylko myślę, co jest teraz, co będzie za pół roku, co będzie za rok, no za 5 lat i na to, co mam w tym momencie realnie wpływ i na to, jakie narzędzi mogę korzystać. I wiem, że te narzędzia za chwilę na przykład będą wchodziły, więc się ich po prostu uczę. No, my nauczyliśmy naszych rodziców pisać smsy, później nauczyliśmy ich korzystać z telefonów, z ekranami dotykowymi. Sami też się musieliśmy tego Więc myślę, że to jest umiejętność wchodzenia w proces.

Grzegorz Jędrek:
Tak, dokładnie tak. Jakby mnie ktoś zapytał jaka by była najsensowniejsza inwestycja w kontekście tzw. sztucznej inteligencji, dużych modeli językowych czy jak zwał, jak zwał tutaj tę technologię, która nie jest nie jest technologią myślącą tutaj, to ja bym powiedział, że jedną z najważniejszych rzeczy w tej chwili jest zabezpieczenie danych bibliotek cyfrowych, kulturalnych. Dlatego, że czymś sztuczną inteligencję, w tym sensie rozumienia, to jest tylko algorytm predykcyjny, który przetwarza dane. Jeśli nie ma danych, nie ma się na czym uczyć, w związku z tym jest bezużyteczny. Jako algorytm zabezpieczyłbym polskie biblioteki cyfrowe i gromadził dane kulturowe i zastanowił się jak my gromadzimy dane kulturowe. Zastanowił się jak rozwiązać prawa polskich autorów tutaj. Przemyślałbym kwestię czy dobrze prawo autorskie w tej chwili mamy napisane, czy ono powinno wyglądać inaczej, bo z tego co pamiętam to polskie prawo autorskie ciągle dotyczy np. pól eksploatacji, które jakby już nie istnieją pod wieloma względami, albo nie są tak chętnie wykorzystywane. Przemyślałbym tę kwestię i tutaj mamy olbrzymi zasób. Też współkongres, to był dla mnie piękne jak, to był chyba minister finansów, już nie pamiętam, bo ci politycy to się zmieniają cały czas. Ale on powiedział, że instytucje, kultury o tak sobie, ale on tam gra w gry i np. Wiedźmin to jest taki fajny polski produkt. Ja wyszedłem, zadałem pytanie z publiczności, że też bardzo lubię grać w gry, super, świetna sprawa. Dobrze, że powiedział o Wiedźminie, dlatego, że Wiedźmin to jest inwestycja około pięćdziesięcioletnia, jakbyśmy policzyli. Czterdziestoletnia, nie wiem, fani Wiedźmina będą wiedzieli lepiej. Bo najpierw były opowiadania, potem były książki, konwenty fantasy, potem były filmy, na których polska szkoła filmowa uczyła się animacji. Potem były dopiero pierwsze gry i trzecia gra dopiero osiągnęła taki sukces, że możemy mówić o jakimś globalnym produkcie kulturalnym polskim. Tokarczuk też w pierwszym roku swojego pisarstwa Nobla nie dostała. To nie jest tak, że my możemy myśleć o kompetencjach kulturalnych w ten sposób, że my po prostu będziemy mieli efekt w jednym krótkim rocznym projekcie. To jest niestety idiotycznie krótkowzroczne myślenie o kulturze. Mądra kultura to jest kultura, która rozumie, że technologia się ciągle zmienia. Raz na lepsze, raz na gorsze. Pod wieloma względami żyjemy w piekle technologicznym, bo pomyślcie sobie jak to wszystko pika dookoła nas i jak bardzo żre naszą uwagę. w tej chwili i jakby potrzebujemy lepszej technologii, ale do tego osoby zajmujące się technologią potrzebują wyobraźni. Niestety bardzo wielu inżynierów w tej chwili to jest tak, produkujmy więcej inżynierów, to na pewno rozwiąże nasze systemy. Ja zawsze daję taki jeden przykład, to jest takie myślenie jak produkujmy statki, ale co będziemy nimi wozić? Nieważne produkujmy statki. I to nie może zadziałać, jeśli my nie mamy na to pewnego pomysłu. Nie będziemy centrum kulturowym. Będziemy peryferiami kulturalnymi. To okej, bo na tych peryferiach czasem fajne, ciekawe rzeczy się dzieją. Ale centrum kulturowego w Polsce niestety nie zbudujemy, w ten sposób myśląc. I to jest dla mnie smutne i to jest dla mnie przykre. Byłem na kongresie kultury wolności w Szczecinie i tam na dworcu wypuszczano nagranie od Oksany Zabuszko. I ona tam przedstawiła wizję Ukrainy. która jest demokratyczna i dlatego nie zrozumiała, czy to dla dobrych, czy złych Rosjan, jak to ona mniej więcej gdzieś tam określiła. Bo mówi, człowiek nie potrafi sobie wyobrazić wolności, w której my żyjemy, człowiek, który jest w reżimie. I to jest podstawa, to jest kompetencja przyszłości. Zrozumienie, co jest naszą solidarnością, co jest naszą wolnością, Jak my to realizujemy? W bardzo konkretnych projektach. Dzisiaj wszedł do instytucji kultury i zastanowił się jaką infrastrukturą mogę zapewnić to. Nie to, że będę miał multimedialną wystawę, bo to jest idiotyzm. jaką infrastrukturę potrzebuje, żeby dzieciaki wychowane na przykład przez ludzi o dwóch różnych typach poglądów, mogli być najlepszymi przyjaciółmi. To jest myślenie państwotwórcze, to jest myślenie kulturalne. I takiego myślenia bardzo chciałbym.

Anna Rudnicka:
Myślę, że my również. Kończy nam się czas, ale chciałam was jeszcze poprosić, bo to jest ostatni panel i ostatnie spotkanie w ramach cyfrowego kongresu sukcesji, o takie naprawdę króciutkie podsumowanie, bo wiem, że też zaglądaliście co działo się przez ostatnie dni. Co najbardziej was zaskoczyło w rozmowach o sukcesji w kulturze?

Wiktoria Czarnecka:
Co nas zaskoczyło?

Grzegorz Jędrek:
Ja się bardzo cieszę, że rozmawiamy o tym ważnym elemencie całej układanki, bo ta sukcesja zapewnia po prostu, jakby dobrze zrobiona zapewnia trwałość w pewnym instytucji i to jest bardzo wrażliwy moment. To jest moment, kiedy każda instytucja jest najbardziej wrażliwa. Tu pewnie Wiktoria powiedziałaby lepiej, bo ma lepsze Znajomość historii i pamięci tutaj, ale co się dzieje w tym momencie bez królewia i jak łatwo jest wykorzystać to, żeby osłabić instytucje. Więc to jest dla mnie bardzo ważne. Ja się, z tego co oglądałem, bardzo się cieszyłem widząc także ludzi, którzy chcą brać odpowiedzialność za kulturę. Zebraliście tutaj naprawdę grono świetnych ekspertów i ekspertek, którzy nie bali się odważnie rozmawiać o tej kulturze. Bardzo często padało słowo relacje. Co chyba jest dobre, pod tym względem, że rzeczywiście relacje to jest absolutna podstawa kultury. Co mnie zasmuciło to, że my jeszcze nie mamy w pełni dojrzałych, ale to może dlatego, że ja na tym zwracam uwagę, takiego myślenia strategicznego. i takiego myślenia systemowego o kulturze pewnych wspólnych standardów. Wrócę do tego jak właśnie Alicja Jelińska mówiła, że ona każdy projekt zaczyna od… dysku współdzielonego, założenia dysku współdzielonego. To jest taka drobna rzecz teoretycznie, a ona zmienia wszystko dlatego, że po prostu daje przestrzeń do tego, żeby poukładać relacje, daje infrastrukturę do budowania relacji. Więc to było dla mnie bardzo ważne. Zapamiętałem sobie pojedyncze wypowiedzi Radka Kowalika, o której wspomniałem tutaj. Myślę też, że bardzo fajnie, bo widać też pewną dojrzałość w wymianie doświadczeń pomiędzy dyrekcjami tutaj, chyba buduje się jakiś zestaw wiedzy, wspólne w tej kwestii i to jest także bardzo dobre. Na to, na co zwróciłem jeszcze uwagę, to to, że rola Narodowego Centrum Kultury jest niesłychanie ważna. Tę instytucję należy chronić. najzwyczajniej w świecie i zapewnić jej zdrowe działanie, dlatego że bardzo wiele osób tutaj powoływało się na działania, które ona robi, ale jedna instytucja wszystkiego nie załatwi. Niestety centralna potrzeba nam więcej tego typu myślenia i to jeszcze też widzę, po to żebyśmy właśnie mieli więcej przestrzeni Ja myślę, że my jesteśmy na takim etapie, że zaczęliśmy rozmawiać w kulturze, bardziej się integrować. Uważam, że to jest świetny moment na pójście krok dalej i pewne uporządkowanie standardów. Bardzo drżę o pisanie nowych ustaw i tak dalej. Nie wiem, czy już jesteśmy gotowi jako środowisko, żeby być dobrym partnerem dla ministerstwa do tego. Boję się dalej o infrastrukturę kulturalną. Cały czas to jest jedno z moich największych zmartwień w całości tutaj, ale to są takie na szybko bardzo rzeczy, które zauważyłem przez te ostatnie dni.

Wiktoria Czarnecka:
Wchodząc w to, co powiedziałeś, bardzo mi się właśnie podobała ta relacyjność. Bardzo mi się podobała i faktycznie też to zauważam, że buduje się jakaś taka, nie wiem jak to nazwać, przestrzeń, jakiś taki kamień węgielny, takiego fundamentu, żeby nie stworzyć centralizację tej kultury, tylko żeby stworzyć Nie wiem, nie umiem tego nazwać. Nie instytucje, ekosystem. Świetnie, dziękuję Ci. Ekosystem do tego, żebyśmy my mieli przestrzeń na to, żeby wymieniać się tą wiedzą, układać pewne standardy, układać pewien sposób myślenia, procesów. No tego czego my nie mamy, a biznes ma. To by się nam niezmiernie to przydało. Z takich smutnych rzeczy to też właśnie pomyślałam o tym współkongresie, jak byliśmy, że to cały czas gdzieś się tutaj nam przewija i to też widać no niestety w tej sukcesji. I wrócę do tego cięcia tego materiału, o którym wspominałam. Jak mówiłeś Grzegorzu, to przypomniała mi się scena z potopu, w której książe Bogusław do Kmicica mówi coś takiego, że Rzeczpospolita jest jak kawał sukna, z którego każdy chce najwięcej dla siebie wydrzeć i pomyślałam, że instytucje kultury i kultura tutaj i my mamy swojego świadomość, ale to jest ważne, że mamy tego świadomość i zaczynamy o tym mówić, stąd mamy też między innymi ten kongres, gdzie mówimy o tym, że my nie chcemy, żeby ktoś naszą kulturę, nasze instytucje kultury, ciął na kawałki albo sobie wydzierał, w zależności jak mu teraz potrzeba, tak? Więc też zgadzam się, że tutaj ENCEK robi bardzo dużą pracę, która jest potrzebna i myślę, że takim dla mnie hasłem byłoby to, żebyśmy nie dali sobie wydzierać tego, dzielić się tak, że po prostu jesteśmy odcinani też od siebie. Dlatego, że jak ostatnio czytałam, dlaczego upadła pierwsza Rzeczpospolita i teraz jakbym sobie to przełożyła na język biznesowy, Dlatego, że gdzieś pojawiało się myślenie strategiczne, natomiast nie zostało ono wdrożone i to spowodowało, że niestety skończyliśmy, jak skończyliśmy.

Grzegorz Jędrek:
To jest świetne ostrzeżenie i piękne pokazanie, jak można wykorzystać kulturę jako pewne doświadczenie. My nie będziemy mieli już drugi raz pierwszej Rzeczpospolitej. Tego już nie ma. ale pozostała pamięć o tej kwestii, o tym momencie historycznym i możemy się z tego uczyć. To jest nasza kultura. Ja uwielbiam też to, i to chciałbym powiedzieć, lepsze startupy niż te spasione koty, które widzę w sektorze IT, Ja widzę w kulturze. Na przykład w Miejskim Ośrodku Kultury w Szczecinie to jest zespół 9-11 osób. To jest niesamowite co robi taki mały zespół. Gdziekolwiek indziej dostałby finansowanie po prostu na to super społeczny startup, na to co robi. My musimy wzmacniać takie małe zespoły. musimy dawać im siłę do tego, żeby one mogły działać. Musimy mieć Y Combinator, ale właśnie dla kultury i dla pewnego społecznego działania, dla menadżerów społeczności naszej, bo z kolei kultura zapewnia ten cały ekosystem dla wszystkiego innego. I to jest bardzo ważne. Miejski Ośrodek Kultury w Szczecinie układa całą swoją działalność dookoła słowa przyjaźń. I przyjaźń dlatego, że mieli tam kino przyjaźń. I to ta przyjaźń wtedy pewnie znaczyła coś innego. Ale oni nie bali się tego, co tam było, tylko zaczęli na nowo definiować, co to znaczy u nich przyjaźń. I teraz robią ważne rzeczy. Ja się boję, że tego typu miejsca nie będą zauważone, a są naprawdę świetnymi startupami kulturalnymi. To są prawdziwe startupy. Nie te, które biorą dofinansowanie, bo po prostu mogą wziąć kolejne dofinansowanie na zbudowanie aplikacji, która nikomu nigdy nie będzie potrzebna i będzie tylko psuła naszą uwagę. To nie jest innowacja. W kulturze leży bardzo duże pole do innowacji, które jeszcze w tej chwili nie jest wykorzystane, a może być. Widać na tym, co ty powiedziałeś, jak dużo możemy wyciągnąć z kultury jako rzeczy, która pozwala nam tworzyć wspólną opowieść.

Anna Rudnicka:
Bardzo wam dziękuję za to podsumowanie, dziękuję wam w ogóle za obecność i za podzielenie się swoim doświadczeniem i wiedzą. Gośćmi panelu sukcesja jako troska o przyszłość kultury byli Wiktoria Czarnecka, UŁAN PR specjalistka marketingu historycznego, Grzegorz Jędrek, lubelska część zespołu w niedoczasie, rozmawiała Anna Rodnicka, relacje, wideo realizowały cały Kongres Cyfrowy, Kongres Sukcesji.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

długofalowe myślenie dziedzictwo edukacja ekosystem kultury infrastruktura kulturalna innowacja instytucje kultury kompetencje przyszłości młode pokolenia narracja polityka historyczna relacje storytelling sukcesja w kulturze technologie w kulturze tożsamość tradycja wartości wspólnota współpraca współpraca z biznesem zarządzanie zmiany pokoleniowe

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej