Budujemy społeczność, nie impresariat – Anna Michalak-Pawłowska

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: https://open.spotify.com/episode/06n8syAlhDLTGeSh13DEgI?si=FPevNY-vQNisK2c5m92hrQ Opis odcinka Spotkanie z Anną Michalak-Pawłowską, dyrektorką Dorożkarni, ujawnia jak budować otwartą i nowoczesną instytucję kultury w Warszawie. Dowiedz się, jak ewoluuje dom kultury, by odpowiadać na potrzeby mieszkańców i różnych społeczności. W odcinku: Początki Dorożkarni jako teatru dziecięco-młodzieżowego i przekształcenie w dom kultury. Jak zespół, społeczność i lokalność wpływają na rozwój instytucji. Proces skalowania instytucji…
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Budujemy społeczność, nie impresariat – Anna Michalak-Pawłowska

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

https://open.spotify.com/episode/06n8syAlhDLTGeSh13DEgI?si=FPevNY-vQNisK2c5m92hrQ

Opis odcinka

Spotkanie z Anną Michalak-Pawłowską, dyrektorką Dorożkarni, ujawnia jak budować otwartą i nowoczesną instytucję kultury w Warszawie. Dowiedz się, jak ewoluuje dom kultury, by odpowiadać na potrzeby mieszkańców i różnych społeczności. W odcinku: Początki Dorożkarni jako teatru dziecięco-młodzieżowego i przekształcenie w dom kultury. Jak zespół, społeczność i lokalność wpływają na rozwój instytucji. Proces skalowania instytucji i wyzwania przy gwałtownym wzroście liczby mieszkańców. Współpraca, partnerstwa i innowacyjne podejście do finansowania (granty, relacje z biznesem). Budowanie bezpiecznej przestrzeni, otwartości na błędy i aktywności międzypokoleniowe.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

Transkrypcja

Anna Michalak-Pawłowska:
Patrzę dzisiaj z dumą na jakość warszawskich domów kultury, które są wszystkie otwarte, wszystkie w XXI wieku mentalnie, prawie wszystkie w trendach i niezależnie jak w środku, to jakby, wiadomo, że nie całe ekipy w środku, ale wszyscy wiedzą, że mieszkaniec nie tylko jest odbiorcą, nie tylko jest widzem, ale też jest współtwórcą i w przeróżnych domach kultury, bardziej czy mniej, ale istnieją takie aktywności.

Marcin Andrzejewski:
Anna Michalak-Pawłowska, dyrektorka, sprawczyni, osoba, która wymyśliła tę instytucję, zanim ta instytucja powstała, osoba odpowiedzialna za to, że powstała ta instytucja, choć na pewno nie była planowana. No i mógłbym tak długo, i mógłbym tak długo, i ty musisz mi przerwać.

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak, nie była planowana. Była dziecięco-młodzieżowym teatrem nasza społeczność. Było nas 150 euro. Nie mieliśmy w Warszawie siedziby. Nie miałam pretensji do kolegów i koleżanek w innych instytucjach, że nas nie chcą, bo byliśmy dużym produktem wychowania poprzez sztukę, poprzez kulturę. Darek opowiadał o naszych spektaklach, na przykład ekologicznych, które robiliśmy w latach dziewięćdziesiątych, czyli tematy, które wydawałoby się, że są modne i ważne teraz, dla nas były ważne dawno temu. I było to od zawsze miejsce, gdzie wtedy młody człowiek, a teraz też ten bardzo dorosły, ma się czuć partnerem. I czy to jest społeczność teatralna, czy wokalna, czy filmowa, to jest po prostu historia uczenia się życia poprzez sztukę. No i ten teatr, ponieważ był duży, to ja szukałam miejsca w Warszawie. No i usłyszałam o siekierkach, usłyszałam o takiej świetlicy. Jak przyjechałam, to znałam historię. To był prawdziwy garaż na doróżki, bo na siekierkach warszawscy doróżkarze mieli swoje garaże. To była zajezdnia przed wojną. Stąd to miejsce, no i potem takie naturalne działania, że negocjowaliśmy, żeby zbudować nową instytucję. I powstała dróżkarnia jako miejsce 29 lat temu, jako miejsce dla dzieci i młodzieży. Dorośli na widowni, bo w Warszawie było dużo miejsc, gdzie dorośli byli na scenie, czy w przestrzeni galerii, czy innych działaniach artystycznych, a młodzi ludzie na scenie. Wokoło były pola i łąki. Nadal jest tak, że mieszkańcy starosiekierszczanie mówią, że jedziemy do miasta, bo na ulicy Czerniakowskiej jest granica miasta, mimo że sto kilkanaście lat temu wieś Siekierki Została włączona do Warszawy, to nadal mentalnie jeszcze jesteśmy na wsi, natomiast już przez te dwadzieścia kilka lat przyszli tu ludzie. I to jest bardzo ciekawa opowieść o Doroszkarni, że kiedyś to było miejsce wychowania poprzez sztukę, różnych działań artystycznych i też promujących ruch amatorski, miłośniczy ten artystyczny. a w międzyczasie zamieszkali tu nowi ludzie z 4000 na 40000 i my też wtedy zostaliśmy lokalnym domem kultury, bo mamy dla kogo. Dwadzieścia kilka lat temu młodzież z całej Warszawy przyjeżdżała tutaj, niektórzy nawet 50 kilometrów, bo byliśmy jedynym miejscem odruchu amatorskiego na poziomie jakościowym, gdzie prawdziwi artyści, czyli tacy, którzy skończyli artystyczne uczelnie, prowadzili grupy młodzieżowej dziecięce. W międzyczasie jest fantastycznie, bo w różnych fundacjach, stowarzyszeniach, instytucjach kultury, ale też różni freelancerzy prowadzą takie rzeczy i wiedzą, że praca w ruchu amatorskim jest fantastyczna i że radość nas artystów z tego, że możemy kogoś nauczyć nowych kompetencji i pokazać ten urokliwy świat sztuki jest jakimś fanem. No i my w tym momencie tego obowiązku nie mamy, a ponieważ mamy nagle w ciągu tych kilkunastu lat nowych mieszkańców, to jesteśmy też miejscem ze społecznym ogrodem, ze społecznym stołem, z różnymi działaniami, które robią mieszkańcy u nas dla siebie, z projektami z budżetu obywatelskiego, z takim formatem miejsca aktywności lokalnej. No i oprócz tych społeczności artystycznych, teraz też budujemy społeczność i kieszczamy. Mamy też trochę łatwo, bo była do przebadania historia tej wsi i na bazie historii tej wsi powstało już ponad trzydzieści kilka projektów lokalnych, o tym najlepiej opowiada Asia Mikulska. Więc takie przestrzenie, że my jesteśmy z winną organizacją i my jesteśmy miejscem, które cały czas ma tą pozarządówkę w DNA, bo tu się cały czas ciągle coś zmienia. Więc ekipa, która tworzy dróżkarnię i artyści animatorzy i ekipa techniczno-administracyjna, no to musi być to zespół ludzi bardzo otwartych i przygotowanych na przeróżne eksperymenty, bo my ciągle coś prototypujemy i sprawdzamy, ale jednocześnie bardzo dbamy, o te społeczności, które istnieją, te właśnie zespoły od zawsze, żeby nie było, że któraś grupa animatorów albo edukatorów jest ważniejsza, tylko żeby wszyscy. No i jesteśmy bardzo szczęśliwi, bo po latach takiej marki jakościowej pracy z dziećmi i młodzieżą, mamy teraz różnych artystów lat sześćdziesiąt kilka, siedemdziesiąt kilka, no i to jest taka radość, że kiedy już wychowali dzieci i mają wreszcie czas dla siebie, to na przykład mogą mieć plener malarski w Akademii Sztuk Pięknych. I to jest taki fakt.

Marcin Andrzejewski:
Jak się zeskalować? Dziesięć razy. Bo wiesz, że tak słucham i tak szczęka jest coraz niżej, coraz niżej, coraz niżej, nie? Bo z 4000 potencjalnych odbiorców, czy osób dookoła, do 40, no to, to instytucja nie mogła zostać taka sama, to też musiała się zmienić. Nie wiadomo, że to był proces, który trwał lata, ale jednak, Przeskalowanie razy 10 w biznesie, to byłabyś menadżerem wysokiego szczebla i zapraszano bycie na największe konferencje i mówiono o pani nauczaj, no to o pani nauczaj.

Anna Michalak-Pawłowska:
Trochę tego uczę jako trenerka w różnych społecznościach animacyjnych, więc faktycznie jest to doświadczenie, które jest dosyć unikalne. I myślę, że to jest taki format, że po pierwsze miałam stowarzyszenie, które nie miało nic. mega wartość zespół artystów i tych młodych ludzi, ale materialnie nie mieliśmy nic. Czyli też nie jesteśmy, mamy dużo pokory, mamy dużo szacunku, tak jak do siebie w środku, to też do reszty świata, ale też staramy się nie stawać na uszach. Czyli my na przykład nie jesteśmy w bezdechu robienia najwięcej imprez, jakie moglibyśmy zrobić.

Marcin Andrzejewski:
No bieżączka, nie?

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak. I tego bardzo pilnuję. Tu nam pomaga to, że świadomie wymyślałam takie miejsce od procesów, od budowania społeczności i tu nie ma imprezariatu i my nie organizujemy koncertów, spektakli artystów zewnętrznych, bo siadasz w autobus, jedziesz na rowerze 15 minut, I masz tutaj dużo miejsc, w których takie rzeczy są. Czyli bardzo świadomie tworzyliśmy miejsce, które uzupełnia rynek działań kulturalnych. To o co pytasz, to jeszcze robimy tak, że jak się pojawiają gdzieś jakieś systemy grantowe, to my nie mówimy, a chciadamy, są pieniądze, piszemy grant, tylko patrzymy. czy robimy coś takiego ważnego, na co nam są takie pieniądze potrzebne, albo myślimy o jakichś działaniach, ale nie chcemy, znaczy nie stajemy na uszach, żeby te pieniądze na wczoraj było, albo na teraz, na już. Pamiętam jak robiliśmy pierwszą grę planszową o sikierkach, o historii sikierek, to chyba w trzecim konkursie grantowym dostaliśmy na to pieniądze. Zawsze rozmawiamy o tym, że jest wartość, że mamy napisany wniosek. Jako instytucja z Warszawy często jesteśmy, często brakuje nam 0,5 punkta, 0,3 no i pytamy sobie, że no fajnie, bo to jest dobry wniosek, ma aż tak dużo punktów, no trochę zabrakło. Więc też w takich pomysłach na realizację staramy się mieć taką, taki spokój w rozmowie i w tym, że jak nie dzisiaj, to pojutrze znajdziemy te pieniądze. I w kontekście tych odbiorców, no to po prostu cały czas je badamy. I nawet w pandemii badaliśmy, to też te narzędzia elektroniczne wtedy trochę pomogły. Teraz na jakiś czas pozwalamy sobie na jakiś większy projekt badawczy. Właśnie na to zbawiamy pieniądze i teraz jesteśmy po takim rocznym projekcie badawczym. Ale też od razu się tym dzielimy, bo wydajemy książki, które są troszkę poradnikiem. I za chwilę będzie taki poradnik właśnie o życiu codziennym instytucji. Więc nie stajemy na uszach i tak jak My mieliśmy markę od dzieci i młodzieży i rozwoju artystycznego, tak w pewnym momencie się pochyliliśmy, że no to się zmierzamy z tematem seniorzy. Ale znaleźliśmy wyjątkowego animatora Damiana Kality, który właśnie całe życie poświęcił swojej pracy z seniorkami. Zaprosiliśmy Damiana i zbudowaliśmy dwie społeczności. Jedną z mieszkańców i mieszkanek Starek Siekierek, z takim typowym wyzwaniem społeczności wiejskiej, z pewnymi rytuałami i z takim brakiem chęci, brakiem takich zwyczajów korzystania z kultury, bo jej tutaj nie było blisko. A drugi nasz projekt to są nadal malarki, które zaczęły malować na emeryturze. Mamy takich osób w Warszawie ponad tysiąc. I to jest, i o ile inne grupy społecznościowe, seniorskie są, są jakieś zebrane, są jakieś festiwale, są jakieś spotkania, chórów, teatrów, zespołów wokalnych, to te malarci są wszędzie. One są czasami gdzieś w pracowniach prywatnych, czasami są w instytucjach i one są takimi policznymi punkcikami. Ja przed laty je zebrałam. I to są dwie totalnie różnorodne środowiska i my spotykamy dziewczyn i chłopaków na śniadaniach sąsiedzkich. i oni się bardzo ładnie przenikają i też te osoby malarskie pokazują swoje wystawy i to jest taki ładny dialog dwóch kompletnie równych środowisk, chociaż w tym samym wieku. I ten projekt budowaliśmy przez kilka lat. Też się pochylając z jednej strony nad rozwojem wędrówkami po teatrach, właśnie wystawach, też jeżeli te malarki chodzą na konsultacje, no to do malarzy lat 30. Jak mówimy, że coś międzypokoleniowe, to naprawdę, a staramy się tak bardzo uczciwie, jak coś mówimy, ale coś jest trendem, to naprawdę to robić. Mamy taką bardzo dużą dumę z tego, bo wiemy o tym, że to nie, Dużo osób mówi, ale nie wszyscy. Te dziewczyny, które miały plener w akademii, do której niektóre z nich marzyły, żeby dostać się jak miały lat 17, ale tata powiedział, na medycynę, na prawo. I one teraz tam są i są zadomowione. To jest taki poziom wzruszeń. Ta opowieść o tym, że nie liczymy ile tych osób wchodzi na te projekty, że nie ważna jest dla nas w tym kontekście duża statystyka. Ważna jest każda z tych osób i ta społeczność, którą one tworzą. I to było kilka lat pracy prototypowania tego całego formatu pracy z osobami bardzo dorosłymi. No i tak po kolei. Potem było okej, mamy u nas dużo młodzieży, bo ich wychowujemy od przedszkola, to ich mamy. Niektórzy pytają skąd u was oni są? Dzieci jak u nas zaczynają być nastoletni, to wyfruwają z domów kultury. No my tylko otworzymy społeczności. Jak w moich przedszkolach uczymy zabawy jakąś formą sztuki, jak potem ich w podstawówce uczymy, że praca jest fajna, bo właśnie jak wejdziemy na warsztaty, to potem mamy wyższy poziom. Jest fan z takiej premiery. No i potem jak są licealistami i robią swoje projekty, no to naturalne jest to, że są społecznością, czują się tu jak w domu. i są u siebie, ale wiemy o tym, że po tym mieście chodzą też różne inne ludki młodzieżowe, które z zasady nie chodzą do instytucji, bo nie. No i wtedy mamy fokus i jedna z naszych koleżanek, która jest tylko kilka lat starsza od nich, zajmuje się grupami nieformalnymi. I po pierwsze raz w roku buduje taki projekt dla takich freaków, którzy no na dwa miesiące to przyjdą do instytucji. Ale tak to nadal są tak. I ten swój projekt, i ten swój rozwój, czy przez tworzenie scenografii, czy reżyserii, czy właśnie dźwięku to zrealizują. Ale też akurat w naszym mieście mamy ponad 20 festiwali, które młodzież tworzy w swoich liceach. I oni nie chcą pracować z innymi. Oni chcą w swoim lokalnym liceum zrobić dużą produkcję, bo to czasami jest naprawdę na kilka tysięcy widzów. I my mamy dla nich i format wsparcia takiego kompetencyjnego, ale też granty na to, co jest im tzw. żywych pieniędzy potrzebne do tej produkcji. I to jest taka opowieść, że jesteśmy w naszym mieście, ale też w różnych innych środowiskach w Polsce i w Europie, w różnych grupach czy wiekowych, czy artystycznych, No i jak sobie uporządkowaliśmy ten świat młodzieżowy, zobaczyliśmy co z badań, co jest potrzebne, co ma sens, które prowadzimy sami, żeby było też jasne. No ale właśnie jak szukamy, jak zobaczyliśmy taki grant Europejskiego Korpusu Solidarności, który jest dla osób młodych, tam do dwudziestego któregoś roku życia, No to właśnie jeden z chłopaków, którego jeszcze pamiętam, jak robił festiwal, mając lat 17, a potem poszedł na socjologię, no to napisaliśmy wspólnie grant i Konrad badał tych młodszych koleżanków, ekologów i koleżanki, a był super w tej sytuacji właściwie dlatego, że sam to robił kilka lat temu. I teraz rozmawiamy o tym, żeby widząc na horyzoncie podobny rodzaj grantu, żeby powtórzyć to po latach. Czyli z takim dużym spokojem, ale właśnie mając te podstawowe umiejętności badawcze, bo przecież mało często zapominamy o tym, że zwykła rozmowa też jest metodą badawczą i potem sobie to możemy zapisać i na podstawie tego za jakiś czas możemy sobie wysnuć jakieś wnioski. Potem pomyśleliśmy, że już na tych siekierkach mieszka dużo rodzin, bo zobaczyliśmy wózki, osoby z wózkami spacerujące. Dla nich z naszego zwykłego budżetu zaoszczędziliśmy na plac zabaw, no bo zobaczyliśmy, że jest potrzebny plac zabaw. Więc to są też takie kompromisy nasze, jako ekipy finansowe, że jak coś jest bardzo potrzebne, to po prostu trzeba to zrobić. Czasami znajdujemy te pieniądze na zewnątrz, ale czasami nie tutaj. Tu je sobie generujemy. I w tym momencie mamy taką grupę społeczną, która przychodzi na plac zabaw. I on jest obok Domu Kultury. No i wtedy już jest tak, że robimy mural o tytusie, a potem o kajku i kokoszu. Tak pracujemy nad nim, żeby z tego placu zabaw jest zastać trochę też. Jest tu mural o tytusie? Tak.

Marcin Andrzejewski:
Świetnie jest teraz, bo jest minus 18 stopni, jak rozmawiamy.

Anna Michalak-Pawłowska:
Nawet obok jest taka plansza, jak rysować Tetusa.

Marcin Andrzejewski:
Naprawdę? A tak, to był kiedyś taki motyw, pamiętam.

Anna Michalak-Pawłowska:
A potem był drugi projekt z Kajkiem i Kokoszem i też z sąsiadką taką. I to jest bardzo ciekawe, bo jak mówię do tych rodziców lat 30 o tym, to oni wszyscy uśmiechają, bo wszyscy to robili w dzieciństwie. No i właśnie dlatego macie ten mural, żebyście ze swoimi dzieciakami poćwiczyli. I w tym momencie ten stół społeczny, który jest na zewnątrz, jest też tą przestrzenią otwartą, że tam też chętniej przejdą. I to są takie małe kroczki, również wędrówki do tych nowych osiedli. Co chwilę jest otwierane nowe osiedle. Kolejne plany to jest 25 tysięcy mieszkańców, kilka ulic dalej. A nadal tylko te dwa autobusy. Dobrze, że dużo ludzi jeździ rowerami. i stąd nie mogą tu pracować takie osoby, które potrzebują świętego spokoju, wolnego trybu życia, celebrowania tego życia, bo my po prostu reagujemy na wyzwania. Ostatnim naszym ciekawym doświadczeniem było to, jak też robimy różne rzeczy na zlecenie naszego urzędu z Mokotowa i Mokotów jest bardzo dużą dzielnicą, tu mieszka tyle osób, co w Radomiu, czyli mamy taki swój Radom. I w kilku miejscach są bardzo aktywne domokultury, ale w innych są dziury. Czasem, tak jak teatr, baza, pozarządówka wypełnia trochę takie role. Na przykład oni z pieniędzy społecznych robią rzeczy dla seniorów. Ale są takie przestrzenie, gdzie nic nie ma. I wymyślono, żeby na jednym z takich osiedli, żebyśmy zrobili taką przyjemnościową sytuację, dyskotekę dla mieszkańców, dla tych dorosłych, czyli tych zdiagnozowanych co najmniej korzystają. No ale tak, żeby to było takie trochę ambitne, z jakimś pomysłem. No i znowu robiliśmy prototyp. Wystaćmy szkołę, sala gimnastyczna, która wygląda jak sala gimnastyczna, czyli mało artystycznie i mało przyjemnościowo. No i wymyśliliśmy filmową dyskotekę, i postawiliśmy tam wielki telebim, i puszczaliśmy fragmenty filmów tanecznych, i uczyliśmy ludzi tańczyć, coś tam. I oczywiście jak się bawimy, jak ma być przyjemnie, to był jakiś czerwony dywan i takie różne rzeczy. Poszliśmy nawet, ponieważ był tam James Bond, też jednym z bohaterów, to burmistrza wkręciliśmy, żeby został Jamesem Bondem. Czyli staraliśmy się zbudować taką lekką konwencję, ale też było robienie toreb w naszito druku i różnych innych takich rzeczy, żeby trochę aktywności animacyjnej wciągnąć. No i znowu był prototyp. Prototyp się sprawdził, mieszkańcy tego fragmentu Mokotowa są szczęśliwi, że mieli taką swoją dużą, a też nie nadmiernie ambitną aktywność, że mogli się pobawić i też dowiedzieli się w tym momencie o troszkę. Więc to jest jedna z naszych ścieżek. My często wychodzimy na zewnątrz, więc jeżeli robimy kilka młodzieżowych festiwali, no to wiadomo, że oczywiście kochamy to miejsce i nasze siekierki, ale jeżeli młodzież, która robi filmy, przyjeżdża z całej Polski na swój festiwal filmowy Best Of, to dla nas jest to oczywiste, że robimy to w kultowym kinie Illusion. Jak robimy Festiwal Spontan, to przez lata robiliśmy to w Teatrze Roma. Teraz robimy to w Domu Kultury Terminal Kultury, bo on ma podobne warunki, ale staramy się szukać takich miejsc, które dla tych osób, jak jury młodzieżowe obraduje na Best Ofie, to w Centrum Kultury Filmowej. Dzięki temu też mamy bardzo fajne partnerstwa, No i to jest też siła, że jesteśmy razem, to jest to też o czym Justyna mówiła. W ogóle nie mamy w sobie nic z konkurencji, patrzymy wokoło z kim robimy coś. Tak jak chcemy pokazać naszym radnym na Mokotowie jaką siłą jest ruch amatorski, to za 4 dni będzie występ, duże widowisko, 150 osób na scenie od małych po bardzo dorosłych. Czyli w ogóle i wtedy w godzinę jestem radną i w godzinę widzę, co robią mokotowskie domy kultury. I już nie używam domów kultury do walk politycznych, bo widzę, że są jakościowe i jakoś tak nie ma o czym. Więc też dbamy o tego typu taką przestrzeń zauważania i doceniania nas jako środowiska. I to w formie jednego widowska jest bardzo fajnym pomysłem. No i to też jest opowieść o partnerstwie. czy naszych chłopaków z ekip technicznych, czy naszych pedagogów artystycznych, ale też bardzo uważnie zapraszamy zewnętrznego reżysera, żeby nie było, że ktoś się czuje ważniejszy, albo że ktoś jest nieszczęśliwy, że jakby jest po trzecie, czy po piąte. W tej ekipie akurat mamy tu kilkoro reżyserów, ale to jest świadoma decyzja też jak ktoś zewnętrzny, żebyśmy my wszyscy byli traktowani tak samo. I to jest siła też tego miejsca. Pewnie też gdzieś z teatru wynika to, że jak ja z tym teatrem wędrowałam po Europie, no to potem było jasne, że robiliśmy projekty, no już nie tylko teatralne, też filmowe, właśnie multimedialne projekty z użyciem takich cyfrowych narzędzi zaraz po 2000 roku robiliśmy w Berlinie i pamiętam, że tam pojechaliśmy po to, że oni już to mieli. Jeszcze nie, ale nie przejmowaliśmy, mieliśmy kreatywne, twórcze, duże możliwości. I to jest też taka baza, że wędrujemy, robimy różne projekty, na co dzień to na kontynencie, bo jednorazowo czasem do Japonii czy Korei, ale też do Petersburga czy Moskwy, czy gdzieś daleko, gdzie są jakby inne myślenia i w takim Petersburgu pokazać naszej młodzieży teatralnej, studenckiej myślenie Stanisławskim naprawdę, no jest bardzo cenne. Więc i stamtąd też coś przewozimy i to naprawdę są różne rzeczy, bo czasami to są te działania, naprawdę obrót społeczny pierwszy robiliśmy 20 lat temu tutaj z ekipą z Francji, która wokół szkół notorycznie zawsze robiła takie rzeczy. I oni mieli całą metodykę tego. Wtedy było tutaj to bardzo nowoczesne i nowatorskie. Czasami też jeździmy właśnie po to, żeby spojrzeć na coś, mieć refleksję i wrócić. Bardzo ważnym elementem jest rozwój wszystkich osób. I z jednej strony ja dbam o to, że jeżeli się pojawiają jakieś nowe wyzwania, to mamy przeróżne warsztaty razem, specjalnie dla nas, ale też każdy animator, czy edukator, czy pedagog artystyczny ma taką przestrzeń, że jak gdzieś się chce szkolić, to może to zrobić w ramach pracy troszkarniowej. To jest w zarządzaniu trudne miejsce, dlatego że zapraszam osoby, które jeszcze gdzieś pracują. Prawie wszyscy pracują jeszcze gdzieś. To jest bardzo dobre w kontekście doświadczeń, horyzontów, różnych miksów sytuacyjnych. Natomiast w kontekście tego, żeby zrobić zbranie działu. No to jest niełatwo, ale od czasu,

Marcin Andrzejewski:
kiedy… Masz wyzwania, to dobrze, bo to tak wszystko pięknie brzmi. Masz wyzwania, dobrze.

Anna Michalak-Pawłowska:
Nie, nie, nie. Mamy wyzwania. I jednym z tych wyzwań jest to, że… No właśnie, ale istnieje wersja spotkań zdalnych i to nam bardzo pomaga. aczkolwiek bardzo planujemy, że staramy się widzieć w realu. W kwestii wyzwań, wiesz, ja myślę, że praca z osobami, które są w różnych grupach artystycznych, czy na różnych warsztatach, jest tak samo, Darek opowiadał o tym, że to się różnie że teraz ludzie szybciej żyją i w większym chaosie i tak dalej, ale jak już są w tej rzeczywistości artystycznej, to tak samo się dają wkręcać, tak samo się fajnie uczą, tak samo szybko widzimy te efekty i to jest super, natomiast trudniejszy jest świat, bym go powiedziała tak w skrócie, a propos wyzwań roszczeniowych rodziców, Tu jako powinnam pisać taki pamiętnik dyrektorki. Jest jakieś, tak jak we wszystkich innych, dużo większe przyzwolenie na poziom mega chamstwa i takich różnych niefajnych zachowań. I no właśnie i tu zrobiliśmy sobie warsztaty. To co się mówi jak ktoś przekracza wszystkie granice i ma i ma zero szacunku do nas, a ja całą dróżkarnię buduję na dwóch wartościach, na szacunku i na wolności. Na wolności, że każdy, jak zapraszam fachowców, to oni robią po prostu to, co potrafią najlepiej i tu mają poziom, rozmawiają ze mną, ale mają poziom 99%, mówię o tym 1%, bo to jest procent, że widzę spektakl o dotykaniu i myślę, piszemy na plakacie 16+. Bo za chwilę będzie właśnie jakaś sytuacja. Po to jestem. Albo na ceramicznych warsztatach jest piękna postać nieubrana i patrzymy czy zrobić na wernisażu jakąś zastawkę, żeby właśnie to było zadbane. czyli też staramy się wkładać różne klisze i kalki i filtry, jak coś pokazać i jak coś zrobić tak, żeby nie być pożywką dla jakichś światopoglądowych, politycznych czy innych awanturek albo kogoś, kto chciałby gdzieś zrobić awanturę i właśnie trafił na nas. I a propos wyzwań, to to jest nowe zjawisko i to jest takie wyzwanie, czasów, ale zawsze mówię koleżankom i kolegom, że możemy robić na drutach, możemy robić różne, nikt nam nie każe pracować w domu kultury. Natomiast to co jest bardzo ważne, to tak jak tutaj siedzimy, ktoś kto uszył to ubranie, czy zrobił te buty, on nie widzi, że my z tego korzystamy. a ja jestem na warsztatach i widzę jak w ciągu dwóch godzin ktoś nauczył się jakiejś umiejętności robienia wianków, albo zrobił piękną palmę, ale też takie coś, co jest dla nas bardzo ważne, czyli wykorzystywanie sztuki, bo można, do przeróżnych zmian społecznych i do szukania porozumienia i szczególnie w tym świecie, który mamy taki jak teraz, no to ja jestem bardzo tolerancyjna, więc ja dopuszczam to, że niektórzy koledzy i koleżanki artyści robią sztukę dla sztuki, Spoko. Natomiast jeżeli jest wokół nas tak trudny świat, to uważam, że to jest może nie nasz obowiązek, ale to jest bardzo fajnie, jak wykorzystujemy sztukę do zmiany społecznej, do jakiegoś spotkania. Jednym z naszych aktywności jest to, że spotkania z naszymi seniorkami w kontekście śniadań sąsiedzkich, kiedy wszystkie przynosimy jakąś sałatkę czy coś i chcemy, żebyś powiedział, że to jest dobra sałatka. no to nie będę Cię obrażała, że jesteś mniejszością seksualną, albo jesteś o innym kolorze skóry, albo inaczej myślisz, albo przyjechałeś tu z granicy i opowiadasz, co tam się dzieje, bo konwencja jest tołem spotkania i bycia ze sobą, czyli to też jest trochę o narzędziówce, że szukamy takich narzędzi, żeby ludzi spotykać i że to tak jak ja czasem robię projekty teatralne i mam tam osoby, o skrajnie różnym światopoglądzie, o skrajnie, o wszystkim. Wszystko ich dzieli. I grają w jednym teatrze. Bo sztuka łączy. Jak grają o czymś, albo grają dla swoich dzieci, czy grają dla swoich wnuków, to w ogóle nie mają problemu ze spotkaniem. Czyli żyjemy w takich czasach, kiedy sztuka może zrobić dużo dobrego, No to róbmy. I my się takich sytuacji nie boimy i staramy się z tym zmierzyć, ale cały czas to jest taka budowa na tym, że to są dla nas doświadczenia. W ogóle nie rozkładamy tego na jakieś sukcesy i porażki. To są doświadczenia i potem jest ewaluacja i ewaluacja też jest taka, z czego jestem dumna. W ewaluacji trzeba powiedzieć mi, każdy i ma, nawet jak było mega ciężko, to ma znaleźć to z czego jest dumny, czy dumna. A potem sobie gadamy o tym na przykład, Co mnie irytuje, ale nie mam na to wpływu. No właśnie, czasami ludzie, którzy wykorzystują nas do jakiejś swojej historii, nie? Nie mam to, zamykam tą chmurkę, wysyłam w kosmos i w ogóle o tym nie myślę, żeby też… Często w instytucjach kultury lubimy bardzo narzekać. I po co? Trzeba sobie to nazwać i w ogóle rozstać się z tym. No ale trzeci wątek jest bardzo twórczy, czyli rozmawiamy o tym właśnie, co było niekoniecznie fajne albo co uwierało i jak mogę to zrobić inaczej, bo mam wpływ. Czyli też sobie bardzo precyzyjnie przekładujemy, na co mam wpływ i co możemy zrobić inaczej. I wtedy podobne działanie albo ten projekt za rok jest już dla nas przyjemniejszy. Robimy duże produkcje czasami, I robimy to z przyjemnością. I jesteśmy zmęczeni fizycznie trochę. Ale to jest dla nas, znaczy ma być ten fun i ta duma i ta rewolucja, że widać to dobro, które się tworzy.

Marcin Andrzejewski:
Widać, ale wiesz co, też czuć ten klimat, o którym ty mówisz bardzo ładnie, no bo my się tu od dwóch dni poruszamy po korytarzach jako intruzi, osoby z zewnątrz, zupełnie. Nikt nas nie znał, nie znaliśmy się zupełnie. I myśmy wiele słów tutaj słyszeli, przeróżnych. Jesteśmy w trakcie różnych działań, no bo przecież instytucja cały czas trwa. i działa, ktoś się przewija, ktoś się zmienia, przychodzą ludzie do pracy, wychodzą, nie? Wiesz, jakie słowo nie padło przez te dwa dni, jak tu jesteśmy? Nie, nie da się. Nigdy tego nie usłyszeliśmy, nie? Ani nie odczuliśmy, ani nie zarejestrowaliśmy, a to jest wbrew pozorom nieczęste.

Anna Michalak-Pawłowska:
Mówimy o abecadle. My nie znamy takich słów. Ale to jest ta siła DNA Stowarzyszenia. Osoby, które były sprawcze, które chciały coś zbudować. Czyli osób aktywnych, osób chętnych, otwartych. Tak jak Darek opowiadał o różnych trudnościach, No czasami tak jest, że czy z uczestnikami zajęć, czy z pracownikami, że ktoś przyjeżdża dzisiaj z różnymi trudnymi doświadczeniami, nie da się czegoś zrobić tak albo inaczej i trzeba coś zrobić wolniej. Właśnie albo no widzimy tutaj logotyp KPO. My w tym roku nie napisaliśmy grantu, bo zostawiliśmy przestrzeń dla tych, którzy mają trudno i potrzebne są ich pieniądze bardzo. Nam w zeszłym roku ten projekt, który robiliśmy z filmu poklatkowego z animacji poklatkowej był bardzo ważny, a w tym roku nie mieliśmy takiego bardzo, bardzo ważnego, a widzimy wokoło też wiele osób, które potrzebują. Więc też zachowujemy się środowiskowo, tak, żeby się czuć dobrze. Ja myślę, że jeszcze warto powiedzieć o tym, że otwartość tego miejsca, które się też bierze z tego DNA, to jest otwartość na osoby, które właśnie chcą coś zrobić, gdzieś zrobić. I my to, co uporządkowaliśmy w kontekście strategicznym, to zbudowaliśmy takie trzy filary, że jak robisz coś pierwszy raz, to robisz w ramach programu Starter. Jak robisz coś długim procesem i może nie będzie zakończenia, nie będzie się czym pochwalić, a proces jest ważny, to to się nazywa Inkubator. A trzeci przystanek sztuka, jak raz chcesz coś zrobić, Czyli każdy kto, czy to są właśnie studenci, czy to są nastolatkowie, czy to są osoby dorosłe, które chcą coś aktywnie przepracować, to w ramach tej instytucji to mogą zrobić. I też, no po tym jak już ci mieszkańcy tu zamieszkali wokół, no to to jest kolejny format, czyli miejsce aktywności lokalnej. I ten format już się rozpycha w tym sensie, że to nie musi być artystyczne. albo to w ogóle jest nieważne, jaki to jest jakościowo, artystycznie, to też wyobraź sobie, jaki to był trudny proces, jak bardzo, ale my robiliśmy w Warszawie reformę wszystkich domów kultury za jednym razem i uczyliśmy otwartego domu kultury i tego, że mieszkaniec ma prawo zrobić swój projekt w domu kultury, a my jesteśmy ekipa obsługowa. no to mentalnie dla wielu osób, które studiowaliśmy w XX wieku, mamy pieczątkę, że jesteśmy artyści, producenci najlepsi na świecie. Dlaczego my tu mamy wpuszczać jakichś mieszkańców? I w ogóle czemu oni tu się mają rządzić, a my tu mamy obsługowo? I to jest proces, który wędruje przez tą Europę w ogóle, bo to nie tylko to podwórko, czy z trudem, że mamy dopuszczać ludzi. A potem jak rozmawiam z koleżankami czy kolegami, jak widzimy radość tych osób, które zrobiły coś pierwszy raz i które są zachwycone tymi swoimi czy fotografiami, czy filmem, czy ceramiką, czy pokazem teatralnym, no to wtedy ci prawdziwi artyści od piecząt takich skończonych uczelni zaczynają kumać, że to jest siła i że to jest wartość. Bardzo jestem dumna, że w roku rodzinowym postawiliśmy wielki stół społeczny, tam może usiąść 30 kilka osób, bo on jest tym jasnym komunikatem na zewnątrz, że tam można i bardzo nam pomaga w tej opowieści o otwartości po prostu.

Marcin Andrzejewski:
ja sobie nie jestem w stanie sobie właśnie wyobrazić, jak wyglądała ta zmiana, ten proces zmiany u waszych organizatorów, u instytucji nadrzędnych, no bo przecież wszystkie te trzy filary, o których powiedziałaś, one mają jeden wspólny mianownik, że tam jest przyzwolenie na błąd, to jest eksperyment, że ten wynik na samym końcu to nie jest syntetyczny wskaźnik, który musi być taki, a nie inny, bo jak go nie będzie, To ojeju, ojeju. A tak wiele instytucji myśli, wiele instytucji działa w takich warunkach.

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak, tak. Ja też dlatego po pierwsze z szacunkiem. Ja nie wkręcam wszystkich, że tak wszędzie powinno być, bo ekosystemy są właśnie różne. Bo czasem ktoś w urzędzie czy jakiś radny patrzy tylko przez pryzmat statystyki. ale staramy się po pierwsze oddolnie środowiskowo pracować i w naszym mieście wspólnie oddolnie stworzyliśmy system sprawozdawczo-ewaluacyjny, to się nazywa autoewaluacja i sprawozdanie i wszystkie domy kultury w Warszawie składają takie samo i tam jest miejsce na autoewaluację, gdyż Wielu pracowników oddolnie mówiło o tym, że nie mają czasu na autoewaluację, dlatego że już dostają kolejny projekt do roboty. No to w systemie stworzono i teraz muszą mieć czas. I dyrektor nie może, czy dyrektorka nie może im dać nowej rzeczy, bo mają napisać dla urzędu ewaluację wybranych projektów. Ale powiem ci ten myk skąd to się bierze. Ja miałam taki epizod, że 10 lat byłam pełnomocniczką prezydenta Warszawy do spraw edukacji kulturalnej. No i przeprowadzałam tą reformę, czyli i to bardzo świadomie było zaproszenie mnie jako praktyczki do tej funkcji, ale praktyczki myślącej systemowo, no bo mieliśmy zrobić tą reformę naprawdę. I to było 10 lat w ogóle projektu, ale reforma trwa 2,5 roku, czyli z dużą uważnością to robiliśmy przy pomocy różnych trenerek, które mieszkały, bo były na początku procesu i pod koniec w tych domach kultury. i było tam bardzo dużo warsztatów i w kontekście tego otwartego formatu Domu Kultury, ale też konkretnej narzędziówki, która jest potrzebna właśnie czy badawczej. Wszyscy przeszli warsztaty badawcze, więc jakby te najprostsze, bo czasami jest tak, że jesteśmy przerażeni, zestresowani, że czegoś nie umiemy. To też wokół pandemii, czy jak zaczęła się historia z wojną w Ukrainie, że po prostu świat wymaga, a my tego nie umiemy. Więc trochę tą ścieżką wędrując zrobiliśmy wszystkie przeróżne warsztaty, które były oddolnie na zamówienie. Po dwóch i pół roku program miejski się skończył, mój epizod pracy w urzędzie też, a patrzę dzisiaj z dumą na jakość Warszawskich Dumów Kultury, które są wszystkie otwarte, wszystkie w XXI wieku mentalnie. prawie wszystkie w trendach i niezależnie jak w środku, może nie całe ekipy w środku, ale wszyscy wiedzą, że mieszkaniec nie tylko jest odbiorcą, nie tylko jest widzem, ale też jest współtwórcą i w przeróżnych domach kultury, bardziej czy mniej, ale istnieją takie aktywności. A też szkoliłam burmistrzów i burmistrzynię i one też to wiedzą. To jest edukacja. To jest cały czas podstawą edukacji.

Marcin Andrzejewski:
Masz jeszcze dużo do zrobienia, tyle mogę ci powiedzieć. Zresztą wiesz, znasz ten segment lepiej niż ja, więc jest co robić. Procedury. Powiedziałeś, że wy tu nie macie impresariatu.

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak.

Marcin Andrzejewski:
I ja bym chciał do tego wrócić, jeżeli pozwolisz. Jak wygląda w ogóle cała struktura takiej instytucji, która przeszła tą reformę? Oczywiście pokrótce, no bo wiadomo, że tu nie chodzi o wchodzenie w szczegóły, ale wiele osób sobie nie wyobraża wyjęcia impresariatu z jej struktury. Co wtedy, albo co w zamian, albo co obok?

Anna Michalak-Pawłowska:
No bo to jest trochę opowieść o tym jak rozmawiamy, w ogóle po co ta instytucja jest, co jest w niej najważniejsze. I wielu z naszych kolegów i koleżanek buduje najważniejszość na impresariacie, że scena i ci wielcy artyści i potem się fotografujemy z nimi i było mega święto, że ktoś u nas wystąpił.

Marcin Andrzejewski:
Mamy scenę, musimy zarobić na siebie.

Anna Michalak-Pawłowska:
No tak, ale to wątek zarabiania jest wątkiem istotnym, bo nie wszystkie samorządy mają możliwość finansowania domów, kultury czy różnych instytucji tak samo. Znaczy często jest tak, Często jest tak, że samorządy oczekują, że na przykład połowa budżetu jest wypracowana i to jest w ogóle inny wątek. To jest rozmowa o takiej odpowiedzialności zarządów i polityków za to, że kultura jest takim konkretnym narzędziem i że potem ludzie, jeżeli nie zainwestujemy w kulturę, to potem trzeba w zdrowie, czy w pomoc społeczną i to jest o tym opowieść. Ja bym powiedziała, że po pierwsze chyba najważniejsze jest to, co w tym domu kultury chcemy osiągnąć, co jest dla nas ważne i jeżeli te działania animacyjne, jeżeli sobie to wiesz, ułożymy, że to są działania animacyjne, które coś zmieniają. Te wszystkie warsztaty cotygodniowe dla rodzin, właśnie dla seniorów, jakiejś społeczności. Czyli tu zajmujemy się ruchem amatorskim, który jest. Jeżeli obok jeszcze mamy takie formaty prozdrowotne, typu jakieś zajęcia dla lepszego samopoczucia, jakaś joga czy karanetiksy czy inne takie i ten impresariat i jeszcze czasami mamy jakieś wydawnictwa albo jakieś programy typu bardzo młoda kultura w kontekście formatu młodzieżowego czy jakiegoś innego, czy historii budują się, czy bardzo młoda kultura w takim fokusie na młodzież, czy na przykład teraz ta archiwistyka społeczna w kontekście historii lokalnych, budują się takie mega duże filary ogólnopolskie, które też wspierają i nagle rozbudowują się, to nie tylko jeden specjalista od czegoś, ale więcej. I wtedy mamy kilka i ten imprezatriac jest jednym z. Więc to jest też trochę opowieść o nas jako osobach zarządzających, jak my budujemy to nasze miejsce, jak o tym opowiadamy i co mówimy zespołowi, że jest najważniejsze. Pytam czasami kolegów, widzę na twoim Facebooku cały czas tylko eventy, eventy. A bywam i wiem, że tam jest jeszcze dużo ważnych rzeczy. I czasami to jest taka sytuacja, że jest takie, aha. I potem jest praca pedagogiczna, że zaczynają się pojawiać i rzeczy animacyjne, i z małych grup, i jakieś działania edukacji kulturalnej, jakieś zespoły ruchu amatorskiego. Okazuje się, że to miejsce ma taki wachlarz. A po prostu ta osoba chciała się tylko pochwalić, tak osobiście pochwalić, że ten słynny artysta i tamta słynna artystka u niego zagrali. Myślę, że bardzo pomogły nam te trudne momenty typu pandemia i wojna i tak dalej w tym, że Wtedy okazało się, że my byliśmy na pierwszej linii, że my zareagowaliśmy, że my mieliśmy kompetencje, żeby pomóc ludziom w odnajdywaniu się w trudnej rzeczywistości i z tymi wątkami od szycia maseczek i bycia kreatywnym i prowadzenia różnych zajęć przez komputer. że dzisiaj nie trzeba już tego mówić, że kultura jest narzędziem czegoś. Myślę, że przed tymi trudnymi czasami często było to taka że fanaberia, albo że no macie miejsce to już sobie róbcie tą, te trudne opowieści ministra Zdrowieckiego, że będziemy stawiać budynek i wystarczy.

Marcin Andrzejewski:
Do tej pory niektórym zostało, wiesz?

Anna Michalak-Pawłowska:
Co dalej? I teraz się już o tym łatwiej rozmawia. Po tym doświadczeniu świat publiczny i też pieniędzy publicznych ma tego świadomość. Natomiast to jest troszkę łatwiej.

Marcin Andrzejewski:
A na prywatnych pieniądzach jest łatwiej? też jest świadomość większa u firm.

Anna Michalak-Pawłowska:
Słuchaj, z prywatnymi pieniędzmi dla Domu Kultury jest o tyle trudniej, że w takim dużym mieście jak nasze, prywatne pieniądze chętnie łączą się z miejscami typu Teatr Wielki, Opera Narodowa, albo hipsterska klubokawiarnia. To są takie dwa fokusy, które są atrakcyjne. My jesteśmy gdzieś po pośrodku. Słynne firmy od różnych przedmiotów dla dzieci jasno komunikują chore dzieci, problemy społeczne z dziećmi. Znowu jesteśmy w środku. Więc ja wychodzę z założenia, że trzeba zawsze tych pieniędzy szukać. I że trzeba, ale nie z pozycji proszącego, tylko z pozycji partnera i tego, i to jest to doświadczenie, które mamy. Myślę, że na pewno rynkiem, który jest do rozmowy jest rynek deweloperów, którzy budują albo różnych firm, które robią coś nowego na danym terenie i zawsze rozmawiam z takimi osobami wachlarzem, bo ja nie jestem wróżką i ja nie wiem. czy oni, bardziej dla nich ważniejsze jest wydanie książki o historii siekierek, którą zostawią razem z kluczem do mieszkania na naszej uroczej wsi, czy stanie obok na scenie i wręczenie nagród na ogólnopolskim festiwalu tańca, gdzie jest 1500 dzieciaków z całej Polski, dużych i małych miejscowości, albo czy chce być na okładce płyty, bo jednym z rzeczy, które a propos tej edukacji i zmian, jak przed laty różne osoby narzekały, że polskie dzieciaki nie śpiewają polskich piosenek. no to ja zrobiłam krótką refleksję, no bo nie ma podkładów współczesnych i jakościowych. Więc zaczęliśmy, mamy tu ze ścianą studio nagrań, zaczęliśmy takie płyty tworzyć, na początku kompozytorzy i tekściarze, potem już też wykonawcy. Teraz właśnie w zeszłym tygodniu przyjechała płyta Warsa i wtedy, że może taki sponsor chciałby być na tej płycie, sponsorem. więc staram się zawsze budować propozycje spotkania się w partnerstwie, ale w bardzo różnych rodzajach aktywności i to jest wtedy dla tej drugiej osoby jakiś wybór, bo nie zawsze to co dla mnie, szczerze mówiąc myślałam, że firma deweloperska będzie bardziej chciała być na płycie, wolała zainwestować w książkę, którą dostali mieszkańcy razem z kluczem i ci mieszkańcy dzięki temu dotrafili.

Marcin Andrzejewski:
Tak, bo to jest dla was taki długi ogon trochę marketingowy, że faktycznie można do tego podejść, popatrzeć na to jeszcze na dodatkowy uzysk, jak mawiał mój znajomy.

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak, bo jedna sytuacja to jest, że wędrujemy sobie po siekierkach i poznajemy kolejne firmy, które budują i zaprzyjaźniamy się, rozmawiamy co tam sobie chcą i na przykład mogą na lokalnej, naszym lokalnym święcie siekierek, który robimy na podwórku podwórko doroszkarni i nasz parking zamienia się w wielką przestrzeń artystyczną i oni są wtedy tutaj też ze swoimi aktywnościami, działaniami, bo właśnie chcą być blisko ludzi, bo nie chcą być gdzieś z daleka. Nawet jedna z firm deweloperskich robiąc filmik o tym, że tu zaczyna budować umieściła doroszkarnię jako miejsce, że sikierki są ciekawe, bo jest tu między innymi doroszkarnia i możesz tutaj się rozwijać. Więc rozmowa, spotkanie i partnerstwo i też właśnie w kontekście tego, jakie ktoś ma oczekiwania, nie tylko jakie ja mam potrzeby. Rozmowa o potrzebach dwóch stron, nie tylko, ale to jest ten najtrudniejszy rynek.

Marcin Andrzejewski:
To jest bardzo duża świadomość, bo to trzeba mieć. optykę, która jest niezbyt szeroko rozpowszechniona w sektorze kultury, no bo biznes patrzy inaczej, partner zewnętrzny patrzy inaczej, partner społeczny patrzy inaczej, no i wy też macie zupełnie inny ogląd.

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak, ale żeby tak nie było nam z tym ciężko, to między innymi stworzyliśmy sobie, popatrzyliśmy co my mamy i stworzyliśmy sobie taki wspólny projekt miejski, który się nazywa Spółdzielnia Kultury i każdy z nas wkłada tam to co ma i to czym się chce podzielić i to czasami są krzesła, czasami są sale, czasami jest studio nagrań, czasami Są nie wiem statywy do aparatów fotograficznych, kamer filmowych czy też do nut i się tym dzielimy. I to jest siła ponad 100 instytucji organizacji pozarządowych i różnych prywatnych osób w Warszawie, jesteśmy na wspólnym i mamy taką rzeczywistość na dwóch poziomach, czyli stronę internetową, z której sobie mogę zobaczyć co tam jest i co mogę pożyczyć, ale też taki raz na kwartał spotkania, żeby się znać w realu. Czyli to jest ciągle o tym, że my nie znamy słowa konkurencja, znaczy my je znamy teoretycznie, ale po co ono jest to nie wiemy. My cały czas rozmawiamy o tym w tym mieście, co możemy zrobić razem i gdzie jest nasza siła i nawet doprowadziliśmy do tego, że w konkursach grantowych jest wpisany punkt, że jak kupisz np. jakieś materiały, czy np. dużo piłeczek, dużo sprzętu cyrkowego, bo chcesz robić warsztaty, to potem wkładasz to do Spodzielni Kultury. Ktoś inny z tego może. I jak przychodzi do instytucji, czy do urzędu, czasami ktoś mówi, chciałbym zrobić takie coś, to mu się mówi, ale zobacz, bo tu masz taką scenografię, tu masz takie kostiumy, jakiś pszczółek pamiętam, 30 kostiumów pszczółek ktoś włożył. I chcesz zrobić happening, po prostu zobacz może te pszczółki, albo te biedronki, ci się do tego przydadzą. Czyli też taka, w tak dużym mieście jednak, udało się przebić przez to, że jesteśmy środowiskiem, i że wzajemnie się wspieramy, no ale to jest ta historia o wspólnocie, o tym żeby być ze sobą, a nie obok siebie i o tym, że jak ktoś coś ma, to możemy na tym budować, a szczególnie ci z nas, którzy wyszli spoza rządówki, no to wiemy jak to jest ważne, bo kiedyś nie mieliśmy nic.

Marcin Andrzejewski:
Mówią, że najedzony głodnego nie zrozumie. Jakby człowiek był kiedyś głodny, Pamięta to.

Anna Michalak-Pawłowska:
Ale dla tych drugich była ta reforma. I były programy miejskie, gdzie wzajemnie pokazywałyśmy sobie, jaki to jest fun i jaki to jest ważne, że robimy coś razem. No i ponieważ to też jest ta energia, w której potem dużo dobra się tworzy, no to to jest zaraźliwe.

Marcin Andrzejewski:
Czy wy macie u siebie w organizacji takie, może wyspecjalizowane osoby, to nie zapewne, ale kogoś, kto jest delegowany do rozmowy właśnie z partnerem zewnętrznym do pozyskiwania funduszy. No bo to są umiejętności, nie? Je trzeba nabyć.

Anna Michalak-Pawłowska:
Umiejętności rozwijamy wszyscy, czyli wszyscy, którzy myślę, że cały dział animacji, dział rozwoju publiczności, to jest grupa, która umie pisać wnioski. I jak teraz mamy taki fundusz edukacji kulturalnej w Warszawie, który też był tworzony właśnie dlatego, że nasze miasto w tych konkursach narodowych przegrywa, bo wiadomo, że tam jest bardzo długa kolejka i to jest naturalne. Sama byłam ekspertką tam, że jak jest bardzo mała miejscowość i naprawdę tam jest mega ciężko i ten grant jest tam bardzo potrzebny, no to wiadomo, że w takich sytuacjach duże miasta przegrywają i my w Warszawie w Urzędzie Miasta stworzyliśmy taki Fundusz Edukacji Kulturalnej na takie małe granty właśnie, które zmieniają, tworzą coś nowego w lokalności No i teraz trzy osoby piszą takie granty i to są animatorki, edukatorki. Takich grantów nie piszą tylko osoby z grup artystycznych, które prowadzą zajęcia. Ale tak to wszyscy to umieją i albo nabyli to na studiach, albo w ramach właśnie reformy domów kultury nabyli to tutaj i raz na jakiś czas jeszcze sprawdzamy jakie kompetencje są potrzebne. To jest dosyć proste. Jednak, znaczy umówmy się, że tak jak tu widzę, że grant z KPO jest trudny na napisania, ale tam był bardzo precyzyjny regulamin i tam po prostu trzeba przeczytać ze zrozumieniem ten regulamin. I w punkcie wyjścia mieliśmy kompletnie inny pomysł. Myśmy chcieli zrobić festiwal filmów animowanych. a w efekcie czytania tego regulaminu i to co jest ważne dla grantodawcy, ale też patrząc na niebezpieczeństwo, że to jest pierwszy raz taki system grantowy w Polsce, to uznaliśmy, że ryzyko tego festiwalu jest duże i zrobiliśmy proces, czyli warsztaty z innymi pracowniami animowanymi na Mazowszu, czyli po pierwsze było partnerstwo, było wzajemne uczenie się i były konkretne sprzęty i właśnie szkolenia w ramach tego i tu sobie rozwijaliśmy te kompetencje. Taki grant piszemy w kilka osób. Nie mamy takich osób dedykowanych. Zwykle to jestem albo ja, albo osoba, która realizuje taki projekt, która jest autorem i po prostu o tym potrafi najlepiej opowiedzieć.

Marcin Andrzejewski:
Ja mam wrażenie, że to był jeden z prostszych, szczerze mówiąc, wniosków. Ja jeszcze pamiętam przedakcesyjne programy typu FARE, więc jak ja widziałem te wnioski, to wydawało mi się, że to jest bardzo prosta rzecz. Mówię to oczywiście z perspektywy zwycięzcy, więc jest mi łatwiej sądzić sytuację. ale doświadczenie skądś trzeba by było wziąć, nie? Skądś te osoby potrafią te wnioski pisać. Mówisz, że na studiach. No dobra, to jest wiedza akademicka.

Anna Michalak-Pawłowska:
To są też osoby, które mają swoje stowarzyszenia, fundacje, pracują w teatrach, muzeach, czy w innych instytucjach, same piszą książki, czyli robią różne inne aktywności artystyczne i tam też im potrzebna jest ta umiejętność. Po prostu. Ale też myślę, że już tyle jest szkoleń, pisania wniosków, ale też takich sytuacji mistrz uczeń, No, ale teraz mieliśmy nawet mistrzy uczeń odwrotnie, to znaczy jedna z koleżanek już kilka razy pisała w tym systemie grantowym i uczyła starsze koleżanki, które to robią pierwszy raz i one się nie radziły, no bo jakieś tam formaty są czasami dla grantodawcy ważniejsze, jedne czy drugie, nie? Więc znaczy też jest tak, że przy różnych działaniach mamy zawsze lidera czy liderkę i osoby wspierające. I to jest jakby standard. Zawsze pytam, kto jest szefem projektu i kto jest grupą wspierającą. I nie ma tutaj samotnych jeźdźców, bo wtedy też jak są samotni jeźdźci, to zaczyna się rywalizacja, że mój projekt jest ważniejszy, a mój, a moi odbiorcy, a moi, i zaczyna się, więc taka praca na poziomie społeczności też jest pracą na zespole, że to jest wspólna. Szczególnie, że tych, tu jest 800 metrów kwadratowych. budynku, nie mamy pompki panakleksa, żeby rozciągnąć, więc to jest wyzwanie też jak się zmieścić z tymi różnymi aktywnościami, ponad 40 grup zajęciowych i artystycznych i ileś tych społeczności, ta zwinność, że ale teraz jeszcze potrzeba ktoś, ale ktoś jeszcze chciałby, no ten stół społeczny trochę nas uratował, więc czekamy na wiosnę, żeby tam część rzeczy przenieść.

Marcin Andrzejewski:
800 metrów mówisz, a plany, o których opowiadasz i rzeczy, które się tu wydarzały to tak na 8 tysięcy przynajmniej można by zeskalować.

Anna Michalak-Pawłowska:
Stąd też ta pokora i taka otwartość i to, że mamy po trzecie współpracę w nazwie. No bo ciągle też wynurujemy gdzieś. I też staramy się bardzo jak są jakieś nowe sytuacje, nie wiem, nowe muzeum w Warszawie, nowa klubokawiarnia modna, nowe miejsce, to my tam jesteśmy bardzo często natychmiast z wystawą, z happeningiem, spektakl na krakowskim przedmieściu wśród ludzi, zagrać wtedy jak stoi choinka, przychodzi najwięcej warszawiaków na plac zamkowy, kiedy stoi choinka. to tam malarstwo o siekierkach takie szagalowskie było przez dwa miesiące. No i to jest taka świadoma inwestycja w markę doróżkarni na zewnątrz i w to, że wędrujemy gdzieś i część osób, ja aktywnie uczestniczę w Stowarzyszeniu Animatorów i Animatorów Kultury Forum Kraków i niedawno koledzy i koleżanki przyjechali do różkarni pierwszy raz w życiu, znali ją od 15 lat doskonale, ale nigdy tu nie byli. I to jest właśnie ta historia, że ważne, żeby wędrować i o tym opowiadać i pokazywać. Mamy też takie sytuacje, że w różnych krajach na ulicy na przykład spotykają się dwie osoby z torbą do różkarnia, bo też bardzo świadomie tworzymy różne produkty codziennego użytku typu skarpetki, albo torby, albo zeszyty. No i właśnie rozmawiają, że ktoś był z nami na projekcie filmowym, a ktoś inny malował u nas na projekcie studenckim. I to jest ta opowieść, o której dbamy, żeby też będąc na tej urokliwej wsi siekierki osadzonej nad Wisłą, mimo że 15 minut samochodem do centrum, to jednak daleko od centrum, na peryferiach, ale żeby mieć też swoje miejsce w Warszawie, w Polsce i w Europie.

Marcin Andrzejewski:
Czyli proaktywne działanie, cały czas proaktywne działanie. Wiesz, że wczoraj mi kolega zadał pytanie, jesteśmy w centrum Warszawy, czy na obrzeżach, nie? I ja wiedząc, gdzie jesteśmy, no bo lokalizacyjnie ja doskonale wiem, gdzie jestem, nie? To nie była łatwa odpowiedź.

Anna Michalak-Pawłowska:
Właśnie to są te dwie odpowiedzi.

Marcin Andrzejewski:
I tak, i tak.

Anna Michalak-Pawłowska:
I tak, i tak, bo przyjeżdżają tu aż dwa autobusy i ktoś może powiedzieć, że tylko dwa, ale tak jak Darek opowiadał, 29 lat temu przyjeżdżał tu jeden autobus i ostatni wyjeżdżał o 22. Mieliśmy teatr studencki, naprawdę mieliśmy problem, czy ciągniemy próbę dalej i potem idziemy do Czerniakowskiej 20 minut, no czy niestety patrzymy, że jedzie autobus i kończymy. To są też takie wybory.

Marcin Andrzejewski:
No i wiesz, my nieraz czytamy w książkach z perspektywy dużego miasta wykluczenie transportowe.

Anna Michalak-Pawłowska:
To masz.

Marcin Andrzejewski:
Warszawa.

Anna Michalak-Pawłowska:
Jesteśmy w stolicy, w Warszawie. Mało tego, my tu mamy Szambo jeszcze.

Marcin Andrzejewski:
Gratuluję czy nie wiem?

Anna Michalak-Pawłowska:
To jest właśnie ta opowieść o ten fragment Warszawy i nie został włączony w życie tego typu, bo to jest bardzo duża inwestycja. No i tak jest po prostu, znaczy w tej części Warszawy są szamba. Bardzo trudno jest podpisać umowę na dostawę takich usług, bo już prawie nie ma. Więc to jest bardzo obrzeże, to jednocześnie jeśli ma się samochód to jest tylko 15 minut autem do, kawałek dalej już mamy tramwaj, którym też można pojechać do dworca centralnego, to jest kolejna ścieżka, ale też to jest siła tego miejsca, bo my cały czas tu mamy, teraz jesteśmy w środku zimy, ale mamy zieloność, mamy tą wiejskość, budynki są niskie, nawet te współczesne apartamentowce, 10 minut jesteśmy nad Wisłą, możemy robić też spacery, tu życie wolniej płynie. I jak ktoś tak już da się tak zassać, to z tego chaosu świata zewnętrznego i tych nerwicy i tego wszystkiego, co jest trudne, my tu możemy go tak otulić, Tą sztuką i kulturą.

Marcin Andrzejewski:
Kocyk.

Anna Michalak-Pawłowska:
Tak, to jest ta opowieść o kocyku i być dumni, że to jest w tych przeróżnych niebezpiecznościach naokoło i tym stresie i strachu, to my się staramy, żeby to było miejsce bezpieczne. Osoby czują się bezpiecznie. Ładnie też mówią nasi absolwenci, że jak jest ciężko w życiu, to się biegnie do drożkarni. To się tu wraca. Po różnych trudnych sytuacjach tu się przychodzi do domu. I mamy takie opowieści, że to nie tylko ta architektura budynku, ale atmosfera domu. I to jest to, czego bardzo pilnujemy. to ogólnodostępna kuchnia, czajniki, przeróżne miejsca takie, tutaj np. są zajęcia dla mam z małymi dziećmi, one mają tutaj taki zimowy plac zabawczy, mogą sobie tutaj potem same zostać i tu być, czyli taka przestrzeń, że jeżeli jakieś osoby potrzebują wyjść z domu, to to jest to miejsce, które mają. No, marzymy o tym, żeby jeszcze wrócić do naszej starej doróżkarni, zrobić tam remont i mieć tam jeszcze tak trochę więcej tego takiego ciepełka i kocyków. No i a propos planów, wiesz, to mamy takie plany, żeby wrócić dwie ulice dalej. Teraz modne są takie właśnie sytuacje, bo to nie będzie tanie, więc… Ale o ile 10 lat temu władze samorządowe w ogóle by o tym nie rozmawiały. Powiedziałby mi, że to jest stary budynek i że to jest bez sensu. Tak teraz punktem wyjścia jest to, że to jest historyczny budynek i że tam była historia. A jeżeli mamy takie grupy, bo już je mamy, więc to jest też o wartości. Mamy te nasze grupy senioralne, urokliwe. Mamy tych aktywnych mieszkańców z miejsca aktywności lokalnej, a my nie możemy w tej sali na przykład przekazać tylko na miejsce aktywności, bo tu jeszcze jest dużo różnych innych działań. No i właśnie marzymy, więc możecie trzymać za nas kciuki, bo marzymy o remoncie Starej Doroszkarni, o tym, żeby tam było dedykowane grupom międzypokoleniowym i aktywnym mieszkańcom siekierek. I to jest nasz cel na najbliższe kilka lat, żebyśmy się nie nudzili.

Marcin Andrzejewski:
O to się nie boję. O to się nie boję. Kciuki trzymamy. Aniu, bardzo ci dziękuję za to, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Bo żeście stworzyli to miejsce takim, jakim jest. Nadal nie jestem w stanie wejść, znaczy ogarnąć sobie tej skali, tej skali, wiesz, dziesięć razy, które zrobiliście, a mówisz, że za chwilę będzie kolejne dwadzieścia, parę tysięcy mieszkańców gdzieś obok. No więc życzę powrotu do historycznego miejsca. Wszystkiego co sobie wymarzycie. O kreatywność się nie boję. Bardzo Ci dziękuję za to, że się tą wiedzą z nami podzieliłaś, jak to robić i że się da to robić. Czasami trzeba zrobić reformę, czasami trzeba troszkę pod prąd albo inaczej niż niż wszyscy i że procedura jest ważna, ale że trzeba mieć z tyłu głowy, po co się to wszystko robi. Dziękujemy serdecznie.

Anna Michalak-Pawłowska:
Dziękuję.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

animacja Anna Michalak-Pawłowska architektura Dom Kultury Doroszkarnia edukacja kulturalna eksperyment granty integracja kreatywność marka miejsce aktywności lokalnej młodzież otwartość partnerstwo procesy projekt lokalny reformy rozwój seniorzy Siekierki spółdzielnia kultury społeczność stolica sztuka Warszawa wspólnota współtwórcy wyzwania

Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej