Obejrzyj na YouTube!
Posłuchaj podcastu:
Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu!
Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich, które brały udział w tym pięciodniowym wydarzeniu, podzieliły się praktyczną wiedzą, która została zarejestrowana dla pełnego dostępu w przyszłości. Ten avatar jest jednym z elementów zwiększania świadomości na temat sukcesji w sektorze kultury.
Całość wiedzy, pochodzi od osób eksperckich i została zarejestrowana „na żywo”. W tym przypadku jestem „tylko” twarzą ;).
Opis odcinka
Kto przejmie relacje z uczestnikami i społecznością? Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
Osoby eksperckie
Katarzyna Paradecka – Wydział Kultury Urzędu Miasta w Katowicach Pedagożka, animatorka i menedżerka kultury. Absolwentka pedagogiki socjalnej i opiekuńczej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, a także studiów podyplomowych „Zarządzanie w kulturze, sztuce i turystyce kulturowej” na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach oraz Podyplomowych Studiów Promocji Kultury na kierunku „Manager Kultury we Współpracy Regionów Unii Europejskiej” na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwentka IV edycji Programu Polsko–Amerykańskiej Fundacji Wolności „Liderzy PAFW”. Od 2005 r. zawodowo związana z kulturą, w tym w szczególności z organizowaniem społeczności lokalnej poprzez kulturę.
Radek Kowalik – Mazowiecki Program Edukacji Kulturalnej Animator kultury, fotograf, arteterapeuta i kulturoznawca. Laureat nagrody za Społeczne Działania Twórcze MPEK 2022 r., absolwent programu fundacji Szkoła Liderów: Świętokrzyscy Liderzy dla młodzieży, tutor w 4. edycji programu. Na co dzień zaangażowany jest w realizację zadań Mazowieckiego Programu Edukacji Kulturalnej organizowanego przez Mazowiecki Instytut Kultury. W 2023 roku odbył 120 dniową podróż po mazowieckich wsiach dokumentując lokalne działania twórcze.
Przemysław Waczyński – Podlaska Sieć Kultury Animator i menedżer kultury, bloger, trener, aktywista kulturalny. Od ponad 15 lat zawodowo związany z sektorem kultury. Stypendysta Ministra Kultury, w ramach stypendium zrealizował projekt „Podlaska Sieć Kultury”, trwający do dziś. Absolwent Programu Liderskiego PAFW. Animator Programu Dom Kultury+ Narodowego Centrum Kultury, propagator idei partycypacyjnego modelu instytucji kultury oraz sieciowania kadr kultury. Prowadzi blog pwkulturalnie.pl.
Osoby prowadzące:
Anna Rudnicka Trenerka i ekspertka sektora kultury z wieloletnim doświadczeniem w pracy w samorządowych instytucjach kultury oraz we współpracy z kadrą zarządzającą i zespołami pracowników. W swojej działalności zawodowej specjalizuje się w zagadnieniach związanych z zarządzaniem instytucjami kultury, komunikacją oraz transferem wiedzy organizacyjnej. Jest autorką branżowego bloga „Kultura na Czasie”.
Ola Karowska Menadżerka kultury, kulturoznawczyni, socjolożka, coach kariery. Animatorka kultury, autorka i pomysłodawczyni autorskich programów edukacji kulturalnej. Trenerka warsztatów twórczego myślenia, stypendystka Marszałka Województwa Pomorskiego dla twórców kultury. W swojej działalności koncentruje się na sieciowaniu i wzmacnianiu kompetencji kadr kultury. Animatorka programu Dom Kultury + Narodowego Centrum Kultury.
Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Cyfrowy kongres sukcesji
Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
17-21 lutego 2026 | Bydgoszcz | Online LIVE
Cyfrowy kongres sukcesji
Polski sektor kultury mierzy się z bezprecedensowym „tsunami sukcesyjnym” – ponad 40 kluczowych instytucji zmienia kierownictwo w latach 2024-2025. Po raz pierwszy w Polsce powstaje kongres transferu wiedzy instytucjonalnej między pokoleniami liderów kultury.
17-21 lutego 2026 | Bydgoszcz | Online LIVE
Transkrypcja
Anna Rudnicka:
Cyfrowy Kongres Sukcesji. Witamy serdecznie z wnętrz Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Pierwszy panel Sukcesja w Edukacji i Animacji Kulturalnej. Kto przejmie relacje z uczestnikami i społecznością. Naszymi rozmówcami są dzisiaj Katarzyna Paradecka. z Urząd Miejski w Katowicach, ale również duże doświadczenie w pracy w instytucjach kultury. Przemysław Waczyński, Podlaska Sieć Kultury i Radek Kowalik, Mazowiecki Program Edukacji Kulturalnej. Dzięki, że przyjęliście zaproszenie do dzisiejszej rozmowy. Kiedy zdajemy sprzęt służbowy typu komputer, telefon, dostajemy protokół zdawczo-odbiorczy tak, że oddaliśmy jakieś materiały, przekazujemy, podpisujemy. Co z animacją? Tak, mamy dobro niematerialne. Co tak naprawdę oddaje się przy sukcesji w animacji kulturalnej? Przemku zaczniesz?
Przemysław Waczyński:
Przekazywanie działalności instytucji czy organizacji pozarządowej formalnie na papierze jest dużo proste, choć też różnie z tym bywa. Czasami jest to też wolna amerykanka. A jeżeli chodzi o animację, o przekazywanie tego, co się przez lata zbudowało, nie jest to prosty proces. To dużo zależy od tego, co zbudowaliśmy do tej pory. Jeżeli działaliśmy, jeżeli zdążyliśmy wykształcić swoich następców, ale też byliśmy w dobrych relacjach z uczestnikami, to myślę, że te przekazanie przychodzi łagodnie i naturalnie. Gorzej jest jak opiera się to wszystko na osobie, a często w kulturze jest tak, że to się opiera na osobach, więc powstaje przepaść, gdy ktoś odejdzie. Dlatego myślę, że warto już o tym pamiętać, gdy jako animatorzy kultury, osoby działające w sferze animacji kulturalnej, społecznej wchodzimy w jakiś teren, żeby też o tym pamiętać, żeby gdy już pójdziemy dalej realizować kolejne przedsięwzięcia, projekty w nowych miejscach, żeby tam ktoś został, kto będzie mógł to kontynuować, oraz czasami odwiedzać, patrzeć jak to się rozwija. Ja osobiście często lubię wracać tam gdzie byłem, w te miejsca i patrzeć jak się coś rozwija i często się cieszę, gdy widzę, gdy coś działa bardzo dobrze.
Anna Rudnicka:
Kasiu, a według Ciebie co oddaje się przy sukcesie Animacji Kultury?
Katarzyna Paradecka:
Właśnie na tą odpowiedź składa się całe to moje doświadczenie, które jest bardzo dwutorowe, więc ta sytuacja jest bardzo złożona. Bo ja zarówno w tym doświadczeniu zawodowym działałam wiele w edukacji kulturalnej i w animacji, ale też zarządczo obok równolegle faktycznie na tych stanowiskach kierowniczych. I to co powiedział Przemek, Właśnie z tym się zgadzam, że to powinien być w ogóle proces zaplanowany. Świadomie zaplanowany, żeby o przyszłości myśleć w taki sposób, że kiedyś ktoś to od nas przejmie. Ale rozgraniczyłabym w tym momencie dwie rzeczy. Czyli to, co jest procedurą, formalnością, spisem różnego rodzaju instrukcji. Od tego, co jest niematerialne. I to jest właśnie w tej animacji chyba najważniejsze. Bo tak naprawdę przekazujemy coś, czego do końca nie da się nazwać. Ja sobie postaram się popełnić takie wyobrażenie, taką wizualizację na potrzeby tej odpowiedzi. Że wyobraźcie sobie, że przekazujemy takie pudełko prezentowe, które jest opakowane w taką kokardę relacji i przekazujemy ją swojemu następcy. I to pudełko jest wypełnione emocjami. jest wypełnione wrażeniami, doświadczeniami, milionem uśmiechów, milionem projektów. Wszystkim tym, czego nie da się namacalnie dotknąć. I tym samym przekazujemy tak naprawdę zaufanie do tego, żeby osoba, która będzie kontynuowała tą misję, czy te projekty, czy te działania, czy relacje ze społecznościami i mówimy o tym, że masz nawet nie tyle aprobatę, co takie zaufanie do tego, że też sobie z tym poradzisz. I to jest bardzo istotne, bo to nie jest coś, co Da się zapisać na kartce papieru, tylko to jest coś, co ta druga osoba, ten następca może odczuć samym sobą, że ma wsparcie. I taka sukcesja uważam, że jeszcze jest bardzo nieobecna w animacji i edukacji kulturalnej.
Anna Rudnicka:
Jasne. Radku, a według ciebie?
Radek Kowalik:
Ja myślę, że to bardzo zależy od tego w jakim środowisku pracujemy. Czy jest to instytucja, czy jest to organizacja pozarządowa, czy jesteśmy na przykład niezależnymi animatorami kultury, którzy działają w swoim polu w jakiś właśnie taki niezależny sposób. I od tego właśnie zależy co się będzie działo. Bo na przykład w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej my bardzo mocno pracujemy na relacjach z uczestnikami naszych działań. I nasz zespół składa się z niedużej ilości osób. My wszyscy też jesteśmy w bardzo bliskich kontaktach z laureatami naszych nagród, z uczestnikami naszych objazdów, z osobami uczestniczącymi w rezydencjach animacyjnych we wsiach. Więc nasz zespół jest dość specyficzny pod tym względem, bo opiera się bardzo mocno na relacjach. Ale też w naszym zespole dochodziło do różnych zmian i zespół Mazowskiego Programu Edukacji Kulturalnej był dość dynamiczny. Ja jestem w zespole od czterech lat i każdy z nas w zespole ma swoje kompetencje, takie szczególnie właśnie swoje. Na przykład Maja jest odpowiedzialna za kwestie merytoryczne, Miriam za komunikację, ja za tą obecność w terenie i każdy z nas ma jakiś swój zakres, za który odpowiada. I mamy na pewno świadomość tego, że nie będziemy pracować w tym miejscu zawsze. Chociaż na pewno każdy z nas w związku z tym, że bardzo lubimy to co robimy, chciałby to robić jak najdłużej. Może przyjść taki moment, w którym po prostu ktoś z zespołu odejdzie. I tak wydarzyło się kilka lat temu, kiedy Ania Świętechowska z naszego zespołu odeszła. I to w jaki sposób my też podzieliliśmy jej kompetencje, obowiązki między siebie i zdecydowaliśmy, że odchodzi Ania robić swoje rzeczy, bo to była jej decyzja. I zespół przyjął to wszystko. Więc to nie jest tak, że zatrudniliśmy kolejną osobę do zespołu, tylko postanowiliśmy to podzielić między siebie. To nie było do końca też łatwe, ale myślę, że przez te kompetencje, które mamy wszyscy po kolei w zespole, całkiem nieźle sobie z tym poradziliśmy. I to poszło nawet tam gładko. Dlatego też właśnie, że my jesteśmy bardzo mocno zaangażowani w program. Ale ciekawe jest to, co by się wydarzyło, gdyby kogoś z nas teraz np. zabrał. I wydaje mi się, że w takim programie jak nasz generowanie różnego rodzaju podsumowań rocznych, ale też sieci kontaktów, które zbudowaliśmy, czy też właśnie kontaktów np. do naszych filmowców, ale też do laureatów naszych nagród. Zbieranie tego nawet w postaci ewaluacji, którą robiliśmy np. po pięciu latach działania programu. Teraz pewnie będziemy planować kolejną ewaluację po dziesięciu latach działania programu. To jest dziewiąty rok aktualnie. Mazowieckiego Programu Edukacji Kulturalnej. Takie dokumenty, które generujemy, one są też skarbnicą informacji dla właśnie tych osób, które przyjdą po nas do zespołu albo też dla innych osób, które na przykład gdzieś w innych częściach Polski powołują programy, pewnie też również jakby we współpracy z samorządem, programy edukacji kulturowej w swoich regionach. Taka ewaluacja, która jest z dokumentem dostępnym sprawia też, że ktoś nie musi popełniać naszych błędów, ale też może na przykład przewidzieć, co się może wydarzyć, kiedy zastosują podobne strategie jak nasze. Ale też wziąć dobre praktyki po prostu, które się sprawdzają. Więc generowanie wbrew pozorom dokumentów, ale nie takich nudnych dokumentów, tylko takich wartościowych dokumentów, które są badaniem, wynikiem jakiegoś takiego pogłębionego researchu z osobami, które mamy w swojej orbicie jako program, zostawia pewnego rodzaju ślad. i też jakiś drogowskaz dla osób, które mogą z tego korzystać. Wydaje mi się, że to jest bardzo ważne, żeby tworzyć takie dokumenty, w których zostawiamy jakąś część naszej wiedzy, a nie tylko trzymać ją w głowie i zabrać ją w momencie, w którym znikamy np. z miejsca pracy, ze sobą, nie pozostawiając osobom, które przyjdą w nasze miejsce albo dołączą do zespołu np. w innej roli. Pozostawiamy jakąś czarną plamę, w której ktoś nie wie jak się odnaleźć. Więc dobrze jest zostawiać po sobie różne tropy, różne ślady, różne kontakty, do których możemy odsyłać osoby, które dołączają do zespołu.
Anna Rudnicka:
No właśnie, powiedziałeś o bardzo ważnej rzeczy, czyli przekazywaniu wiedzy właśnie w formie tej zapisanej. Czy zetknęliście się z sytuacją w swoim bogatym dorobku zawodowym, kiedy okazywało się, że nagle zastaliście puste biurko, spaloną ziemię i trzeba było właściwie od nowa odtwarzać to, co powinniście dostać od kogoś?
Przemysław Waczyński:
Przez trzy lata zdarzyło mi się pracować w instytucji, która na pewnym etapie swojej historii została odcięta od wszystkiego, od całej swojej historii, Miejskiego Światek Animacji i Kultury w Basilkowie. Tam było tak, że w pewnym momencie postanowiono go zamknąć. Nawet radni przegłosowali uchwałę, żeby to zrobić. Na szczęście wojewoda ją unieważnił. Wojewoda, który też był w swoim doświadczeniu dyrektorem instytucji kultury. No i wówczas stało się tak, że do instytucji przyszły wszystkie nowe osoby. Naprawdę wszystkie nowe osoby podjęły pracę. Nie było przekazania formalnego, w takim sensie, że spotkania pracowników między sobą. I te osoby, które wtedy rozpoczęły pracę, budowały od początku. Dzisiaj Miejskie Ośrodek Animacji i Kultury w Wasilkowie, w województwie podlaskim działa bardzo dobrze. Niektóre osoby jeszcze tam pracują. Jak pracowałem to często rozmawialiśmy o tym, jak to było ciężko budować relacje od nowa, poznawać wszystkich. Ale z drugiej strony myślę, że dzięki temu te nowe osoby poznając się od nowa, zbudowały relację głębszą. niż jakby dołączały w trakcie. To taka moja osobista refleksja na ten temat. Ja z kolei, jak zaczynałem być dyrektorem ośrodka kultury, to wcześniej pracowałem jako pracownik. To też się wiąże z różnymi problemami, ale też zaletami. Ale też byłem z tego miasta, więc znałem to środowisko. Więc myślę, że wracając do pytania o odcięciu tej linii, ciężko jest budować, ale czasami nowe rozdanie też jest szansą.
Anna Rudnicka:
Jasne, dziękuję.
Katarzyna Paradecka:
Ja nie miałam aż tak drastycznej sytuacji, ale to prawdopodobnie dlatego, że też awansowałam z zespołu, czyli nie przechodziłam do nowego miejsca pracy, tylko w obrębie tej samej struktury przejęłam stanowisko, co nie oznacza, że ta formalna i jakakolwiek emocjonalna sukcesja nie byłaby potrzebna, bo ona jak najbardziej jest potrzebna i mnie tego zabrakło na tym etapie, kiedy ja wchodziłam na stanowisko, bo pomimo, że nie było takiego odcięcia pomimo, że nie wchodziłam w nowych ludzi, w nowe zespoły i w nowe grupy, sekcje, to nie było jakiegoś takiego podsumowania, które by pozwoliło wywnioskować mnie albo wziąć ze sobą w tej podróży dalej tych najważniejszych rzeczy. I ja sobie potem za taki punkt honoru postawiłam to, że w momencie, kiedy ja bym odchodziła, z pracy, no to wiele rzeczy zrobiłabym inaczej i potem próbowałam właściwie do tego doprowadzić. Natomiast mimo wszystko jeszcze powiążę to z tą odpowiedzią, czy z pytaniem, które padło na samym początku o to przekazywanie relacji, bo trudno jest też odebrać od kogoś relacje zbudowane przez poprzednika, jeżeli one były osobiście przez niego przez lata budowane, jeżeli to on wkładał serce duszę i wszystko zasoby w to, żeby te relacje zostały zbudowane. Nie da się ich po prostu, tak wiecie, podać z ręki do ręki, bo jest to oczywiście zasób, ale na którym powinno się budować, z którego powinno się czerpać, a niektóry powinien stać się rodzajem własności, która przechodzi z rąk do rąk i jest naturalną, naturalnym stanem rzeczy. Tutaj nic nie jest pewne i tak naprawdę w momencie, kiedy ja rzeczywiście weszłam w tą nową rolę, to mając świadomość, że te relacje są już w jakiś sposób zbudowane, próbowałam je budować również na nowo i trochę po swojemu. Nie mówiąc już o tym, że oczywiście zostały wypracowane też różne nowe relacje, które pewnie pozostawione następcom, też mogą być transformowane i jakby wykorzystywane w dobrym tego słowa znaczeniu do budowania dobrych rzeczy.
Anna Rudnicka:
Pójdźmy tym tropem. Czy w relacji z uczestnikami właśnie, z odbiorcami oferty kulturalnej, społecznością w ogóle w jakiej pracujemy, czy to jest przekazanie właśnie potem kolejnej jednej osobie, czy jesteśmy w stanie to na przykład przekazać zespołowi? Radku.
Radek Kowalik:
To nie jest też tak łatwo na to odpowiedzieć, ponieważ te kompetencje różnych osób są bardzo różne i tak jak w naszym zespole np. my nie jesteśmy w stanie nikim zastąpić jednego Norberta, który spina merytorycznie wszystkie te administracyjne rzeczy, ale wydaje mi się, że każdy z nas jeżeli chodzi o resztę członków i członkiń zespołu, no mamy taki zakres swoich kompetencji i swoich takich wąskich specjalizacji, że trudno będzie znaleźć inne osoby o podobnych konsekwencjach, nie konsekwencjach tylko kompetencjach i przekazanie. To też jest proces dochodzenia do tego, bo my w naszej pracy wypracowaliśmy sobie swoje metody też i otwieramy się też na różne dynamiki, które się wydarzają w polu animacji w województwie mazowieckim. Więc to jest taka duża też elastyczność nasza w dostosowywaniu się do potrzeb społeczności animatorek i animatorów kultury. Takie przekazywanie kompetencji jest bardzo ciężkie, ponieważ w naszym przypadku to wszystko się opiera o relacje z drugimi uczestnikami, czy też z animatorkami i animatorami z regionu. Każdy ma na to swój sposób i przekazanie może też równie dobrze być zmianą na lepsze w jakimś przypadku, bo się może okazać, że ktoś ma takie kompetencje, które gdzieś odnajdują się bardziej. Więc to przekazywanie relacji i przekazywanie swojego sposobu też pracy wydaje się być najtrudniejszą do jakiegoś takiego określenia rzeczą, ponieważ jest to bardzo zindywidualizowana rzecz. Każdy ma swój plecak, z którym ma swoje narzędzia i można się tymi narzędziami wymieniać. Wiadomo, pewnie większość z nas ma jakiś taki podstawowy zestaw i różne inne rzeczy, które na swoich polach pracy w różnych sektorach też zdobywał. No i to wszystko zależy od tego, które narzędzia są potrzebne w którym momencie i z kim akurat przychodzi nam pracować. Bo inaczej się pracuje w społeczności wiejskiej, inaczej pracuje się w społeczności miejskiej, inaczej pracuje się w instytucji kultury, gdzie jest tylko jedna osoba zatrudniona na przykład na etacie, a inaczej gdzie jest ich 40. Więc to jest bardzo trudna rzecz wydaje się w ogóle tak w przekazywaniu i bardzo zależy od naszych takich osobistych doświadczeń i relacji, które jesteśmy w stanie zbudować.
Katarzyna Paradecka:
Ja też do tego dołączę, bo zgadzam się w pełni, ale i tak uważam, że jest taki stan idealny, gdzie te relacje powinny być przekazane do zespołu, bo istnieje naprawdę bardzo duże ryzyko, że jeżeli relacje będą jakby kontynuowane, czy prowadzone wyłącznie przez lidera, animatora, edukatora, to wraz z jego odejściem mówimy o pewnej monopolizacji tych relacji. A to nie o to w tym chodzi. No ktoś zostawia zespół, projekty, procesy w jakimś stanie postępu. Nie powinno być tak, że zespół, który z tym został i ma współpracować ze społecznością, pozostaje bez narzędzi, bez wiedzy co do tego, co z tym dalej zrobić. Więc trochę, że trochę, bardzo ideową, wydaje mi się, idealną sytuacją, że to jednak zespół przejmuje te relacje.
Radek Kowalik:
U nas jeszcze jest tak, że my nie gramy jako członkowie zespołu na siebie, tylko my gramy na pewnego rodzaju ideę, która towarzyszy naszemu programowi. Więc to jest tak, że jak ktoś się decyduje na przykład na wyjazd z nami, na objazd z cywilizacją u siebie, albo chce wziąć udział w naszej nagrodzie, albo chce wziąć udział w rezydencjach, to on raczej nie myśli o nas, że Miriam, Radek, Norbert i Maja. tylko myśli o tym, co udało nam się zbudować, jakby zaufanie do tego, co my robimy, do całego programu i do tego, jakie idee są dla nas ważne i jakie mamy priorytety w naszej pracy, czyli zwiększamy widoczność animatorów w terenie, czyli odwiedzamy małe ośrodki kultury, odwiedzamy osoby niezależnie pracujące w swoich polach edukacji kulturowej. Więc nie sądzę, żeby ktoś się decydował na objazd z nami dlatego, że tam jesteśmy my i jesteśmy fajni, otwarci i zawsze służymy jakimś takim wsparciem. czy radą w różnych przypadkach, tylko to się skupia wokół tych rzeczy, na które my pracujemy jako zespół. I to uważam, że jest ogromną wartością naszego zespołu, że u nas nikt nie gra na siebie, tylko gramy na wspólną taką konsekwentną komunikację naszych założeń i tego jaki jest nasz cel, czyli po prostu dostrzeganie, docenianie lokalnych inicjatyw w regionie województwa mazowieckiego.
Przemysław Waczyński:
Myślę, że warto przyjrzeć się sobie, tak jak my działamy jako animatorzy, bo często bywa tak, spotkałem się, mówiłaś tak, że monopolizacja relacji. Często nie ma gotowości w animatorach do dzielenia się tym, do otwierania się. te zagadnianie do siebie. Ja współpracuję, nie wiem, 10 lat z kołem gospodni wiejskich współpracowałem i będę dalej współpracować. I nikomu nawet nie pozwolę z organizacji, żeby tam ze mną pojechał. I wtedy te relacje są bardzo silne, ale no właśnie, są też, jest duża szansa, że jak taka osoba odejdzie, to te relacje się skończą. Dlatego Myślę, że jako osoby pracujące w kulturze na co dzień, animujące, powinniśmy mieć w sobie otwartość, żeby dzielić się tym, co robimy i nie bać się innych osób, nie traktować ich jako konkurencję, tylko raczej jako partnerów i następców. Bo dopóki tych swoich następców gdzieś tam nie znajdziemy, nie nauczymy ich, no to też nie będziemy mogli pójść dalej.
Anna Rudnicka:
Też kiedyś wspominałeś o tym, że czasami możemy przegapić ten moment, kiedy mamy dobry czas na to, aby dokonać sukcesji, bo osoby, które są chętne do tego, żeby współpracować, mogą zająć się zupełnie czymś innym i tracimy możliwość w ogóle kontynuacji tego, aby dana organizacja działała.
Przemysław Waczyński:
To prawda. Doświadczyłem około dziesięciu lat temu takiego, doświadczyłem takiego zjawiska, że przyszły do organizacji młode osoby, dobrze już działające w obszarze kultury, animacji, sztuki, animacji historycznej, które chciały wesprzeć jedno z ustaworzyszeń, które od wielu lat działa. Ale jakoś no starsze osoby z tego stowarzyszenia, no tak ja odczułem, że nie za bardzo chciały po prostu w tej chwili włączyć młodzież. Nie miały gotowości. Młodzież, 30-latkowie, 40-latkowie byli, więc to taka młodzież. No ale dzisiaj już te wszystkie osoby, które wtedy mogły to przejąć zajęły się swoimi sprawami. Prowadzą swoje fundacje, działają na swoich polach, więc Też będąc liderem jakiejś organizacji trzeba pamiętać, że można przygapić moment, kiedy ktoś chce z nami współpracować, ktoś chce coś wnieść dobrego, a nie zawsze my jesteśmy gotowi, żeby go dopuścić. Więc też jest potrzebna nasza wrażliwość i uważność na to, że czasami najlepsze rozwiązania przychodzą nie wtedy, kiedy ich się spodziewamy, Tylko po prostu przychodzą i trzeba łapać te okazje, trzeba je wykorzystywać.
Anna Rudnicka:
Czyli też myśleć ponad pewien poziom i patrzeć strategicznie przyszłość. Perspektywicznie, tak. A jak przygotować społeczność na zmianę lidera, albo animatora, albo edukatora, żeby też nie stracić jej zaufania?
Katarzyna Paradecka:
Jak zwykle przez relacje. W sensie, ja jestem strasznie relacyjną osobą i wiele osób mi to zarzucało na samym początku, kiedy musiałam pełnić twarde stanowisko, bo mówili mi, nie możesz być taka wrażliwa, bo jesteś nadwrażliwa. Nie możesz być taka relacyjna, empatyczna, bo ci wejdą na głowę. Jakby to jest straszne. Ale niestety, bardziej niestety, to był mój sposób jednak na zarządzanie. Więc faktycznie wydaje mi się, że w tej społeczności właśnie przez relacje. I takie mam też doświadczenie. Że kiedy ja wiedziałam, że będę odchodzić z ostatniej mojej pracy, to pozwoliłam sobie na kilka spotkań z różnymi grupami społecznymi. Z klubami seniora, ze szkacistami. U nas na Śląsku gra się w skata sportowego, więc takie grupy też tam mają swoje spotkania. Z emerytowanymi górnikami. ze zespołami śpiewaczymi i tak dalej. I jakby to było dużo spotkań i bardzo trudno było to osadzić w czasie, dlatego że wszystko działo się bardzo szybko i dynamicznie. I jedyne czego mi wtedy tam zabrakło to tego, że ja nie miałam komfortu, w którym już wtedy mogłabym przedstawić swojego następcę, ponieważ tu nie była podjęta jeszcze decyzja. Czyli my wiedzieliśmy, że ja odchodzę, a jeszcze musiałam grupę ludzi zostawić z wiadomością, że niestety nie wiemy co dalej. I to jest niezręczne. Bardzo mocno. Nawet bym powiedziała, że nieprofesjonalne, bo ten koniec powinien mieć też swój początek, gdy chodzi o kontynuację procesów. Ale faktycznie przekazywanie informacji do społeczności powinno się odbywać przez spotkania na żywo. Oczywiście można też pisać maile, bo też jeżeli ja nie do wszystkich dotarłam, to wysyłam takie ogólne maile, a te już chyba wysyłałam wtedy, kiedy wiedzieliśmy, kto będzie następcą i też mogłam to zrobić oficjalnie i formalnie, wprowadzając imieniem i nazwiskiem osobę, która po mnie przejmie stery. Więc ten kontakt musi być utrzymywany. Żeby przekazać.
Przemysław Waczyński:
Jeżeli mamy komfort takiego, że wiemy, że odejdziemy, to możemy działać, możemy się przygotowywać. Ale często, szczególnie w małych miejscowościach, to się dzieje, że te odejścia są wymuszone z dnia na dzień. Małe społeczności też są często powiązane różnymi relacjami zawodowymi, politycznymi. jest przymus odejścia osoby, która ożywiała środowisko, to też ta społeczność jest często zagubiona, bo nie wie, czy może stanąć po stronie tej osoby, która odchodzi, czy nie może stanąć, bo być może w przyszłości spotkają jakieś Przydarzą się jakieś przykre konsekwencje za to, że się z kimś współpracowało. Więc tak jak mówiłem wcześniej, to chyba najlepsze jest bycie gotowym na odejście w każdej chwili. Nie znacie dnia i godziny. Żeby tak budować te relacje ze społecznością, żeby oni też żeby ona miała świadomość tego, że dzisiaj my jesteśmy jako osoby, ale to może być ktoś inny. Żeby to przyszło dość łagodnie. Na przykład jak pracowałem w Miejskim Środku Animacji i Kultury w Wasilkowie, to powtarzałem często, że wiecie, jest tutaj super, się pracuje, ale raczej nie będę tutaj pracował przez całe życie. No i tak trochę żartem to się mówiło. Trochę też współpracownicy czy społeczność lokalna to odbierała też jako żart. No ale przyszedł ten dzień, że rzeczywiście poszedłem dalej. Chociaż często tam ich odwiedzam, wracam. I to było w mojej ocenie dobre odejście, bo takie projekty, które tam zaczynałem, to do dzisiaj pracują. Ale to właśnie dzięki temu, że Angażowaliśmy też różne osoby do tego w trakcie gdy ja byłem i teraz one zostały i dalej to tworzą i przekazują jeszcze kolejnym osobom, więc ta sukcesja się dzieje.
Radek Kowalik:
W małych społecznościach rzeczywiście to jest sytuacja bardzo specyficzna, bo są też takie instytucje kultury, które np. mają swoich dyrektorów od 34 lat tych samych i są takie historie. Ale tutaj uważam, że bardzo dobrą rzecz robi Narodowe Centrum Kultury, które w ramach programu Dom Kultury Plus realizuje to w takiej formule, że najpierw trzeba wykonać diagnozę. potrzeb i potencjału lokalnej społeczności. I taki dokument, ja jestem dzisiaj jakimś wielkim fanem dokumentów, chociaż na co dzień totalnie nie jestem, ale tak jak wspominałem o naszej ewaluacji w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej, tak uważam, że każdy ośrodek kultury powinien taką diagnozę przeprowadzić, ponieważ ona jest takim dokumentem, punktem wyjścia też dla kolejnej osoby, która przychodzi do instytucji kultury po dyrektorce czy po dyrektorze który np. taką diagnozę przeprowadzał. I to jest właśnie ten ślad, ten drogowskaz, który w ramach takiej diagnozy można stworzyć, który pokieruje osobę, bo często jest tak, że np. dyrektor czy dyrektorka instytucji kultury przychodzi z zewnątrz albo np. ze społeczności obok. Nie zawsze jest to mieszkaniec gminy czy konkretnego regionu. I wtedy czuje się jak dziecko we mgle, bo nie ma zielonego pojęcia do kogo pójść rozmawiać. Nie ma zielonego pojęcia kto jest od czego. Nie wie kto ma jakie kompetencje. nie bardzo wie jak w biznes pójść, bo trudno też to czasem wybadać. Dlatego taka diagnoza zrealizowana w ramach DekaPlusa uważam, że jest jedną z bardzo ważnych rzeczy nawet właśnie w momencie sukcesji, w której zostawiamy ten ślad i ktoś spotykając się z tym dokumentem ma takie pierwsze zorientowanie się. Bo na przykład jeżeli diagnoza była zrealizowana 5-6 lat wcześniej, no to wiadomo, że ona w jakiś sposób się też dezaktualizuje. Ale no jednak dalej niektóre rzeczy pozostają niezmienne. Na przykład które KGW działa prężnie i tam można współpracować? Czy strażacy są osobami, które mają czas na to, żeby też włączyć się w działania kulturalne? Czy są jacyś animatorzy niezależni, którzy na przykład realizują rzeczy na zlecenie, czy fundacje, stowarzyszenia, lokalni artyści? Bo trudno jest wejść w jakąś społeczność, na przykład w gminę, w której jest ponad 20 sołewstw, I zorientować się w tej topografii po pierwsze, a po drugie kto gdzie jest artystą ludowym. Kto ma jaką historię rodzinną jeżeli chodzi np. o twórców ludowych. Więc jeżeli chodzi o przekazywanie to co ze społecznością to taka diagnoza wydaje mi się być kluczowa po to żeby ta osoba, która przychodzi po nas miała jakiś punkt odniesienia i miała się od czego odbić, żeby iść dalej. Bo bez tego może być naprawdę trudno takiej osobie i pierwszy rok albo dwa, w zależności jak długa jest kadencja danego dyrektora czy dyrektorki, to będzie takie szukanie po omacku w ogóle, gdzie można coś, z kim można coś zacząć budować. A kiedy jest taki tekst, dokument, to na pewno to usprawnia, to wejście w relacje ze społecznością.
Przemysław Waczyński:
Warto wspomnieć, że aktualnie trwa nabór do programu Dom Kultury Plus, więc zachęcamy, żeby się zgłaszać. Zwłaszcza, że można ponownie, jeżeli już się kilka lat temu brało udział, można ponownie wziąć udział i od początku zrobić diagnozę potencjałów potrzeb kulturalnych miejscowości. Oczywiście też jestem zwolennikiem programu i tych dokumentów, które powstają, o ile powstają rzetelnie i powstają przy współpracy, przynajmniej ja jestem zwolennikiem, żeby one powstawały przy współpracy osób tworzących ośrodek kultury. I jest to rzeczywiście narzędzie do działalności. Też korzystałem niejednokrotnie z tego. Tylko brać i korzystać, więc zachęcamy. Ja zachęcam przynajmniej do korzystania z programu Dom Kultury Polska.
Anna Rudnicka:
Dzięki. Powiedzieliście, wyszedł mi tutaj taki wątek, że z jednej strony mamy właśnie te relacje nawiązywane indywidualnie ze społecznością, w czym animatorzy są po prostu świetni, a z drugiej strony dajemy sygnał, ej jednak nie przyzwyczajajcie się do mnie, bo ja tu jestem tylko tymczasowo. Natomiast nadbudowujemy dzięki temu to co się dzieje albo w jakiejś organizacji, albo w jakiejś instytucji. Czy to w jaki sposób my tutaj działamy na danym terenie jest na tyle istotne też dla tej lokalnej społeczności, żeby uważała, że jednak to, że jakieś jednostki pracują na rzecz właśnie tej instytucji i organizacji jest na tyle istotne?
Radek Kowalik:
Mi się wydaje, że na przykład najgorszą rzeczą, którą można mierzyć taką rzecz jest frekwencja, bo frekwencja nigdy nie jest miarodajna. Szczególnie jeżeli pracujemy w społecznościach wiejskich i wejdziemy do pracy w czasie żniw, to wtedy mamy pewność, że połowa osób nie przychodzi na nasze wydarzenia i dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie może, ponieważ ma inne obowiązki. Takie rzeczy mierzy się w rozmowach i w bezpośrednich relacjach. Dzisiaj mamy dzień o relacjach, dokumentach i takich rzeczach. Nie spodziewałem się takiego trochę obrotu, ale jednak uważam, że to co jest ważne wychodzi w rozmowach. Bo np. odkrywanie rodzinnych historii czy praca z archiwami to nie są spektakularne rzeczy, które będą przyciągały nam tłumy na wystawę. Ale jeżeli np. robimy wystawę o konkretnej rodzinie, czy o konkretnym zawodzie w danej miejscowości, o jakimś rękodziele, czy o rzemiośle, czy o twórcach ludowych, to to ma ogromną wartość. który nie da się zmierzyć tą frekwencją. To po prostu jest bardzo ważne np. dla grupy osób. My jako animatorzy np. w małych społecznościach właśnie pracujemy na takich rzeczach, które nie są bardzo spektakularne i często organizatorzy nie są pocieszeni ilością osób odwiedzających, ale to nie organizator powinien być zadowolony tylko społeczność powinna być zadowolona. Każdy członek i każda członkini społeczności jest równoprawnym odbiorcą i współtwórcą tej kultury i musi mieć prawo odnalezienia samego siebie, swojej historii, opowieści o sobie, o tym jaka ta osoba jest właśnie w tym co animacja kulturowa ma do zaoferowania. Więc te rzeczy są naprawdę ważne i taka wrażliwość zespołów pracujących w lokalnych społecznościach Jest też kluczowa, bo mogą niektóre wątki nam umykać. Dlatego też warto jest rotować albo zapraszać do zespołu nawet na jakiś czas kogoś z zewnątrz. Czy na przykład w formule rezydencji, czy w formule współpracy ze stowarzyszeniem, czy fundacją. Po to, żeby ona dała nam jakiś taki świeży ogląd na to, gdzie pracujemy i co robimy i z kim pracujemy. Jakie mamy zasoby. Bo często jest tak, że my jako osoby z jakiegoś środowiska mamy tak opatrzone te niektóre tematy, Tak, ta pani robi koszyki z wikliny, a ten pan zawsze robił te zabawki, a ta pani robiła garnki i jakoś nam to spowszedniało. Dostrzeżenie takich osób i pokazanie ich światu jest uważam kluczową rolą animacji kulturowej i to też jest o tym, żeby spowodować, że te osoby czują się ważną częścią lokalnej tożsamości i takie rzeczy często właśnie umykają osobom, które są z tej społeczności. Dobrze jest, kiedy wejdzie ktoś z zewnątrz i pokaże osobom będącym z tej społeczności, że to jest coś wyjątkowego. Tego nie ma wszędzie. Może wam się wydaje, że to jest powszednie, ale to nie tak jest, że to jest wszędzie. To jest tylko u was. To może być architektura, to mogą być jakieś tradycje, zwyczaje, to może być strój, to może być rękodzieło czy jakaś twórczość ludowa. I dostrzeganie takich małych rzeczy i podnoszenie ich rangi wydaje mi się, że jest bardzo ważne i to robi ludziom to, że czują się zauważeni i istotni w tej społeczności.
Przemysław Waczyński:
Mój stryj, od wielu, wielu lat pracujący w różnych instytucjach kultury, zawsze powtarzał, że pracuje niedługo, bo zaledwie 40 lat, ale on też miał takie hasło, że zawsze powtarzał, że, powtarza dalej, kultury nie zważysz i nie policzysz. I to jest ten problem, tak, wartościowania kultury, bo często finansowanie kultury przychodzi z samorządów. Samorządowcy często by chcieli mieć czarno na białym. Wskaźniki, o frekwencji mówiłeś, ile jest osób, bo wiadomo, że osoby to są wyborcy. No i jak to zrobić, żeby ogólnie społeczeństwo doceniało kulturę, ale też i samorządowcy. Z jednej strony to jest edukacja, którą prowadzą instytucje kultury. Ale z drugiej strony szkoły, które powinny być naturalnym miejscem wprowadzania dzieciaków do kultury, a w szkołach różnie z tym bywa. Jeżeli trafimy na nauczycieli pasjonatów, którzy wkładają serce w to, żeby zainteresować kulturą. Ja miałem takie szczęście, że po drodze spotkałem kilku nauczycieli, którzy Zarazili mnie do tego, czym się dzisiaj zajmuję. Ale wiem, że wiele osób nie miało takiego doświadczenia i dla nich kultura często jest jakimś zbędnym wydatkiem, fanaberią, czymś niepotrzebnym. To też często widać po obradach rad gminy, że nad kulturą długo potrafią czy dać zastrzyk finansowy w postaci dodatkowej dotacji w trakcie roku 20-30 tysięcy złotych dla instytucji kultury na działania, a za chwilę podejmuje się decyzję jednogłośnie, że trzeba zrobić klimatyzację w jednym z budynków Urzędu Miejskiego i tam 200 tysięcy. To już bez problemu. Więc edukacja w szkołach, edukacja działania instytucji kultury to właśnie też ta praca animatorów kultury terenowa. żeby wciągać jak najwięcej osób do uczestnictwa. I to właśnie to, co powiedziałeś, działanie na lokalnych potencjałach jest bardzo ważne i wiele miejscowości posiada potencjały wciąż nieodkryte. Często jest tak, że właśnie osoby z zewnątrz, które przychodzą, to zaczynają dotykać różnych spraw, pokazywać miejscowej społeczności, że to są rzeczy ważne i powoli, powoli mieszkańcy się angażują. Też żeby doceniać kulturę, te wszystkie działania, to myślę, że należy działać po prostu animacyjnie, włączać osoby do współtworzenia.
Anna Rudnicka:
Tak, nasza agitacja za animacją kultury jest tutaj bardzo widoczna. A ja chciałam was jeszcze zapytać o kompetencje animatorów kultury. Jakie kompetencje są potrzebne, są kluczowe dla osób, które zajmują się animacją kultury, ale oczywiście w kontekście sukcesji? Kasia spróbujesz?
Katarzyna Paradecka:
Tak. Oj, ale ja pójdę w te emocje. Inteligencja emocjonalna jak najbardziej. Wyjątkowa uważność i wrażliwość na potrzeby społeczności i w ogóle na społeczność samą w sobie. Otwartość i chęć do prowadzenia takiego podmiotowego dialogu. To bym na tym się skupiła. Nie chciałabym tylko, żeby to zbyt miękko zostało jakby przedstawione, bo wiadomo, że rezultaty twarde i wskaźniki i to wszystko jest bardzo potrzebne i jakieś kompetencje takie, nie wiem, zdolności organizacyjne i tak dalej też są bardzo potrzebne, ale zwłaszcza we współpracy ze społecznością, kiedy mamy do czynienia z drugim człowiekiem, dla mnie najbardziej istotna jest właśnie ta inteligencja emocjonalna, zdolność prowadzenia podmiotowej rozmowy i wyciągania takich dobrych, wartościowych wniosków z tej współpracy.
Radek Kowalik:
Moim zdaniem jeszcze ważne jest to, żeby animatorki i animatorzy mieli świadomość tego, że nie są osamotnieni i że jest nas wiele, jest nas dużo. I tak teraz przychodzi mi na myśl taki program Zaproś nas do siebie NCK również. Ale też nasz program objazdów, czyli z wizytą u siebie w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej. Ale też mnóstwo innych działań, na przykład Mazowieckiego Obserwatorium Kultury, które również jest organizowane przez Mazowiecki Instytut Kultury. To są na przykład program towarzyszenia, w którym jest to taki program wsparcia dla kadr kultury w regionie województwa mazowieckiego, w którym jeden na jeden pracują animatorki wraz z ekspertkami i jest to takie wsparcie. Właśnie bardzo takie tu i teraz o pracy, o zespole, o kompetencjach, ale też o dobrostanie. Jest jeszcze program Dobry to Stan i jakby jest też Towarzystwo Inicjatyw Twórczych, robi kioski troski. Jest tych programów troszkę i można tam znaleźć coś dla siebie, więc takie zaopiekowanie nas samych jako pracowników sektora kultury, szczególnie nastawionych na różne sytuacje jako animatorzy, czyli jesteśmy na tej pierwszej linii, w której Spotykamy się często z niełatwymi historiami, ale też z różnymi wyzwaniami lokalnej społeczności. Więc oprócz tego o czym mówiłaś, to też zadbanie o samego i samą siebie i poczucie bycia częścią większej społeczności. Dlatego też uważam, że bardzo ważne jest jeżdżenie i odwiedzanie różnego rodzaju wydarzeń organizowanych przez Czy to Forum Kraków na przykład, nie kongres, który odbywa się w formule co dwa lata. Czy innego rodzaju wydarzenia typu Giełda Projektów, czy współkongres, który jest organizowany troszeczkę w dłuższych odstępach czasowych. Ale jednak obecność na takich wydarzeniach jest o tyle kluczowa, że tam możemy porozmawiać w swoim gronie o swoich codziennych wyzwaniach, ale też o swoich sukcesach, bo my też nie potrafimy jako animatorzy opowiadać o tym, co nam się udaje. Zazwyczaj mówimy o tym, co moglibyśmy zrobić lepiej. Uważam, że obecność na tych wydarzeniach i w takich programach sieciujących, czy to są właśnie jakieś wyjazdy dobrostanowe, czy szkolenia, czy w Radziejowicach, co się wydarza w ramach NCQ, to jest bardzo ważne. Żeby też mieć taką przestrzeń, w której możemy w bezpiecznej atmosferze powiedzieć o tym, z czym się na co dzień mierzymy Bo jeżeli sami sobie w swoim środowisku nie damy wzajemnie wsparcia, to myślę, że trudno jest go oczekiwać totalnie z zewnątrz naszego środowiska. Szczególnie, że niektóre społeczności, które na przykład nie zgadzają się z naszym prowadzeniem różnych działań, nie dadzą nam tego pozytywnego wsparcia. A on motywuje jednak do pracy. A animatorzy kultury i animatorki kultury są narażeni mocno na działanie wypalenia zawodowego. Więc te wszystkie działania skupione wokół dobrostanu i wokół zaopiekowania się o to, w jakim jesteśmy momencie teraz, wydaje się być naprawdę ważne.
Anna Rudnicka:
Przemku, dorzucisz jeszcze coś?
Przemysław Waczyński:
Tak, ja przez wiele lat myślałem, że żeby pracować w kulturze i żeby się tym ogólnie zajmować, no to trzeba mieć pewnego rodzaju, nie wiem jak nazwać, pewien gen kultury, pewne wyrodzone predyspozycje, że człowieka po prostu do tego ciągnie. Ale zmieniłem zdanie. Zmieniłem zdanie, bo zauważyłem z doświadczenia ze spotkania z osobami, które już pracując w instytucjach kultury czy, no w instytucjach, bo w organizacjach to zazwyczaj są osoby dobrowolnie, chyba, że to są wielkie organizacje, gdzie rzeczywiście się pracuje tak, żeby dwa rodzaje osób pracujących, te osoby, które tam pracują z pasji i te, które pracują, bo jest to ich praca po prostu, więc wykonują ją jako tak pracę. No dzisiaj pracuję w instytucji kultury i to robię. A jutro mogę pracować gdzieś indziej, bez tak zwanego wkładu emocjonalnego. Taka była różnica z moich obserwacji, że te osoby zaangażowane bardzo mocno chłonęły to wszystko. Uczestnictwo w tych wszystkich spotkaniach dążowych, się widzimy tam, zazwyczaj są to też te same osoby. Doświadczyłem czegoś takiego, poznałem już parę osób, które z tego trybu praca, praca przeszły na tryb praca z tym zaangażowaniem animacyjnym takim, że rzeczywiście zobaczyło się jakiś cel. Myślę, że jedną z kluczowych rzeczy to jest danie sobie po prostu przestrzeni na to, na zmian. Ja wiem, że to jest ciężko, bo czasami nie widzi się sensu, ale po prostu dać sobie możliwość spróbowania, dopuścić do siebie możliwość tego, że ja tak chcę wejść w tę kulturę. Wiadomo, żeby też dbać o swój dobrostan, żeby się w tym nie zatracić. To jest bardzo ważne, bo branża kulturalna Cały czas boryka się z problemami. Niskie płace. Wciąż wydaje mi się, że dość niski status społeczny tego, co robimy. Może w wielkich miastach, w wielkich instytucjach, wielcy artyści, znani, uznani. Oni są tak na pierwszych, są twarzami kultury w Polsce. Ale tak naprawdę wielką pracę codzienną to my robimy. Na pierwszej linii dzień w dzień tysiące animatorek i animatorów kultury pracuje w małych miejscowościach, upowszechnia kulturę. Więc ważne, żeby pozwolić im pracować, żeby ich doceniać. też stwarzać im możliwości, ale jeżeli jesteście animatorami, animatorkami kultury, to też dajcie sobie szansę przyjechać, spotkać się, bo wiem, że często jest dużo pracy i nie jeździmy na takie spotkania, bo robimy to, robimy tamto. Zostawienie na dwa dni zazwyczaj nie sprawi, że się świat zawali. Warto przyjechać. To jest inwestycja, inwestycja w siebie, inwestycja w relacje, inwestycja w przyszłość swojej instytucji, bo nawiązuje się współpracę, jest się wzmocnionym, dlatego warto wydać pieniądze na przyjazd. Zazwyczaj większość tych tych wydarzeń jest dotowanych i dbać, dbać o siebie i po prostu pozwalać sobie na Ja myślę, że
Radek Kowalik:
to o czym mówisz Przemku, w małych społecznościach też wiąże się z tym nie do końca wysokim statusem naszej pracy, właśnie szczególnie tak lokalnie. Bierze się stąd z takiego przeświadczenia, że w kulturze może pracować każdy, a jak nie umie to się nauczy. I to nie do końca tak działa. Ten gen, nie słyszałem tej twojej teorii o tym nigdy wcześniej, mimo że znamy się już od wielu lat, jest to bardzo ciekawe, ale gen się też może aktywować w którymś momencie, może być ukryty. Ale niestety w małych społecznościach często jest tak, że praca w kulturze bywa takim pewnym rodzaju łupem politycznym, którym możemy obsadzić tam kogoś, żeby sobie też coś… załatwić, ułatwić. I jeżeli wsadzamy osoby przypadkowe tylko i wyłącznie dlatego, że są na przykład dzieckiem kogoś ważnego, no to nie możemy się spodziewać, że ta osoba będzie pracowała w taki sposób jak osoba z wykształceniem, z doświadczeniem pracy w kulturze, z doświadczeniem pracy z seniorami, z dziećmi, z jakimiś różnymi kursami, które na własną rękę robiła przez wiele lat z obecnością na przykład na konferencjach. Więc troszeczkę też to jest taka sytuacja, że w wielu przypadkach Pracują w kulturze nadal osoby, które są tam, tak jak mówisz, i to jest ich praca tylko i wyłącznie.
Przemysław Waczyński:
Chodzi mi o to, że pojawiają się często też osoby, które są tam z nadania. Ale niektóre z tych osób chcą się uczyć, chcą robić i one to robią. A część czasami jest tak, że po prostu są, bo muszą być. Ja zauważyłem z doświadczenia w kilku przypadkach, że osoby, które i z łupów politycznych, ale też po prostu, bo była praca i zaczęły pracować, chciały to robić i zaczęły się tym zajmować. I właśnie to jest myślę ważne, żeby jeżeli już tam się znaleźliśmy, to wykorzystajmy to.
Katarzyna Paradecka:
Ale to i tak myślę, że obie te grupy łączy to, że żadna z nich nie myśli o sukcesji. Żadna.
Radek Kowalik:
I o społeczności, bo często jest tak, że kosztem jakiejś personalnej decyzji gdzieś zanika ta korzyść całej społeczności. Kiedy myślimy o konkretnych osobach, gdzieś znika z pola ta korzyść dla wszystkich. I jak weźmiemy sobie w soczewce naszej, na pierwszym miejscu postawimy społeczność, to musimy się zastanowić, przy obsadzaniu różnych stanowisk. Kto ma na tyle duże kompetencje do tej pracy, żeby nie zyskiwała tylko ta jedna osoba, która jest zatrudniona, tylko żeby dzięki jej pracy zyskała cała społeczność. Czyli na przykład chodzi o takie proste rzeczy jak pozyskiwanie środków nawet na działania z jakichś środków zewnętrznych. Ale też o metodę pracy, o zaangażowanie tej osoby, o to czy ona się czuje na miejscu, czy ona musi cały czas się jakoś po prostu udawać, że jest na miejscu. Bo często też to społeczność weryfikuje i na przykład informuje, że nie, nie będziemy z tą osobą pracować, bo ta osoba się nie nadaje. I na przykład po roku ta osoba jednak musi odejść, bo jest opór społeczności. Takie historie też się zdarzają.
Przemysław Waczyński:
Przeczytałem to na inne stanowisko. Oczywiście, że tak. Wiadomo, że najlepiej by było, jeżeli już jest obsadzanie z klucza innego niż merytoryczny, to żeby jednak te osoby dobierać, które się nadają. A nieczęsto tak się dzieje. Ale wracając do pytania o kompetencje, to ja uważam jednak, że jeżeli już ktoś się nawet znalazł powiedzmy w różnych okolicznościach, niekoniecznie z pasji, to też powinien zobaczyć i się starać.
Radek Kowalik:
No i są takie miejsca jak np. Kultura na czasie albo w nie do czasie, gdzie chłopaki prowadzą też bardzo fajnie o marketingu w kulturze swoje działania. Wydaje mi się, że w ogóle animacja kultury w Polsce aktualnie jest w bardzo dobrym momencie, ponieważ mamy źródła wiedzy w internecie, z których np. nie każdy się rodzi dyrektorem, niektóre kompetencje trzeba zdobyć, niektórych rzeczy trzeba się dowiedzieć o bardzo też często trudnych administracyjnych kwestiach. I przez wiele lat nie było takiej przestrzeni w internecie, w której ktoś mógł się dowiedzieć o tym co, jak, do kogo pójść, jak ten dokument powinien wyglądać, jakie są obowiązki dyrektora instytucji kultury. Więc wydaje mi się, że to co robisz ty Aniu i to co robią też chłopaki, ale też ogólnie różne programy w Polsce, takie właśnie jak Zaproś nas do siebie, NCQ czy inne, to jest to zwiększanie tych kompetencji osób, które nigdy wcześniej nie miały takiej możliwości, żeby to zrobić. I to, że animatorzy kultury w tym roku dostali oznaczenia Gloria Artist, to też jest bardzo ważna informacja dla naszego środowiska, że gdzieś, przepraszam, w tym szeregu osób, które pracują w kulturze, zmieniliśmy gdzieś jakoś swoje miejsce, że zostaliśmy dostrzeżeni jako te osoby, które naprawdę pracują na to, żeby w takich pięknych salach jak ta później miał kto siedzieć, żeby uwrażliwiać osoby, które są z małych społeczności, bo nie wiem, czy państwo macie świadomość, że w dużych miastach bardzo dużą częścią społeczności są osoby z mniejszych miast, które musiały przejść przez małe ośrodki kultury po to, żeby później wypełniać takie sale jak ta. Czy to z tej strony jako artyści, czy z tamtej strony jako uczestnicy, słuchacze, odbiorczynie i odbiorcy. Więc to nie jest tak, że ci ludzie przychodzą znikąd też. To jest praca, którą się wykonuje, a im lepiej przygotowany dyrektor i im lepiej przygotowana kadra do swojej roli, tym szansa na to, że uczestnictwo w kulturze się zwiększy, no też jest większa. Więc to jest ogromna praca, która jest niewidoczna na co dzień, ale którą wykonują osoby kompetentne, zaangażowane, robiące to w nowoczesny i ciekawy sposób. I wcześniej nie było takich zasobów. Dlatego też, jeżeli ktoś po raz pierwszy jest dyrektorem instytucji kultury, to też nie bójmy się pytać innych dyrektorów kultury o to, jak sobie radził w różnych sytuacjach. To też jest o tym, o tej umiejętności przyznania się do czegoś, że się czegoś nie wie. Bo często jest tak, że trudno nam się przyznać, że czegoś się nie wie, szuka się w internecie i potem się chybia jakąś tą kulą w płot. A warto zapytać po prostu kogoś, kto wie i nie bać się tego, żeby przyznać się do jakiegoś niepełnego dostępu do wiedzy czy jakiejś niekompetencji, bo my się uczymy przez całe życie. I to jest też to, co robi ENCEK, czyli wspiera uczenie się przez całe życie, czyli nigdy nie jest za późno na to, żeby się wyspecjalizować w jakimś zakresie.
Anna Rudnicka:
Nie tylko żeby nie bać się pytać, ale też żeby nie bać się odpowiadać. Bo to jest też ogromnie ważne, żeby umieć dzielić się tą wiedzą, którą nabyło się przez wiele lat. Jakiej postawy wy oczekiwalibyście od odchodzącego animatora kultury? Kim on powinien być? Powinien być jakimś mentorem dla tej osoby, która przyjdzie? Dla tego swojego sukcesora? Pozostać jako obserwator? Może być ambasadorem? Czy powinien się całkowicie wycofać, bo Jego czas już minął.
Przemysław Waczyński:
Tak jak na początku mówiłem, zależy w jakich okolicznościach ta zmiana następuje. Moim zdaniem powinno się taką osobę wprowadzić dość płynnie, ale już stać z tyłu. Także ja już swoje zrobiłem. Proszę bardzo, teraz to jest ta nowa osoba. I do niej. Czasami wielu osobom ciężko jest oddać to pole. Bo to relacje, bo to jakieś doświadczenia, ale też jakieś po prostu zasługi dla lokalnej społeczności. Ale to tak jak mówiłem. Jesteśmy zazwyczaj… Czasy się trochę zmieniły. Dzisiaj się nie pracuje 30-40 lat w jednym miejscu. To jest raczej luksus. To zależy. Ale to jest raczej luksus. Coraz częściej jest tak, że migrujemy jeżeli chodzi o miejsca. Chociaż ja bym chciał całe życie w jednym miejscu tworzyć i działać, ale tak się moje życie potoczyło, że działam w różnych obszarach w tej chwili i na różnych terenach. Kto wie, być może jeszcze wrócę tam, gdzie zaczynałem bardziej intensywnie, bo aktualnie jakieś tam sporadyczne działania. Myślę, że należy po prostu tak przedstawić i dać, ustąpić pola dla nowej osoby. wspierać ją, ale już w takim sensie niech ona sama zaczyna pracować. Niech, właśnie to co Radek wcześniej mówił o tych, żeby mogła się zapytać, żeby ona zawsze czuła, że może zadzwonić.
Anna Rudnicka:
Ale sama chce.
Przemysław Waczyński:
Ale jeżeli sama chce, jeżeli potrzebuje. Nie być raczej recenzorem takim srogim. Chyba, że naprawdę dzieje się coś złego, to być może. Ale to wszystko zależy od indywidualnych sytuacji.
Katarzyna Paradecka:
Ja bym takiej hybrydy potrzebowała, bo tam wspomniałaś o trzech takich słowach-kulczach, które podsumowują tą rolę. W ogóle bym oczekiwała tego, że zadzieje się ta, nazwijmy to już definicyjnie ta sukcesja. zostanie formalnie i oficjalnie ta rola przekazana. Oczekiwałabym takiego zarówno formalnego podejścia, przekazania dokumentacji, powiedzenia tego co nieformalnie w trawie piszczy, na to zwracać uwagę, co można odpuścić, co trzeba zbudować od nowa, co generalnie trzeba przeprocesować w instytucji. I to jest ta twarda, taka formalna strona. I oczekiwałabym też takiego wsparcia. Właśnie tutaj o tym ambasadorze wspomniałaś. Faktycznie osoba, która odchodzi ze stanowiska, ona ma za sobą jakieś lata doświadczenia. Ma ludzi, którzy za nią stoją zarówno w zespole pracowników, jak i poza tą częścią taką kadrową. I to coś mówi. Przez lata zbudowało się pewien zasób, który zostaje przekazywany, więc tak naprawdę oczekiwałabym tego, żeby mając świadomość i pewną pokorę wobec życia i wobec wypracowanych lat pracy, móc powiedzieć temu następcy, że ty też dasz radę, że też sobie poradzisz, że wszystko co przed tobą i tak będziesz budować samodzielnie, bez jakby tego wpływu cichego cienia, który stoi za plecami i kucha i dmucha i jest bardzo odczuwalne. Wydaje mi się, że ja miałam doświadczenia w dwóch skrajnych sytuacjach. Wtedy, kiedy mi tego zupełnie zabrakło i to się nie wydarzyło, I wtedy, kiedy sama starałam się to robić, zostawiając swoją następczynię z informacją, że właśnie jeżeli potrzebuję, to niech zadzwonię o każdej porze dnia i nocy z jakimkolwiek pytaniem, czy to urzędowym, czy nieurzędowym, czy domowo-kulturowym, ale żeby to zrobiła. I to jest z jednej strony trochę odcięcie się i pozostawienie tego pola do pracy samodzielnie z jednoczesnym zabezpieczeniem, że masz we mnie wsparcie. To jest taka moja idealna postawa.
Anna Rudnicka:
Radku, a ty?
Radek Kowalik:
Ja się zastanawiam, jak to było u nas i my z Anią, która zdecydowała się odejść z zespołu. Zależało nam na tym, żeby dalej mieć siebie w orbitach swoich i w ramach objazdów z wizytą u siebie Ania dwukrotnie czy nawet trzykrotnie z nami wybrała się w podróż. I uważam, że ważna jest taka świadomość osoby, która przejmuje pewne role. Świadomość tego, że Ktoś jest za nami i że możemy się do kogoś zwrócić z pytaniem, ale też nie tylko pytaniem, ale też takim wsparciem. Bo często, szczególnie w małych instytucjach, się jest osamotnionym. My akurat pracujemy w zespole i mamy też jeszcze siebie wzajemnie, więc też to jest inna sytuacja. Ja też w ogóle w zespole znalazłem się dzięki temu chyba, że Ania jakoś wylobowała to, żebym dołączył do zespołu mozawieckiego Programu Edukacji Kulturalnej. Taka świadomość tego, że jest ktoś, do kogo możesz i niech to nie będzie mentor, niech to nie będzie przywódca, dawny lider czy jakkolwiek, tylko ktoś, kto wiemy, że dobrze nam życzy. Uważam, że taka osoba jest bardzo potrzebna. I świadomość tego, że był w naszym zespole ktoś, z tego zespołu odszedł czy zmienił miejsce pracy, ale relacja, w której wiemy, że ta osoba życzy nam dobrze i chce dobrze dla tej instytucji jest kluczowa, bo bez tego Bez tej pewności, że tak jest, może być ta współpraca trudniejsza. Ale kiedy mamy taką wyjściową sytuację, że nasze relacje są takie, że wzajemnie się wspieramy, wtedy jest dużo łatwiej. Chociaż ja podróżuję po województwie mazowieckim dość dużo i też obserwuję rzeczy w województwie świętokrzyskim. Niestety jest to bardzo duży przywilej i komfort rozstać się ze swoim poprzednikiem. w takich relacjach, bo jednak często obserwuje się jakieś takie mocne napięcie i próbę takiej rywalizacji, która nie ma żadnego sensu. Bo tamten etap został w jakiś sposób zakończony. Można mieć nadzieję na jakąś kontynuację, ale równie dobrze może być nowe otwarcie i zupełnie może się zmienić sposób pracy kolejnej osoby. Ale dla mnie kluczowe jest to, żeby wzajemnie życzyć sobie dobrze i wspierać się w momentach, kiedy są kryzysy. I uważam też, że taki telefon czasem może naprawdę dużo pomóc, jeżeli chodzi o takie poczucie pewności siebie i sprawczości w różnych sytuacjach.
Anna Rudnicka:
I dobrze, że o tym wspomniałeś, bo chciałam was jeszcze zapytać o błędy w sukcesji w animacji kulturalnej. Jakie widzicie błędy w takich procesach?
Katarzyna Paradecka:
Pierwszy podstawowy to, że ona nie występuje. To jest podstawowy błąd. To jest jeszcze dużo przed nami, jeżeli chodzi o myślenie z odwagą i w pewnym poczuciu pokory właśnie wobec tego, jak powinniśmy traktować nasze życie zawodowe właściwie, bo to nie jest nic, co właściwie trochę zanosimy do domu, ale jakby chodzi o to, że jednak jesteśmy zatrudnieni do tego, żeby wykonywać jakieś czynności PSP pracy. Więc to trzeba naprawdę gdzieś umieć odciąć. Ale z takich, które, jeżeli już sukcesja występuje, to z tych, które ja obserwuję, to albo jest to, co Ty Przemek wspomniałeś, takie cięcie gilotyną. Po prostu ktoś odchodzi, przychodzi ktoś zupełnie nowy, nic nie wie, nie ma od kogo pozyskać informacji, przekazać. Jak dokumenty, jakby formalnie pewne rzeczy nie da się zrobić. I drugi błąd to taki, kiedy następca naprawdę nie ustępuje. On jest wciąż obecny. Jest takim cieniem, komentatorem, destruktorem bym powiedziała nawet użyła takiego słowa. Co też nie ułatwia życia następcy w sytuacji, kiedy on wciąż odczuwa taki syndrom oszusta, że zawsze będzie porównywany. Zawsze gdzieś tam będzie komentowane to, co on robi, mówi. Będzie się odwoływać wszystko do tego, co było dziesięć lat do tyłu, a nie co możemy zbudować wspólnie patrząc w przyszłość. Więc albo drastyczne cięcie, albo pozostawienie dotychczasowego, odchodzącego już gdzieś jeszcze w burach instytucji. Obie sytuacje bardzo źle. Niestety.
Anna Rudnicka:
Szemku?
Przemysław Waczyński:
Powiem tak, jak to wygląda, jak przekazywanie animacji, jakie są błędy. Przede wszystkim myślę, że działając jako animatorzy brakuje nam tej… Nie jesteśmy gotowi na to, żeby przed sobą się przyznać, że kiedyś będziemy musieli to oddać, tak? Więc im wcześniej to zrozumiemy, że kiedyś ktoś po nas przyjdzie, tym łatwiej to przyjdzie. Będziemy mogli się sami na to przygotować, ale też wprowadzić tę nową osobę. Więc błędem myślę, że jest to, że ciągle wiele osób nie dopuszcza do siebie myśli, że zmiany przydą.
Radek Kowalik:
Czasem po prostu trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym i zrobić wszystko, żeby przygotować tę scenę dla innych, żeby mogli na niej błyszczeć, tak jak ktoś błyszczał na niej wcześniej. Więc też uważam, że takie przygotowanie pola i społeczności na zmianę jest bardzo ważne w takim przypadku.
Anna Rudnicka:
I tutaj postawimy kropkę. Bardzo wam dziękuję za rozmowę w tej części naszego spotkania. Gośćmi panelu sukcesja w edukacji i animacji kulturalnej, kto przejmie relacje z uczestnikami i społecznością byli Katarzyna Paradecka, Radek Kowalik, Przemysław Waczyński i rozmawiała Anna Rudnicka. Dziękuję. Dziękuję.
Radek Kowalik:
Dzięki.