Obejrzyj na YouTube!
Posłuchaj podcastu:
Opis odcinka
Jak wygląda budowanie festiwalu muzyki kameralnej od podstaw po 20 latach przerwy Różnice w marketingu między ugruntowanym Festiwalem Bachowskim a nowo powstałym wydarzeniem Wykorzystywanie narzędzi komunikacji i analizy danych, także z pomocą sztucznej inteligencji Praca z wskaźnikami w projektach kulturalnych oraz wyzwania związane z ich rozliczaniem Rady dla organizatorów, jak mierzyć efekty i rozwijać nowe inicjatywy w kulturze Zapraszamy do oglądania i poznania praktycznych wskazówek dla osób działających w kulturze!
Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
Transkrypcja
Krzysztof Dix:
Nawet jeżeli ten marketing jest dość tak szeroko zakrojony i wielostronny, to jednak cały czas trzeba poszerzać te narzędzia, jakimi się posługujemy, bo dotrzeć do ludzi z informacją o czymś zupełnie nowym nie jest łatwo.
Marcin Andrzejewski:
Krzysztof Dix, cześć. Bardzo dziękujemy za zaproszenie i za to, że możemy się znaleźć tutaj u Was w Świdnicy. Z jednej strony u Was, z drugiej strony jednak nie do końca, bo to nie jest Wasz matecznik tutaj, gdzie się znajdujemy, prawda?
Krzysztof Dix:
Nie jest to matecznik, ale to jest obiekt Świdnickiego Ośrodka Kultury. My mamy dwie siedziby. Siedzibę główną w rynku miasta, gdzie jest sala teatralna, gdzie normalnie są nasze biura. I mamy klub Bolko, w którym obecnie jesteśmy, w którym również jest sala widowiskowa i są różne sale prób, ćwiczeń, sale warsztatowe, więc też jest to jakby nasz pełnoprawny budynek.
Marcin Andrzejewski:
I zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim są te sale, w których Ty robisz te swoje dwa najważniejsze wydarzenia. Bo jesteś odpowiedzialny i dobrym duchem, z tego co wiem, dwóch festiwali. I to nie byle jakich festiwali, prawda?
Krzysztof Dix:
Są to festiwale muzyki klasycznej. Jest to festiwal Bachowski-Świdnica, którego dyrektorem jest Jan Tomasz Adamus. Jan Tomasz Adamus wymyślił ten festiwal 26 lat temu już. Są to dni muzyki kameralnej. które też właśnie z inspiracji Jana Tomasza Adamusa reanimowaliśmy w ubiegłym roku po niemal dwudziestoletniej przerwie.
Marcin Andrzejewski:
I one się odbywają teraz, dobrze pamiętam.
Krzysztof Dix:
Dni Muzyki Kameralnej odbywają się właśnie teraz. Jesteśmy po półmetku. Ostatni koncert będzie 1 lutego, więc jeszcze cztery koncerty przed nami. I one odbywają się tuż obok, to znaczy za ścianą w dużej sali klubu Bolko. Pierwsze trzy koncerty odbywały się w nowym miejscu zupełnie dla nas, to znaczy w barokowym zakątku koło kościoła pokoju.
Marcin Andrzejewski:
Czyli myśmy cię trochę wyrwali z pracy, to przepraszamy.
Krzysztof Dix:
Proszę bardzo, sympatyczne wyrwanie.
Marcin Andrzejewski:
Wiem jakim wirem jest organizacja festiwalu, każdego właściwie, nie ma to znaczenia jaka jest jego tematyka. Powiedziałeś, że to jest coś co wraca, że ten festiwal był i trzeba go było reanimować.
Krzysztof Dix:
Zgadza się, tak. Ostatni raz ten festiwal, ostatnie koncerty odbyły się około 20 lat temu. Po czym wiadomo, z przyczyn różnych finansowych, organizacyjnych on został zawieszony. No ale wpadliśmy właśnie na taki pomysł, żeby jakby odtworzyć go, ponieważ festiwal Bachowski jest wielkim festiwalem, mnóstwo ludzi na niego przyjeżdża, również z całej Polski, z zagranicy, ale chcieliśmy mieć też coś takiego po prostu dla świdniczan w normalnym sezonie. artystycznym w ciągu roku, żeby całe to życie muzyczne klasyczne nie skupiało się w czasie tych dwóch, trzech tygodni na przełomie lipca i sierpnia, tylko żeby to też żyło przez resztę roku.
Marcin Andrzejewski:
To zastanawiam się, jaki dysonans poznawczy, jako człowiek, który też siedzi w marketingu i jest odpowiedzialny za marketing tych dwóch wydarzeń, jaki dysonans poznawczy musi odbywać się w Twojej głowie, bo z jednej strony masz dużą, ugruntowaną rzecz, która wymaga zupełnie innej metodologii, zupełnie innego podejścia. A z drugiej strony tworzycie coś, no nie można powiedzieć od zera, no bo to jednak, jak powiedziałeś, ten festiwal już trwał, ale jest w zupełnie innej skali. Trzeba go odtworzyć, dać mu nowego ducha, tknąć w niego życie. To Excel się zgadza? Dwa osobne narzędzia, dwa osobne podejścia.
Krzysztof Dix:
To są dwa osobne podejścia zupełnie. Jesteśmy w absolutnie radykalnie odmiennej sytuacji w przypadku Dni Muzyki Kameralnej, ponieważ jednak dwudziestoletnia przerwa dla jakiegoś wydarzenia, to jest w zasadzie totalne zapomnienie. Więc to, co my robimy teraz, to jest jakby budowanie tego całkowicie od podstaw, od nowa. Już mało kto pamięta, że były w ogóle kiedykolwiek te dni muzyki kameralnej wcześniej, więc tutaj odbywa się w zasadzie budowanie marki od początku. Na sentymencie nie jesteśmy w stanie bazować. Sentyment jest bardzo ograniczony w tym przypadku. Część osób zapomniało, pewne pokolenie też odeszło, które było bardzo zaangażowane w te poprzednie dni muzyki kameralnej. Więc teraz jesteśmy w sytuacji w zasadzie gruntu zupełnie czystego, na którym możemy wznieść coś nowego, co oczywiście ma wielki potencjał i daje wspaniałe możliwości, ale jest też sporym wyzwaniem. Ponieważ jeśli chodzi o Festiwal Bachowski, to tutaj bazujemy faktycznie już na dużej grupie odbiorców, którzy Przyjadą na ten festiwal w zasadzie niezależnie od tego, co zaproponujemy. Wierzą w nas, że zawsze będą to rzeczy na wysokim poziomie. Dużo i mamy licznych fanów, którzy planują po prostu urlopy już dużo wcześniej, żeby móc przyjechać i uczestniczyć w Festiwalu Bachowskim. Natomiast w Festiwalu Muzyki Kameralnej sytuacja jest Podmienna w dwójnasób, ponieważ raz, że odbywa się to poza sezonem urlopowym, zupełnie w tym okresie jesienno-zimowym, więc raczej z natury jest to rzecz adresowana do mieszkańców Świdnicy. wyłącznie, ponieważ tych przyjezdnych tutaj nie ma dużo. Po drugie, w ogóle musimy przypomnieć i ludziom uświadomić, że coś takiego istnieje. I to jest ta trudność, ponieważ to, że festiwal Bachowski istnieje, to wszystkie osoby, które w Świdnicy jakoś tam interesują się muzyką klasyczną, bądź chcą po prostu jej posłuchać, To jest oczywiste, natomiast my do tych ludzi musimy dotrzeć na nowo z informacją, że Dni Muzyki Kameralnej w ogóle istnieją, odbywają się. Już w ubiegłym roku zauważyłem, że to jest rzecz wcale nieoczywista. Że nawet jeżeli ten marketing jest dość tak szeroko zakrojony i wielostronny, to jednak cały czas trzeba poszerzać te narzędzia, jakimi się posługujemy, bo dotrzeć do ludzi z informacją o czymś zupełnie nowym nie jest łatwo.
Marcin Andrzejewski:
No właśnie. I to jest perspektywa, która nie jest wbrew pozorom unikalna. Wiele ośrodków kultury w całej Polsce, i to chyba bez względu na wielkość i zasięg, startuje z takiej samej pozycji. Ma ten sam problem. Albo wyzwanie, może tak to nazwijmy. To nie jest problem, to jest wyzwanie. Bo wytworzyć coś w głowie osób takich jak ty jest pięknie i cudownie, ale potem trzeba usiąść z tą przyspowiadową czystą kartką i zacząć planować jak zapełnić salę, chociażby. Albo jak zrobić to, żeby wasza praca merytoryczna i artystyczna nie poszła na marne. Więc mnie bardzo interesuje ta perspektywa. Jakżeście zaczęli? Jest podjęta decyzja, że jest reanimacja tego festiwalu. Zgodziliście się zapewne w burzy mózgu, że to był cudowny pomysł. No i teraz ktoś musi zrobić egzekucję tego pomysłu. Ktoś musi to wykonać. Nawet wiem kto. Prawda? Jak się zaczyna od czystej kartki? Jak się zaczyna od początku? No bo od końca ciężko jest zacząć, ale jakby. Jak sobie z tym poradzić? Jakie masz tipy? Gdyby ktoś chciał, wpadł na fantastyczny pomysł i musi przejść tą samą drogę, co ty. Co byś mu radził? Jakieś tipy?
Krzysztof Dix:
Tipy są tutaj najróżniejsze. Część to są pewnie rzeczy, które większość osób pracujących w kulturze ma już rozpoznane. Próbujemy celować w możliwie szerokie spektrum kanałów komunikacji, bo nigdy nie wiadomo kto z jakiego kanału będzie korzystał w zależności. z jaką grupą demograficzną mamy do czynienia itd. Ale naprawdę czasami trzeba pamiętać o najprostszych rzeczach na początek. O tym, że jeżeli robimy plakaty, tudzież jakieś City Lighty na przystankach autobusowych. No to powiedzmy tutaj adresujemy to głównie do osób starszych. Oczywiście nie tylko, bo plakat może zobaczyć każdy. Ale powiedzmy, że dla tej grupy to może być jedyne takie źródło informacji, z którego oni korzystają. I że wtedy na przykład bardzo jest ważne, żeby ten plakat był możliwie jak najbardziej czytelny. Po prostu trzeba pamiętać o tym, żeby font był odpowiedniej wielkości na plakacie i żeby kontrast był taki, żeby to wszystko było możliwie jak najbardziej wyraźne i czytelne. I to jest bardzo istotne. W tym roku zmieniliśmy nieco koncepcję graficzną, nawiązując do tego, co było w ubiegłym roku, żeby zachować ciągłość, wspólność komunikacji wizualnej. Ale właśnie postanowiliśmy pójść w jeszcze większą czytelność komunikatu graficznego i wydaje mi się, że przyniosło to efekt. W sensie, że więcej osób nie tylko to zobaczyło, ale po prostu przeczytało, bo o to chodzi, żeby nie tylko zobaczyć, ale też żeby zaprosić tę osobę, która zobaczy druk na mieście, żeby go przeczytała i zobaczyła, co tam jest, że coś się dzieje. że można przyjść. Czasami trzeba zacząć od tego, żeby informacja była maksymalnie prosta i czytelna.
Marcin Andrzejewski:
Mój wewnętrzny typograf, bo ja przez kilka lat zajmowałem się typografią, dziękuję Ci i uniżenie się kłaniam za to, że użyłeś słowa font, a nie czcionka. Mój osobisty typóg, ale faktycznie tak jest. Krój-krój pisma i liternictwo jest bardzo ważne. Ale dobrze, wspomniałeś o tym, że do różnych grup docelowych, czy do różnych grup także demograficznych, bo tych grup możemy sobie wyznaczyć w zależności od wskaźnika, bardzo wiele. Czy to jest trochę bazowanie na poprzednich doświadczeniach, czy trochę takie wstąpanie po omacku, czy wy to mierzycie na przykład? Jak wybieracie grupy docelowe? No bo wiadomo, że trzeba dotrzeć do wszystkich, no bo to się świetnie sprawdza w sprawozdaniu, że zróbmy kampanię do wszystkich, tylko po pierwsze nie ma na to budżetu, a po drugie jak jest coś do wszystkiego, to wiadomo do czego jest.
Krzysztof Dix:
To jest tak, że staramy się jakoś tam analizować na tyle, ile możemy dane, statystyki, które mamy ze strony internetowej, z metabiznes, czyli Facebooka i Instagrama. Tam czasami są ciekawe rzeczy bardzo w tych statystykach. Często to pomijamy, bo wydaje nam się, że znamy tę naszą publiczność. Widzimy kto przychodzi, ale czasami nie widzimy kto nie przychodzi. To jest ta grupa, do której najbardziej byśmy chcieli dotrzeć. Do tej, która nie przychodzi. A gdzieś tam jest, ponieważ na takim fanpage’u Świdnickiego Ośrodka Kultury, czy Festiwalu Bachowskiego, mamy kilka tysięcy osób. Na każdy koncert nie przychodzi kilka tysięcy osób. Gdzieś tam mamy jakiś ukryty potencjał w tym. I warto tam zajrzeć do tych statystyk i próbować coś z nich wyciągnąć, przeanalizować sobie. Teraz, że tak powiem, są narzędzia w postaci sztucznej inteligencji, na przykład różnego typu, która może nam pomóc przeanalizować takie statystyki, jeżeli to nas przeraża, że widzimy tam jakieś słupki, tam jakiś wiek, ale w zasadzie co to nam mówi, jakie my wnioski z tego możemy wyciągnąć. Widzimy tam, że kobiet w wieku 55 lat jest najwięcej, ale w sumie Jaka to jest dla nas informacja, że jest najwięcej? Co mamy z tym dalej zrobić? Teraz otworzyły się takie możliwości nowe dla analizy. Możemy jakoś w porozumieniu z tymi nowymi narzędziami odkryć właśnie co dalej zrobić z tą informacją, bo to jest wspaniale, że mamy tą jakąś daną, ale pytanie jak wykorzystać. Oczywiście możemy próbować też sami się wkuwać itd. W jaki komunikat do tej grupy można skierować, która ma największy potencjał. W której może być najwięcej osób, które do nas przyjdą.
Marcin Andrzejewski:
Bartek Pucek to jest człowiek, który pochodzi gdzieś tam z sektora biznesu, bardziej jest inwestorem, ale też jest wielkim propagatorem używania sztucznej inteligencji, ale właśnie w takiej formie, o której Ty wspomniałeś ostatnio zapytany. jak sobie radzić z problemami, czy z wyzwaniami na różnym etapie organizacji firmy. W tym przypadku może być festiwal, no bo to są dość tożsame rzeczy. I on odpowiedział bardzo prosto. Dwie rzeczy. Sztuczna inteligencja i dwie ręce. Jak nie wiesz, co zrobić, zapytaj sztucznej inteligencji. Jak ona ci powie, co zrobić, bierz dwie swoje ręce i zacznij to robić. Jak znowuż nie wiesz, co zrobić, powtórz proces. I to jest fantastyczne to, co wybrzmiało u ciebie, że mamy te dane i umówmy się, nikt z nas najczęściej nie jest specjalistą, analitykiem. Oczywiście takie podstawowe wskaźniki, no jesteśmy w stanie nawet na tak zwany chłopski rozum podejść do tego w mniej lub bardziej zrozumiały sposób i spróbować sobie coś z tym zrobić. ale sztuczna inteligencja jako narzędzie faktycznie może fantastycznie nam to podsumować i odpowiedzieć, czy podsumować nam to wszystko w normalnym języku, w ludzkim języku. Dostaniesz trzy zdania syntezy, które zrozumiesz, a nie 14 różnych wykresów. Zależności między nimi mogą być trudne do wyłapania przez kogoś, kto, no umówmy się, nie zawsze mamy taką komfortową sytuację, jak chociażby u Was, że jest kilka osób, które pracują, zawsze można się kogoś spytać. Są różne specjalizacje. Wiesz dobrze, jak wygląda sytuacja w wielu ośrodkach kultury. Nieraz jest tak, że taki ośrodek składa się z półtorej etatu. Gdzie jest kierownik, księgowa, specjalista od marketingu, dział artystyczny i jeszcze wykonawczy. ale złapmy się tej sztucznej inteligencji, nie demonizując, ani też nie będąc jakoś hura optymistycznym, no bo to jest narzędzie jak każde, ale o górnej mocy.
Krzysztof Dix:
Ona ma mnóstwo wad i w wielu rzeczach może bardziej przeszkodzić niż pomóc. Natomiast wydaje mi się, że wtedy kiedy jej dajemy takie jakby Dość proste zadania w tym sensie, że jakiś zespół danych do analizy, co dla nas jest trudne, ale ona jest właśnie w tym wyspecjalizowana, to jest taka czynność dla niej bardziej mechaniczna niż gdy ona ma tam zacząć coś tworzyć i wtedy czasami błądzi. różne dziwne rejony, ale kiedy ma taką rzecz bardziej z tego porządku matematyki, statystyki, to ona może być bardzo pomocna. Może po prostu naświetlić różne zjawiska, problemy, rozwiązania i wtedy co my z tym zrobimy dalej, to już od nas zależy.
Marcin Andrzejewski:
W dwie ręce.
Krzysztof Dix:
W dwie ręce, tak. Trzeba używać, ale trzeba używać krytycznie. w takim zakresie, który nie sprawi, że ona ma coś stworzyć za nas. Może, ale wtedy warto jeszcze bardziej krytycznie się temu przyjrzeć, co ona stworzyła. Natomiast jako takie narzędzie na tym etapie wstępnym przygotowań, to ona się sprawdza chyba całkiem nieźle. Ona nam dostarcza pewnego materiału, który my już dalej, że tak powiem, z tą naszą naturalną inteligencją przetwarzamy.
Marcin Andrzejewski:
Czynnik białkowy, jednak musi. Man in the loop to się nazywa.
Krzysztof Dix:
Wydaje mi się to bardziej odpowiedzialne i bezpieczne. Mówi się dużo o tym, że przestaje halucynować, że te kolejne modele są coraz lepsze, ale czasami jak jej zadam, Z ciekawości, żeby ją sprawdzić różne pytania, to potrafi dalej popłynąć tak, tworzyć jakieś niestworzone rzeczy, cytaty, opowieści. Ostatnio właśnie przy okazji koncertu niedzielnego, który mieliśmy, Poprosiłem ją, żeby wyszukała mi jakieś ciekawe cytaty z prac muzykologicznych pisarzy o kwartecie Schumann. Ona zmyślała tam nieistniejących muzykologów, cytaty, które są cytatami z niczego, bo nigdy nie powstały. Powstały w momencie, kiedy ona je wygenerowała. Czasami nawet w takich sytuacjach, kiedy wydaje się, że zadaje się już bardzo sprecyzowane, konkretne pytanie, Znalazłem jakiś cytat, ale chcę mieć potwierdzenie skąd jest ten cytat tak naprawdę, bo powiedzmy nie ma źródła przepisu w tekście, który czytałem. Jest to cytat z listu Mendelssohna. Wskaż mi z jakiego listu Mendelssohna jest to cytat. I ona odpowiada. Jest to cytat z listu do przyjaciela Antona Zeiglera z 1 marca 1804. że ona też. Ona też zmyśla. Wszystko to brzmi tak wiarygodnie. I ona to z taką pewnością siebie wszystko wygłasza, że można jej uwierzyć. Tylko później się okazuje, że ten Mendelssohn miał 10 lat, jak pisał ten list, albo tam w ogóle nie było takiego przyjaciela. Taka osoba istniała, ale nie była związana z Mendelssohn. Ona dużo dalej tworzy rzeczy niestworzonych. Na tym poziomie nasze podejście do niej musi być niezwykle ostrożne, krytyczne i trzeba po niej wszystko sprawdzać. Niestety. Ten double checking się musi tutaj odbywać, jeśli nie chcemy zaliczyć jakiejś takiej spektakularnej właśnie wpadki merytorycznej. Natomiast kiedy właśnie daje jej się zespół danych i prosi o sugestie, z którymi my dalej możemy coś zrobić sami, no to uważam, że to jest bardzo, bardzo przydatne narzędzie naszej pracy.
Marcin Andrzejewski:
Tak, tak, tak. No to może ułatwić i może właśnie otworzyć trochę większe perspektywy dla takich małych ośrodków. Bo ona jest, umówmy się, dość dostępna ekonomicznie. Oczywiście nie mówimy tutaj o wielkich pakietach i jakichś ogromnych narzędziach, ale też nie ma co ukrywać, że jeżeli ktoś jest z małego ośrodka i boryka się tutaj z problemami i budżetowymi, i logistycznymi, to też nie będzie raczej wykorzystywał nie wiadomo jakich zasobów. Ale to może być przewaga, jak to się mówi w biznesie, konkurencyjna. Ja uważam, że To jest narzędzie. To jest jak młotek. Można próbować robić ciesielskie zastrzały i budować most bez użycia gwoździ. Można. Jak jesteś specjalistą to da się to zrobić. Tylko z gwoździem i młotkiem zrobisz to szybciej. A most jest taki sam. Pod warunkiem, że się znasz oczywiście na budowaniu mostu. Ja to trochę porównuję do sytuacji, kiedy przyjmujesz osobę na przyuczenie, staż, czy kogoś, kto wchodzi dopiero do organizacji. Też musisz mu poświęcić bardzo dużo czasu na zadanie, pytanie, czytaj, napisanie prompta. I też musi być double checking, bo ta osoba nie dlatego, że nie chce, tylko że po prostu bardzo często jeszcze nie wie i nie zna kontekstu. Te odpowiedzi mogą być nie do końca precyzyjne. A jednak szybkość odpowiedzi w stosunku do stażysty i sztucznej inteligencji jest trochę inna.
Krzysztof Dix:
No tak i właśnie myślę, że to jest takie narzędzie w przypadku, gdy często jesteśmy bardzo samotni w tej pracy naszej i nie mamy jakby blisko siebie kogoś, z kim się możemy skonsultować. Konsultujmy się właśnie tak jak możemy, czyli ze sztuczną inteligencją. Wykorzystywanie tych bezpłatnych pakietów, myślę, na takie nasze potrzeby jest ok. Mam jakieś porównanie, bo na chwilę poczyniłem inwestycje sam dla siebie, żeby wykupić tę wersję płatną. No ale powiedzmy później z tego zrezygnowałem już i w zasadzie radzę sobie. Za pomocą tych wersji próbnych, darmowych i tak dalej. Teraz tych modeli jest tyle, można się tam pomiędzy nimi przełączać, zmieniać. Jak nie jesteśmy pewni tego co mówi jeden, to możemy też od razu sprawdzić. Co powie drugi? Jak powiedzą dwie zupełnie różne rzeczy, to wtedy możemy się też zastanawiać, co z tym zrobić, z czego to wynika i możemy w takim razie się odnieść dalej do tego, bo tych modeli przybywa, jest ich coraz więcej i czasami naprawdę Odpowiedzi potrafią być takie rozbieżne, co też pokazuje nam, Zależy na jakim zespole danych ona tam była tronowana. To też nam ukazuje, że sztuczna inteligencja nie jest wyrocznią. Niestety widzę często takie podejście, że ludzie używają tego jak wyszukiwarki się używa. Zamiast pisać w wyszukiwarkę i sobie tam znaleźć odpowiedź w źródle, to od razu w sztuczną inteligencję wpiszę, bo będzie szybciej. Będę wchodził na stronę głosu, żeby coś sprawdzić, jak sztuczna inteligencja od razu mi to sprawdzi, podsumuje, napisze streszczenie i wszystko będę wiedział w pięciu zdaniach. Ale ona czasami nie sprawdzi na stronie GUS-u, tutaj sobie coś doda, tutaj przekłamie. Ta mnogość modeli jest dla nas dobra z tego względu, że nam obdarza też słabości sztucznej inteligencji, na które powinniśmy być uwrażliwieni, czujni.
Marcin Andrzejewski:
No tak. Czyli właściwie wypadałoby tak ten nasz wątek o sztucznej inteligencji trochę tak podsumować, że z jednej strony to są cudowne ręce do pracy, niekoniecznie kreatywnej, tylko tej takiej odtwórczej, albo żmudnej, albo analitycznej. I to może być game changer dla ośrodków, które borykają się chociażby z problemem zatrudnienia, czy braku etatów. Bo to jest dość powszechne, bez względu na skalę i wielkość ośrodka. Ale też warto wspomnieć o kwestiach bezpieczeństwa, bo nawet jeżeli ten model bezpłatny możesz sobie wyklikać i zalogować się z komputera firmowego, to po pierwsze warto to zrobić zawsze z porozumieniem z działem IT, jeżeli taki dział jest, albo z kimś kto za to odpowiada. Dwa, to moi znajomi specjaliści od zabezpieczeń i od bezpieczeństwa Zaraz by mnie zrugali, gdybym tego nie powiedział i mówię to przy każdej okazji, żeby nie wrzucać tam dokumentów z danymi wrażliwymi, umów i tak dalej. Bardzo często jest tak, że ktoś już rozpędzony, ktoś korzystający z tego narzędzia w codziennej pracy bierze starą umowę, wrzuca tam i mówi to WGN robi mi teraz nową. No i tam te wszystkie dane wrażliwe z tej starej umowy wpadają nie wiadomo gdzie, a umówmy się, jak coś wyślemy do internetu, to tracimy nad tym kontrolę, a nie można tego robić. Przestrzegam i uczulam, że z głową, ale tak, to jest piękne narzędzie. W ogóle zrobiliśmy cudowny bypass. Przeszliśmy od festiwalu Bachowskiego i muzyki kameralnej do sztucznej inteligencji.
Krzysztof Dix:
Bardzo płynnie.
Marcin Andrzejewski:
Cudownie. Bardzo ciekawe, nie spodziewałem się szczerze mówiąc, że aż tak popłyniemy. Mamy dane, mamy zrobiony festiwal, mamy wykorzystane nowoczesne technologie, mamy różne grupy docelowe, zaczynamy robić marketing, no i przychodzi dzień zero, czyli festiwal, no i przychodzi ileś osób. przychodzi taka, a nie inna grupa docelowa, przychodzą takie, a nie inne osoby, co się często rozmija z waszymi założeniami, jak wygląda potem ewaluacja, jak wygląda potem praca nad tym, nad analizą tego, co się stało, no bo festiwal nie kończy się w momencie, kiedy wybrzmi ostatni dźwięk, w tym przypadku, pomijając ogrom twojej pracy administracyjno-księgowej, który stoi za tym, żeby rozliczyć taki festiwal, no bo to są też ogromne, ogromne nakłady czasowe. Zdajemy sobie wszyscy z tego sprawę. Ale tak od strony tej marketingowej. Co potem? Jak zrobić to, żeby wykorzystać dane festiwalu, który jest obecnie, do tego, żeby następny był lepszy, bo przecież na tym wszystkim nam zależy.
Krzysztof Dix:
Tak i po poprzednim festiwalu mieliśmy liczne refleksje, to znaczy właśnie jak jeszcze celniej dotrzeć z tym komunikatem o tej zupełnie nowej rzeczy, która pojawiła się w filmicy do szerszej grupy. Bo tak jak wspominałem już, okazało się to dużym wyzwaniem. Okazało się, że bazowanie na takim sentymencie do festiwalu Bachowskiego, Ono nie wystarczyło. Myśleliśmy, że uruchomi się te kanały festiwalu Bachowskiego, w tym się też trochę podpromuje te dni muzyki kameralne i to, że po prostu wszyscy, którzy przychodzą na festiwal Bachowski, to nam po prostu automatycznie przyjdą też Na tej muzyki kameralnej mówię oczywiście o tej grupie melomanów świdnickich, nie mówię o tych, którzy przyjeżdżają na Festiwal Bachowski gdzieś tam z daleka. Ale nie, bo też jest jakoś tak, że te media społecznościowe na przykład Festiwalu Bachowskiego, ożywają i ten algorytm zaczyna pracować właśnie jakoś w tym okresie wiosenno-letnim. Jakoś tak przez lata chyba po prostu zawsze wtedy te media były najbardziej aktywne. To jakoś tak się temu algorytmowi też być może utrwaliło. Nie znamy tajemnic algorytmu, możemy się sobie nad tym domyślać. No ale sobie stworzyłem taką właśnie teorię własną, że przez to, że on najintensywniej pracuje w tym okresie wiosenno-letnim, to już kiedy zadało mu się jakieś nowe zadania w okresie jesienno-zimowym, to już nie pracował z tą samą wydajnością, że tak powiem. Tutaj byliśmy skazani przy pierwszej edycji na taką metodę prób i błędów. To okazał się jednak ślepy zaułek, że to bazowanie tylko na marce festiwalu Bachowskiego, które jest znane, wyniesiemy te dni muzyki kameralnej, to średnio się udało ostatecznie. W tym roku prawie z tego zrezygnowaliśmy. I mamy paradoksalnie dużo lepsze wyniki. Skupiliśmy się już po prostu na budowaniu tych dni muzyki kameralnej, zupełnie w oderwaniu od festiwalu. Bachowskiego. Nie robimy tych już połączeń. Też w ogóle mieliśmy taki pomysł, żeby oddzielić to również bardzo mocno graficznie. Żeby ta identyfikacja wizualna była zupełnie odmienna od tej, która kojarzona jest z Festiwalem Bachowskim. Właśnie sprawy typograficzne są zupełnie inaczej potraktowane, różne rozwiązania. W przypadku festiwalu Bachowskiego pozwalamy sobie na trochę więcej. Jako, że to jest już marka znana i wiemy, że ci ludzie gdzieś z nami zawsze są, to też tam wiele rzeczy traktujemy bardziej eksperymentalnie. Na przykład w tym roku mieliśmy taki program, Gdzie to był pomysł właśnie dyrektora artystycznego. Robimy wszystko małymi literami. Jedynym znakiem interpunkcyjnym, jakiego używamy, to jest kropka środkowa. Jakby wszystko jest pisane ciągiem. Nazwiska kompozytorów, nazwy utworów i tak dalej, i tak dalej. Ale to jest powiedzmy coś takiego, na co możemy sobie pozwolić w przypadku dużego festiwalu, a nie w przypadku festiwalu, gdzie próbujemy dopiero zbudować publiczność i gdzie ona musi właśnie dostać komunikat niezwykle czytelny i klarowny. Więc tutaj robimy wszystko bardzo klasycznie. Żeby absolutnie nikt nie miał wątpliwości co jest nazwiskiem wykonawcy, a co jest nazwiskiem kompozytora, a co jest tytułem. utworu, więc też stosujemy tego rodzaju zabiegi, że tak powiem, artystyczno-typograficzne. Zresztą współpracując z tym samym wspaniałym grafikiem Jackiem Zygmuntem, który jest też właśnie niezwykle jakby elastyczną taką osobą i potrafi zaproponować coś wspaniałego właśnie w dwóch bardzo różnych
Marcin Andrzejewski:
Dajecie sobie przestrzeń też na to, żeby ten festiwal od razu za pierwszym razem nie był w stu procentach idealny. Wszyscy jesteśmy świadomi, że jak tworzysz coś nowego, to pierwsza iteracja nie jest będzie trudna, bo trzeba wyciągnąć to z niebytu, ale nie masz też o co ukrywać i łudzić, że to będzie spełnienie wszystkich marzeń.
Krzysztof Dix:
idealna.
Marcin Andrzejewski:
Stąd jakby to, o czym wspomniałeś wcześniej, czyli sprawdzanie, ewaluacja, że jedno narzędzie zagrało, drugie nie zagrało, więc trzeba było podjąć trochę inną decyzję, bo to jest też komfort, to daje też pewien komfort, że wiesz, że możesz zrobić pewien krok przy tym pierwszym festiwalu, czy drugim, czy trzecim, ale ten krok nie musi być bardzo ekstremalny. Jakiś taki, że na samym końcu od razu musi być wielka nagroda. To też jest myślenie strategiczne. Jak w ogóle do tego podchodzicie? Jaki był zamysł, jeżeli chodzi o ten aspekt, kiedy tworzyliście pomysł, żeby wrócić z festiwalem muzyki kameralnej?
Krzysztof Dix:
Oczywiście wszyscy jesteśmy tutaj ofiarą żelaznego uścisku wskaźników ministerialnych. Udało nam się po prostu pozyskać środki z programu Muzyka na Dni Muzyki Kameralnej właśnie na te reanimacje. Dostaliśmy grant trzyletni. No i od razu stajemy się takimi właśnie zakładnikami, więc tej przestrzeni, że tak powiem, na błąd mamy bardzo niewiele, więc od razu musimy robić wszystko tak. Tak, zawsze chcemy robić jak najlepiej, wiadomo. Bez tego byśmy w ogóle nie zaczynali. Bez tej myśli, że chcemy zrobić tyle, ile jest w naszej mocy. Raz, że publiczności zaoferować najlepszą możliwą ofertę. Jeśli chodzi o jakość artystyczną, a po drugie właśnie żeby z drugiej strony ci ludzie byli i się mogli cieszyć tą ofertą i muzycy byli szczęśliwi, że jest publiczność na ich koncertach. To jest jakby rzecz oczywista. Jesteśmy oczywiście bardzo szczęśliwi. że udało nam się pozyskać środki na tę reanimację, ponieważ to też nie było oczywiste, bo często właśnie środki dostają już wydarzenia o jakiejś renomie, o jakimś prestiżu, a tutaj myśmy wyszli z powołaniem czegoś takiego, zupełnie nowego i w sumie było dla nas zaskoczeniem pozytywnym oczywiście, że te środki udało się zdobyć za pierwszym podejściem.
Marcin Andrzejewski:
Warto się starać.
Krzysztof Dix:
Warto, zawsze warto się starać. Nigdy, naprawdę. To jest już inna kwestia, że warto się starać, bo nigdy nie wiadomo, czy nie zostaniemy docenieni z naszym Pomysłem. Bo właśnie czasami to może być pomysł zupełnie jakiś nowy, który nam przyszedł do głowy. Nigdy tego nie robiliśmy, a on ma potencjał i ten potencjał zostanie dostrzeżony po prostu przez ekspertów, którzy oceniają te nasze wnioski. Więc tak jak najbardziej. Wtedy od razu stajemy w obliczu tego, że jest przed nami ileś tam dodatkowych obowiązków i takich obciążeń, które wiszą nad nami po prostu. Czasami jak ten miecz. Trzeba się z nimi zmierzyć, jest to zawsze dodatkowa jakaś motywacja, żeby zrobić co w naszej mocy, żeby wszystko się udało. No ale to wiadomo, że to nie jest możliwe, bo nigdy nie. Kiedy robimy coś od początku, nie mamy takiej bazy jak w przypadku projektów, które realizujemy od wielu lat, że wiemy jaka jest publiczność, że wiemy już z obserwacji po prostu. Kto przychodzi? Ile osób przychodzi? Jakiej frekwencji się możemy spodziewać? Tutaj wszystko trzeba było jakby szacować na podstawie nie wiadomo czego. Te wszystkie wskaźniki, które myśmy podawali, były wskaźnikami takimi, które jakby wynikały z takiej obserwacji, z badań festiwalu bachowskiego realizowanych przez Uniwersytet Śląski, gdzie tam wyszło, że około 30% to są świdniczanie, którzy uczestniczą W festiwalu bachowskim 70% to są osoby z zewnątrz, więc tak myśleliśmy, że jak 30% no to może tak weźmiemy 20% z tej liczby słuchaczy festiwalu, no to to będzie taka właśnie liczba tych osób, które przyjdą na Dni Muzyki Kamerajnej. się tego nie zorganizuje, nie zobaczy, jak to jest naprawdę, to człowiek nie będzie wiedział. Nie ma sposobu. Nie postawimy sobie tarota, ani sztuczna inteligencja nam tego też nie wywróży.
Marcin Andrzejewski:
Ona wywróży, tylko nie wolno w to wierzyć.
Krzysztof Dix:
Tak, wtedy dostaniemy odpowiedzi. Myślę, że każdą jaką zechcemy, taką odtrzymamy. Jedna nam powie, że 100 osób przyjdzie, druga, że 200, a trzecia, że 300. Pełni optymizmu wybierzemy sobie odpowiedź, że na pewno 300 osób będzie na każdym z koncertów. Później będziemy się z tego rozliczać. To jest właśnie trudność organizowania czegoś pierwszy raz. Dużo rzeczy na etapie pisania wniosków pozostaje tylko na etapie domysłów, bo nie mamy żadnej wiarygodnej bazy danych, do której możemy się w tym momencie odnieść.
Marcin Andrzejewski:
To na koniec się zapytam właśnie o ten aspekt wskaźników, ale właśnie przez pryzmat wniosków. No bo kultura takim podejściem projektowym stoi. Mamy podejście projektowe, więc mamy też jakby efekty, które trzeba dowieść, rozliczyć. Bardzo często właśnie w projektach wskaźniki są jedną z kluczowych rzeczy, z nich jesteśmy rozliczani później po wykonaniu zadania. Jak sobie radzić, na pewno macie doświadczenie, jak sobie radzić z pisaniem tych wskaźników, żeby one z jednej strony były smart, czyli łatwomierzalne, łatwodefiniowalne i tak dalej i wyglądały z perspektywy osoby, która ocenia te wnioski wiarygodnie, a z drugiej strony nie zamknąć się albo nie zrobić sobie tego miecza bezpośrednio nad własną głową samemu. Bo papier zniesie wszystko na etapie pisania wniosku, a potem okazuje się, że zapisałeś 6 tysięcy osób, które muszą uczestniczyć w festiwalu w sali na 300 osób. Więc pytanie jest takie, czy macie jakieś pozytywne doświadczenia w pracy ze wskaźnikami? Jak sobie z tym poradzić, żeby nie były one problemem, a jednocześnie były wiarygodne?
Krzysztof Dix:
Najłatwiej tę wiarygodność jest osiągnąć wówczas, kiedy, tak jak mówiłem, coś robiliśmy już ileś razy. Bo to nam daje już solidną porcję wiedzy o tym, jakie realnie są te wskaźniki, z jakimi my faktycznie liczbami mamy do czynienia. Na festiwalu bachowskim stworzenie wiarogodnego wskaźnika,
Marcin Andrzejewski:
z
Krzysztof Dix:
którego na pewno nie będziemy mieli problemu rozliczyć, to jest rzecz prosta. Wiadomo, że prowadzimy statystyki od wielu lat i po prostu wiemy ile co roku osób przyjeżdża na festiwal. Można zawsze sobie założyć bezpiecznie trochę mniej tych osób, bo powiedzmy może coś wpłynąć. Fatalna pogoda będzie pod koniec lipca i część osób zrezygnuje z przyjazdu, bo stwierdzi, że taki pobyt dwa tygodnie w Świnicy w deszczu to nie jest dla nich jednak aż tak atrakcyjny, nawet mimo tych wspaniałych koncertów, które się odbywają. Dlatego lepiej bezpiecznie sobie wtedy założyć mniej. to dalej mieści się w widełkach wiarygodności tego, czego my się naprawdę możemy spodziewać. Jeżeli jesteśmy w stanie zaplanować z wyprzedzaniem, czy artystów, jakie zespoły będą i tak dalej, to też nie ma problemu wtedy z podaniem wskaźnika. Problem jest taki, że dopóki nie dostaniemy grantu ministerialnego, to też nie wiemy, czy na pewno będziemy mogli zaprosić niektórych muzyków. To jest problem, ale nie zależy jeszcze gran w jakiej wysokości dostaniemy. Piszemy te wnioski na jakąś określoną kwotę i ten budżet honorariów artystycznych dopasowujemy do tego, ale może się i do tego też dopasowujemy wskaźnik. Później możemy dostać na przykład połowę tej kwoty, ale to na etapie aktualizacji da się jeszcze skorygować tak, żeby wskaźnik zgadzał się z rzeczywistością, którą przewidujemy, że zaistnieje, jeżeli jakiś kataklizm nie nastąpi. Wskaźniki są o wiele bardziej problematyczne w momencie, jeżeli coś budujemy od podstaw. Mamy jakiś wspaniały pomysł, którym chcemy się podzielić ze światem, piszemy ten wniosek, że Anusz może komuś on tam w tej dalekiej Warszawie się spodoba i jakby będziemy mieli środki na jego realizację. Oczywiście, jeżeli mieliśmy też podobne, nie takie same, ale podobne działania w przeszłości, no to też mamy jakby jakieś dane, do których się możemy odwołać i po prostu oszacować wiarygodnie, jakie te wskaźniki mogą być. Sytuacja najtrudniejsza, jaka może nas spotkać, to jest taka, kiedy robimy coś faktycznie takiego, czego nigdy Nigdy nie robiliśmy, nie wiemy jaka będzie reakcja ludzi, jak wydarzenie będzie się przyjmowało, jak nam się uda dotrzeć szeroko z informacją, czy nam się uda, czy się nie uda, bo jest to równanie z wieloma niewiadomymi. Nie ma jednej niewiadomej, tylko jest całe mnóstwo niewiadomych. A wiadomo, że im więcej niewiadomych, tym równanie. Ciekawsze, tak. To są już takie niewiadome, które są związane z przyszłością, więc jeżeli nam wróżka nie wywróży, to jesteśmy w dość trudnej sytuacji. Co mogę sugerować w takiej sytuacji to naprawdę zachować daleko idącą ostrożność i nie myśleć, że my tym wskaźnikiem wysokim we wniosku wpisanym zaimponujemy komuś. Lepiej się skupić na tym czym możemy zaimponować w tej warstwie merytorycznej opisu naszego projektu, tego czemu chcemy coś robić, dla kogo i po co. A być bardziej powściągliwym, jeśli chodzi o tabelkę z wskaźnikami i nie szaleć z tymi grupami.
Marcin Andrzejewski:
I to jest cenna rada. I z tym zostawmy naszych widzów i słuchaczy. Krzysiek, ja ci bardzo dziękuję. Życzę ci, żeby wskaźniki zawsze zgadzały się z rzeczywistością. Żeby Festiwal Machowski rósł w siłę i Świdnice sławił poza granicami także. No i trzymam kciuki za Festiwal Muzyki Kameralnej. Niech on Niech on rośnie, niech on trwa.
Krzysztof Dix:
Postępy widzimy, więc jesteśmy pełni optymizmu.
Marcin Andrzejewski:
Fantastycznie, że się rozkręca i żeście go reanimowali, bo to jest też zawsze coś, co grzeje mi sercem.
Krzysztof Dix:
To jest rzecz, moim zdaniem, cenna w tym kontekście, że w naszej branży kulturalnej wiele rzeczy się zwija. Nikt nie. Wiele festiwalów. Nagle brakuje środków właśnie i przestają istnieć. A u nas na szczęście nic się nie zwinęło, a wręcz właśnie się rozwinęło coś, co było i zniknęło. Więc to wydaje mi się cenne i takie optymistyczne bardzo.
Marcin Andrzejewski:
Świdnica, optymistyczne miasto, gdzie wszystko rozkwita. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Dzięki wielkie.
Krzysztof Dix:
Dziękuję bardzo.