Kulturę robię – Mateusz Brodowski

Poznaj historię i kulisy działania Plamy, jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na kulturalnej mapie Gdańska.
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Kulturę robię – Mateusz Brodowski

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

Opis odcinka

Gościem Marcina Andrzejewskiego jest Mateusz Brodowski – menadżer Plamy i animator społeczności, który opowiada o tym, jak skutecznie angażować mieszkańców w życie lokalnej kultury. W odcinku dowiesz się: Czym jest Plama i jakie znaczenie ma dla mieszkańców Zaspy i Trójmiasta Jak diagnozować potrzeby lokalnej społeczności bez dużego budżetu Na czym polega włączanie mieszkańców w tworzenie oferty kulturalnej Jak budować relacje i zaufanie w środowisku lokalnym Jakie wyzwania stoją przed animatorami kultury w czasach konkurencji ze światem online Oglądaj, jeśli chcesz poznać praktyczne sposoby na ożywienie swojego domu kultury!

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

Transkrypcja

Mateusz Brodowski:
Czemu pan nie ma w tym momencie dla mnie załóżmy czasu? Ja mówię, no bo siedzę…

Marcin Andrzejewski:
Kulturę robię.

Mateusz Brodowski:
No kulturę robię. Siedzę załóżmy w tabelce, która jest też ważna dla organizacji, bo bez tego coś nie płynie dalej, prawda? Ale przez to mogą zobaczyć, jak dużo aspektów jest potrzebnych, żeby zorganizować coś takiego.

Marcin Andrzejewski:
Mateusz Brodowski.

Mateusz Brodowski:
To ja.

Marcin Andrzejewski:
Plama.

Mateusz Brodowski:
Tak.

Marcin Andrzejewski:
Gag.

Mateusz Brodowski:
Tak.

Marcin Andrzejewski:
Wszystko się zgadza.

Mateusz Brodowski:
No.

Marcin Andrzejewski:
Super. Piękna rozmowa. Bardzo Ci za nią dziękuję.

Mateusz Brodowski:
Ja również.

Marcin Andrzejewski:
Słuchaj, jest archipelag. Mniej więcej wiem o co chodzi, ale czym jest plama?

Mateusz Brodowski:
Plama jest takim miejscem, gdzie rzeczywiście cały Gdańsk wie, gdzie jest Plama. Że Plama jest takim rozpoznawalnym archipelagiem kultury, który gdzieś tam na terenie Trójmiasta i na terenie Gdańska jest najbardziej rozpoznawalny i znany. Plama jest też miejscem, gdzie powstał cały festiwal FETA. Tam się zaczęła cała ta historia. I Plama jest miejscem w blokowisku. I tam najwięcej imprez, inicjatyw, jakie się odbywa, to nosi szyt w blokowisku. I tam mamy na przykład miejsce na slamy w blokowisku, na teatr w blokowisku, na wystawy w blokowisku i spotkania w blokowisku na przykład.

Marcin Andrzejewski:
A Ty w Plamie jesteś?

Mateusz Brodowski:
Ja jestem menadżerem miejsca. Świetnie. Jesteś przygotowany. A jak? I animatorem lokalnej społeczności Zaspa Młyniec. Taka jest moja rola. Staram się to rozdzielać 4 godziny na to i 4 godziny na to, ale różnie to wjeżdża.

Marcin Andrzejewski:
Czasami podejrzewam, że 8 plus 8.

Mateusz Brodowski:
Bywa różnie. Ale są takie właśnie fajne dni, kiedy przychodzisz do pracy i nawet nie włączasz kompa. bo to była też rzecz, której mi trochę brakowało, że wcześniej jak byłem w dziale edukacji i kierowałem tym działem, no to tam dużo było takiej rzeczywiście roboty, że trzeba było dużo organizować przez kompa i praca i tak dalej. A teraz jest fajne to, że ja mam szansę tych ludzi, z którymi, którym organizuję, z nimi rozmawiać, z nimi je to organizować, więc ten bezpośredni kontakt tutaj mega fajnie działa. No i myślę, że to jest fajne w tej pracy, że ja przychodzę załóżmy na 12 godzin i czasami to mija tak, prawda, bo załóżmy od rana, kiedy musisz coś zorganizować do końca imprezy, no to mija ci ten czas i jest to mega wdzięczne zadanie, no bo ci ludzie często dają ci i oddają ci tą energię, którą robisz i którą dajesz.

Marcin Andrzejewski:
Rozmowa z ludźmi. To przewija się przez te ostatnie zdania u Ciebie. Rozumiem, że to jest sposób na to, żeby zrozumieć ich potrzeby. Bo to nie jest tak, że wpadasz tam na początku tej krótkiej, dwunastogodzinnej zmiany, wymyślasz jakieś wydarzenie i mówisz tak, robimy tak, musi być super, jedziemy z tym.

Mateusz Brodowski:
Ojeju, to tutaj w ogóle zahaczamy wiele tematów. Po pierwsze, nie zawsze przychodzę na 12 godzin, ale tak, zdarzają się takie czasami dni. Druga rzecz, ja jak tam trafiłem, to dostałem bardzo takie fajne zadanie, mianowicie zrób diagnozę. Najpierw sprawdźmy w ogóle, kim te osoby są, czego oni potrzebują, a później będziemy cokolwiek organizować. I to była bardzo cenna wskazówka i uwaga na początku całej tej pracy, ponieważ wcześniej jak byłem menadżerem, kierownikiem innego domu kultury, czyli projektorni, innego naszego archipelagu, to gdzieś tam zaczęliśmy od tego, żeby stworzyć też takie duże spotkanie, na którym ludzie nam powiedzą. No ale ta rozmowa zaczynała się wówczas od tego, że oni nam powiedzieli czego sobie życzą. a nie to, jakie oni mają potrzebę. Czyli za tym pytaniem musieliśmy znaleźć jakąś taką ukrytą intencję i próbować się domyślić. I później wyglądało to tak, że coś organizowaliśmy właśnie. Co oni powiedzieli, że chcą, życzą sobie. No i załóżmy, no frekwencja była słaba. I tutaj to doświadczenie z projektorni dało mi to, że jak przyszedłem do plamy już, no to wiedziałem, okej, najpierw trzeba zrobić duży szum wokół tego, dowiedzieć się rzeczywiście czego oni realnie potrzebują, mało tego w tej potrzebie jeszcze grzebać, bo to nie jest tak, że oni ci powiedzą o tym tak wprost, zresztą to będzie jakiś ukryty zamiar. No i wobec tej potrzeby zacząć działać różnorako. I tutaj jeszcze chyba fajnie by było wspomnieć o tym, że to że potrzeby i ta rozmowa z drugim człowiekiem to jest trochę rzecz i taki imperatyw dlaczego ja w ogóle zacząłem tutaj pracować. Bo jakby ja jestem zwykształceni z zawodu twórcą teatralnym, tylko że robienie sztuki dla sztuki albo dla widza teatralnego to już przestało być dla mnie coś atrakcyjnego. że jakby ciągle widzisz te same twarze, tworzysz ciągle tym samym językiem, a tych nowych ludzi w ogóle nie ma. No i gdzieś tam dla mnie istotną, istotnym aspektem było szukanie jakiegoś, nie wiem, aspektu edukacyjnego, kształtowania jakichś kompetencji estetycznych wobec odbiorców, żeby ten nowy odbiorca przyszedł Ci do tego teatru. No i jak ja teraz mam ten teatr w blokowisku tam, no to szukamy, szukam właśnie czegoś takiego, w tej rozmowie, w tym dialogu, nie to, co ja bym zrobił, czyli co ja bym zorganizował, albo co ja bym zrobił na scenie, tylko się pytam, okej, jakiej sztuki, jakiej rzeczy ty oczekujesz? Ktoś mi mówi jakiś, o jakiejś rzeczy, o jakimś pułapie i ja nie mam tak, że robimy to, tylko ja mówię, okej, a ja ci powiem jeszcze to i to, szukajmy środka. I to jest chyba najbardziej interesujące w tej pracy, taka praca trochę u podstaw, ale z drugiej strony jest to praca przez cały czas na jakimś potencjale, na jakiejś rozmowie, na jakimś poszukiwaniu siebie w społeczności, ale siebie też w tworzeniu kultury. Bo każdy z nas ma jakieś kompetencje tworzenia tej kultury i to jest też jakby tam jedna z naszych misji Gdańskiego Archipelagu Kultury, czyli ta kulturotwórczość. No i zależy mi na tym, żeby jak najbardziej poznać potrzeby tego widza, tej publiczności, i razem z nimi po prostu działać, bo wtedy jest weselej i wtedy rzeczywiście do tego teatru, do tego domu kultury przychodzi ci coraz więcej osób, bo wiedzą, że to jest dla nich, to jest w dialogu z nimi.

Marcin Andrzejewski:
Poznać potrzeby. Zakończyłeś tą swoją wypowiedź, ale dokładnie tym samym rozpocząłeś. Czyli ten pierwszy krok, który chciałeś zrobić lub zrobiłeś w momencie, kiedy zostałeś menadżerem miejsca w Plamie, czyli diagnoza. Czy możemy się pokusić o taką symulację? Wyobraź sobie, że ja jestem osobą z małego ośrodka miejskiego, który ma świadomość, że on już nie chce tworzyć sztuki dla sztuki, tylko chce stworzyć kulturę dla odbiorców tej kultury, realnych. Jak to zrobić? Jak się do tego zabrać, mając na uwadze, że nie mamy budżetu na to, żeby zamówić sobie gotową strategię czy diagnozę rynku w komercyjnej firmie, tylko zrobić to własnym sumptem ciekawie i po to, żeby mieć realne wyniki, bazując na Twoich doświadczeniach?

Mateusz Brodowski:
No ja miałem to ułatwienie, nie była to firma, znaczy w końcu to była firma jednoosobowa, ale to miałem badaczkę do pomocy, z którą opracowywaliśmy pytania. I to było bardzo dużo, mnie odciążyło, bo ja z tych wywiadów, które robiłem, to ja zrobiłem może z pięć wywiadów, a całą resztę, czyli tych siedemdziesiąt kilka ona. Ale, ja robiłem troszeczkę inną robotę, o której zaraz opowiem Jeżeli chodzi o tą ankietę, to to jest nic innego jak, jeżeli jest to właśnie mniejszy ośrodek kultury, jak usiąść trochę z osobą, która jest ci obca, ale której ci, w sensie inaczej, której obca jest kultura ale tobie nie jest ta osoba obca i usiądź z nią i się gdzieś tam próbować dokopać, co jest ci potrzebne w tej kulturze. Ja na przykład mam partnerkę taką, która nie jest totalnie zainteresowana teatrem. Ja jak coś tam robię na przykład, tworzę, to biorę ją i mówię, to jest dla ciebie ciekawe. Jak mówi, że nie, to znaczy, że to nie jest dla niej. Trzeba po prostu gdzieś pogrzebać i poszukać czegoś innego. I to jest ta sama metoda gdzieś tam, że poszukiwanie pewnego rodzaju pytań i odpowiedzi u osób, które są trochę mniej zainteresowane, ale wiedzą mniej więcej o co w tym biega. I te pytania, które stworzyliśmy z Dominiką, która przeprowadziła te badania, to nie było nic innego jak lubisz, nie lubisz? Albo co ci tutaj jest potrzebne? Albo co jest potrzebne społeczności? Albo na czym byłeś ostatnio? Co jest dla ciebie ciekawe? I tak dalej, i tak dalej. Tylko ważne jest to, żeby ta rozmowa nie zaczęła się od najbardziej trudnego pytania pod tytułem, jakie wydarzenie artystyczne najbardziej doceniasz?

Marcin Andrzejewski:
I dlaczego Szekspir?

Mateusz Brodowski:
Tak, tak, tak. I dlaczego Szekspir? tylko od tego, że no cześć, mieszkasz tutaj? Tak? Albo jak kogoś już widzisz, że krępuje to pytanie, to mówisz cześć, jestem stąd i stąd i chciałabym się dowiedzieć więcej o mieszkańcach. Czy ma pani, pan chwilę czasu? I nagle z takiej normalnej rozmowy, którą też miałem, że właśnie po prostu mijałem jakąś panią z pieskiem i sobie szliśmy i sobie gadaliśmy, bo ja byłem z plamy i to było akurat troszeczkę łatwiej, że one nie wiedzieli na tym osiedlu, że jestem z plamy. I szliśmy sobie jeść, ona wyprowadzała pieska, gadaliśmy o tym piesku, a później dopiero o tym czego ona by szukała w ogóle. No i ona na przykład zapadała taki temat, że fajnie by było gdyby to społeczność psiarzy się po prostu bardziej jednoczyła. I masz takie ekstra pomysł, gdzieś tam teraz behawiorystyka zwierząt jest popularna i tak dalej, to jest może jakaś odpowiedź na tą potrzebę. Więc te pytania na pewno nie mogą być pytaniami badawczymi pod względem takiej trudności. Że to właśnie nie jest, że ktoś Ci opracuje, będzie dzwonił telefonem i tak dalej, i tak dalej. Tylko to musi być od człowieka na człowieka. Pod tytułem, że jestem ciekawy kim Ty jesteś. Że też czasami to chodzi nawet o takie podstawowe rzeczy jak wartości. Jakie Ty w ogóle masz wartości w sobie, jakie masz zainteresowania. Bo to jest jakiś punkt zaczepienia, żeby pogadać głębiej o tym potencjale i o tych potrzebach. Druga rzecz, która była jeszcze fajna przy tym badaniu i to właśnie nie wymaga jakiegoś dużego właśnie nakładu badaczy i tak dalej, to my powiesiliśmy przed plamą taką tablicę, raczej dwie tablice złożone z trzech pytań. Pierwsze pytanie było czym się interesujesz? Drugie było pytanie jak chciałabyś, chciałbyś spędzać popołudnia w plamie? I trzecie jakie wydarzenia, jakie wydarzenia artystyczne, kulturalne byś widział, chciał zorganizować w tej plamie? Obok był napis o tym czym jest w ogóle projekt, w którym ja się zajmuję, czyli sąsiadówka spotkania w blokowisku. No i ludzie mogli sobie tam przeczytać, że właśnie prowadzimy w tym momencie badania, które polegają na tym, że na podstawie tych badań później będziemy chcieli stworzyć ofertę kulturalną dla mieszkańców. No i ja trochę szczerze byłem sceptycznie do tego nastawiony, ponieważ myślałem, że to będzie w pewnym momencie, no umówmy się, to jest blokowisko. Na blokowisku mieszkają określone osoby, aczkolwiek ZASPA jest takim miejscem, gdzie osoby, które się osiedlały były, było mówione o nich, że to jest pewnego rodzaju inteligencja tego miasta. No ale dalej ZASPA Trochę tych dresów tam jednak się przytacza. Jest dużo też takich miejsc sportowych tam. Więc miałem różne wyobrażenia o tym, co tam będzie. Ale słuchaj, jak powiesiłem, poszedłem, po 15 minutach już były pierwsze napisy. I to było coś takiego też niesamowitego dla mnie, bo ja miałem takie, kurczę, ja nawet nie zdążyłem jeszcze zrobić zdjęcia, że tam jest pusta, prawda. A już się pojawiło. I naprawdę byłem mega zaskoczony i mega dumny z tego, że rzeczywiście rzeczy, które tam się pojawiały, Tak, były też rzeczy pod tytułem sport i tak dalej, i tak dalej, gdzie my jakby sportowo mniej nas to dotyczy. Ale, że ludzie się naprawdę fajnie w to zaangażowali. Że tam na przykład były napisane, że spotkania rodziców z dziećmi albo matek z małymi dziećmi i tam dziewczyny albo kobiety dopisywały plus jeden, plus jeden, plus jeden, prawda. Że jakby oni też zaczęli wchodzić w konwencję tej całej zabawy. Więc to jest takie prostsze narzędzie, dużo. Myśleliśmy też o tym, żeby w ogóle wywieścić takie kartki, żeby ludzie mogli jeszcze sobie doczepiać jakieś tam karteczki, no ale ze względu na to, że to był płot przed planą, no to jesień się zbliżała, warunki atmosferyczne w Gdańsku są jakie są, więc dużo wieje. Więc tu się powstrzymaliśmy, no i tym markerem po prostu ludzie dopisywali i to było mega fajne, więc to było pierwsze narzędzie, drugie narzędzie to były te wywiady jak człowiek z człowiekiem. No i trzecia rzecz, którą ja z kolei się tutaj najbardziej zająłem, założyłem właśnie ten program, czyli ja organizuję wam. Po tym doświadczeniu projektorni miałem coś takiego, że tu nie chodzi do końca o to co co to jest, tylko żeby nazwać to w miarę tak zahacczająco i na tym pytać ludzi czy im się to podoba, czy im się to nie podoba, w którą stronę chcą, żeby skręciło to spotkanie. No i tak załóżmy zrobiłem taki meet up sąsiedzki, czyli po prostu usiądźmy i pogadajmy. To było ultra ciekawa i fajna sytuacja, bo sąsiedzi przyszli na to. Ja tam w ogóle klasyk tego sąsiadówki jest zawsze mojej Ktoś przyjdzie.

Marcin Andrzejewski:
Dobry wskaźnik masz ilościowy.

Mateusz Brodowski:
Tak, tak. Ktoś przyjdzie, są zapisy, nikt się na to nie zapisuje, ale wiedzą, że jest czwartek, więc w czwartek trzeba przyjść na sąsiadówkę, można przyjść na sąsiadówkę. Jest godzina 17.55, nikogo nie ma, super, ekstra. No i nagle o tej 18 zaczynają ci przychodzić ludzie i 18.05, 18.10, 18.15 I co było ciekawe, że tam właśnie myślałem, że to będzie tak, że ja usiądę, będę prowadził tą rozmowę, coś tam, coś tam. A ja tak naprawdę im donosiłem herbatę. Bo oni usiedli, spotkały się tam w pewnym momencie trzy osoby i oni sami zaczęli ze sobą gadać. Było takie wow. Czyli jakby ta potrzeba rozmowy i to naprawdę nie chodzi o temat. Chociaż temat był, porozmawiajmy o ZASP-ie. No i oni zaczęli rozmawiać ze sobą o tym, gdzie mieszkają. i jak długo tu szli, którędy chodzą, gdzie się spotykają z innymi sąsiadami. Ta po prostu rozmowa była taka, że ja po prostu z panem w pewnym momencie patrzyłem… Mieliśmy też czytanie na przykład kolektywne i na to załóżmy przyszło już mniej osób, ale rozmowa imperatyw, samo czytanie o tym imperatyw, to stanowiło pewnego rodzaju imperatyw do tego, żeby porozmawiać o mieszkalnictwie, o wspólnocie i tak dalej, i tak dalej. Robiłem jakieś taneczne rzeczy, no i tu patrzyłem na to, że kto przyjdzie. No i przyszedł pan na przykład, który myślał, że chodzi po tańcówka. A to się nazywało tańcz, to jakby nikt nie widział. No i tak naprawdę my tam robiliśmy warsztaty bardziej ruchowe, żeby się ruszyć, że niektóre osoby mają pierwszy w ogóle kontakt z takim ruchem, ruchem po długim, długim czasie. Przyszły dzieci z rodzicami i tak dalej. To też było ciekawe doświadczenie dla mnie, bo Każdy przyszedł dla czegoś innego, że jeden po prostu tatą chciał się z synem pobawić po prostu ruchowo, jeden pan myślał, że potańcówka, inna kobieta myślała, że rzeczywiście też będzie DJ i będą jakieś takie tańce zorganizowane, a ja robiłem bardzo taką przeprawę ala teatralną w ogóle z ruchem. No i później usiedliśmy i było takie, okej, co z tego bierzemy? No i oni powiedzieli, że oni by chcieli załóżmy taką potańcówkę spróbować zorganizować. Wcześniej jak mieliśmy to spotkanie sąsiedzkie, jak rozmawiali o rzeczach, to powiedzieli, kurczę fajnie się gada, może fajnie by było zrobić jakąś taką imprezę może taneczną, jakieś tam drzejki. No ja mam takie, czy to już jest ten czas, kiedy ja im daję sprawczość. No i szybko musiałem podjąć decyzję, że tak, to jest ten czas. Mówię, to co, robimy. I oni nagle się tak podpalili, zaczęli kombinować, wymyślać, co się na tych Andrzejkach może dziać. Później tamci kolejni na tych tanecznych mieli takie, o że fajnie, to jakiegoś DJ-a. A ja mówię, ale jakiego DJ-a? No i się zaczęły rozmowy pod tytułem, że ci lata 80, ci jakieś tam Irenka Santor i tak dalej, i tak dalej. Ja mam takie, okej, no to nie wiem, może zrobimy listę przebojów. No super, super, zróbmy listę przebojów. No i w koniec końcu było tak, że te zorganizowane przeze mnie zajęcia to było pewnego rodzaju też dopytywanie ich czego oni chcą, czego oni potrzebują. A przez to, że tu był taniec, tu była rozmowa, tu był ruch, tu były warsztaty kreatywne, to przychodziły kompletnie inne osoby z kompletnie innymi zainteresowaniami. Że czasami po prostu coś im siadło, a czasami im nie siadło i dlatego się nie pojawiali. I teraz jestem na takim etapie, że ci, którzy byli bardziej plastyczni albo bardziej taneczni, tacy, którzy byli skierowani stricte na jakąś tam potrzebę właśnie albo ruchu, albo manualności i tak dalej, przychodzą na rzeczy. Po prostu, bo są ciekawi. Czyli załóżmy, nie wiem, teraz zorganizowaliśmy spotkanie właśnie, jakiej sztuki potrzebuje plamagag i przyszli ci, co się kompletnie sztuką nie interesują. i artyści, którzy w ogóle mieszkają gdzieś w okolicy i się jakby skonfrontowały te dwie społeczności. No i wypracowały jakąś kolejną rzecz. kończąc, bo to już był za długi wywód zdecydowanie.

Marcin Andrzejewski:
Nieprawda.

Mateusz Brodowski:
Proszę?

Marcin Andrzejewski:
Nieprawda.

Mateusz Brodowski:
Nie? Jeszcze nie? Okej. To jeszcze dodam. W każdym razie początek i koniec tego zorganizowanego przeze mnie tych imprez był taki, że zaczynałem od tego, że zrobimy wielki festyn, wielką fetę na temat tego, że rozpoczynamy projekt Sąsiadówka, będzie ekstra, zamówiłem DJa, gitarzystę. Zrobiłem wielki stół z jedzeniem, ulotki rozniesione, plakaty. Te tablice wiszą mi, są już tam zapisane jakieś rzeczy. Godzina siedemnasta, wszystko się ma zacząć. Jest jedna osoba. Nie, rozkręci się, będzie ekstra. Dziesięć minut później są trzy osoby.

Marcin Andrzejewski:
300% wzrosło.

Mateusz Brodowski:
I jedna pani siedzi i ma takie, ktoś tu jeszcze będzie. No to myślisz sobie o tych wszystkich jakichś tam szkoleniach, rzeczach, które czytałeś i tak dalej, co się w takich sytuacjach powinno zrobić, to albo zaakceptować i pracować z tymi trzema osobami. Albo stwierdzić, że skoro impreza trwa trzy godziny, bo jest zaplanowana na trzy godziny, obciąć program o jedną godzinę i ruszałem z ulotkami i namawiałem sąsiadów, żeby przyszli na zewnątrz, jest muzyka itd. Biegałem godzinę. I było to fajne doświadczenie, bo jak wracałem tak co 15-20 minut się pojawiali ludzie. I koniec końców skończyliśmy z 30 osób. I masz coś takiego, że i znowu ta praca u podstaw, znowu ta rozmowa, która nie zawsze jest taką rozmową pod tytułem, ej cześć, zapraszam i tak dalej, tylko od razu pani patrzy na ciebie w rogu, bo jest jakiś młody typ, który do ciebie zagaduje nagle. i możesz być aparycyjnie mega doświadczony i w ogóle być fajną osobą, ale po prostu mamy teraz duże zanik, nie zanik, obniżone zaufanie społeczne, więc to jest normalne. Albo ktoś patrzy na ciebie jak, no po prostu jak nieporozumienie. Ale jednak z tych wielu, wielu osób, z którymi rozmawiałem i tak dalej, to nie wiem, od jednego pana dostałem cukierka. Powiedział, że nie ma czasu i wpadnie kiedy indziej. Fajna rozmowa, ale poszedł dalej. Koniec końców. Właśnie było te trzydzieści osób. zrobiliśmy sobie taką rozmowę, zapoznaliśmy się, no i potem był też odzew tych ludzi, którzy przyszli na kolejne spotkanie, że przeprowadzę kogoś kolejnego. I to był początek. Później się odbywało tych siedem wydarzeń zorganizowanych przeze mnie, żeby poczuć jakby tą atmosferę, jakie potrzeby są i tak dalej. I zakończone to było takim spotkaniem, podczas którego ewaluowaliśmy całe te badania. No i też był koncert oczywiście, badaczka przedstawiła wyniki badań. Też była integracja i na to spotkanie przyszło chyba trzynaście czy czternaście osób. I podczas tego spotkania też zaczęliśmy rozmawiać właśnie o tych Andrzejkach. Do czego zmierzam? Do tego, że jakby bez względu na to, jakie metody masz, bez względu na to, ile poświęcisz na to czasu, to jest czynnik ludzki i jakby możesz przez pierwszy rok spotykać się z trzema osobami i to jest OK. Musisz to po prostu totalnie zaakceptować, bo te trzy osoby mogą ci przeprowadzić kolejne trzy, ale dopiero wtedy, kiedy ci zaufają albo kiedy stwierdzą OK, to jest fajne. i to jest wydaje mi się największe wyzwanie w pracy tej menadżersko-animatorskiej, że jakby nie możesz schrzanić roboty w pewnym momencie, że jakby teraz miałem taką sytuację jedną, która była dla mnie no ciężka trochę, bo była, jest taka jedna kobieta, która się mocno zaangażowała w sąsiadówkę i na Andrzejki przyniosła swoje przetwory, takie kiszonki jakieś azjatyckie czy coś w tym stylu a że przyszła, że tak powiem, tak minutę przed wydarzeniem, a tam już stół był zastawiony, to przekazałem komuś i powie, dobra, weźcie to jeszcze, postawcie na stół, nikt tego nie wystawił. I ona się świetnie bawiła przez cały czas i to było, no naprawdę uwielbiam tą osobę, ale koniec końców trochę było tak, że jak wychodziła, to był niesmak, że czemu nie było to wystawione i tak dalej. I masz takie, no, musisz o to zadbać, więc od razu następnego dnia mail, jak ją gdzieś tam widzę, czy tam zobaczyłem, to jakby musisz zadbać o to, bo po to jakby włożyłeś No jakby, zresztą nie chodzi o to, że to jest jakaś inwestycja, tylko to jest druga osoba, więc jakby w ramach tego też ty musisz myśleć o tym, że jesteś rzecznikiem tej sprawy, trochę bycia osobą organizującą, tego żeby jednoczyć tą społeczność lokalną, dbać o ich potencjały i potrzeby, ale też myśleć o nich jako o ludziach, którzy po prostu dają coś z siebie i to, że ona to przyniosła, to było dla niej bardzo ważne.

Marcin Andrzejewski:
Tak, ale to wiesz, to jest inwestycja, bo ty inwestujesz swoje emocje. Czas, zasób nieodnawialny. Nie patrzymy oczywiście na to przez pryzmat pozbawienia człowieczeństwa, ale inwestujesz też w taką osobę i chcesz, żeby ta osoba czuła się dobrze, no można by to powiedzieć, że to jest zwrot z inwestycji, no bo ty przecież inwestujesz po to, czyli instytucja inwestuje zasoby, czas i energię po to, żeby poprawić dobrostan tej drugiej osoby, więc jeżeli to nie zagrało za pierwszym razem, To jest też kwestia patrzenia na to właśnie przez taki pryzmat. Małoludzki może?

Mateusz Brodowski:
bo inaczej, bo pierwszy raz zagrało, drugi raz zagrało, trzeci raz zagrało, ale za czwartym razem także to zaufanie właśnie przez to, że nie wystawiłem tych kiszonek może zostało zaniedbane, ale chciałem tu też nawiązać, że trochę mam takie, że to inwestycja to jest takie jakieś kapitalistyczne słowo, które mi się źle kojarzy i po prostu może budowanie relacji, że to jest coś takiego, że no takie jak masz związek albo po prostu budujesz relację przyjacielską, jest dobrze, jest dobrze, dokładasz do tego, czujecie się ekstra i nagle zawiodłeś, tak? Więc coś musisz zrobić z tym, żeby pokazać, że to był albo przypadek, albo niedociągnięcie, albo sorry, no tak akurat dzisiaj wyszło. Bawmy się dalej, prawda?

Marcin Andrzejewski:
Marilyn Monroe powiedziała kiedyś, że nobody is perfect. Więc nie można od niej oczekiwać od siebie profesjonizmu. Jasne, że tak. Wiem o czym mówisz. Jest to inwestycja w relacje, jest to budowanie relacji bez dwóch zdań. To teraz do każdego z tych aspektów, które poruszyłeś, właściwie tych elementów budowania tej pierwszej diagnozy, Nasuwa mi się jedno pytanie. Wspólne. Co potem z tymi danymi? No bo zebraliście ich zapewne bardzo dużo informacji. Może tak na to spojrzymy, tak bardziej ludzko. Postarajmy się. Co potem? No bo myślę, że ten konglomerat informacyjny był wielki jak tygiel. Buzowało. Słyszeliśmy teraz sposobów pozyskiwania informacji było multum, więc i zapewne grupy docelowe były inne i informacje były inaczej pozyskiwane, więc i odpowiedzi były nieprzystające do siebie, chociażby w samej formie. Jak sobie z tym potem poradzić?

Mateusz Brodowski:
Ja tutaj biorę trzy drogi sobie pod uwagę, tak patrząc na to strategicznie, no jakby nie damy rady zrobić wszystkiego, ale damy radę na pewno zrobić to, gdzie jakby się wybrzusza jakiś temat najbardziej. No jakby takim jednym z tematów, które gdzieś pojawią się w każdej rozmowie albo prawie na każdym spotkaniu, to były rzeczy związane z zadbaniem o jakieś, wokół tematów zielonych w ten sposób. I ludzie wskazywali na to, że chcieliby mieć miejsce, gdzie by mogli jeszcze odpocząć, albo zadbać o rośliny, może jakiś ogródek sąsiedzki. I to jest jedna z takich potrzeb, którą wybraliśmy i to jest ta potrzeba, którą jakby ja widzę, że jeżeli nawet my to zorganizujemy w jakimś stopniu, to tam jakby ten proces partycypacyjny bardzo ładnie może nam wjechać. Bo to też jest budowanie, też widoczny efekt pod tytułem, że no, z całym szacunkiem, wydarzenie kulturalne, będzie się koncert, poniewięc są tylko zdjęcia. A jednak jak zbudujesz sobie donicę, wrzucisz tam ziemię, później widzisz, że na tej ziemi coś kiełkuje, no to masz takie, że czujesz większą sprawczość. Więc to jest jakby taki pierwszy temat, który bierzemy i to jest rzecz, którą będziemy robić z zielonym zespołem za nią, która siedzi w zielonych tematach u nas. Ale widać bardzo duże zainteresowanie mieszkańców ogólnie tym terenem, bo plama jest w pięknym miejscu w tym osiedlu Zaspa Młyniec, gdzie jest mnóstwo zielonych terenów, parków, jakiś ścieżynek i tak dalej, ale brakuje takiego miejsca, gdzie rzeczywiście fajnie by było społeczności, a nie jednostką na ławce, odpocząć po prostu. I takie myślę, że miejsce będziemy chcieli tworzyć, ale z zasadą, otrzymając takie zasady trochę partycypacji pod tytułem, my dajemy przestrzeń, ale razem wymyślamy i mało tego, razem dajemy dyżury, bo podlewanie kwiatków czy drzewa to jest czasami, jak zasadzisz w kwietniu, to czasami musisz codziennie to donosić, prawda?

Marcin Andrzejewski:
Nie wiem, ale wierzę, że tak jest.

Mateusz Brodowski:
Więc jakby to jest kwestia tego, że to naprawdę musisz zadbać. Jeżeli ty dasz ciała, to załóżmy następna osoba będzie musiała to troszeczkę może jakoś nadgonić, jakoś o to zadbać. Ale też to jest coś takiego, że jak ja jestem amatorem pomidorów, jak sam sobie zasadziłem swojego pierwszego pomidora, to jest też taka zajawka fajna, że sobie patrzysz na to, jak to rośnie, kombinujesz, tu strzykawką podlewasz. Więc też myślę, że jeżeli każdy będzie miał taką małą doniczkę swoją, Prócz tego dużego, co będzie powstawać, no to też jest coś, co może sprawić, że będą oni częściej. I wtedy, jak będzie brzydka pogoda czy coś w tym stylu, no to nie będziemy robić załóżmy tematów ekologicznych, tylko usiądziesz przy czymś innym i zaczniesz się interesować czymś innym, bo to wtedy nie będzie o tym, że chcesz robić tematy zielone, tylko o tym, że chcesz spędzać z ludźmi czas. I to jest jakby taka pierwsza rzecz. Druga rzecz to są rzeczy, które ja zauważam, ale są być może jakimiś głębokimi potrzebami u ludzi zakorzenionymi, ale trzeba do nich w jakiś sposób dotrzeć. No i to są właśnie ten aspekt trochę budowania sztuki środka, co wyszło nam właśnie podczas jednej z tych rozmów z lokalnymi mieszkańcami, gdzie artyści mówili, że fajnie by było zrobić coś takiego na poziomie dobrym jakościowo, żeby to projektanci zaprojektowali, artyści przygotowali, kontra mieszkańcy, którzy mówili, że ta osoba oczekuje od sztuki tego, żeby przejść i sobie po prostu polepić coś z plasteliny, coś z tego wyjdzie, nie wyjdzie i tak dalej. No i koniec końców właśnie w tej rozmowie wyszło, że oni by chcieli uczyć się od tych mistrzów, ale żeby oni nie byli mistrzami, tylko żeby to były równe osoby pod względem kompetencji, bo ci coś wiedzą, czego potrzebują i chcą i ci coś wiedzą na temat tego, no bo się w tym kierunku kształcili. I razem mogą stworzyć coś kosmicznego, korzystając ze swoich zasobów, wiedzy i tak dalej. Więc to jest taka druga rzecz. Tutaj też wchodzi taki temat mój, teatralny, bo będę chciał stworzyć grupę ofową. która będzie tworzyć dla mieszkańców. Czyli, że mieszkańcy przychodzą i mówią, chcemy zmienić ten spektakl inaczej i my mówimy jasne, spoko, robimy od nowa. Prawda? I że jakby, ale żeby to było coś takiego, że to jest przez cały czas w jakiejś konsultacji, w jakiejś obecności z osobami, które są tutaj na dzielni, bo to ma być miejsce dla nich, a nie dla widzimisi artystów. No i trzecia rzecz, taka najistotniejsza i najfajniej partycypacyjnie działająca, no to będę robił coś takiego, że Pojawiło się bardzo dużo pomysłów, pojawiło się bardzo dużo inicjatyw i ludzi, którzy widzą potrzebę organizowania spotkań z ciekawym człowiekiem, albo konkursu szachowego, albo coś w tym stylu i masz takie jak to ożenić i jak to w ogóle, jak to wybrać. No i ja wymyśliłem coś takiego, że każdego pierwszego czwartku, chyba że się zmieni ten dzień, miesiąca, będziemy robić głosowanie sąsiedzkie. Każda osoba, która się znajdzie na sali zaproponuje swój pomysł. Później będzie jakaś tam liczba osób, które się gromadzą na tej sali i będziemy głosować, którą rzecz robimy w przyszłym miesiącu na koniec miesiąca. Czyli, że załóżmy, spotykamy się, wrzucam teraz, bo nie pamiętam, 8 stycznia, przedstawia ktoś pomysł konkursu szachowego, ktoś spotkania z profesorem sztuki na temat czegoś tam, ktoś wybiera po prostu spotkanie z haftem, trzy osoby prezentują, jest 30 osób na publiczności i… Ta propozycja, która dostaje największą ilość głosu jest realizowana w kolejnym miesiącu na koniec miesiąca. No i teraz jest pytanie, czy ta osoba potrzebuje pomocy w organizacji pod tytułem, że musimy znaleźć tego profesora i załóżmy wtedy ja pomagam, dzwonimy, ale też, że ta osoba przez to, że to jest jej pomysł, ona się czuje osobą liderską tego projektu i jest inaczej zaangażowana. Czy to jest właśnie pod tytułem, ja jestem tym profesorem, ja z miłą chęcią to zrobię bezpłatnie dla mieszkańców, ponieważ uważam, że widzę w tym wartość. i tak dalej, i tak dalej. Czy to jest konkurs szachowy? No i dobra, ogłaszamy konkurs szachowy, ale żeby się nie okazało, że grasz sam, sama, prawda? Więc jakby twoją kwestią jest teraz próbowanie rozpropagować tego, czy może warto by było załóżmy zrobić jeszcze w ramach tego dwa, trzy dni jakiegoś przygotowania, żeby usiąść sobie ktoś powarsztatował, nauczył się, spopularyzować to. No i wtedy właśnie są pytania do tej publiczności, do tych odbiorców, do tych uczestników, do tych tworzących już powoli wydarzenia, współorganizujących. Tu nie ma jeszcze tej sprawczości na 100%, ale tylko 50 na 50. Jak chcesz to zrobić? No i wtedy też jest to fajne pod względem edukacyjnym, bo czasami jest… Znaczy ja to tak widzę, że co oni w tej kulturze robią? Co nie?

Marcin Andrzejewski:
Bardzo dobre pytanie.

Mateusz Brodowski:
No co oni robią? Czemu pan nie ma w tym momencie dla mnie załóżmy czasu? Ja mówię, no bo siedzę…

Marcin Andrzejewski:
Kulturę robię.

Mateusz Brodowski:
No kulturę robię. Siedzę załóżmy w tabelce, która jest też ważna dla organizacji, bo bez tego coś nie płynie dalej, prawda? Ale przez to mogą zobaczyć, jak dużo aspektów jest potrzebnych, żeby zorganizować coś takiego i ile potrzeba czasu. Dlatego to są te dwa miesiące, tak naprawdę. Bo jeżeli to będzie pierwszy tydzień i ostatni tydzień kolejnego miesiąca, to masz dwa miesiące na zorganizowanie. To jest okej czas.

Marcin Andrzejewski:
Ale kogoś to organizuje.

Mateusz Brodowski:
Myślę, że jeżeli to byłby tylko jeden projekt, to to jest dla osoby organizującej proste. Ale dla osoby, która pierwszy raz to robi, jest jakimś już wyzwaniem, co nie? No i to jest nasz trzeci trop. Będziemy sobie robić takie głosowanie raz w miesiącu. Sprawdzimy, jak to w ogóle działa, bo to jest taki już proces fajny, partycypacyjny, w którym to mieszkańcy czasami, żeby namówić, że jego pomysł jest najlepszy, to proszą jeszcze swoją gdzieś tam publiczność. Trzeba się zastanowić na pewno, jak to zrobić, żeby to było osoby z ZASPy, bo chcemy, żeby to było od ZASPian dla ZASPian i ZASPianek, a nie żeby to po prostu przyjechało pół Gdyni i pół Gdańska, żeby po prostu głosować na inicjatywę. Ale myślę, że to też jest w praniu, zwłaszcza, że kiedy to będziemy robić pierwszy raz, to się coś tam okaże.

Marcin Andrzejewski:
To taki budżet partycypacyjny za skróconą ścieżką projektową.

Mateusz Brodowski:
Powiedzmy. Ja bym bardziej powiedział, że to jest inicjatywa sąsiedzka i że czasami jest coś takiego, że ktoś przychodzi i ma super pomysł, a ty masz już zaplanowany budżet na cały rok i trochę nie wiesz jak to zrobić, jak to porzenić, a w tym momencie fajnie, bo Wydaje mi się, że mogą być trochę… Może się zmienić ta narracja pod tytułem, bo wy robicie co chcecie, a wchodzi w narrację pod tytułem, to jest od mieszkańców dla mieszkańców. i to jest naprawdę od mieszkańców dla mieszkańców, bo ja będę pomagał robić umowy, wspierał w promocji i tak dalej, no ale to ty masz ogarnąć tą osobę, to ona ma się też poczuć, że to jest twój dom kultury, miejsce, do którego ty zapraszasz i że ty czujesz się w tym miejscu też dobrze, że wiesz gdzie zrobić herbatę tej osobie. Bo to jest jakby też taka idea, którą najbardziej chcę wprowadzić przez ten rok, Czyli ta popularna chyba obecnie w zarządzaniu w kulturze jest ta idea trzeciego miejsca, że miejsce, gdzie poprócz pracy i domu możesz przyjść i się spotkać. Miejsca, w którym po prostu czujesz się okej, prawda? I tam możesz siedzieć na kanapie i nikt cię o nic nie pyta, jesteś z tym okej, a możesz po prostu usiąść do sąsiadki, jak sąsiadka ma przestrzeń, to sobie z nią pogadać. I to też jest rzecz, którą gdzieś tam wprowadzamy od stycznia, bo w tym momencie te sąsiadówki polegają na tym, że Impreza zaczyna się o 18, ale od 17.30 sąsiedzi już mogą się gromadzić, usiąść i pić herbatę razem. I teraz jakby chcemy poszerzyć to od stycznia, że od godziny 10 w czwartek już możesz przyjść, napić się herbaty, wyjść, wrócić do domu, zjeść obiad, przyjść znowu i tak dalej, no a o 18 zaczyna się ta rzecz. I to jest też takie coś, co chcemy sprawdzić i być może rozszerzyć, być może na jakieś inne dni i tak dalej, no żeby oni się czuli u siebie. tylko, że trzeba to robić małą łyżeczką, bo jak czasami jest tak, że teraz, o, bo to jest też fajny przykład, że przez to, że zrobiliśmy te Andrzejki i podczas Andrzejek wyszło coś takiego, że na początku miało być tylko tańce, skupiamy się na tańcach, jakieś wróżby wymyślaliśmy i tak dalej, i tak dalej, ale jeden gościu, który się tak znalazł, nagle Kuba, Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, okazało się, że studiuje informatykę, ale oprócz tego pracuje w branży IT. No i brakuje mu kontaktu z drugim człowiekiem, bo pomyślał, że kurczę, tańce nie są dla mnie, a może ja będę zaproponował grę karcianą jakąś. Masz takie, dobra, nie lepi się to w ogóle, prawda, do Andrzejek Demerytorycznego, aspektu tego projektu, no ale dobra, dajmy Ci drugą salę, będziesz mistrzem gier, nie wiem, co umiesz tam, no to powiedział, że może w kości kogoś nauczyć, jakieś macao żeby było, jakąś jęgę postawimy, no takie spoko. Okazało się, że na tej sali tanecznej było trochę osób tańczących, ale większość się gromadziła w tej sali gier Jeśli już powstały dwa kluby, powiedzmy, dwie grupki osób, które mają takie, chcemy się spotykać na planszówki, czy dasz nam to miejsce No i na przykład to jest coś, czego ja nie potrzebuję specjalnie doorganizowywać, tylko dzwoni do mnie Sara i mówi, ej, mam kawalerkę, chcę sprowadzić tutaj do siebie 3-4 osoby, nie mam jak czy mogę wpaść i zrobić te planszówki dla siebie, dla sąsiadów i tak dalej, potłumaczę zasadę, jasno wpadaj. I to wtedy się tworzy to trzecie miejsce, nie mam miejsca w domu, nie mam przestrzeni w domu, bo nie wiem, dzieci, cokolwiek, że tak powiem, ale chcę wyjść, spotkać się z koleżankami, żeby nie zajmować się jeszcze w międzyczasie dziećmi, masz trzecie miejsce, do którego możesz wpaść i to sobie doorganizować.

Marcin Andrzejewski:
Inkluzywność do kwadratów bym powiedział. To cały czas się budowało. Za każdym razem jak kończyłeś jeden temat to miałem ochotę powiedzieć inkluzywnie, a potem podbijałeś stawkę. To wychodzi z twojego wewnętrznego przekonania, że tak należy, albo że tak chcesz. Czy to wyszło z badań?

Mateusz Brodowski:
Nie, ja jestem wspólnotowy. To jest też ten imperatyw, o którym Ci powiedziałem. Ja przyszedłem tu do tej roboty, żeby pokazać, że ponieważ wierzę, że edukacja, ale edukacja nie tylko jako proces taki trudny, że musisz się czegoś uczyć i tam dalej przyswoić, to czasami jest trudne, ale też taka edukacja przez zabawę czy edukację przez budowanie czegoś, no daje ci kopa i widać to, że daje kopa to też innym. I mam tą wartość w sobie, że ja uważam, że jeżeli mamy jakieś takie podejście wspólnotowe z taką nawet, ja bym to nazwał taką miłością do siebie, no to wtedy te rzeczy, które robisz, nagle robią się przyjemniejsze, że jakby tu nie chodzi o to, że… Znaczy, czasami chodzi o to, żeby postawić granicę i powiedzieć, ej nie, ja mam inaczej. I powiedzieć, okej, szanuję to, ktoś ma jeszcze inaczej, ale co możemy robić, żeby się bawić w tym środku, co nie? Albo gdzie ja mogę przejść maksymalnie do ciebie, żeby się zbliżyć do tego i ciebie zrozumieć. Bo w tym momencie trochę mi się wydaje, że na tym to polega, że z tym mamy kłopot, że to, co wspominałem, że mamy teraz ten kryzys zaufania społecznego jakiś, to jak na to odpowiedzieć? nie, wspólnotowym jakimś rozumowaniem, próbą nawiązania kontaktu i tak dalej, co nie? Tak mi się wydaje.

Marcin Andrzejewski:
Tak mi się wydaje.

Mateusz Brodowski:
W to wierzę, co nie? Taką mam drogę i wydaje mi się, że całkiem fajnie nią kroczę, ale naprawdę bardzo dużo mi dało też to, że jakby że są dni, że ci przychodzą te trzy osoby i masz takie, kurde, średniawka i tak dalej, powinienem zrobić coś więcej. Ale później sobie trzeba wrócić do tego myślenia, tak jest, to jest proces budowania grupy, proces tworzenia społeczności. Tutaj to nie jest sekta, że mamy określony regulamin i jak czegoś nie zrobisz to cię wyrzucamy. Tylko na tym polega ta otwartość. Dzisiaj tą otwartość masz i ona powoduje to, że przychodzi ileś osób, bo załóżmy nie pada deszcz, albo pada deszcz i dlatego ci przychodzą, bo nie chcą siedzieć w domu, a jednego dnia coś innego.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz, bo ty masz bardzo ciężką konkurencję, no bo ty tak naprawdę nie bijesz się w cudzysłów oczywiście, nie konkurujesz z inną instytucją kultury, nie konkurujesz z koncertem, który się odbywa 2-3 ośrodki kultury dalej. Ty konkurujesz z Netflixem, ty konkurujesz z telewizją, ty konkurujesz z Facebookiem. i z czasem, który tam ludzie spędzają. Zapominamy o tym, że my nie żyjemy w takiej próżni, że wszyscy siedzą w domach od 16 i zastanawiają się, co dzisiaj zrobimy, czy pójdziemy do plamy dzisiaj, czy może gdzie indziej, że to życie tak nie wygląda. Najczęściej jest tak, że przeciętny Kowalski, nie przepadam za tym sformułowaniem, ale statystyczny, odpala I nawet jeżeli nie ogląda tego, co jest w telewizji, to spędza czas w domu jakoś tak. To jest narzędzie, z którym ty konkurujesz.

Mateusz Brodowski:
O, trzy tematy.

Marcin Andrzejewski:
No, tak niestety jest.

Mateusz Brodowski:
Mogę do tego odbić?

Marcin Andrzejewski:
Możesz, ale ja chcę tylko powiedzieć, że te trzy osoby to jest ogromny sukces czasami.

Mateusz Brodowski:
Tak, tak. Po pierwsze, super jest sobie to nazwać, bo jak przyszli ci ludzie pierwszy raz, to ja jakby powiedziałem, że dlaczego ja to robię. No raz, no na razie im tam nie wrzucam aż tak, że sztuka i żeby edukować wobec sztuki i tak dalej, tylko mówię, że słuchajcie, że ja zauważyłem po pandemii, że my nie chcemy wychodzić z domu. I to ja nie mówię o Was, ja mówię o sobie, że ja wracam z pracy i ja nie mam siły, mi się nie chce. Ale jak to robię, jak podejmuję tą decyzję, że pójdę na spacer, pójdę na koncert, później tego nie żałuję. Tylko, że jakby gdzieś się wyrobiło w nas takie siedzenie w domu, ale nie siedzenie w domu w sensie takim konstruktywnym czasami, tylko siedzenie w domu pod tytułem bierne odpoczywanie. I to też jest ważne. Ważne jest to, żeby sobie pyknąć czasami film i się odmurzyć albo program i tak dalej, albo coś ambitnego, to jest bardzo ważne, ale, ja to robię takie ale, możesz to zrobić w domu kultury. Możesz przyjść na film do domu kultury, albo, no bo na mecz może nie, ale na film, albo po prostu pooglądać coś razem i inaczej się ogląda telewizor razem niż każdy zamknięty w swoim pokoju ogląda Netflixa, co nie? Teraz na przykład też słyszę wśród znajomych takie popularne, że się po prostu ludzie spotykają na wieczory filmowe. I to też jest, widać, bardzo duża potrzeba młodych ludzi, że nie chcą oglądać, nie wiem, w parze albo samotnie, jak gdzieś mieszkam, tylko chcę pyknąć tego całego Harry’ego Pottera, całe siedem części, wszyscy razem i jeszcze będziemy mieli po prostu jakieś togi, czy tam tiary na głowie, prawda? Bo jest potrzeba jakiejś celebracji, czegoś więcej. I trudniej jest to zorganizować sobie samemu w domu. Jakby, no bo masz ten motyw, że zawsze możesz wyjść, zawsze możesz wyłączyć, a tu jednak masz takie zobowiązanie społeczne pod tytułem, ej jesteśmy razem, stwórzmy coś, żeby było fajnie. Albo nie fajnie, bez zobowiązań. Prawda? No to to jest taka pierwsza myśl, którą sobie gdzieś tam nazwaliśmy, że my tak naprawdę, biorąc pod uwagę frekwencje, walczymy o każdego sąsiada. I o to codzienne wyjście z domu i to jest też spoko, że jak nie wyjdziesz Ale zadaj sobie to pytanie, czy może właśnie nie jest jakoś warto Zrobiliśmy jeszcze coś takiego śmiesznego, że na pierwszej sąsiadówce i tak staramy się co jakiś czas robić, że w plamy podrukowano bardzo dużo pocztówek Ja wymyśliłem, że tych pocztówek jest za dużo i kazałem, kazałem, poprosiłem sąsiadów, że każdy kto ma potrzebę Niech napisze pocztówkę do sąsiada i z zaproszeniem na sąsiadówkę i wrzuci mu do skrzynki. I ludzie po prostu przychodzą i się pytają, czemu są pocztówki, bo by chcieli jeszcze powrzucać. Więc to też jest ekstra taka rzecz, że ta konkurencja, o której mówisz, to siedzenie w domu, no moim zdaniem to jest… to jest wielki problem, z którym się teraz mierzy właśnie kultura i sztuka. Że nawet jak teraz były te badania NCQ albo CBOS-u, już nie pamiętam, to wyszło, że nawet ludzie już mniej przychodzą do kina. Że już nawet ta potrzeba jest, bo jakby te platformy spotreningowe produkują rzeczy na takim poziomie, że już nowość możesz tam dostać nawet czasami bardziej niż w kinie. Czyli teraz należy pomyśleć trochę inaczej pod względem potrzeb ludzkich. Nie koncert jest atrakcyjny, tylko jaki sposób zorganizować koncert, żeby on był atrakcyjny. Bo samo nazwisko, znaczy oczywiście, że da dużo, jak się zaprosi.

Marcin Andrzejewski:
Niektóre tak.

Mateusz Brodowski:
Ale my nie mamy tego hajsu, żeby zaprosić takie nazwiska, że tak powiem. Więc co zrobić, żeby ci ludzie czuli, że zawsze ten koncert będzie ekstra. A tak naprawdę możesz sygnować to znakiem zapytania, ponieważ to przyjdzie.

Marcin Andrzejewski:
Ile mieszkańców liczy ZASPA?

Mateusz Brodowski:
Zagnij mnie teraz, ale wydaje mi się, bo ja myślę, że to jest do sprawdzenia i w takim napisaniu tutaj, oficjalnie, wydaje mi się, że ponad 8 tysięcy.

Marcin Andrzejewski:
No tak przychodzą trzy osoby, to to nie jest mało.

Mateusz Brodowski:
To jest średnio.

Marcin Andrzejewski:
8 tysięcy to wiesz, to jest mała, mała miejscowość, których w Polsce jest wiele. a mają zupełnie inne perspektywy i możliwości, bo fantastycznie się z siebie słucha, ale masz za sobą machinę, bo archipelag sam w sobie, rozproszona, ale jednak duża instytucja kultury z wielkim wsparciem miasta. ogród jednego z największych ośrodków miejskich, więc masz wielkie szczęście i zazdro, takie bardzo pozytywne. Ale jest wiele osób, które działają na bardzo podobnym wolumenie jak ty, nie? 8 tysięcy. Ale mają zupełnie inną strukturę tego wszystkiego dookoła. Tam się przebić, tam wyciągnąć z domu nieraz, tam mentalność jest zupełnie inna. Mniej lub bardziej wielkomiejska, jeżeli możemy tak nazwać mentalność ludzi. A w małym ośrodku miejskim, pod tytułem 8 tysięcy mieszkańców, te przemiany społeczne działają zupełnie inaczej. Część tych negatywnych mut dociera, a tych pozytywnych zachowań i wzorców raczej nie. Więc masz i łatwiej i trudniej.

Mateusz Brodowski:
Tak i nie. Znowu. Bo to jest coś takiego, chyba chcę odbić najpierw stronę tych ludzi w mniejszych miejscowościach. To są inne potrzeby, ale dalej potrzeba spotykania się i bycia blisko siebie, będzie dla mnie budowanie stada, jest jakąś taką fundamentalną rzeczą.

Marcin Andrzejewski:
naturalne koła gospodarczych i wiejskich, które powodują

Mateusz Brodowski:
ten prędzejszy… Wydaje mi się, że w tamtych miejscach jest to czasami nawet łatwiejsze, ale czasami, ponieważ nie robiłem badań, ale wydaje mi się, że tam kompetencje cyfrowe są na trochę niższym poziomie niż w mieście, co oznacza, że jest większa podatność na jakąś manipulację, wejścia w jakieś takie bingowanie seriali i tak dalej, i tak dalej. Ale to jest jakaś tam moja teoria spiskowa. Ale budowanie tej społeczności, ta potrzeba dalej jest. i wydaje mi się, że to jest ta sama robota, którą ja w tym momencie robię, bo do mnie, na sąsiadówkę, do plamy, myślę, że 70% osób, które przychodzi, 60, dobra, nie szalej masz, tak? 60% osób, które przychodzi, to są osoby, które były pierwszy raz w plamie albo dawno, dawno były w plamie, więc tu i tak dla złota praca u podstaw i tak to super pracuje, bo jak później jest jakieś wydarzenie, które ja nie organizuję, tylko inny dział, czyli tworzy ci się pewnego rodzaju no połączenie po prostu tych naszej oferty kulturalnej. No to ja później wchodzę na scenę, pytam się, ej jest ktoś z Aspy? Ktoś podniesie rękę, ktoś nie podniesie i mówię, okej słuchajcie, ja robię takie spotkania sąsiedzkie. No i się zdarzyło, że ktoś z czegoś takiego przyszedł. Więc to jest moja szansa, ja z tego zasobu muszę korzystać, bo to jest po prostu ekstrapotencjał, prawda? Więc to jest trochę odpowiedź na te wielkomiejskie i tak dalej, i tak dalej. I tak czuję większą odwagę tych ludzi, że to jest właśnie coś takiego, że przychodzi do ciebie osoba, która, nie wiem, jest Osobą, która sprzedaje mieszkanie, pracuje na rynku nieruchomości i widać, że ona ma troszeczkę inny imperatyw, ponieważ uprawia taki i taki zawód do tego, żeby coś doorganizować. Jasne, że tak, prawda? To jest inny profil człowieka, no ale to też jest zawsze, kiedy prowadzisz badania, że musisz sobie zrobić tą personę, co nie? Kto mieszka na tej dzielnicy i ta osoba ma ten zasób, a osoba, która mieszka w tej miejscowości i nie wiem, pracuje pracuje online i załóżmy nie wychodzi albo jedzie do dużego ośrodka, żeby tam spędzać czas kulturalnie, to to też jest persona, do której możesz w jakiś sposób dotrzeć, co nie? Więc to jest to. A teraz jeżeli chodzi o potencjał tego, że mamy ten super background z tyłu całego Gaku, no to tak, to jest ta pierwsza sytuacja, o której powiedziałem. Kolega z działu projektów artystycznych robi koncert no i ja na tym koncercie mogę przyjść powiedzieć coś tam, prawda? Ale też to jest w drugą stronę, że ja jakby przychodzą do mnie mieszkańcy, mówią no sorry, ale ja nie znajduję tu nic dla siebie. No i wtedy ja muszę usiąść z Piotrem czy z inną osobą kierującą działem i powiedzieć, słuchajcie, może spróbujmy coś porzenić, może poszukajmy w tym właśnie raporcie, czego oni potrzebują i spróbujmy to stworzyć, bo to nam się zwróci, bo ci ludzie chcą tych koncertów albo chcą takich wydarzeń i to jest ekstra. No i tutaj właśnie to porozumienie jest fajne, bo to ci tworzy tą właśnie tą taką syntezę po prostu tych wszystkich rzeczy. Plusem jest to na pewno, że mamy tą opiekę jakąś taką administracyjną nad nami, księgową. Aczkolwiek no, to jest trochę, ja się śmieję jak taka duża firma, prawda? Jak jest duża firma, która musi opanować jakby to wszystko, co się dzieje wszędzie, to są potrzebne określone procedury, żeby to wszystko działało. Co oznacza, że musisz po prostu wobec tych procedur w jakiś sposób działać, wyrobić sobie to wszystko i tak dalej. I nie masz księgowej, że siadasz obok niej i mówisz, słuchaj, usiądźmy i przegadajmy to, jak w mniejszej miejscowości, tak? No nie, no to… Więc tu musisz po prostu poczekać na coś. Też ten pieniądz musi być przemyślany, bo tak jak właśnie mówimy, to jest duża instytucja i te zakupy muszą być przemyślane. Że ta każda potrzeba, być może nawet czasami adhokracyjna, no musi być przemyślana, bo to jest strategiczne myślenie o instytucji i to jest… To już nie są moje kompetencje w ogóle, prawda? Ale ja muszę mieć pełną świadomość, że dyrekcja musi podejmować czasami takie trudne decyzje. Ja już sobie nie usiądę z tą księgową obok. Znaczy, nasza księgowa jest ekstra i jest i tak otwarta, i tak dalej, ale główna. Ale jakby nie masz tego bezpośredniego kontaktu, więc są inne wyzwania.

Marcin Andrzejewski:
Dodatniej plusu ujemne, mimo jak w każdej instytucji. To jest niepojęte. Słuchaj, porozmawiamy prawie 50 minut. Ja mam 28 przykładowych pytań do zadania.

Mateusz Brodowski:
Musimy drugi raz się spotkać.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz ile zadałem z tej listy? Jedno. Ale to jest… To pokazuje jakim ciekawym człowiekiem jesteś, jaką ciekawą rozmowę stworzyłeś.

Mateusz Brodowski:
Dziękuję.

Marcin Andrzejewski:
To my dziękujemy, że mieliśmy szansę poznać ciebie i twoją perspektywę. I że pokazałeś, że małymi, ale bardzo przemyślanymi działaniami można dojść do dużych wniosków. Bo to, wiesz, wielokrotnie się rozbija ten początek gdzieś takiej zmiany myśleniowej. Z tego my zrobimy, bo my wiemy lepiej zapytajmy kogoś, dla kogo to robimy, tylko nie wiemy jak to zrobić, jak zapytać, czy nas na to stać, czy podołamy, albo czy te informacje, które dostaniemy coś nam dadzą. A ty pokazujesz z perspektywy ośmiotysięcznej dzielnicy. W dużym konglomeracie miejskim. Musimy sprawdzić. Idziemy robić gwiazdki, jak są, ze spokojem, że się da. I jeszcze dać się z pasją. Bardzo Cię dziękuję za to.

Mateusz Brodowski:
Ja też dziękuję Wam bardzo za wywiad. I mam takie coś, że trzeba się też dzielić tym, bo ja też tej wiedzy nie wziąłem z nikąd. To są moje intuicje, ale to też są szkolenia.

Marcin Andrzejewski:
To jest kompetencja nieuświadomiona. Intuicja na tym poziomie to wynika już z doświadczenia nie tylko swojego, także tego nabytego od kogoś innego. Niech ta wiedza leci dalej. Wielkie dzięki raz jeszcze.

Mateusz Brodowski:
Dzięki. Fajnie, że możemy się dzielić tymi rzeczami.

Marcin Andrzejewski:
Dzięki.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

angażowanie mieszkańców animacja społeczności budowanie relacji diagnoza potrzeb Dom Kultury festiwal FETA Gdański Archipelag Kultury grupy twórcze inicjatywa sąsiedzka integracja lokalność partycypacja Plama potrzeby mieszkańców rozwój kultury sąsiadówka spotkania trzecie miejsce warsztaty wspólnota wydarzenia kulturalne Zaspa Młyniec

Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej