Kultura to pułapka – Bożena Kuźma

W tej rozmowie Bożena Kuźma i Marcin Andrzejewski odkrywają kulisy funkcjonowania Świdnickiego Ośrodka Kultury oraz zdradzają, jak budować silną markę miasta przez kulturę.
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Kultura to pułapka – Bożena Kuźma

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

Opis odcinka

Poznaj praktyczne i inspirujące rozwiązania działań kulturalnych prosto ze Świdnicy. W odcinku: Jak zaangażować całe miasto w organizację wydarzenia kulturalnego Po co kultura konkuruje dziś nie tylko z innymi ośrodkami, ale też z czasem i mediami społecznościowymi Znaczenie współpracy, otwartości i dialogu z mieszkańcami w tworzeniu oferty kulturalnej Współpraca z instytucjami oraz organizacja wydarzeń z udziałem osób wykluczonych i niepełnosprawnych Dlaczego szacunek, relacje i autentyczna chęć rozmowy są kluczowe dla sukcesu instytucji kultury

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

Transkrypcja

Bożena Kuźma:
Rynek, miasto wypełnione ludźmi, którzy malują. I podchodzili ludzie, podawali im wodę, zaglądali, interesowali się kim są, co tutaj robią. I teraz jesteśmy jednym z ważniejszych festiwali. Ale poczekaj, poczekaj, poczekaj.

Marcin Andrzejewski:
Takich rzeczy się nie robi samemu.

Bożena Kuźma:
Ale ma zespół, ma nas, całe miasto. Słuchaj, wszystkie kawiarnie i restauracje krzyczą przyjdźcie do nas.

Marcin Andrzejewski:
Jak się to robi? Przecież tu ludzie czekają na odpowiedź.

Bożena Kuźma:
Chodzi się. Dzień dobry. Przygotowujemy taki festiwal.

Marcin Andrzejewski:
Bożena Kuźma, dyrektorka miejsca, w którym się teraz znajdujemy. Jednego z kilku miejsc właściwie, bo wy tak rozczłonkowaną trochę jesteście instytucją kultury w Świdnicy.

Bożena Kuźma:
Znajdujemy się w klubie Bolko, który jest drugą siedzibą Świdnickiego Ośrodka Kultury. Mamy galerię fotografii. Ja uważam, że najpiękniejszą w Polsce.

Marcin Andrzejewski:
Byłem, potwierdzam.

Bożena Kuźma:
No i Świdnicki Ośrodek Kultury, popularnie zwany teatrem, bo tam do 1952 roku był teatr profesjonalny. A dyrektor Marciniak, który był dyrektorem w 1970 roku, postanowił, żeby Ośrodek Kultury, który błądził po mieście, po okolicach, żeby miał siedzibę. I wypatrzył właśnie teatr i pomyślał sobie, jest piękna szala, będzie to cudowny ośrodek i zgadzam się.

Marcin Andrzejewski:
Szlind jest oryginalny?

Bożena Kuźma:
Nie. Ale teraz jest napis, bo nie było teatr, mimo że ja już tyle lat pracuję w Świdnickim Ośrodku Kultury i cały czas mówię, że pracuję w Ośrodku Kultury i ludzie nie za bardzo kojarzą, a jak mówię, że w teatrze, a w teatrze, to tak, to wiemy.

Marcin Andrzejewski:
Jesteście miastem bez teatru, w którym jest teatr i każdy zna ten teatr.

Bożena Kuźma:
Tak, tak, tak. I dlatego ta nazwa się utrwaliła. I moja koleżanka z pracy, Halinka Szymańska, chciała walczyć. Cały czas walczy przez 35 lat, żeby uświadomić ludziom, że to jest Świdnicki Ośrodek Kultury. A ja mówię, Halinka, po co? Ważne, że przychodzą do nas i wiedzą, gdzie jesteś.

Marcin Andrzejewski:
Ona jest sercem za teatrem.

Bożena Kuźma:
Jest. Da się pokroić za ten teatr. Naprawdę. Tylko walczy, bo chce, żeby wiedziano, że to jest Świdnicki Ośrodek Kultury.

Marcin Andrzejewski:
Za społeczeństwem i z siłą przyzwyczajenia to się czasami nie wygra.

Bożena Kuźma:
No nie wygra się i dlatego ja się też poddałam.

Marcin Andrzejewski:
Ale przychodzą.

Bożena Kuźma:
Bardzo przychodzą. Bardzo przychodzą. Naprawdę jestem dumna, że mamy tylu wspaniałych widzów, którzy nas odwiedzają i przychodzą na nasze wydarzenia kulturalne. Bywało tak, że jeszcze przed pandemią organizowaliśmy, współorganizowaliśmy około 600 wydarzeń w ciągu roku. To wyobraź sobie, ile to było. Wiesz, to tak dwadziennie się mówi, ale to trzeba posprzątać, przewietrzyć salę, przygotować. Ale daliśmy radę. Naprawdę. To był cudowny czas. Pędziliśmy tak do przodu i pani prezydent sama mówiła do nas, bo ja wtedy byłam zastępcą dyrektora, Ania Rudnicka była dyrektorem, mówi, dziewczyny, gdzie wy biegniecie? Po co? A ja nie wiem, my czułyśmy, że jest to ten moment i ludzie jak przychodzą, to jest nowa energia. Jak robisz, przygotowujesz ileś tam czasu wydarzenie kulturalne, otwierasz drzwi albo sprzedajesz bilety, patrzysz się, wszystkie bilety wyprzedamy. I o to chodzi w tym wszystkim. I taka nowa energia, taka siła. Mimo, że jest człowiek zmęczony, ale jak widzisz, że jest efekt, to się chce.

Marcin Andrzejewski:
No to takie wypuszczenie z własnego dziecka, nie?

Bożena Kuźma:
Tak, tak, tak, wiesz. I dlatego mówię, kultura to jest pułapka, bo się chce więcej i więcej i więcej uzależnia. Właśnie pomyślałam sobie, że chyba weźmiemy takie hasło kultura uzależnia. Tylko może być źle zrozumiane, bo oczywiście zaraz pewnie hejt się pojawi, dlaczego uzależnia i będą przykłady.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz co, mój wieloletni znajomy, którego nigdy w życiu nie poznałem, jeden z ciekawszych ilustratorów w Polsce, Paweł Jońca, który robi świetne ilustracje, chociażby do przekroju, powiedział kiedyś, wiesz co, małe pieski szczekają najgłośniej.

Bożena Kuźma:
Masz rację.

Marcin Andrzejewski:
On ma rację.

Bożena Kuźma:
Tak, on ma rację, że powiem Ci tak, tak jak wczoraj rozmawialiśmy, bo chcieliśmy się poznać i tak porozmawiać chwilę, tak jak powiedziałam, wiesz, ja nie hejtuję i nie czytam hejtu. Hejtują osoby, które mają problem. Ja, jeżeli mam problem, to idę do danej osoby, do danej instytucji i rozmawiam. Bo podstawą jest rozmowa. Ale ja nie piszę, ja nie krzyczę, bo po co? Idę i załatwiam problem. Tak samo jak nie zazdroszczę, nie ma we mnie zawiści. Na przykład nie konkuruję, bo uważam, że to jest głupie. Jeżeli zdrowa konkurencja jest, jest wszystko w porządku. Ale jeżeli jest chora, to nie ze mną, ja wysiadam.

Marcin Andrzejewski:
Konkurencja jest rozwijającą, bardzo stymulującą.

Bożena Kuźma:
Bardzo. I na przykład tak, ale ja widzę jak inne jednostki kultury przygotowują wydarzenie. Przychodzę i mówię wow. I potrafię już podejść i powiedzieć gratuluję, gratuluję. Ale już z tyłu głowy mam, aha wy zrobiliście tak. To ja muszę coś innego pomyśleć, żeby było jeszcze ciekawiej. Ale to jest zdrowe. Dla mnie to jest zdrowe. I dlatego u nas są trzy instytucje kultury. Miejska Biblioteka Publiczna, Muzeum Dawnego Kupiectwa i Świdnickie Ośrodki Kultury. I bardzo się wspieramy. I tak powinno być. Jedziemy na jednym wózku.

Marcin Andrzejewski:
No tak, ale kiedyś jeszcze można by powiedzieć, że konkurujecie o widza.

Bożena Kuźma:
Kiedyś,

Marcin Andrzejewski:
jeszcze kilkanaście lat temu. Teraz konkurujecie już z kimś o wiele większym. Teraz konkurujecie z Netflixem. Teraz konkurujecie z mediami społecznościowymi. Teraz konkurujecie, a właściwie walczymy wszyscy. o ten najbardziej nieodnawialny zasób, czyli o czas. Trochę o uwagę i jak sobie z tym radzić. Być może ta forma współpracy taka bardzo głęboka, bo co drugie zdanie wybrzmiewa, że rozmowa, że byłaś, że rozmawiałaś. Może to jest remedium na to.

Bożena Kuźma:
Tak. Ja ci powiem. Ja jestem wychowana na rozmowie z drugim człowiekiem, patrząc mu prosto w oczy.

Marcin Andrzejewski:
Stara myśl.

Bożena Kuźma:
Proszę, tak. Ale powiem ci, że ja widzę twoją reakcję, jak twoje ciało się zachowuje. Czy jesteś mi przychylny, czy nie jesteś przychylny. Dla mnie to jest ważne. Czy kłamiesz, czy nie. Ja to wyczuwam, wiesz, intuicyjnie. Twój tembr głosu jest bardzo miły i wyczuwam, że jesteś przychylny mi. I powiem Ci, tak samo jak zarzucają nam, po co w bibliotece zajęcia są z plastyki. Różnego rodzaju warsztaty. Bardzo dobrze. Po co wernisaże wystawy. Bardzo dobrze. Bo są osoby, które nie przyjdą do Świdnickiego Ośrodka Kultury, ale przyjdą do biblioteki. I są osoby, które nie przyjdą do biblioteki, a przyjdą do nas. I to samo do muzeum. Ważne, żeby przyszli i żeby byli z nami i żeby nas poczuli, zobaczyli co robimy. Powiem ci teraz przykład. Są dni muzyki kameralnej i najmłodszej pracownicy mama przyszła posłuchać koncertu. Słucha i była przerwa i mówi tak. Jaki piękny koncert. A ja mówię, wiesz co, cieszę się. A ona mówi, wiesz co, przyznam ci się do czegoś. A ja mówię, do czego? Odkąd Karolina pracuje w ośrodku, ja widzę jak wy dużo pracujecie, jak się dużo dzieje. Ja mówię, Agato. Przed Karoliną też pracowaliśmy i też się dużo działo. Co się dzieje, że nie uczestniczyłaś w życiu kulturalnym? A Agata do mnie mówi, zastanowiła się i mówi, wiesz, chyba nam wygodniej mówić, że się nic nie dzieje. Bo ja mówię, jak to jest? Jak wyjeżdżacie do innego miasta, to sprawdzacie, jakie są wydarzenia kulturalne, gdzie pójść, przygotowujecie się do tego. A są świdnicy osoby, które nie wiedzą, że Świdnicki Ośrodek Kultury ma stronę internetową i wystarczy wpisać albo na głośno mówiący pycie Świdnicki Ośrodek Kultury i wszystkie wydarzenia się wyświetlają, opisane. Mało tego jeszcze bilety kupisz. Czyli trochę leniwi jesteśmy.

Marcin Andrzejewski:
Ależ jesteśmy.

Bożena Kuźma:
I cudze chwalicie, swojego nie znacie.

Marcin Andrzejewski:
Ależ, moja droga, ja się teraz przeprowadziłem niedawno do Bydgoszczy, w której tyle rzeczy się dzieje. Z Kalisza, w którym nic się nie działo. Ja sam pracowałem, pracując w kulturze w Kaliszu, czy gdzieś tam się obijając o sektor kultury. No i to tak jest. Ale nie zawsze ilość idzie w parze z tym, co… Z jakością. Nawet niekoniecznie z jakością, bo te rzeczy bardzo często są jakościowe, ale są albo już oderwane od potrzeb odbiorców, Albo bazują na jakimś schemacie, który został wypracowany 20 lat temu i się go nie zmienia, gdyż się go nie zmienia, ponieważ zawsze tak było. A wiesz, że pantarei.

Bożena Kuźma:
A to jest pułapka. Społeczeństwo się rozwija. Ja żałuję, że pracując w ośrodku kultury nie mamy czasu, żeby wyjeżdżać do innych instytucji. Tylko podczas wakacji, ewentualnie gdzieś tam każdemu się uda wyrwać w ciągu roku, pojechać na jakiś koncert. A ja bym chciała, żebyśmy jako ośrodek kultury częściej bywali gdzieś tam w innych ośrodkach kultury. Bo zawsze z każdej wizyty można coś ciekawego zobaczyć i przywieźć do nas i spróbować może na nasz grunt. Może to się uda. Ale głównie powiem ci, że dla mnie ważne jest to, bo tak samo jak kiedyś zarzucono mi, że a w Strzegomiu lepsze zrobiono dni Świdnicy. A ja mówię, ale ja, to nie jest Strzegomia. A ja mówię, ale ja pracuję dla mieszkańców Świdnicy. Fajnie. Bardzo cieszę się, że Strzegom zrobił bardzo dobre wydarzenie. I niech mają. A my robimy tutaj dla siebie. Tutaj, bo tutaj żyją ci mieszkańcy. I oni też biorą czynny udział w budowaniu naszego programu, bo my słuchamy ludzi. Ja często rozmawiam, nawet na przystankach, czy na jakichś uroczystościach, gdziekolwiek. Zresztą ja jestem osobą komunikatywną, która, tak jak zaznaczyłeś, lubi rozmawiać, tak. Bo ja jestem ciekawa drugiego człowieka, wiesz? Co go interesuje, co chciałby. Zresztą zrobiliśmy z Anią, ja przywiozłam taki pomysł, lusterka. Z jednej strony było kto tworzy program Świdnickiego Ośrodka Kultury i rozdałyśmy mieszkańcom w sali teatralnej wszystkim te lusterka okazało się i poprosiłam wszystkich żeby odwrócili na drugą stronę po przeczytaniu tej informacji. Każdy spojrzał, że on jest częścią tej kultury i on też odpowiada za to co się tutaj dzieje. I każdy ma prawo przyjść do nas, do ośrodka kultury i coś zaproponować.

Marcin Andrzejewski:
Jak się taki dialog odbywa? Bo ty jesteś też osobą, która… Słyszę i czuję, że mogłaby i chciałaby zrobić wszystko.

Bożena Kuźma:
Jestem szalona.

Marcin Andrzejewski:
Bardzo dobrze.

Bożena Kuźma:
Ale mam hamulcowych i dobrze, że mam hamulcowych w pracy.

Marcin Andrzejewski:
Jak pogodzić te dwa zwroty tego samego wektora?

Bożena Kuźma:
Wiesz co, ja Ci powiem tak. Ja od razu się zapalam. Hamulcowi mi mówią, co się nie da, że to się nie uda. Ja tak później siedzę i trawię dwa dni szybko. I sprawdzam, czując to poprzez swoje doświadczenie, wiesz, czy mimo, że oni mnie zatrzymują, czuję instynktownie, że powinniśmy w to iść. I powiem ci, że nie wiem, albo mam więcej szczęścia niż rozumu. Może tak jest, ale to się udaje.

Marcin Andrzejewski:
To się nazywa kompetencja nieuświadomiona.

Bożena Kuźma:
Tak może być. Oczywiście, że tak.

Marcin Andrzejewski:
I to jest najwyższa forma, podobno, jedna z czterech.

Bożena Kuźma:
A wiesz, naprawdę?

Marcin Andrzejewski:
Tak, no bo masz, najpierw masz niekompetencję nieuświadomioną, potem masz niekompetencję uświadomioną, potem masz kompetencję uświadomioną, czyli wiesz, co robisz, ale musisz o tym myśleć, a na końcu po prostu to tak zwana intuicja, nie? Czyli, że ty doskonale wiesz, nawet nie zastanawiając się, skąd się bierze.

Bożena Kuźma:
Nie wiem, ja nie wiem, skąd to się bierze. Tak, wiesz, ja to czuję, ja nie jestem w stanie nikomu opowiedzieć. Jeśli chodzi o kulturę, śmiejemy się, że tak mi nos drży, to znaczy, że to jest to. Ja to czuję, wiesz, i wtedy lecę jak torpeda. Nikt nie jest w stanie mnie zatrzymać.

Marcin Andrzejewski:
Ale są takie sfery wydarzeń kulturalnych, czy w ogóle kultury jako takiej, gdzie zarzewiem na pewno nie będzie odpowiedź mieszkańca. No chociażby festiwal Bachowski, który robicie. Nie wyobrażam sobie, żeby z sądy ulicznej wyszło, że chcemy więcej muzyki opartej o twórczość Bacha. Oczywiście znając kontekst historyczny, dlaczego Świdnicy, że tutaj jego uczeń w kościele pokoju grał na organach i tak dalej. Ale raczej to nie wyjdzie z badań takich jakościowych, ilościowych, jakichkolwiek.

Bożena Kuźma:
Ja ci coś powiem. Z naszych badań wynika, że 30% mieszkańców Świdnicy uczestniczy w Bachu. W festiwalu bachowskim.

Marcin Andrzejewski:
Skąd jakby pomysł, wiesz, wybrać, nie? Skąd złapać tę iskrę czasami wśród ludzi albo samemu tą iskrę rozpalić?

Bożena Kuźma:
Ale to poczta pantoflowa. Wiesz, pamiętaj, Bach zaczynał od pięciu widzów.

Marcin Andrzejewski:
Ktoś musiał wymyśleć tego.

Bożena Kuźma:
Ale Bacha wymyślił. Zawsze za jakimś wydarzeniem jest człowiek. Jest Jan Tomasz Adamus, który wymyślił i prowadzi. I my spełniamy jego marzenie, bo jego marzeniem był, żeby powstał festiwal bachowski. Były bardzo lata chude. Bardzo. ale powolutku budowaliśmy markę tego festiwalu. I to nie tylko Świdnickie Ośrodki Kultury, bo były też inne osoby, które przejęły na pewien moment organizację tego wydarzenia. My później przejęliśmy, jak pani prezydent Beata Moskal-Słanicka została prezydentem, a jest to osoba inteligentna, która uczestniczy w życiu kulturalnym i ona wiedziała, że musi być instytucja, która będzie ten festiwal wspierać i będzie pomagać. I powiedziała, że chce, żeby ten festiwal się odbywał w Świdnicy. I co? Świdniczanie, którzy nie bywają na festiwalu, chwalą się. Jak robiliśmy ankietę, jakie wydarzenie kulturalne najbardziej Ci się kojarzy ze Świdnicą i co wymienili? Festiwal Bachowski. Niektórzy byli oburzeni. Przecież mamy i Festiwal Spektrum Filmowy, mamy Festiwal Teatru Otwartego, mamy Dni Fotografii, mamy wiele muzycznych wydarzeń. Dlaczego ten Bach? Bo jest pewnie nieosiągalny dla niektórych. I oni, żeby też swoje ego podbudować, mówią, jest taki u nas festiwal. Nie wiem, ja sobie tak to wyobrażam. Może tak być. Ale ja jestem dumna, że ten festiwal jest w Świdnicy i tak pięknie się rozwija. Tylu ludzi przyjeżdża z zagranicy, z Polski i wiedzą gdzie jest Świdnica. To jest taka turystyka kulturalna, bo to, że biorą urlopy i przyjeżdżają tutaj, to wiesz, nocują w hotelach, chodzą po restauracjach, zwiedzają miasto.

Marcin Andrzejewski:
Systemy połączonych, cała gospodarka.

Bożena Kuźma:
Tak, oczywiście, że tak.

Marcin Andrzejewski:
Kultura jest jednym przecież z elementów napędzania gospodarki.

Bożena Kuźma:
Właśnie ja nie rozumiem tego, dlaczego jesteśmy zawsze na szarym końcu wymieniani. Nie rozumiem tego. Czy nawet jak się polityczne buduje programy, nie mówi się o kulturze. Mówi się wiem, że sfera edukacji jest ważna, ale my też edukujemy. Czyż nie?

Marcin Andrzejewski:
No tak. I to tak, że tak powiem organoleptycznie, bo w tym się uczestniczy nie tylko wiernie.

Bożena Kuźma:
I dobrowolnie, bo w szkole do szkoły musisz iść.

Marcin Andrzejewski:
No tak, no wiem.

Bożena Kuźma:
A tutaj dobrowolnie uczestniczyć. I wiesz, my o każdą osobę walczymy, żeby przyszła do nas, żeby wiedzieli, że ośrodek kultury, czy jakikolwiek ośrodek kultury, jakakolwiek instytucja jest przyjazna. Ale żeby była przyjazna, to ludzie, którzy pracują, muszą być też przyjaźni i otwarci.

Marcin Andrzejewski:
No i jak to zrobić? Żeby tacy byli?

Bożena Kuźma:
No powiem ci, że to pracuje się. Pracuje się nad tym. Dajesz przykład. Jeżeli widzą, że ja nie mówię, że moi koleżanki i koledzy nie są tacy, natomiast jak widzą, że ja witam serdecznie każdą osobę i rozmawiam, Bo chcę ją poznać. Przychodzi do ośrodka kultury, ja chcę poznać z kim mam do czynienia. I wiesz, taka krótka rozmowa, dzień dobry, co tam się dzieje i nawet nieraz sobie poplotkujemy o świecie mody, o filmie, bo to różnie rozmowa w różnym kierunku prowadzi. Ale ja chcę poznać tą osobę. I nieraz podpytuje, co by pani chciała, co pan by chciał. Przyszła teraz para starszych osób, takich 70 plus, to mogę powiedzieć, że starsze. I oni biedni przyszli do nas i nie wiedzieli, bo oni chcieli na papierze program na cały miesiąc. A ja mówię, ale po co? Macie komórki? Tak. Ja mówię, a wpiszcie Świdnickie Ośrodki Kultury. Kobieta odważniejsza była, żona, więc wpisała. Ja mówię, niech Pani tutaj tym jednym paluszkiem kliknie i ma Pani wszystkie wydarzenia, ma Pani wszystko opisane. I ona siedzi i patrzy, jakby odkryła Amerykę i mówi do mnie. Jaka ja teraz jestem mądra. Już nikogo nie będę prosić o pomoc. Ja już wiem, co się dzieje. Jaka ja jestem szczęśliwa. I zaczęła oczywiście mówić, że się bardzo dobrze u nas czuje, że się zaopiekowaliśmy nią, bo rzuciliśmy wszystko, żeby im pomóc. I teraz ta pani pójdzie do swoich znajomych, do Uniwersytetu Trzeciego Wieku, czy do Senior Vigor, czy Senior Plus i będzie opowiadać, że u nas jest fajnie. I tak samo jak wchodzą ludzie, to ja od razu zapraszam. Proszę sobie usiąść. Tak samo przyszedł jeden pan, wiesz, zdenerwowany. Widzę, że żadne przepraszanie nic nie pomoże. Więc tak stoję się, patrzę na tego pana i go totalnie zaskoczyłam i siebie też. Bo mówię, wie pan co? Właśnie zaparzam herbatę. Zapraszam pana na herbatę i sobie porozmawiamy. Pan zdębiał, złupiał w tym momencie, a ja pomyślałam sobie, usiądźmy przy herbacie, porozmawiajmy. I zaczęłam rozmawiać i on mi zaczął opowiadać, że go ktoś tam wkurzył i on przyszedł się wyładować. No na kimś musiał i trafiło na nas. Ale że został dobrze przyjęty i ja nie byłam agresywna, bo To do niczego, agresja do niczego nie prowadzi. Dlatego myślę, że pan został totalnie zaskoczony, ale i wysłuchany, bo też ich wysłuchałam.

Marcin Andrzejewski:
Pro tip dla każdej instytucji kultury mieć żelazny zapas herbaty.

Bożena Kuźma:
Tak i kawy. Dobrej kawy.

Marcin Andrzejewski:
Kawa, która podkręca, nie?

Bożena Kuźma:
Dobrej kawy. Bo jesteśmy smakoszami.

Marcin Andrzejewski:
I ja wiedziałem jaką macie cudowną zastawę.

Bożena Kuźma:
Prawda? Łytniej kultury. Wymyśliła to Penelopa Szmajduch. I to jest takie nasze. I wszyscy, był konkurs ogłoszony na nazwę, na hasło, więc my tutaj działamy wszyscy, bo to jest nasze ośrodek kultury, nie mój. Ja tam jestem, a za chwilę mnie nie będzie. A oni będą.

Marcin Andrzejewski:
Czyli filiżanka była też częścią SB?

Bożena Kuźma:
Wspólnym, tak. Wspólnym dziełem. Był konkurs ogłoszony.

Marcin Andrzejewski:
Ale wewnętrzny w firmie?

Bożena Kuźma:
Wewnętrzny, wewnętrzny u nas. U nas są też bardzo osoby twórcze. Bardzo. Każda, każda, każda ma jakąś pasję, wiesz? I w tym wszystkim jest to, właśnie to, że my, że my mamy pasję.

Marcin Andrzejewski:
Ale wiesz dobrze, że jak się zbierze 11 zawodników z największą pasją, każdy tą pasję ma trochę inną, to to nie jest z automatu najlepszy zespół na świecie. To jednak trzeba dobrego kołcza.

Bożena Kuźma:
Ale powiem Ci tak. Nie, ja Ci powiem, że każdy… może się rozwinąć u nas. Na przykładzie Marty Ciućki, która pracuje, została przyjęta jako graficzka i osoba, która pilnuje i montuje wystawy i w galerii sprzedaje też bilety, bo u nas się łączy kilka tych funkcji. Więc nasza Martusia siedziała i chciała się nauczyć malować akwarele. Przyszła i mówi tak, czy nie możemy zorganizować warsztatów, warsztaty. Oczywiście. Nie, najpierw wystawę, przepraszam, z Miłoszem. Nie mogę sobie teraz nazwiska. Dobrze, mam nadzieję, że Miłosz tego nie będzie oglądać. Miłoszem, bardzo znany akwarelista, bardzo dobry. Jak ja zobaczyłam tą wystawę, mówię, wow, Marta, petarda, to jest coś wyjątkowego. A ona mówi tak, ja bym się chciała tak nauczyć malować. Ja mówię, to warsztaty. Zorganizowała warsztaty. Przyszli ludzie, kupili bilety. I teraz Marta organizuje festiwal akwarelowy. Był Urban Sketching, który cieszył się wielkim powodzeniem. Przyjeżdżało tutaj 250-300 osób z polskiej zagranicy. Każda osoba filmowała co się dzieje i w świat wyrzucała informacje, że jesteśmy tu. Rynek, miasto wypełnione ludźmi, którzy malują. I podchodzili ludzie, podawali im wodę, zaglądali, interesowali się kim są, co tutaj robią. I teraz jesteśmy jednym z ważniejszych festiwali. Poczekaj, poczekaj, poczekaj.

Marcin Andrzejewski:
Takie rzeczy się nie robi samemu.

Bożena Kuźma:
Ale ma zespół, ma nas, całe miasto. Wszystkie kawiarnie i restauracje krzyczą, przyjdźcie do nas.

Marcin Andrzejewski:
Jak się to robi? Ludzie czekają na odpowiedź.

Bożena Kuźma:
Chodzi się. Dzień dobry. Przygotowujemy taki festiwal. Przyjedzie tyle i tyle osób. Chcielibyśmy, żebyście państwo dali dla nich ofertę. tańsze na przykład napoje, albo 10% wyżywienie z karty. Oni będą mieli identyfikatory i chcielibyśmy, żebyście Państwo ich ugościli. I co? I teraz wszystkie restauracje przychodzą do nas, pukają. My chcemy więcej takich wydarzeń, bo ci ludzie wypełniają nam kawiarnie, restauracje, bawią się. I ci kelnerzy, bo ja mówię od tych ludzi, którzy uczestniczą w tym festiwalu, oni wracają co roku coraz więcej do nas, bo ja cały czas jak idę do takiej restauracji, do kawiarni, gdziekolwiek, mówię do hotelu, jak wy ich przyjmiecie dobrze, to oni wrócą i będą zadowoleni. I to wraca. I ci ludzie mówią, słuchajcie, byliśmy tutaj na pizzy, Ci ludzie tak nas powitali i tak się cieszyli, że do nich przyszliśmy, że my będziemy co roku przyjeżdżać. I właśnie, całe miasto ma się przygotować do tego, żeby, żeby ci ludzie, którzy przyjeżdżają, wracali. O to chodzi. Tak samo jak przyjechał golec orkiestra zespół. Ja się przygotowywałam do tego koncertu, pobiegłam do hotelu i tak samo rozmawiałam z nim. To było 15 lat temu. Ja już czułam po prostu, że mówię słuchajcie, jak ich dobrze nakarnicie, jak będą mieli dobre noclegi, to będzie dobrze. I jak było? Dali godzinny koncert, mieli kontrakt na godzinę. Katering był wypasiony bez alkoholu, bo ja nie uznaję alkoholu z państwowych pieniędzy, żeby wydawać i wszędzie zaznaczam bez alkoholu. Golec orkiestra tak była zadowolona, że podeszli do dyrektora i powiedzieli dajemy jeszcze godzinę koncertu. I to były dwie godziny, dwie godziny super zabawy. Ale to całe miasto ma pracować, żeby tutaj ludzie przyjeżdżali do nas i żeby powiedzieli, że w tej Świdnicy jest fajnie, można dobrze zwieść, dobrze się wyspać, świetne zabytki, super ludzie. i wydarzenia kulturalne.

Marcin Andrzejewski:
Czyli instytucja kultury to odpowiadając na pytanie, które zadałaś, do którego anicjalnie ja nie znam odpowiedzi, dlaczego kultura jest pomijana. To jest odpowiedź na pytanie, co można zrobić z koncertu, co można zrobić z jednego wydarzenia, co można zrobić z festiwalu, że to jest system.

Bożena Kuźma:
Można wiele, to jest cała maszyna, gdzie nie tylko ośrodek kultury odpowiada. Wszyscy. Widzowie, którzy siedzą też.

Marcin Andrzejewski:
Nie tylko oni odpowiadają, ale też nie tylko Instytucja Kultury czerpie z tego korzyści.

Bożena Kuźma:
Bo my sprzedajemy bilety, przygotowujemy sprzęt, oświetlenie i tak dalej, garderoby, ale tutaj ta cała infrastruktura, to wszystko po kolei działa. I wszyscy wracają. I mówią oświetlicy. Ale to jest właśnie chyba recepta na to, że wszyscy budujemy markę miasta.

Marcin Andrzejewski:
Tak sobie teraz do głowy mi przyszło, że faktycznie pojawiają się takie marki, instytucji, które nie są pierwszym wyborem, jeżeli byś powiedziała o kulturze w Polsce, dla przeciętnego zjadacza chleba. No bo Opera Narodowa, ktoś tam słyszał, Teatr Narodowy, Warszawa, Kraków, duże rzeczy. Ale są takie instytucje, które świecą własnym światłem, a nie odbitym. Świdnica, łask, łaski domy kultury.

Bożena Kuźma:
Z chęcią odwiedzę ich, jak będę.

Marcin Andrzejewski:
Są na naszej drodze.

Bożena Kuźma:
Super, pozdrówcie ich, pozdrówcie.

Marcin Andrzejewski:
Kłótno. Osoba, która jest odpowiedzialna za komunikację, media społecznościowe. Ja to wiele lat robiłem. On kiedyś był u mnie na warsztatach z produkcji wideo, bezkosztowych produkcji wideo dla instytucji kultury. Mogę przed nim klęczeć i bić pokłony. To jest niewyobrażalny poziom, jaki ta instytucja osiągnęła dzięki temu. Ja bym w życiu nie wiedział, że w Kutni jest święto róży. W życiu bym nie wiedział, że w Świdnicy jest festiwal Bachowski. Czy alchemia teatralna. Gdyby nie to, że wiesz, że wy nie znacie ograniczeń. Wiadomo, że z perspektywy bardzo małego ośrodka na przykład, no to macie infrastrukturę i możliwości, o których oni mogą pomarzyć.

Bożena Kuźma:
Ale może o innych, o większych.

Marcin Andrzejewski:
Tak, ale z drugiej strony ty możesz tak powiedzieć o operze narodowej. No i co, ogranicza cię to? Z tego co widzę to raczej nie.

Bożena Kuźma:
Nie, nie, absolutnie nie. Ja ci powiem taki przykład. Jak zostałam PO, to było w 2015 roku, nowa władza i ja zostałam PO. Dyrektor odszedł, a że byłam pracownikiem zaufaną i wtedy powiedziano, że mam być PO, no to nie miałam wyjścia, zgodziłam się, bałam się tego bardzo. I podpisałam umowę na najęcie sali, tutaj w tej sali dla zespołu Vader. Kochany, tak? W kościele mnie wyklęto z tym, że mój kolega z grupy teatralnej, ksiądz, pracował nad tym, żeby nie wymieniono mojego imienia i nazwisko w kościele. No to był, wiesz, lincz taki. Dzwoniło do mnie pół Polski mediów. Jedna wspierająca mnie. Niech się pani nie poddaje, ten koncert niech się odbędzie. Druga wyzywająca mnie. Ty taka, siaka, owaka. Straszono mnie diabłem, Bogiem, nie wiem kim jeszcze, ale taką presję na mnie wywierano. Ja wtedy byłam tak, rozchorowałam się, bo moje emocje i stres Tak mój organizm wykończył, że ja leżałam z 40 stopniami w domu i odbierałam telefony, bo wydawało mi się, że trzeba być grzecznym i odbierać telefony, bo nie wiedziałam też w jakiej sprawie dzwonią do mnie. Ale pomyślałam sobie, nie, ten koncert musi się odbyć. I ten koncert się odbył. W kościele były modlitwy. Tu wpadł jeden heretyk z krzyżem i z wodą święconą. Ten koncert się odbył. Sprzedaliśmy 450 biletów. To nie tylko agencja. A jak przyszłam tutaj, żeby powitać, bo byłam na tym koncercie, bo się bałam, żeby nic się nie wydarzyło, żeby żadnej prowokacji nie było. Poszłam do zespołu, słuchajcie, a zespół ukląkł przede mną i powiedział, że takiej reklamy, jaką mieli tutaj, to nigdzie nie mieli. Cała Polska dowiedziała się o zespole i o Świdnicy.

Marcin Andrzejewski:
No i warto dodać, że Vader to nie jest pierwszy lepszy zespół, tylko to są bardzo uznani muzycznie ludzie.

Bożena Kuźma:
Tak, tak.

Marcin Andrzejewski:
To jakby estetyka, w której się poruszają i gatunek jest dookreślony, ale to są wysokie klasy profesjonaliści.

Bożena Kuźma:
Bardzo, bardzo. I dlatego ja podpisałam tę umowę i nie zerwałam tej umowy. I powiem Ci, że jestem dumna z tego. że mimo, że chorowałam, że pomyje się na mnie, wylały wszystkie, ale tak jak mówią, karawana… Tak, psy szczekają, karawana jedzie dalej. No i tak było. Różnie jest. Różnie jest.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz, że człowiek, który się wykonał, wychowywał na metalu, no to nawet powiedzieć dzięki siostronie.

Bożena Kuźma:
A ja ci powiem, ja prowadziłam takie koncerty. Do dnia dzisiejszego się nabijają ze mnie, bo pani dyrektor przyszła w osiemdziesiątych latach i powiedziała Pani Boże, no Pani pójdzie prowadzić koncert. Proszę bardzo. A tutaj, wiesz, tak jak mówiłam, z takimi fryzurami, heavy metal, muzyka nawet schizofreniczna jakaś. Co tam się działo? Ale to byli cudni ludzie. No i ja taka panienka z okienka przyszłam. Dobry wieczór Państwu. Zapraszam na koncert zespołu takiego i takiego. Ale to było fajne i do dzisiaj się śmiejemy. Ale poznałam cudownych ludzi, z którymi się do dzisiaj przyjaźnię. To są ludzie. Po prostu ludzie, a że wygląda tak, a nie inaczej, to już nie wolno mu łatki przyklejać, że jest głupi, bo tak wygląda. Absolutnie nie. Na tym świecie jest przestrzeń dla każdego. Dla każdego.

Marcin Andrzejewski:
Jak tą przestrzeń budować tak, żeby ona rezonowała z miastem, w którym jesteś. No bo ustaliliśmy już, że warto i miasto na tym korzysta. Miasto jako organizm, nie mówię o mieście jako administracyjnej jednostce. Bo partnerstw czy współprac można zawrzeć wiele. Masz biznes, masz gastronomię, która też jest jakby, nie patrzeć biznesem w tym przypadku. masz działania kulturalne, masz naciski, wpływy, różnego rodzaju sytuacje tego typu. Jak się w ogóle w tym poruszasz tak prywatnie? No bo wiesz, raz można odchorować Wejdera, ale na dłuższą metę to byłoby spalające i niezdrowe, to jest delikatne słowo.

Bożena Kuźma:
Ale powiem ci, że to rekompensują mi ludzie, którzy mieszkają w tym mieście. I wiesz co? Ja czuję dobro i energię od nich pozytywną, gdzie ja mam dowody na to. Prosty przykład. Idę na spacer do parku. Idzie starszy pan. Przeszedł, spojrzał kim jestem, wrócił. Ja pana nie znam. A on do mnie mówi tak, a Pani to jest ta z kultury? A ja mówię, tak. I myślę sobie, no zobaczymy, co to dalej będzie. Ale stoimy twardo. Nie poddajemy się. A nagle Bóg wyciąga kukułki, cukierki i mówi, a to dla Pani, bo Pani jest taka, taka odważna i Pani sobie radzi. Słuchaj, jak ja na każdym kroku mam taki sygnał, że to, co robię, to ma sens i że oni to akceptują, No to czego ja mogę więcej chcieć? No powiedz mi. A jak się zdarzy też jakaś osoba, która mnie krytykuje. Okej. Ale przyjdź i skrytykuj mnie. Porozmawiajmy dlaczego tak zrobiłam i tak to przygotowałam. Ja się krytyki nie boję, tylko mówię konstruktywna. Nie takie wiesz krytykowanie, żeby mi dowalić, bo jestem brzydka, bo jestem mała, bo jestem gruba, bo coś tam. Nie. Przyjdź i konkretnie ze mną porozmawiaj. Co byś zmienił? Czy byś mi pomógł? Bo to tak też trzeba robić. Ja wymyśliłam. Nie spodobało ci się? Ty uważasz, że lepiej można było zrobić? Chodź do współpracy. Chodź do współpracy.

Marcin Andrzejewski:
No dobra, ale wiesz, to jest też tak, że to jest cecha osobowa. No ty jesteś osobą niezwykle przebojową i sobie potrafisz z tym radzić. I teraz pytanie. Czy potrafisz sobie radzić, bo wyssałaś to z mlekiem matki? Czy…

Bożena Kuźma:
Babci.

Marcin Andrzejewski:
Babci nawet.

Bożena Kuźma:
Babci. Moja babcia to taka artystka. Babcia Bronisława.

Marcin Andrzejewski:
Pozdrawiamy.

Bożena Kuźma:
Nie żyje, wiesz.

Marcin Andrzejewski:
Nieważne.

Bożena Kuźma:
Nieważne, ale słyszy. Na pewno słyszy i jest tutaj, wiesz. I mnie wspiera.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz, bo to jest tak. Tobie może być łatwiej? Może być. To jest oczywiście hipoteza. Ale są osoby w twoim zespole na pewno, albo były, albo są w innych zespołach, które nie mają takich naturalnych predyspozycji, a jednak muszą się mierzyć także z innym zdaniem niż własnym. Może tak to jest.

Bożena Kuźma:
Ale powiem ci tak. na przykładzie jednego kolegi, który robi wydarzenia i ma osobę, która go nie lubi. I na Facebooku, gdzieś tam w mediach społecznościowych ciągle go atakuje. Cokolwiek nie zrobi, jest atakowany. I ja w pewnym momencie przestraszyłam się, Bo zaczęłam go chronić, bo ta osoba, która hejtowała, bo to tak trzeba nazwać, nie podobało mi się to, co robiła. Ja wezwałam tą osobę. Zaczęliśmy rozmowę. I słuchaj, twarzą w twarz wszystko jest cacy. Wychodzi ta osoba i dalej hejtuje. Zorganizowałam koncerty dlatego, bo to jest też twórca dla tej osoby, bo myślę sobie OK, może pomogę ci tutaj zorganizować koncert. Zorganizowałam widownię. Wszystko perfekcyjnie, wszystko pięknie. I znowu było coś nie tak. Ja doszłam do wniosku, że to co my robimy, to robimy dobrze, to ten pan ma problem i my go nigdy nie zadowolimy. Ja go wspieram jako twórcę, jeżeli cokolwiek robi, to jak to jest coś dobrego, to nawet serduszko kliknę, bo uważam, że jest dobre. Ale nie wdaję się już z nim w żadną dyskusję, w żadną rozmowę. To nie jest już dla mnie partner, wiesz? Bo to jest osoba, która jest zakompleksiona, uważa siebie za wielkiego artystę, I nie przyjmuję, że ktoś może inaczej to robić. Inaczej koncerty przygotowywać, inne zespoły zapraszać. To nie jest już partner dla mnie do rozmowy. Wiesz?

Marcin Andrzejewski:
Bo to można mieć inne zdanie, inną optykę na wszystko.

Bożena Kuźma:
Ale ja ci powiem, ja się przestraszyłam od tego mojego kolegi, a nawet zadzwoniłam do prawnika. Mogę prawnie tutaj coś zrobić, bo ja go chciałam chronić, bo taka jest też moja rola. Nie pozwolę, żeby skrzywdzono mi w ośrodku kultury jakąkolwiek osobę. To niech ktoś przyjdzie do mnie. Wiesz? Do mnie.

Marcin Andrzejewski:
A ty odpowiadasz za zespół. Zespół jest święty.

Bożena Kuźma:
Tak. A zespół jest święty. Ja sama nie pracuję w ośrodku kultury, nie tworzę ośrodka kultury sama. Jesteśmy zespołem. I tak ma być.

Marcin Andrzejewski:
Zespół. Ale ty masz doświadczenie w pracy z… Ludźmi, którzy mieli trudne i duże zakręty życiowe. Bo ja wiem, że właściwie budynek obok praktycznie. Prawie, że po sąsiedztwie.

Bożena Kuźma:
Mówisz o areszcie?

Marcin Andrzejewski:
Mówię o areszcie śledczym, tak. Opowiedz o tym jak w ogóle, skąd pomysł na współpracę. Bo wiesz, ustalmy. Wszyscy wiemy, że to jest jedno z okien na świat takich ludzi. Ale ja mam za mało doświadczenia. Ja się zdaję na ciebie.

Bożena Kuźma:
Ale ja ci powiem więcej. Teraz biorę udział w projekcie. Bo rzeczywiście mam mało czasu. Jeszcze w projekt się wplątałam, z czego się cieszę bardzo. O samotności. Wiesz, czytamy ludziom. Czytamy, żeby nie byli samotni, żeby przyszli. Czytamy książkę, zanim wystygnie kawa. I jutro idę do aresztu czytać. Z dziewczynami. I będziemy książkę czytać. I ja Ci powiem jak to się zaczęło. Zaczęło się bardzo prozaicznie. Przyjechał na Festiwal Okien Młodych Filmów Dokumentalnych, piękny festiwal, który wchłonął niestety festiwal filmów fabularnych spektrum, bo najpierw zaczyna, zaczynaliśmy od dokumentu, no a później nie mogliśmy dwóch festiwali utrzymać, więc są dwa w jednym. Przyjechał reżyser, który miał film, cela chyba 321, I taki bardzo energetyczny mówi, on tak przeklinał, chciałbym tutaj przyjść i w areszcie coś zrobić. Ja, blada i przestraszona myślę, w areszcie? Co ty chłopie do mnie mówisz? Ale pomyślałam sobie, no nie poddajemy się. Coś muszę, coś muszę pomyśleć. I przypomniałam sobie kolegę, który pracuje we Wrocławiu w areszcie. Dzwonię do niego, mówię, ty Darek, jest taka propozycja, pomóż mi, żebym w Świdnicy w ogóle czyta jest realne. A Darek mówi, ty, realne. Czekaj, zaraz dzwonię do Bogusia, dyrektora aresztu. Dzwoni do Bogusia, Wojtala, bo to mój kolega, okazało się, a Boguś kocha kino. I Boguś mówi chodźcie do mnie. Absolutnie daję wam salę i będziecie tutaj ten film prezentować. No i tak to się zaczęło. Poszliśmy do aresztu. Reżyser zaprezentował aresztantom swój film. Była dyskusja chyba czterogodzinna. I tak się zaczęła nasza współpraca z aresztem śledczym, która trwa do dzisiaj. Tam też odbywa się festiwal Bachowski, nie wiem czy wiesz. Palnęłam. Właśnie ja to jestem ja. Szybciej powiem, później pomyślę. I powiedziałam, a może w areszcie byśmy zrobili. I niestety dyrektor podłapał to, a ja do Krzysia pokornie idę i mówię Krzysiu do Krzysztofa Dicksa, który jest koordynatorem festiwalu Bachowskiego. Ja mówię ty Krzysiek, co ty myślisz, jak można połączyć Bacha z aresztem? Bo ja tak palnęłam, nie wiem dlaczego. A okazało się, że Bach 40 dni siedział w areszcie. Ja mówię, Krzysiu kocham Cię. I to jest to. I to jest to i na tym jechaliśmy. Wiesz, siedem telewizji przyjechało, oglądało ten koncert. Powiem Ci więcej, artystka, która grała na tym pierwszym koncercie, Na dole siedzieliśmy my plus osadzeni i wyżej też stali osadzeni, to było ich z 50 chłopa. Baliśmy się bardzo, bo wiesz, wystarczy, że się coś nie spodoba, jeden zacznie pukać, wszyscy zaczną pukać i co? I po koncercie. A okazało się, że oni wysłuchali tego koncertu, później dyrektor był zaczepiany i powiedzieli, że to był strzał w dziesiątkę, że oni częściej i więcej chcą takich koncertów. A pani artystka powiedziała, że większe flow czuła z tymi, którzy piętro wyżej stali. niż z tymi, którzy siedzieli i którzy kupili bilety. I co? Ma to sens.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz dobrze, że najczęstszym problemem z kulturą jest mebel zwany kanapą, żeby z niego wstać. Jak już jesteśmy na tym wydarzeniu kultury, nawet nie wiedząc o danym artyście, czy o danym wykonawcy, czy w ogóle sferze kulturalnej czegoś więcej, to to wtedy zaczyna wybrzmiewać, wiesz. I no taka artystka, jak już złapie flow oczywiście, to tam się dzieją rzeczy.

Bożena Kuźma:
I powiem Ci, że każdy pomysł jaki, jaki mam, oni od razu akceptują w ciemno. Ja mówię, weźcie tutaj, powiedzcie, że nie, nie zgadzacie się, chociaż raz, daj tutaj. A nie, nie, nie, nie. Jesteśmy fajnymi partnerami. Powiem Ci, że to jest piękne, naprawdę.

Marcin Andrzejewski:
Cudo. To jest tak blisko, nie?

Bożena Kuźma:
Bardzo. A z warsztatem terapii zajęciowej? Słuchaj. Myślałam, żeby jakieś warsztaty zrobić w ośrodku kultury, takie manualne. i wymyśliłam strefę relaksu, czyli żeby przychodziły osoby, które będą manualnie przez te dwie godziny tutaj pracować. Zrobiłam jeden warsztat, kiepsko się sprzedał. No ale wiesz, ja jestem taka niepokorna i nie poddaję się. Ja dopiero gdzieś tak za piątym razem, jak już nie udaję się, to myślę sobie, aha, to chyba nie to. Idziemy w drugim kierunku. I pach, odwracam się i totalnie przewracam wszystko, idę w drugim kierunku. No taka jestem. Dobra, jeden słabo, drugi już ciut lepiej, trzeci też. I później myślę sobie tak, przecież ja mam przyjaciół w warsztacie terapii zajęciowych. Oni manualnie są niesamowicie zdolni. Zapraszam tych ludzi, żeby oni uczyli tych, którzy przyjdą.

Marcin Andrzejewski:
Aha, taka formuła.

Bożena Kuźma:
Niepełnosprawni uczą nas.

Marcin Andrzejewski:
Super.

Bożena Kuźma:
Słuchaj, Początkowo tak nieufnie wszyscy przychodzili. No bo wiadomo, jak nieznany to się boimy. Ale pierwszy warsztat taki był. Później tylko dawaliśmy bilety do sprzedaży, bilety rozchodziły się jak świeże bułeczki. I do dnia dzisiejszego współpracujemy. Mało tego, zaprzyjaźniliśmy się z nimi. Oni są tak kochani, oni są tak cierpliwi. To jest niesamowite, ale oni się poczuli ważni. Mało tego, nauczycielka z warsztatów terapii zauważyła, że oni zaczęli o siebie dbać, pomagać sobie. Ci warsztatowicze, nie my. Na przykład jak jeden z mamą jechał samochodem, to mówił, Zośka bądź o tej i o tej, bo my cię zabierzemy, żebyś sama nie szła. To jest ważne. A ja niechcący zorganizowałam warsztaty. A tutaj tyle dobra się zadziało. I wierz mi, i teraz ludzie domagają się tych warsztatów. I to jest piękne. Wiesz, ja mam gęsią skórkę jak o tym mówię. Ja mam gęsią skórkę.

Marcin Andrzejewski:
To jest kolejny przykład, że trzeba wyjść poza schemat albo w ogóle się nim nie przejmować.

Bożena Kuźma:
Nie przejmować się. Jak nie złamiesz schematu, to nie wiesz.

Marcin Andrzejewski:
A ja sam wpadłem w to. Sam się przed chwilą zdziwiłem.

Bożena Kuźma:
Że oni są nauczycielami.

Marcin Andrzejewski:
No dobra, warsztaty terapii zajęciowej, przyjdą, coś tam będzie dla nich zorganizowane.

Bożena Kuźma:
Oni, oni, oni. Ja Ci powiem, ja wzięłam udział w takim warsztacie witrażu. No i kurcze, wszystko dobrze szło, tylko gorzej było ze szlifowaniem. A nauczyciel powiedział, bo nadzorował to wszystko, wszyscy sami wykonujecie działania. No i nie szło mi to szlifowanie. I do jednego tego, który nas uczył, mówię, ty Piotrek, pomóż mi. Tak po cichu mówię. A on krótko do mnie mówi, Bożena. Szymon powiedział, że sama masz to robić. Piotrek, proszę cię, pomóż mi, bo mi to nie wychodzi. Bożena, sama. On tak to mówi. Ja tak męczyłam, męczyłam. Szymon teraz nie widzi, pomóż mi. Złamał się, pomógł mi, ale mówi Bożena. Nie pomogę ci już więcej. Masz sama to robić.

Marcin Andrzejewski:
Musisz się nauczyć szlifować szkło.

Bożena Kuźma:
Tak, po prostu. Ale wiesz, pan powiedział, że wszyscy są samodzielni, a ja już chciałam wykorzystać to, że, a cóż, tutaj poproszę o pomoc, tu, tu, tu, a tu ty. Piotrek krótko powiedział, sama.

Marcin Andrzejewski:
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, moja droga.

Bożena Kuźma:
Mało tego, zorganizowaliśmy im, bo to są osoby, które brały udział w warsztatach twórczego pisania i pisały teksty, wiersze. Zorganizowaliśmy w galerii naszej fotografii wieczór autorski. Wow, jakie te wiersze są proste, mądre, cudne. Ile tam mądrości jest w tych wierszach. Ja się tak wzruszałam. Ten jeden wiersz zapadł mi w pamięci. Dziewczyna opisała swoją matkę, która ją biła, dręczyła. I na końcu, najpierw nie pisała, że to mama, a na końcu napisała, kocham ją, bo to moja mama. Rozwaliła mnie totalnie. I później było spotkanie autorskie i każdy z nich opowiadał, jak do tego doszło, że napisali wiersz. Była piękna, piękna rozmowa. I takie chwile kocham i takie chwile lubię.

Marcin Andrzejewski:
Mieliśmy rozmawiać o organizacji wydarzeń jako takich, ale jak ja Ci dziękuję, że się nam nie udało.

Bożena Kuźma:
Bardzo się cieszę. Ja Ci powiem, że ja jestem niebezpieczna, jeśli chodzi o kulturę.

Marcin Andrzejewski:
Ale wiesz co, to nagranie ja myślę, że powinniśmy przekazać instytucji, które się zajmuje promocją świdnicy i to powinno być wyświetlane i dawane wszystkim w tym kraju. To jest jakiś kosmos, co Wy tu robicie.

Bożena Kuźma:
Myślę, że w każdym ośrodku robią jakiś kosmos.

Marcin Andrzejewski:
Jeszcze we wszystkich byliśmy.

Bożena Kuźma:
Ale powiem Ci, ja poznałam, tak jak Ci powiedziałam wczoraj, że byliśmy w tym programie Zaproś nas do siebie. I poznałam fantastycznych ludzi z różnych miejscowości. I z małych. Ale no niestety powiem coś, co mnie zabolało. Bo w tych bardzo małych miejscowościach ci ludzie są wykorzystywani przez władzę. Powiem to, ponieważ tak nie powinno być. Opowiadała mi jedna dziewczyna z ośrodka kultury, gdzie nie ma pracy oczywiście w tej miejscowości, dlatego wszyscy boją się, żeby nie stracić tej pracy. I wójt przyszedł i powiedział, zwezwał i mówi tak, słuchaj, chciałbym, bo będzie Straż Pożarna, Ochotnicza Straż Pożarna miała jakąś uroczystość, macie ugotować bigosy, barszcze, pasztety, wy, wy, dziewczyny. I jeszcze chciałabym, żebyście obsługiwały, no i oczywiście ładnie wyglądały. Dziewczyny zamknęły na trzy dni ośrodek kultury, gotowały. wystawiały i były kelnerkami. Nie, proszę państwa, na to mojej zgody nie ma. Jak ja to usłyszałam, to wierz mi, że ja chciałam w pierwszy pociąg wsiąść i tam pojechać i złapać tego burmistrza i porozmawiać z nim na ten temat. Nie wolno takich rzeczy robić. Ludzi, którzy pracują w instytucjach kultury, czy gdzie jest 200 mieszkańców, czy milion, trzeba szanować. Nie wolno upokarzać ludzi i mieć argument. Jak nie zrobisz, to stracisz pracę. Nie, nie ma zgody mojego.

Marcin Andrzejewski:
Te czasy już minęły, nie? Przynajmniej powinny minąć.

Bożena Kuźma:
No wiesz, my byłyśmy niedawno, jakieś parę lat temu, cztery lata temu. Mam nadzieję, że takie zachowania, takiej zachowań już nie ma. Ja mówię o tym, bo mnie to boli. Wiesz, ja się identyfikuję z tymi wszystkimi ludźmi, którzy pracują, bo ja wiem, na czym ta praca polega.

Marcin Andrzejewski:
Wiadomo, że jest specyfika małych ośrodków, czy takich bardzo uniwersalnych, no bo też z mniejszą skalą idzie też uniwersalność tego ośrodka. Ale też są inne procesy społeczne, które trzeba zaadresować w takim ośrodku. Bo to jest sala czasami tylko jedna. Ja bardzo często odwiedzając takie ośrodki kultury, które składają się z sali, wejścia i kuchni. I to oczywiście nie wracając do tego oburzającego fragmentu, o którym ty powiedziałaś, że to jest wykorzystywane na wiele różnych sposobów. Bo kultura ma nie jedno imię, ale gdzieś jest granica.

Bożena Kuźma:
Jest. Dlatego ja stawiam taką moją pięścią w stół nie ma wykorzystywania do tego typu działań. Absolutnie. Trzeba szanować tych ludzi, bo to jest bardzo ciężka praca, bardzo stresująca praca.

Marcin Andrzejewski:
Nie pozostaje mi nic innego jak zakończyć tą rozmowę, bo lepszej płyty już nie będzie. Stety lub niestety. Ona jest taka, ta konstatacja niezbyt przyjemna, ale…

Bożena Kuźma:
Ale to trzeba powiedzieć. Trzeba, bo… Trzeba mówić głośno o tym.

Marcin Andrzejewski:
Zmiany się same nie zrobią.

Bożena Kuźma:
Nie. Właśnie. Dlatego mówię o tym. I liczę na to, że jeżeli takie działania są gdzieś, to już nie będzie.

Marcin Andrzejewski:
Oby to nie było. Obyśmy się spotkali za jakiś czas i nie musieli o tym rozmawiać.

Bożena Kuźma:
Z wielką przyjemnością.

Marcin Andrzejewski:
Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.

Bożena Kuźma:
Ja również dziękuję.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

aktywizacja społeczna Bożena Kuźma dialog z mieszkańcami edukacja kulturalna festiwal Bachowski festiwale gościnność instytucje kultury kultura Marcin Andrzejewski miasto bez teatru rozwój miasta Świdnica Świdnicki Ośrodek Kultury urban sketching warsztaty terapii zajęciowej wsparcie lokalnych inicjatyw współpraca wydarzenia kulturalne

Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej