Nie musisz się bać wielkich nazwisk – Agnieszka Daroch

W tym odcinku Marcin Andrzejewski rozmawia z Agnieszką Daroch o działalności kulturalnej, produkcji festiwalu oraz pracy zespołowej w instytucji.
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Nie musisz się bać wielkich nazwisk – Agnieszka Daroch

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

Opis odcinka

To konkretna rozmowa o realiach środowiska teatralnego i literackiego. W odcinku poruszamy: Jak powstał i jak rozwija się Teatr Mazowiecki Sieć oraz praca w mniejszych miejscowościach Połączenie działu teatru z literaturą i jego wpływ na projekty Kulisy organizacji Festiwalu Sztuki Kobiet Persona, od pomysłu do realizacji Współpraca międzydziałowa i wyzwania w produkcji wydarzeń artystycznych Znaczenie edukacji kulturalnej oraz relacji z publicznością i lokalnymi ośrodkami

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

Transkrypcja

Agnieszka Daroch:
Tak powstał tutaj też taki kiedyś projekt parę lat temu, właśnie to się nazywa Teatr Mazowiecki Sieć. I to właśnie była nasza idea, że jeździmy do miejscowości, gdzie nie ma tego teatru. To się super pozmieniało w tej chwili, to znaczy oni też, pamiętam te ośrodki mówiły do nas, My dzięki wam zrozumieliśmy, że my możemy zaprosić każdego. Znaczy, że my nie musimy się bać na przykład zapraszać tu wielkiego nazwiska, bo przyjechaliśmy z Wojtkiem Przeniakiem, który występował z takim monodramem Belfer i oni mówią, aha, czyli my też możemy mieć Wojtka Przeniaka u siebie tutaj.

Marcin Andrzejewski:
Agnieszka Daroch, kierowniczka działu i teatru i literatury. Celowe połączenia?

Agnieszka Daroch:
Połączenie wynikające ze zmieniającego się po prostu działu. To znaczy, jak zaczęłam tutaj pracę, to był dział teatru. Właściwie teatr mazowiecki. Taki projekt, który tutaj funkcjonował jak przyszłam 10 lat temu do pracy. a dołączyła do nas koleżanka w międzyczasie, która właściwie zaczęła się zajmować z projektami stricte literackimi. I uznałyśmy, że należy traktować to na równi, zwłaszcza, że każdy teatr wychodzi z literatury, więc było to gdzieś naturalne dla nas połączenie. Najpierw zawsze było słowo, od tego zaczynamy i to stało się kilka lat temu. Też chciałyśmy po prostu, żeby to wybrzmiało, że nie tylko ta działalność teatralna, ale również ta działalność literacka jest w naszym dziale istotna.

Marcin Andrzejewski:
Z jednej strony jest to naturalne, ale ja mam takie doświadczenie, że zawsze był ten dział literacki osobny, nawet w teatrach wydzielony jest taki.

Agnieszka Daroch:
Wiem, bo pracowałam w dziale literackim. Tak, ale myślę, że to jest raczej w teatrach, to jednak ta instytucja, w której jesteśmy, jest taką instytucją, która, jak to powiedzieć dobrze, zbiera różne obszary kultury i sztuki.

Marcin Andrzejewski:
No jest takim parasolowym trochę.

Agnieszka Daroch:
Trochę takim parasolowym też instytucją, też taką instytucją, do której tak naprawdę teatr został wdrożony Teraz nie chcę kłamać, ponad 10 lat temu, tak to ujmę, to będzie bezpieczne, bo to był Teatr Praga, który funkcjonował na Pradze i groziła mu likwidacja. I żeby nie likwidować teatru, zapadła podobno wówczas decyzja, mówię podobno, gdyż nie znam szczegółów, bo jeszcze wtedy mnie tutaj nie było, decyzja, żeby ten teatr włączyć do tej instytucji. I tak zaczęła się właściwie działalność teatralna tutaj, takiej do działu teatru, który już funkcjonował, ponieważ mieliśmy projekty, Na Mazowszu mieliśmy scenę tańca, dołączył jeszcze teatr tak naprawdę dramatyczny. I stąd się tutaj wziął ten teatr, który mi jest gdzieś bliski.

Marcin Andrzejewski:
Tobie jest bliski, ale ty też tutaj przyszłaś już z dość sporym backgroundem. To nie jest tak, że to pierwsza praca po studiach.

Agnieszka Daroch:
No nie, nie, nie. Pierwsza praca była jeszcze na studiach i rzeczywiście to był teatr. Wówczas teatr Syrena, gdzie zaczęłam pracę w wspomnianym przez ciebie już dziale literackim rzeczywiście. i tam spędziłam ponad 10 lat. Na początku właśnie dział literacki, później dział promocji i sprzedaży, więc tak naprawdę różne, różne obszary, więc dużo się zmieniało przez ten czas. W międzyczasie jeszcze doszły kolejne doświadczenia w innych instytucjach kultury, w Domu Kultury i trafiłam tutaj.

Marcin Andrzejewski:
Czyli jesteś w stanie zrozumieć inne osoby w całym łańcuchu decyzyjnym, nie? Żebym to doświadczenie gdzieś tam… Promocja, a kreacja i artystyczny dział nie zawsze idą tą samą drogą.

Agnieszka Daroch:
Ja mam takie doświadczenie, że zawsze gdzieś ten ciężar odpowiedzialności przekładamy na ten dział promocji czy sprzedaży. Jeżeli coś się udaje, to jest sukces nas wszystkich, ale jeżeli się nie udaje, to jest to głównie wina tej strony promocyjnej, że tu coś nie zabrzmiało. To jest biedny dział. Tak, to prawda. I też myślę, że trudne. W momencie, kiedy ja zaczynałam, to rzeczywiście był taki czas… No i jeszcze wysyłania faksów. Naprawdę tych mediów było dużo mniej, dużo łatwiej też było dotrzeć. Była zdecydowanie mniejsza oferta kulturalna. W tej chwili jest przesyt też różnych informacji i bardzo ciężko czasami się jest też przebić z informacją, więc myślę, że to jest taki dział, który wymaga nieustającej kreatywności, nieustającego takiego rozwijania się i właściwie pracy non stop.

Marcin Andrzejewski:
I permanentny niedoczas.

Agnieszka Daroch:
No tak, ale to chyba mam wrażenie, że towarzyszy nam wszystkim.

Marcin Andrzejewski:
Tak, ale to dlatego, że wiesz, no cały sektor pracuje zadaniowo, nie? Projektowo. Tak, tak. To jest tak, że zawsze gdzieś na końcu jest ta godzina.

Agnieszka Daroch:
No tak, my mamy swój deadline i tego nie możemy już przesunąć, tak jak premiera.

Marcin Andrzejewski:
Tak, tak, tak, strasznie ciężko się przesuwa deadline.

Agnieszka Daroch:
Tak, znaczy no już czasami się nie przesuwa. No jak mamy premierę, no to już ta premiera, czy tak jak my robimy też festiwale, to mamy to ustalone rok

Marcin Andrzejewski:
wcześniej i Bo zakres Waszego działania, bo mówimy my w liczbie mnogiej, bo jesteśmy…

Agnieszka Daroch:
Tak, to ja może powiem tak. Dział Teatru Literatury to jest w sumie razem ze mną sześć osób. Każda z moich koleżanek w dziale ma swoje projekty związane z szeroko rozumianym teatrem, bo mamy scenę dziecięcą. i sceny Teatru Ruchu i mamy też projekty realizowane na Mazowszu. Mamy też projekty realizowane z Mazowszem, takie szkoleniowe. To jest Mazowiecki Fundusz Teatralny, który zapraszamy tutaj przez dwa lata instruktorów teatralnych z Mazowsza, którzy tutaj pracują, uczą się co miesiąc, spotykają się i przygotowują później spektakle ze swoimi grupami, które są tutaj pokazywane właśnie w Warszawie, w Miku. Na tej scenie zresztą, na której siedzimy teraz. Dodatkowo w zeszłym roku uruchomiliśmy projekt Scena Start. To jest znowuż projekt dla młodych twórców, absolwentów szkół teatralnych, szkół artystycznych, którzy chcieliby swój pierwszy spektakl pokazać tutaj właśnie u nas. Dajemy im możliwość pracowania w Miku, zrobienia tutaj prób i pokazania właśnie tej premiery na scenie. Więc tych różnych obszarów jest bardzo dużo, a do tego wszystkiego dochodzą działania literackie, o których już wspomniałam wcześniej. Też mamy stałe projekty, które się powtarzają, zarówno na Mazowszu, jak i w Miku. I mamy jeszcze przede wszystkim festiwale. Właściwie naszym głównym festiwalem, który realizujemy tutaj na miejscu, to jest festiwal sztuki kobiet persona. I to jest takie duże wydarzenie, też takie wydarzenie, które jest takim naszym międzydziałową współpracą. Bo rzadko pracujemy międzydziałowo. Raczej pracujemy, każdy ma swoje projekty i tak rzadko kiedyś się przenikają te nasze działania. A ta persona nam na to daje taką przestrzeń.

Marcin Andrzejewski:
Ze względu na skalę?

Agnieszka Daroch:
Ze względu na skalę, ze względu na to, że mamy tam również koncerty, właśnie spotkania literackie, współpracujemy tutaj z naszą czytelnią Elektra, więc rozszerzamy tą działalność na inne też obszary nasze, nie tylko teatr. Więc to nam pozwala na taką dużą współpracę międzydziałową.

Marcin Andrzejewski:
To jest wasz autorski.

Agnieszka Daroch:
To jest nasz autorski, a tak naprawdę jest to autorski projekt naszej dyrekcji, Magdy Ulejczyk, która przyszła do mnie właśnie i do mojej koleżanki z działu Elżbiety Szymańskiej, która jest kuratorką tego festiwalu, z taką propozycją, że bardzo by jej zależało, żebyśmy zrobili właśnie festiwal poświęcony kobietom, które są często pomijane w historii sztuki, w historii w ogóle. Nie ukrywam, że to było spore dla nas też wyzwanie i bardzo ciekawe, bo wcześniej nie realizowałyśmy takich festiwalów i na taką skalę też. I tak to się zaczęło właściwie. I co roku mamy inną matronkę. wokół której wszystkie działania się toczą. To jest festiwal 3-4 dniowy, czasami też współpracujemy z innymi instytucjami, więc są też działania na terenie Warszawy, tak jak pracowaliśmy w zeszłym roku, czy dwa lata temu, już nie pamiętam, z Instytutem Reportażu i też mamy wtedy taką współpracę jeszcze pozainstytucjonalną po prostu.

Marcin Andrzejewski:
Zastanawia mnie ten proces od momentu, kiedy powstaje pomysł. W tym przypadku przychodzi pani dyrektor. Dzień dobry, jestem dyrektorką tej instytucji, mam taki pomysł. Teraz trzeba go zrealizować. Jak się do tego siada? Jak się do tego podchodzi? Bo wiesz, można mieć spójne idee, bo ja czuję, że to też z tobą rezonuje ten temat, ze mną także. Jestem zajawiony jakby trochę, jak żeśmy rozmawiali gdzieś tam na offie o tym. Bardzo mnie to interesuje. Ale emocje i chęć to nie wszystko. Potem ty zostajesz sama, sama z zespołem. No i trzeba to wykonać.

Agnieszka Daroch:
Zacznę od tego, że na szczęście u nas nie ma tego, jestem dyrektorką, więc to już jest o tyle dobrze. To już jest super, bo to się odbywa po prostu rzeczywiście w takiej rozmowie. Mam taki pomysł, co wy na to, jak wy to czujecie. Nie chcę tutaj wystawiać laurki w jakiejś specjalnej instytucji, ale rzeczywiście to jest takie miejsce, w którym możesz przyjść z najbardziej szalonym pomysłem i masz szansę go zrealizować.

Marcin Andrzejewski:
Wystawiajmy. Jeżeli tak jest, to pokażmy, że tak można.

Agnieszka Daroch:
Z mojego nawet przykładu w zeszłym roku, czy nawet dwa lata, nie, dwa lata temu to już było, przyszłam z pomysłem, żeby zrobić festiwal takiej grupy teatralnej Odin Teatry, ponieważ mieli sześćdziesięciolecie, to jest grupa pracująca w Danii i na całym świecie i dyrekcja mówi, świetny pomysł, po prostu rób, tak, więc działamy wtedy i to jest taka duża otwartość. I ta sama otwartość myślę dotyczy też w drugą stronę, kiedy dyrekcja do nas przychodzi z takim pomysłem, I spotykamy się. Mamy, tak jak mówisz, też podobną ideę, podobne jakieś myślenie i mówimy, dobra, okej, to teraz tylko co możemy zrobić w tej materii. Więc szukamy tej matronki na pierwszą edycję, potem na kolejną. Wokół tego zastanawiamy się, co możemy dobudować, czyli jakie wydarzenia, czy to będą koncerty. Też staramy się, żeby to nie była akademia ku czci, bo nam nie na tym zależy. Więc zapraszamy też młodych twórców, młode twórczynie, młode zespoły, czasami nawet punk rockowe, które być może wydaje się, że nie pasują do tej akurat matronki, ale tak naprawdę to jest o tych kobietach, które się przebijają. I tutaj nam na tym zależy. Ale pytasz chyba bardziej o stronę taką produkcyjną, jak to wygląda w ogóle.

Marcin Andrzejewski:
Nie mam pojęcia.

Agnieszka Daroch:
Nie masz pojęcia.

Marcin Andrzejewski:
Nie wiem.

Agnieszka Daroch:
To tak, jak się rodzi pomysł, to chyba najłatwiej będzie mi teraz opowiadać na ostatnim przykładzie. W zeszłym roku tak było. Mieliśmy piątą edycję tego festiwalu i skąd się wzięła napryw Patronka? Patronka się wzięła stąd, że dyrekcja przeczytała książkę Justyny Sobolewskiej. Wyszła książka Justyny Sobolewskiej o jej babci poetce, Jadwidze Stańczakowej. No i stwierdziliśmy, że to jest w ogóle fantastyczna postać. Tak, zróbmy. Ona będzie naszą matronką. No wszystko fajnie, dobrze, jakby część literacka wiemy, wokół czego możemy to nabudować, o czym możemy rozmawiać, ale zarówno u dyrekcji jak i u mnie pojawiła się, u mnie się pojawiło to z wyniku tęsknoty za produkcją teatralną, chęć zrobienia spektaklu specjalnie właśnie na ten festiwal. No i okazało się, że dyrekcji też krąży to po głowie i powstał specjalnie spektakl, więc nie dosyć, że mieliśmy jeszcze jakby cały festiwal, to jeszcze dodatkowo robiliśmy właśnie spektakl, który zresztą nadal jest w repertuarze i z którym teraz zaczynam gdzieś tam podróżować już po festiwalach.

Marcin Andrzejewski:
Bo wy nie macie własnego zespołu aktorskiego. Nie.

Agnieszka Daroch:
My nie mamy własnego zespołu aktorskiego. Tak jak widzicie, scena nasza też ma różne ograniczenia. Nie ma takich możliwości jak w teatrze. Więc te wszystkie spektakle, które wcześniej powstawały i teraz ten, który powstał, to są spektakle takie bardzo, powiedziałabym, proste i kameralne, ale też znamy ograniczenia tej sceny. To znaczy wiemy, czego nie zrobimy. Więc staramy się te nasze możliwości przekuć po prostu w nasz atut. I wydaje mi się, że to, co daje ta scena przy produkcji tych naszych spektakli, które były i czy nawet tych wydarzeń, to jest to, że nawiązujemy bardzo bliską relację z widzem. Bo to, że ta widownia jest tak blisko tych artystów, tego aktora, tak samo jest tak blisko tej historii, którą chcemy opowiedzieć. I myślę, że to jest taka nasza…

Marcin Andrzejewski:
To jest bardzo unikalne doświadczenie.

Agnieszka Daroch:
Tak.

Marcin Andrzejewski:
Ta fizyczna bliskość.

Agnieszka Daroch:
Ta fizyczna bliskość, bo gramy też w różnych ośrodkach na Mazowszu i domy kultury różnie mają te sceny przygotowane i czasami są na przykład bardzo wysoka jest ta scena i że widzowie w pierwszym rzędzie tak siedzą, wiesz, mając zasłoniętą praktycznie pół twarzy i tak sobie myślę, że nie ma tej bliskości, a jednak tutaj powoduje to, że oni są w tej historii dużo, dużo lepiej, dużo mocniej.

Marcin Andrzejewski:
Przypomina mi się rozmowa z twoim kolegą z dorożkarni, który właśnie opowiadał, no oni tam mają tę scenę jeszcze tak bliżej, tam tych rzędów krzeseł jest bodajże chyba 8 w takim maksymalnym rozstawieniu. On mówi, to jest idealne miejsce, żeby pokazać teatr tańca. Bo tam, jak siedzisz w pierwszym rzędzie, to słyszysz jak sapie ten biedny aktor. Czujesz jak on się spoci.

Agnieszka Daroch:
Tak, musisz powiedzieć, czujesz jak kapie pot.

Marcin Andrzejewski:
Dokładnie tak, że jak tam zrobi piruet koło ciebie, to jest szansa spotkania się z jego fizycznym wymiarem.

Agnieszka Daroch:
Tak, tak, tak. I my też jak gramy spektakle teatru tańca, bo ja się tak cały czas trochę może bardziej skupiam rzeczywiście na tym swoim obszarze, ale teatr tańca jest tutaj u nas regularnie, to też często ta widownia właśnie siedzi. Nawet rezygnujemy trochę z tej widowni klasycznej, tylko jeszcze bardziej przesuwamy ją do tych artystów. I zamykamy z trzech stron, więc naprawdę robi się bardzo fajna taka relacja.

Marcin Andrzejewski:
Można to tańczyć. Prawie.

Agnieszka Daroch:
Dokładnie.

Marcin Andrzejewski:
Słuchaj, bo to jest tak, że w większości faktycznie przypadków wy się posiłkujecie zewnętrznymi zespołami aktorskimi.

Agnieszka Daroch:
Zawsze, tak.

Marcin Andrzejewski:
No tak, ale ten jeden spektakl, który zrobiliście, no to już po części jest wasza produkcja od strony To już jest

Agnieszka Daroch:
nasza produkcja po kilku latach rzeczywiście przerwy i to jest taka produkcja chyba, której wcześniej też nie robiliśmy, bo tak naprawdę jest to produkcja trochę na zamówienie, to znaczy zamówiliśmy na pisanie tekstu na podstawie historii Jadwigi.

Marcin Andrzejewski:
A, pisaliście to w oddziału iterackim.

Agnieszka Daroch:
Nie, no my nie mamy tutaj, to właśnie jesteśmy taką instytucją, która… trochę ten dział, czyli robiąc spektakl i potem go pokazując tutaj na scenie, trochę pełnię jakby wszystkie funkcje, to znaczy i trochę jestem garderobianą, i trochę jestem inspicjentem, i jednocześnie wcześniej jestem producentem, a wcześniej koordynator pracy artystycznej. To wszystko gdzieś tam każda z nas musi, musi troszkę połączyć, bo, bo nie mamy takich funkcji jak, jak w teatrze stricte. I to rzeczywiście była sztuka, którą, znaczy ja wiedziałam od początku kto, kogo chciałabym widzieć w tej roli po prostu. Casting był zamknięty z tego powodu, że rok wcześniej zrobiłam taki projekt Solo Inaczej razem z Agnieszką Wszepiórską i w ramach tego projektu zaprezentowaliśmy jej monodramę rzeczywiście o kobietach. I dla mnie to było tak naturalne, że to musi być Agnieszka, że jak zadzwoniłam i się spotkałam i mówię, wiesz Agnieszka, bo ja mam taką propozycję, bardzo bym chciała, a ona mówi, to jest niesamowite, mówi, bo Jadwiga za mną już chodzi, czytam ją i właśnie myślę o tym, gdzie mogłabym to zrobić. Czyli ta Jadwiga też do niej gdzieś tam dotarła. Ja trochę wierzę w takie rzeczy, że ktoś nam tam pokazuje z góry i nam wysyła sygnały. I zamówiliśmy po prostu na pisanie sztuki. Więc ten proces też troszkę trwał. Przyszła, dostaliśmy pierwszą propozycję. No dla nas jest zawsze też, w ogóle myślę, że to jest istotne, jeżeli robimy taką sztukę biograficzną, żeby też pamiętać o tym, że jest rodzina, która jest nadal tak, więc tutaj Justyna Sobolewska była naszą taką konsultantką, ale muszę przyznać, że zaakceptowała właściwie chyba od razu, bez żadnych jakichś tam poprawek specjalnych. Piotrowicki, który wcześniej też pisał sztuki dla Agnieszki, napisał to z taką niezwykłą wrażliwością, ale i też dowcipem i taką lekkością. Ma coś takiego w sobie Piotr, że potrafi tak pięknie balansować te wszystkie emocje, więc powstał dobry tekst, a potem to już poszło.

Marcin Andrzejewski:
Obydwoje wiemy, że to, a potem to już poszło, to jest dziesiątki składowych.

Agnieszka Daroch:
A potem się dopiero zaczęło.

Marcin Andrzejewski:
Potem się dopiero zaczęło, no właśnie.

Agnieszka Daroch:
Potem się dopiero zaczęło.

Marcin Andrzejewski:
To jest pomysł, nie? To jest realizacja pomysłu od tej strony zasadowej.

Agnieszka Daroch:
Znaczy to wygląda, to brzmi bardzo fajnie.

Marcin Andrzejewski:
No przecudownie, sam chciałbym robić, nie? Jak tak Cię słucham. Tak, tak.

Agnieszka Daroch:
Tak, no. Wiesz, no mi jest trudno też powiedzieć, bo to jest dla mnie chleb codzienny. Tak naprawdę.

Marcin Andrzejewski:
Z syndromu szósta się wkłada?

Agnieszka Daroch:
Nie, nie, nie. Co się później dzieje, tak? To znaczy, no… Szukamy ludzi, którzy mogliby to z nami robić. Często to jest oparte na jakichś naszych wcześniejszych współpracach, na tym, że ktoś ma podobną wrażliwość, że ktoś podobnie czyta te same emocje, tak jak my byśmy to gdzieś widzieli. Więc tutaj ta grupa, która pracowała była trochę taką, jak to ja mówię, ekipą Agnieszki. Ponieważ Agnieszka poprzednie monodramy przygotowywała w dużej mierze, właściwie wszystkie chyba, albo większość z Anną Gruszkówną, reżyserką. Więc tą ekipę, czyli autor tekstu, reżyser mieliśmy troszkę powtórzoną, ale to też jest super, bo ta grupa dobrze pracuje już, tak? Już znają się, wiedzą, co, co, co może wyniknąć. A potem zaczęliśmy szukać kolejnych realizatorów i no, tak nie wiem, czy opowiadać tak o procesie, jak to opowiadać. Mogę długo opowiadać o tym, no. Zaczęliśmy szukać realizatorów, zastanowili, Oczywiście dajemy tekst sztuki, żeby oni też poczuli, czy to jest coś, co oni chcą. No i jak już mamy taką ekipę, No to siadamy i zaczynamy rozmowę o terminach. Tym razem było tak, że ja ten termin trochę narzucałam, ponieważ to miał być na finał festiwalu, więc ten termin był gdzieś tam z góry narzucony. No i tak naprawdę zaczęliśmy pracę. Na spektaklem pracy zaczęliśmy od tych pierwszych rozmów, no to było na jesieni 2024 roku, a 1 czerwca 2025 mieliśmy premierę.

Marcin Andrzejewski:
Nawet jak ten zespół jest zgrany i pracujący już ze sobą i nawet czujący chemię, no bo na tym to zapewne polega. Domyślam się, że to jednak są jednostki, to są indywidua.

Agnieszka Daroch:
I artyści.

Marcin Andrzejewski:
I artyści. Nie trzeba nic więcej tu opowiadać. Na pewno miałaś takie sytuacje, z którymi sobie trzeba gdzieś tam poradzić. Z jednej strony jest ego, z drugiej strony jest osobista wizja artystyczna. Nie nacechowana negatywnie, tylko każdy ma jakiś ogląd tego samego wersu.

Agnieszka Daroch:
Tak, tak, tak, oczywiście. Ja muszę przyznać, że ja mam jakieś niebywałe szczęście przy tej produkcji, że to naprawdę była zgrana ekipa i nie mieliśmy, i teraz naprawdę nie próbuję pokazać jakiejś wizji cukierkowej tego, ale że nie mieliśmy rzeczywiście takich sytuacji wielkiego napięcia, wielkich jakichś konfliktów, tak. Mieliśmy, mieliśmy wiadomo, tak jak mówisz, różne wizje artystyczne, różne pomysły. To jest naturalne, znaczy mi się wydaje, że to też jest taki proces tworzenia, gdzie po prostu szukamy pewnych rzeczy, tak? Pamiętajmy też o tym, że dochodzi też to, jak funkcjonuje nasza instytucja, to co można w naszej instytucji, bo to są pewne zasady, formalności, które my też musimy sprostać. Ja to mówię zawsze, że ta rola taka producenta, to jest taka trochę rola ciągle pomiędzy, pomiędzy czymś. Pomiędzy wizją, pomiędzy przepisami, pomiędzy potrzebami, oczekiwaniami artystów, ale też ekipy technicznej. Też ekipy, która tutaj jest na miejscu. Ktoś to musi zrobić. Ja zawsze bardzo mocno wierzę w to, że rozmowa jest kluczem do wszystkiego. Po prostu porozmawiajmy, spotkajmy się i usłyszymy się. Może to strasznie brzmi banalnie, jak takie powtarzane.

Marcin Andrzejewski:
To jest coś bardzo ważnego, szczególnie to ostatnie. I usłyszymy się.

Agnieszka Daroch:
Tak, bo ja po prostu mocno w to wierzę. I oczywiście są takie sytuacje, że ekipa na przykład techniczna widzi to inaczej. Albo, że na przykład czegoś nie widzi. Teraz już nie mówię tutaj o spektaklu, ale na przykład nie wiem, realizujemy też różne wydarzenia i nagle pojawia się scenograf, który tutaj wcześniej nie pracował i on ma swoją wizję na przykład na to czy inne wydarzenia.

Marcin Andrzejewski:
On się tutaj przemodeluje i tam… Tak, tak, tak.

Agnieszka Daroch:
I tutaj na przykład nie wiem, no teraz wysypmy po prostu ileś kilogramów ziemi. Ok, wysypiemy je w lutym.

Marcin Andrzejewski:
Teraz.

Agnieszka Daroch:
Na pewno przy jednym spektaklu. Ale musimy to wszystko wiedzieć, kto, co, jak i tak samo musi się to odbyć zgodnie, raz, że z naszymi jakimiś przepisami, z naszym bezpieczeństwem, ale też z tym, kto to ma zrobić, jak to ma zrobić. Więc ja na przykład robię tak, że jeżeli mamy scenografię, projekty, ja zawsze rozmawiam z ekipą techniczną. Chyba już u was była Kasia Łękawska na rozmowie, nasza kierowniczka techniczna. Ja zawsze przychodzę do Kasi. Kasia zaprasza tych panów, którzy pracują przy tym projekcie. Ja im pokazuję. Oni mówią, nie słuchaj, tego nie można zrobić, bo to i to. i szukamy, wiesz, rozwiązania i po prostu, no, będę się z tobą już powtarzać, ale po prostu dla mnie jest ważne, żeby oni też potem, na przykład tak jak mamy ten spektakl, będziemy go grać często, to żeby oni też nie mieli z tym problemu, żeby to też nie było, że ja tutaj, wiesz, włożę olbrzymie, nie wiem, długie, bardzo, nie wiem, na przykład bale drewna. Mieliśmy taką scenografię, która była dość trudna, bo miała takie kafle z przezroczystego pleksia, ale potwornie ciężkie. No, jest to dodatkowy trud, tak? Jeżeli mamy jeździć i szybko gdzieś montować, w różnych też warunkach, to też musimy o tym pamiętać, więc ja też przez te lata pracy tutaj, nauczyłam się rozmawiać ze scenografem, że super to wygląda, ale ja to muszę zagrać. Na podłodze w, nie wiem, w parku, załóżmy w Czarnolesie, albo muszę to zagrać w małym, tak jak teraz jedziemy do Płocka, w muzeum, w małej sali. Więc na przykład teraz tutaj przy tym spektaklu mam taką scenografię, którą mogę zagrać i na takiej powierzchni, i na takiej powierzchni. Tak? I myślę, że to jest najważniejsze.

Marcin Andrzejewski:
To jest taka specyfika, nie? Może nie taka unikalność w skali kraju, ale jednak gdzieś tutaj w regionie, no to jesteś taką instytucją, która faktycznie, no Mazowsze, nie? To nie jest Warszawa, to nie jest tylko miasto społeczne. Tylko to jest Mazowsze.

Agnieszka Daroch:
Tak, tym bardziej, że wiesz, no zależy nam, tak powstał tutaj też taki kiedyś projekt parę lat temu, właśnie to się nazywa Teatr Mazowiecki Sieć. I to właśnie była nasza idea, że jeździmy do miejscowości, gdzie nie ma tego teatru. To się super pozmieniało w tej chwili, to znaczy oni też, pamiętam te ośrodki mówiły do nas, my dzięki wam zrozumieliśmy, że my możemy zaprosić każdego. Znaczy, że my nie musimy się bać na przykład zapraszać tu wielkiego nazwiska, bo przyjechaliśmy z Wojtkiem Pszoniakiem, który występował z takim monodramem Belfer i oni mówią, aha, czyli my też możemy mieć Wojtka Pszoniaka u siebie tutaj. Super, to dzięki wam my wiemy, że my też możemy. I oni na przykład już nas nie potrzebują, bo oni już sami ich zaproszą.

Marcin Andrzejewski:
No ale otworzyliście głowę.

Agnieszka Daroch:
Tak, ale dla mnie to jest najlepiej wykonana praca, że ja nie muszę, tylko oni już wiedzą, że mogą.

Marcin Andrzejewski:
Powinni. Bo dość sporo poświęcacie właśnie takiej, jakby nie patrzeć, trochę edukacyjnej sferze, nie? Teatr jest teatrem, ale czasami jest tylko kanwą do tego, żeby im tam, im mówię, małym środkom… Żeby się powymieniać po prostu.

Agnieszka Daroch:
Tak, tak. Żeby też… Myślę, że to jest takie dmuchanie w skrzydła po prostu. Że oni to mogą, tylko muszą wiedzieć, że mogą.

Marcin Andrzejewski:
Tak. To też jest taka idea tego naszego projektu, żeby pokazać im, cały czas im. Ja się też czuję, bo ja jestem niby z niewielkiego, ale jednak miasta, ale bardzo dużo jeździłem i bardzo dużo realizacji robiliśmy właśnie w takich ośrodkach, które składają się z dwóch etatów. gdzie jest scena w domu kultury, który jest wszystkim, ale jest też centralnym punktem w danej społeczności. Więc ja się trochę nimi identyfikuję. To jest też jakby moja estetyka też, bo tam jest ta kultura, która ma natychmiast odbiorca i natychmiast masz feedback.

Agnieszka Daroch:
I masz feedback od razu, tak.

Marcin Andrzejewski:
To jest też ogólne, bo tu w taki, wiesz, nie obrażając albo nie negując dużego miasta, u nas jest tak, że skurtyna się zamyka i są dwa różne światy, które się rozchodzą.

Agnieszka Daroch:
Tak, myślę, że tak, natomiast ja też, jeszcze wracając do tego, co wcześniej powiedziałaś o nim, ja myślę, że najważniejsze w tym wszystkim i tak się staram też pracować, że ja nie jadę im pokazać, jak należy robić.

Marcin Andrzejewski:
Tylko robić.

Agnieszka Daroch:
Tylko po prostu robić, tak? Bo to nie jest tak, że ja przychodzę i teraz… Często też tak jest. Jesteśmy odbierani na przykład, znaczy byliśmy odbierani w moich ośrodkach, że my z Warszawy to my wiemy lepiej albo więcej. Ja mówię, nie, my się tak samo uczymy i tak samo to, co pokazujemy, czy o czym z wami rozmawiamy, to jest efekt naszego doświadczenia jakiegoś, tak? A nie, że my wiemy lepiej. My już po prostu pewne etapy przeszliśmy i możemy wam powiedzieć, to jest fajna ścieżka, na tej będzie trudniej.

Marcin Andrzejewski:
Trzeba mieć zasoby czasami, żeby się móc popotykać na duże instytucje, czy większe instytucje, które mogą sobie na to pozwolić. Bo przy tej złożoności całej instytucji, w jakiej tu jesteśmy, jak jeden projekt nie spełni oczekiwań założonych, to świat się nie zawala. Tak jak powiedziałaś, Nie ratujemy życia ludzkiego, więc to dalej trwa.

Agnieszka Daroch:
Chociaż czasami się tak czuję, jak czasami już tracę wiarę, bo tracę czasami, bądź przychodzi większe zmęczenie i też pamiętam taką sytuację, że robiliśmy właśnie jakiś spektakl i ja tak sobie siedziałam na widowni, ponieważ bardzo lubię siedzieć w ogóle na widowni i obserwować ludzi. Nie oglądam premier z zasady, bo za bardzo się denerwuję. Ale po tym, że gramy spektakle, to oglądam, bo lubię po prostu wyczuć, czy ludzie tak samo czytają to, co my chcieliśmy pokazać. No i tak pamiętam, że tak siedziałam i mówię tak, nie, już jestem zbyt zmęczona, już jest za dużo wszystkiego. I po spektaklu była rozmowa i taka jedna pani mówi, W ogóle nie chciałam tu dzisiaj przychodzić, bo w ogóle jestem zmęczona i w ogóle nie lubię teatru i nie interesują mnie monodramy, ale koleżanka mnie wyciągnęła i chciałam paniom powiedzieć, że to był świetny wieczór i ja się czuję dużo lepiej. Wtedy pomyślałam, dobra, było warto dla tej jednej pani. Chociażby dla niej jednej.

Marcin Andrzejewski:
Teraz trzeba tylko poszukać monodramu, na który ty możesz pójść w takiej sytuacji.

Agnieszka Daroch:
Tak, chyba tak. Znaczy ja potrzebuję kwa monodramu pod tytułem odpoczynek.

Marcin Andrzejewski:
Słyszałem jest takie słowo. No właśnie. Nie pamiętam co znaczy, ale tak. Tak, tak.

Agnieszka Daroch:
To chyba, chyba, chyba tak, bo rzeczywiście zeszły rok był taki bardzo, bardzo intensywny też jeśli chodzi o różne wydarzenia.

Marcin Andrzejewski:
No wiesz, no robicie i duże, i małe wydarzenia, ale też robicie te wydarzenia, które mają faktyczny wpływ, nie? No chociażby właśnie za persona, gdzie ten pomysł, który przyszedł niby z, no już nie mówiąc z góry, ale gdzieś tam z domu, nie?

Agnieszka Daroch:
Tak, tak, tak.

Marcin Andrzejewski:
Tak mu się przerodził taki konglomerat działań.

Agnieszka Daroch:
Tak, zdecydowanie, zdecydowanie i też myślę, że właśnie otworzył nas na współpracę międzydziałową. Że to się pojawiło tak bardziej.

Marcin Andrzejewski:
Tak, bo to jest też tak, że bardzo często instytucje już mające fajną skalę, mające fajne możliwości, będące w fajnych budynkach, bardzo często budują tak zwane silosy informacyjne, czyli mamy dział i ten drugi dział jest widywany tylko gdzieś tam jak idziemy po kawę do socjalnego i nic więcej. którzy firmy budują swoje siedziby architektonicznie tak, żeby te działy musiały ze sobą bywać. W Apple jest bodajże tak skonstruowana stołówka, która jest jedna, celowo jest jedna, w centralnym, już teraz nie w centralnym, ale w miejscu, w którym się muszą wszyscy spotkać i muszą się wymienić. Nie ma wyjścia, te działy muszą ze sobą codziennie się spotkać. Jest to wymuszone wręcz architektonicznie.

Agnieszka Daroch:
Czasami trzeba chyba wymusić, bo nie zawsze wszystkie inicjatywy, które są w tym celu, nie zawsze spełniają te oczekiwania.

Marcin Andrzejewski:
No bo jak powiesz komuś co ma robić, to on z automatu się próbuje gdzieś tam zjelnieć. A tutaj nie ma wyjścia. Chce iść zjeść kanapkę w normalnych warunkach, to musi przejść przez cudzianów.

Agnieszka Daroch:
To się musi spotkać z kolegą z innego działu.

Marcin Andrzejewski:
To jest przebadane, że te mikroinformacje, które przepływają wtedy, tworzą o wiele lepsze rezultaty projektowe.

Agnieszka Daroch:
Coś w tym jest. Mówi się zawsze, że najlepsze imprezy są w kuchni. Ja też uważam, że najlepiej się rozmawia w socjalu i najwięcej rzeczy ustalamy często w naszym pokoju socjalnym, właśnie gdzie, tak jak mówisz, spotykamy się z różnymi kolegami z innych działów. Natomiast przy tej personie też, wiesz, daliśmy taką, znaczy to był taki Założenie, że bez przymusu, tak? To znaczy mówimy co chcemy, co robimy. Jeśli chcesz zostań z nami, jeśli nie chcesz, nie czujesz, nie rób, tak? I to też przez te pięć lat się zmieniają te osoby, tak? Mamy jakiś tam taki trzon stałej ekipy. ale pozostałe osoby gdzieś tam się zmieniają. My też sprawdzamy, bo tak jak mówię, wcześniej nie robiliśmy takiego festiwalu. Ja oczywiście cały czas mówię od momentu, kiedy ja tu jestem, bo ja wiem, że instytucja przechodziła różne tutaj etapy i różne projekty były wcześniej realizowane, więc ja to mówię tak w ostatnich 10 latach. I to rzeczywiście nam fajnie pozwala się też bliżej poznać i współpracować. Ja na przykład miałam tak w pandemii, kiedy z całkowicie działem, z którym wcześniej nie miałam żadnej styczności, z działem galerii i wystaw, który wówczas zaczął robić projekt muzyczny, Space of Jazz, który był tylko taką rejestracją koncertu, czyli tak naprawdę zapraszaliśmy tutaj muzyków, rejestrowaliśmy koncert, żeby go później w online odtworzyć, bo to były te czasy pandemiczne. I oni mnie właśnie zaprosili do współpracy takiej producenckiej. I ja nagle odkryłam po prostu fantastycznych ludzi, którzy byli w pokoju obok. I ta relacja cały czas jest utrzymywana, bo teraz ja mówię, musicie mi pomóc, bo ja muszę tu zaaranżować taką i taką przestrzeń, a ja tego nie umiem tak jak wy. I uczę się od nich tego jak zaaranżować przestrzeń, jak zbudować jakąś perspektywę. Więc mówię, to jest na przykład dla mnie znakomita.

Marcin Andrzejewski:
Powiedz mi jeszcze, czy z reguły jest tak, że właśnie z działu literackiego wychodzą inspiracje do takiego chociażby festiwalu jak Barcelona? w kolejnej edycji. Skąd się bierze pomysł na myśl przewodnią, masło maślane?

Agnieszka Daroch:
Pomysł na kolejną patronkę.

Marcin Andrzejewski:
W tym przypadku, o którym rozmawialiśmy ostatnio, to z literatury.

Agnieszka Daroch:
Ja mam świetną dziewczynę w dziale, Ele Szymańską, która jest właśnie od tych projektów literackich i to jest po prostu, nie wiem jak to nazwać, ona ma pomysł za pomysłem. Tak bym to powiedziała. I rzeczywiście ona jest takim naszym motorem napędowym jeśli chodzi o te matronki. Zawsze mamy taką otwartość. Mówimy, hej macie kogoś? Wyślijcie, dajcie znać. Zastanowimy się. To nie jest tylko wybranie matronki i mówimy, o świetna osoba. Tylko trzeba wokół tego jeszcze coś zbudować. Trzeba jeszcze wyciągnąć kolejne warstwy, bo tak jak mówię, nie chcemy robić akademii ku czci, czyli nie będziemy mówić, o Boże to była fantastyczna poetka, bo była. Więc szukamy i rzeczywiście Ela ma niezwykłą zdolność szukania i ja jestem bardzo wdzięczna, że ją mam w dziale. Bo my się tutaj też tak wzajemnie uzupełniamy przy jej projektach literackich, które ona realizuje. Ja zawsze jestem od tej strony producenckiej, wykonawczej, a ona znowuż przy moich projektach jest bardzo dużym wsparciem takim merytorycznym. tak to się rodzi.

Marcin Andrzejewski:
Czyli pomysłów może być wiele, ale zawsze jest ktoś, kto tak gdzieś tam ciągnie.

Agnieszka Daroch:
Tak, bo wiesz, bo później to trzeba naprawdę ułożyć, żeby to miało jakąś taką przemyślaną strukturę, żeby to nie była tylko suma przypadkowych, nie wiem, spotkań, koncertów, tylko, że rzeczywiście trzeba tą nitkę, te koraliki poszczególne dobrać później odpowiednio.

Marcin Andrzejewski:
Wy tylko bazujecie na własnych doświadczeniach, czy też myślisz tak bardziej strategicznie, no wiesz, dobra. To tu jest cudowna osoba, wokół której chcemy robić dane wydarzenie, jakoś pomysł przewodni, ale czy zderzasz to potem z odbiorcami, z jakimiś grupami docelowymi, czy masz gdzieś tam z tyłu głowy, dla kogo to robicie? Zawsze jest cudownie robić coś, co jest fajne i robić to trochę dla siebie, ale nie na tym polega nasza rola też do końca.

Agnieszka Daroch:
To jest dość trudne w ogóle, bo ten odbiorca u nas myślę, że jest takim odbiorcą bardzo przypisanym do konkretnych projektów. To znaczy każdy swój projekt ma swoją publiczność i rzadko kiedy ta publiczność się przenika, tak? Więc Persona też już wytworzyła jakąś swoją publiczność i myślę, że to jest fajne. Rzeczywiście to po pięciu latach zobaczyliśmy, tak? Że to są odbiorcy tego projektu. Natomiast ja myślę, że zawsze musimy gdzieś tam zastanowić się dla kogo jest. Ja wiesz, ja też mam świadomość, że są też nazwiska, które przyciągają. Są nazwiska też, które być może jakiejś części społeczeństwa dużej nic nie mówią. I w momencie, kiedy bierzemy nazwisko, które powiedzmy być może mniej mówi przeciętnemu odbiorcy, no to musimy tak dobudować program, żeby jeśli nie ta osoba, to ten program przyciągnął. Więc cały czas gdzieś to myślenie o odbiorcy jest.

Marcin Andrzejewski:
Ja się kiedyś zderzyłem z taką perspektywą. Ja nie mówię, że ona jest zła. Jeden z dyrektorów teatru mi powiedział, Panie Marcinie, ja jestem od tego, żeby ciągnąć widza za uszy. Ja nie mogę robić wszystkiego pod niego. Za uszy do góry. Tak, tak, tak, tak. Więc czasami jest zdarzenie tych dwóch światów. Instytucja chce mieć pełną salę, mówiąc tak bardzo upraszczając, ale z drugiej strony masz też jakąś wartość, która może być bardzo ważna i ty to wiesz, jako osoba, która jest specjalistką w swojej dziedzinie, ale masz też świadomość, że to nie będzie coś, co się wyprzeda w godzinę, albo że to będzie bardzo ciężko przyciągnąć tutaj wolumen ludzki w taki, jak byś chciał, albo jakby założenia instytucji były. Tu wyważenie.

Agnieszka Daroch:
To jest zawsze taka próba wyważenia, że jeżeli, tak jak mówię, tu mamy, to powiedzmy, nie wiem, znaczy nie chcę nikogo obrażać, że ktoś nie wie, kim jest Maria Janion, ale powiedzmy Maria Janion.

Marcin Andrzejewski:
Nie mam pojęcia, kto to jest.

Agnieszka Daroch:
No więc właśnie mówię, dla kogoś jest nieczytelna. To ja staram się zawsze, mówię tak, słuchajcie, to musimy tutaj jednak mieć super zespół albo super aktora, który czyta. bo oni jeśli nie przyjdą na nią, to przyjdą na tego aktora. Na przykład tak też jak graliśmy na Mazowszu, robiliśmy czytania na Mazowszu. Ja mówię, dobra, super, czytamy Kapuścińskiego. Ktoś może nie chcieć przyjść na Ryszarda Kapuścińskiego, natomiast przyjdzie, bo czyta ten tekst, nie wiem, Przemek Bluszcz. I on dzięki Przemkowi Bluszczowi dowie się, że ten Kapuściński fajnie pisał.

Marcin Andrzejewski:
Pisał.

Agnieszka Daroch:
Więc ja myślę, że to zawsze jest jakiś taki kompromis. Szukanie takiego po prostu kompromisu. Uważam trochę, że nie można… Zawsze ta cała dyskusja, czy to telewizja jest taka jaka jest, bo widz nie jest w stanie więcej podskoczyć, czy to my po prostu ogłupiamy publiczność. No i trochę myślę tak jak ten dyrektor, o którym mówisz, że pokazujmy. Tak samo jak mamy tutaj projekty dla dzieci. To są różne spektakle. Bo uważam, że to jest naszą rolą gdzieś tam pokazać, nauczyć ich estetyki. Jeżeli trafia nam się, a czasem nam się trafia niedobry spektakl, to po prostu rozmawiamy o tym, tak jak z koordynatorką sceny młodego widza i ja mówię, wiesz co, nie, więcej tego nie możemy. Bo tak nie możemy pokazywać, że tak może wyglądać teatr, bo to jest zły teatr, tak?

Marcin Andrzejewski:
Czyli dajesz sobie przestrzeń na błąd i dajesz sobie przestrzeń na to, żeby się nie skarygować.

Agnieszka Daroch:
Znaczy sobie najtrudniej. Mojemu zespołowi daję. Z mojemu zespołowi zawsze mówię, że jak mają, ja się tu pomyliłam albo czegoś nie zrobiłam. Ja mówię, no i trudno. Już więcej tego, ja ci mogę powiedzieć, tego błędu już więcej nie zrobisz. Zrobisz inny. Ale najtrudniej z samym sobą. Najłatwiej się szuka.

Marcin Andrzejewski:
No widać wszystko, nie?

Agnieszka Daroch:
Bardzo szybko, normalnie. Tak, tak. A po drugie, ja zawsze szukam winy w sobie i mówię, a na pewno tutaj coś mogłam. Ale już od zeszłego roku się tego uczę, żeby tak nie robić.

Marcin Andrzejewski:
Z tego się trzymajmy. Bo trzeba jakoś, wiesz, przetrwać, nie?

Agnieszka Daroch:
Oczywiście.

Marcin Andrzejewski:
W tym gąściu kultury.

Agnieszka Daroch:
Dokładnie.

Marcin Andrzejewski:
Bardzo Ci dziękuję za to, że mogliśmy porozmawiać.

Agnieszka Daroch:
Dziękuję.

Marcin Andrzejewski:
Za zaproszenie, że mogliśmy być tutaj, gdzie jesteśmy.

Agnieszka Daroch:
Bardzo Cię cieszę też, że jesteśmy w tej przestrzeni właśnie takiej naszej i teatralnej, i koncertowej. Dla mnie to zawsze jest takie miejsce teatralne i bardzo lubię.

Marcin Andrzejewski:
Myśmy mieli kilka sal tutaj u Was do wyboru, ale wyborem serca się nie dyskutuje.

Agnieszka Daroch:
Tak po prostu musiało być.

Marcin Andrzejewski:
Jest też estetyka nam bliska, więc to jest cudowne. Jeszcze raz bardzo dziękuję za Twój czas i za podzielenie się tą wiedzą i Twoją perspektywą.

Agnieszka Daroch:
Dziękuję.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

adaptacja scenografii bliskość z publicznością działania międzydziałowe edukacja kulturalna festiwal Persona kreatywność w kulturze literatura w teatrze Mazowiecki Fundusz Teatralny monodram produkcja teatralna relacja z widzem rozwój regionalnych ośrodków scena kameralna Scena Start Teatr Mazowiecki Sieć wsparcie techniczne współpraca z instytucjami wybór matronki zespół producencki

Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej