Obejrzyj na YouTube!
Posłuchaj podcastu:
Opis odcinka
W rozmowie z gośćmi odkrywamy strategie, wyzwania i sprawdzone metody pracy w sektorze kultury.
• Jak rozwijała się kariera zawodowa Nataszy Majewskiej i Macieja Pajączkowskiego w świecie kultury
• Wyjątkowe podejście Mazowieckiego Instytutu Kultury do promocji i wspierania instytucji z Mazowsza
• Organizacja i sukces konferencji „Marketing na Mazowszu” oraz praktyczne warsztaty dla animatorów kultury
• Skuteczne techniki promocji lokalnych wydarzeń, budowanie relacji z mediami i pracy w ograniczonych budżetach
• Wyzwania i dobre praktyki z codziennej pracy – budowanie bazy odbiorców, zarządzanie kryzysami, praca z hejtem.
Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
relacje.video AI Network
Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury
Transkrypcja
Natasza Majewska:
Staraliśmy się dotrzeć właśnie do osób, które są naprawdę ludźmi, orkiestrami w swoich instytucjach. I stworzyć takie pole wymiany doświadczeń dla pracowniczek i pracowników mazowieckich. Ale nie tylko mazowieckich, bo z rzeczywiście naszą działalnością staramy się dotrzeć do osób z Mazowsza i okolic, ale jesteśmy otwarci też oczywiście na to, żeby każdy kto zechce do nas przyjechał.
Marcin Andrzejewski:
Natasza Majewska, Maciej Pajączkowski.
Maciej Pajączkowski:
Cześć.
Marcin Andrzejewski:
Cześć. Dziękujemy, że możemy myśleć, gdzie jesteśmy. Czyli w sali, jak się nazywa ta sala w ogóle?
Maciej Pajączkowski:
Sala widowiskowa.
Marcin Andrzejewski:
Sala widowiskowa.
Maciej Pajączkowski:
Jeszcze nie ma swojego imienia.
Marcin Andrzejewski:
Ale pracujemy nad tym.
Maciej Pajączkowski:
Tak.
Marcin Andrzejewski:
Super.
Natasza Majewska:
W skrócie sala imienia Macieja Pajączkowskiego.
Maciej Pajączkowski:
No, bez przesady.
Marcin Andrzejewski:
Niechaj będzie. Mazowiecki Instytut Kultury.
Maciej Pajączkowski:
Kultury.
Natasza Majewska:
Tak jest.
Marcin Andrzejewski:
Cóż to za cudowne wydarzenie tutaj i ten budynek. Skąd się tutaj wzięliście?
Maciej Pajączkowski:
Wow, tyle pytań na raz.
Marcin Andrzejewski:
A jakże.
Maciej Pajączkowski:
co to za miejsce. Więc jesteśmy jednostką organizacyjną samorządu województwa mazowieckiego. A teraz z polskiego na nasze. Jesteśmy instytutem, który ma niesamowicie długą historię na Mazowszu i w Warszawie. I cóż, jesteśmy takim tworem, który bardzo dużo rzeczy produkuje. Artystycznych, kulturalnych, kulturotwórczych. I nieskromnie powiem, dobrze nam z tym. I dobrze nam to idzie.
Natasza Majewska:
Myślę, że też warto wspomnieć, że jesteśmy taką instytucją parasolową dla różnych innych instytucji kultury na terenie województwa mazowieckiego. Wspieramy kadry kultury, organizujemy różne wydarzenia, kursy szkolenia dla osób pracujących w kulturze w innych miastach województwa mazowieckiego. I to są przeróżne rzeczy, od jakichś szkoleń ze współpracy, z porozumiewania się bezkonfliktowego, aż po wyjazdy wytchnieniowe. Podczas których pracownicy, pracowniczki kultury, którzy często samodzielnie lub w bardzo małych zespołach ciągną te ciężkie wózki, jakimi jest prowadzenie, jakim jest praca w instytucji kultury, organizowanie kultury w małych miejscowościach, mogą po prostu odpocząć i porozmawiać, wymienić się z innymi myślami o tym, jak to jest. Więc staramy się wspierać. Organizować, ale też wspierać.
Maciej Pajączkowski:
Też współorganizujemy konkursy, które doceniają wszystkich animatorów i edukatorów, chociażby większość na Mazowszu. Konkursy, nagrody, dużo tego robimy. No i tak jak mówiłem, sztuka, kultura, właściwie wszystkie aspekty kultury, od filmu przez teatr, sztuki wizualne, taniec, performatywne wydarzenia.
Marcin Andrzejewski:
Dużo robicie, ale też dużo o tym mówicie. Taka praca, nie? Taka praca.
Maciej Pajączkowski:
No właściwie Mazowiecki Instytut Kultury w 2024 roku świętował swoje dziesięciolecie, więc w tym roku na Elektoralnej 12 świętujemy dwunastolecie, ale jeszcze nie oficjalnie.
Marcin Andrzejewski:
Ale okrągły.
Maciej Pajączkowski:
Ale okrągły, oczywiście. Więc 12 lat ciężkiej pracy tu w Warszawie i na Mazowszu. No cóż, cały czas pokazujemy, że się da, że możemy i chcemy być miejscem, które mogłoby inspirować mniejsze ośrodki kultury, ale jednocześnie Nie chcemy mieć takiego podejścia, że patrzcie na nas, uczcie się, tylko możecie się zainspirować. Ale tą robotę, którą robicie, też robicie dobrze.
Marcin Andrzejewski:
A skąd w ogóle tutaj jesteście? Bo to mnie najbardziej interesuje. Wiesz, ten aspekt ludzki. Drogi, jakie się musiały skrzyżować, żebyście trafili i zaczęli robić to, co robicie. Bo to nie jest łatwy kawałek chleba. Albo człowiek to lubi, albo się wypala.
Natasza Majewska:
U mnie ta historia jest taka, że ja jestem z wykształcenia hebraistką. I po studiach, właściwie nie po studiach, pracując już przez kilka lat jako lektorka języka hebrajskiego, szukałam czegoś, nawet nie innego, czegoś dodatkowego. I trafiłam do Żydowskiego Instytutu Historycznego, gdzie właśnie był nabór do działu promocji, działu projektów i komunikacji. No i tam trafiłam właśnie do tego promocyjnego świata i z niego zostałam tutaj, można powiedzieć, ściągnięta przez koleżankę, która zresztą też w ŻiHu wcześniej pracowała. Także zostałam po prostu w tych tematach, do których trafiłam właściwie trochę przypadkiem, ale wciągnęłam się, spodobało mi się i kontynuuję.
Marcin Andrzejewski:
Przypadek to się tutaj przejawia, słuchajcie. Pojawia się przez wszystkie przypadki odmieniane.
Maciej Pajączkowski:
Co najmniej. Ja jestem po studiach kulturoznawczych na specjalizacji zarządzanie kulturą. Więc teoretycznie jako tako jestem w swoim zawodzie.
Marcin Andrzejewski:
To jest blisko.
Maciej Pajączkowski:
Bardzo tak blisko. Aczkolwiek im dłużej pracuję w Mazowieckim Instytucie, tym bardziej wiem, że to co było na studiach to jest taki delikatna ta górka ponad wodą. a reszta tej wspaniałej góry lodowej jest ukryta pod powierzchnią. Cóż, ja zaczynałem w Mazowieckim Instytucie w punkcie informacyjnym, od sprzedawania biletów. I w biegiem czasu i mówieniem, ja już tam nie chcę być, bo to jest fajne, ale strasznie wypala człowieka, wolałbym sprzedawać kulturę w inny sposób. I tak już troszeczkę inaczej się nią zajmuję.
Marcin Andrzejewski:
Długo już to trwa? Długo tu jesteście?
Natasza Majewska:
Ja nie cały rok.
Maciej Pajączkowski:
A mnie styknie szósty rok.
Marcin Andrzejewski:
Czyli inne perspektywy. Trochę.
Natasza Majewska:
Trochę.
Marcin Andrzejewski:
Ale szósty rok jesteś na stanowisku, gdzie się już zajmujesz samą kulturą, czy sześć lat w instytucji?
Maciej Pajączkowski:
Sześć lat w instytucji? To mniej więcej byłyby tak cztery, trzy w marketingu.
Marcin Andrzejewski:
to taka droga trochę jak w McDonaldzie, od samego dołu. Ale wiesz, można się śmiać i oczywiście mieć swój pogląd na temat samego przedsiębiorstwa, ale jednak ten sposób zarządzania pozwala na to, żeby budować sobie zupełnie inne optyki, których, tak jak mówisz, na studiach nie ma opcji, żeby dostrzec i czasami w pracy też nie.
Maciej Pajączkowski:
Prawda jest taka, że od pracy w punkcie info Dużo można się dowiedzieć z pracy tam, no bo mamy kontakt z klientem, z widzem cały czas, więc to jakby fajnie potem rezonuje na przyszłość, więc plus jeszcze jedna rzecz, to co powiedziałeś, w McDonald’sie też teoretycznie powinno się poznać wszystkie stanowiska zanim się trafi na tego kierownika oddziału, jednostki. Tak, no w sumie poznaję, rozwijam swoją tutaj Karierę?
Marcin Andrzejewski:
No karierę.
Maciej Pajączkowski:
Możliwości?
Marcin Andrzejewski:
No oczywiście, że karierę. Wiesz, no to jest sposób jakby wykorzystywania doświadczeń, które zdobywasz najpierw jako bileter, tak?
Maciej Pajączkowski:
Osoba sprzedająca bilety.
Marcin Andrzejewski:
Osoba sprzedająca bilety. Jest to różnica między bileterem a osobą sprzedającą bilety?
Maciej Pajączkowski:
Zasadnicza. Bileter sprawdza te sprzedane już bilety.
Marcin Andrzejewski:
A widzisz, no to człowiek się uczy całe życie.
Maciej Pajączkowski:
A osoba sprzedająca próbuje, poza tym, że sprzedać bilet, to także opowiedzieć o tym wydarzeniu. Opowiedzieć o wydarzeniu, zachęcić, zaproponować jeszcze dodatkowe wydarzenia oraz opowiedzieć pokrótce w trzech słowach, w czym jesteśmy, w jakiej instytucji, co to może być za wydarzenie, na które kupujemy bilet. Więc to jest ta delikatna, zasadnicza różnica. Niemniej bileter jest bardzo ważną funkcją w każdej instytucji kultury, teatr, kino, bardziej teatr, w której wita tego gościa i prowadzi go przez foyer, widownię, więc bileter też jest bardzo ważny.
Marcin Andrzejewski:
Zdarzają się takie sytuacje, że wiem, że bileter jest włączany w łańcuch zbierania informacji, no bo to jest osoba, która jest bezpośrednio w trakcie wydarzenia, tuż przed nim i tuż po nim, no i ma ten kontakt z widzem i z emocjami uczestnika. To więc tak płynnie przechodząc, czy wy badacie tego typu rzeczy, badacie co się dzieje na wydarzeniach, po wydarzeniach i potem coś z tą wiedzą robicie?
Maciej Pajączkowski:
W idealnej strukturze tak powinno być, że bileter rzeczywiście jest tą osobą, która przekazuje nam wszelkie informacje od widzów. My jesteśmy w trakcie badania naszej publiczności.
Marcin Andrzejewski:
Myślę, że to badanie to się nie kończy nigdy, więc zawsze będziemy w trakcie tego typu badań.
Maciej Pajączkowski:
Mniej lub bardziej. W trakcie takim, że jesteśmy po badaniach, które mieliśmy kilka lat temu, podsumowaliśmy je jakiś czas temu i mamy wrażenie, że czas zrobić kolejne badanie publiczności, takie prawdziwe. żebyśmy zorientowali się, czy ta nasza publiczność zmieniła się względem 2019 roku, czy jakoś się wymieniła struktura naszej publiczności, czy oni przychodzą już tylko na konkretne wydarzenia, czy jakby między wydarzeniami skaczą. Taki był nasz plan na przykład w 2022, że sprawdzić, jak ta publiczność nam się miksuje, jak przechodzi, więc jesteśmy teraz w przygotowaniach do badania, jak teraz wygląda nasza publiczność.
Marcin Andrzejewski:
A różni się publiczność od tej, z którą miałaś do czynienia w poprzedniej pracy w instytucie?
Natasza Majewska:
Tak, myślę, że tak. To jest też zupełnie inny typ wydarzeń. Żydowski Instytut Historyczny jest instytucją, która jest skupiona bardzo na historii. Też mieliśmy wystawy, też mieliśmy spotkania, koncerty, wydarzenia, ale jednak jakby głównym tym takim motorem, który przyciągał, nie wiem czy motor może przyciągać, ale tym, co przyciągało.
Marcin Andrzejewski:
O Boże, proszę, Boże.
Natasza Majewska:
Tak, tak, to prawda. Tym co przyciągało ludzi tam była raczej właśnie, tak jak tutaj mamy, to są naprawdę najróżniejsze wydarzenia kulturalne. To jest często sztuka współczesna, jakieś sztuki performatywne. W Żichu jednak ważniejsze było to, co chcemy przekazać. I do tego były dobierane różne formy. Także chyba innym było to, co ludzi tam przyciągało i były to na pewno wydarzenia. To jest instytucja, która dotyczy, która mówi głównie o zagładzie, więc też nie na wszystko mogliśmy sobie pozwolić, żeby te rzeczy były wyważone w odpowiedni sposób. Także tak, myślę, że troszeczkę inna jest ta publiczność, chociaż zresztą też znając różne osoby, które przychodzą i tam, i tu, wiem, że jest też grupa, mamy wspólną grupę odbiorców w pewnym zakresie.
Marcin Andrzejewski:
Tam też było troszkę inaczej chyba jeżeli chodzi o specyfikę samych wydarzeń, bo tam kreowaliście wy wydarzenia, a tutaj z tego co wiem to sporo wydarzeń jest przez osoby zewnętrzne, zespoły zewnętrzne.
Natasza Majewska:
Chyba nawet na tej zasadzie, że tam był jeden dział, który zajmował się projektami i komunikacją, co miało wiele zalet, miało też trochę wad. Tutaj jest kilka działów, w których każdy zajmuje się organizacją swoich wydarzeń, a my potem zajmujemy się ich promocją. Czyli tam ja z jednej strony organizowałam wydarzenia, a równocześnie ja je promowałam. No a tutaj dostajemy sam ten odcinek promocyjny po prostu. Chociaż zdarza nam się też coś organizować.
Marcin Andrzejewski:
Co jakiś czas. Bo to jest taka perspektywa, którą ja wiem, że i Wam jest bliska i nam jest bliska. Ona nie jest idealna, że jedna osoba robi praktycznie wszystko albo bardzo dużo w tym całym łańcuchu zdarzeń, gdzie na końcu jest wydarzenie. Bo wiem, że działacie także na dobro sektora. To są duże słowa, ale taka jest prawda.
Natasza Majewska:
Staramy się.
Marcin Andrzejewski:
Nie, działacie. To nie jest staranie się. Nie ma co sobie umniejszać.
Maciej Pajączkowski:
Jesteśmy zawsze skromni, więc wiesz.
Marcin Andrzejewski:
Tak, ale trzeba też dać sobie przestrzeń na to, żeby doceniać i być świadomym tego, co się robi. No macie impact dość spory na część sektora. Możecie opowiedzieć o tym wydarzeniu. Wy wymienicie jego nazwę. Wiemy, o czym mówimy.
Maciej Pajączkowski:
Tym przypadkowym tematem, w ogóle niezamierzony temat, w zeszłym roku mieliśmy Przyjemność, wielką. Wielką przyjemność, ale ona rozpoczęła się od takiej bardzo poważnej refleksji po uczestnictwie w marketingu w kulturze. Corocznej konferencji organizowanej przez Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku. Taką słowo, nie sugestię tylko, powiedziałem to słowo.
Natasza Majewska:
Refleksję.
Maciej Pajączkowski:
Refleksję, dziękuję. Taką refleksję, że to jest ważne miejsce, to jest ważna konferencja, natomiast ona nie odpowiada na wszystkie Ona nie odpowiada na wszystkie pytania, które się pojawiają w zakresie marketingu w kulturze. Pomyśleliśmy sobie, zróbmy coś dla tych, którzy potrzebują tych odpowiedzi. Dla małych i średnich instytucji kultury i tak oto w zeszłym roku, na bardzo wariackich papierach, nie oszukujmy się, Na bardzo wariatkich papierach zrobiliśmy pierwszą naszą konferencję marketing na Mazowszu, który przyćmił i w ogóle zaskoczył nas jeszcze bardziej niż spodziewaliśmy się, bo miejsca na konferencję zniknęły w dwa dni.
Natasza Majewska:
Dwa dni, a właściwie nawet nie musieliśmy jej do końca promować. Sama konferencja nazywała się promocja lokalnie, ale okazało się, że promocji nie jest jej potrzebna. Tak duże jest zapotrzebowanie. Konferencja była i będzie, bo planujemy kontynuację. była skupiona na tym, jak promować swoją działalność, jak promować swoje wydarzenia, kiedy nie ma się budżetu 10 milionów złotych rocznie, tylko raczej 10 tysięcy, a może jeszcze mniej. Nie ma się osobnego działu promocji, tylko jest się np. dwuosobowym zespołem całej instytucji i trzeba w te dwie osoby i tworzyć program, i zbierać informacje o publiczności, i promować te wydarzenia, i rozliczać to potem wszystko. Staraliśmy się dotrzeć właśnie do osób, które są naprawdę ludźmi, orkiestrami w swoich instytucjach. I stworzyć takie pole wymiany doświadczeń dla pracowniczek i pracowników mazowieckich, ale nie tylko mazowieckich, bo rzeczywiście naszą działalnością staramy się dotrzeć do osób z Mazowsza i okolic, ale jesteśmy otwarci też oczywiście na to, żeby każdy kto zechce do nas przyjechał. Staraliśmy się właśnie stworzyć takie miejsce, w którym oni będą mogli wymienić się swoimi doświadczeniami, ale też zaprosiliśmy wspaniałe ekspertki, wspaniałych ekspertów, którzy podzielili się też swoją wiedzą i doświadczeniem. Jak można mając ogromne możliwości, ale bardzo niewielki budżet, bardzo niewielki zespół, jak można mimo wszystko, mimo bardzo, bardzo wielu przeciwności stworzyć wspaniałą promocję, wspaniałych wydarzeń. I okazało się, że jest takie zapotrzebowanie, że wystarczy dosłownie jeden post na Facebooku i rozesłanie informacji do instytucji na Mazowszu, żeby po prostu 120 czy ile tam było 130 miejsc zapełniło się w 100%, a nawet z nawiązką.
Marcin Andrzejewski:
Jesteście jak gwiazda roka. Tak. Wyprzedaliście stadion w dwa dni, tak?
Maciej Pajączkowski:
Tak. Poza tym, że to były prelekcje i spotkania właśnie z ekspertami i ekspertkami, to także zaproponowaliśmy warsztaty i warsztaty to były z dobrych grafik, czytelnych grafik, prowadzone przez naszego grafika. zespołowego, działowego, ale także mieliśmy warsztat, który mnie też bardzo zaskoczył, bo to był warsztat, w którym mówiliśmy w bardzo prostych, bardzo proste recepty dawaliśmy na to, jak promować wydarzenia, jak robić czytelną ulotkę, czytelny repertuar. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo w pewnym momencie te warsztaty poszły w takim kierunku, że poszedłem do pokoju, wziąłem nasze stare archiwalne repertuary i powiedziałem, moi drodzy, sprawdźcie, co wam w tych repertuarach przeszkadza, co jest nie tak, czy są czytelne, czy są nieczytelne. Mieliśmy wspaniałe odpowiedzi od ludzi, jak bardzo nasze repertuary są jeszcze nie do końca takie, jakie powinny być. Czyli np. nam powiedzieli, że w naszych repertuarach nie ma dni tygodnia. I że dla osób, które widzą ten repertuar pierwszy raz, to jest istotna informacja, bo oni nie wiedzą, czy 15 to jest niedziela, czy wtorek. My wiemy np., bo wiemy, że to wydarzenie jest zawsze np. w niedzielę. Więc dla nas to jest czytelna informacja, że Nie wiem, bajka dla dzieci jest zawsze w niedzielę, ale dla nich niekoniecznie. Więc powiedzieli, dodajcie dni tygodnia albo informacje o dostępności tych wydarzeń. Jest niedostępna ta informacja, ponieważ piktogramy dotyczące dostępności są schowane gdzieś w innym miejscu. Powinny być w zupełnie innym wyszczególnione. Kod QR, który dajecie jest owszem czytelny, ale na przykład gdzieś jest w jakimś takim miejscu, gdzie trzeba tam do tego zajrzeć. Tak bardziej jakoś tą ulotkę przełożyć. Więc dzięki tym sugestiom nasz folder repertuarowy już w styczniu jest troszeczkę inny niż był w listopadzie zeszłego roku. A jestem przekonany, że w lutym i w marcu ten repertuar jeszcze będziemy bardziej udoskonalać.
Marcin Andrzejewski:
Czyli to była taka sytuacja, że osoby, które przyjechały na warsztat się wyedukować, się uczyć, zostały wciągnięte jakby w proces i właściwie one z osób, które potrzebowały wiedzy stały się trochę ekspertami. Każdy jest ekspertem od czytania publikacji, którą trzymam w ręce, bo to jest tylko kwestia przełożenia oko-mózg.
Maciej Pajączkowski:
No bo przecież nie robimy tego dla siebie, dla naszych odbiorców, więc nasi odbiorcy powiedzieli nam fajnie, Ale wymieńcie to. W sensie fajnie, ale jakby troszeczkę inaczej. I najpiękniejszą, najciekawszą rzeczą jest to, że z koleżanką kierowniczką prowadziliśmy ten warsztat. Wróciliśmy z niego tacy, że mamy tyle fajnych informacji. Wchodzimy do pokoju i w tym samym momencie w ogóle nikt się nie umawiał. Reszta działu marketingu też wzięła repertuar i też zaczęła je analizować. Nie kłamie. Tak było.
Natasza Majewska:
Tak było.
Maciej Pajączkowski:
też zaczęli analizować, też mówić co im się, co tu jest czytelne, co jest nieczytelne i nagle mieliśmy… Objawienie takie, tutaj mamy jedną bazę informacji, tutaj druga baza informacji, to było magiczne.
Marcin Andrzejewski:
Czyli jak teraz chcemy zobaczyć jak wygląda najlepszy repertuar na świecie, to…
Natasza Majewska:
Nie, nie, jesteśmy w procesie jeszcze.
Marcin Andrzejewski:
To proces jest, droga jest celem, no wiadomo, że tak.
Maciej Pajączkowski:
Staramy się, żeby nasz folder repertuarowy był czytelny, żeby był dla każdego i myślimy czy nie chcemy zmienić jego kształtu.
Natasza Majewska:
Ale to są właśnie takie rzeczy, o których często się nie myśli, jak się jest odbiorcą. A czasem też się nie pomyśli, jak się jest twórcą tej promocji. Z jakimi, jakby, co jest na drodze do stworzenia właśnie czegoś takiego, jak dobry folder, dobra ulotka. Na przykład my odbiliśmy się od tego, że chcieliśmy zmienić format i okazało się, że drukarnia, z którą współpracujemy, nie ma matrycy do wydruku w takim wymiarze. i albo musielibyśmy zmienić te drukarnie, ale to też okazuje się nie jest takie proste, bo nie wszystkie też mają takie wymiary. No albo przeformułować to w jakiś sposób tak, żeby to się udało. A wydawać by się mogło, że to jest taka głupia rzecz, że przecież można wydrukować ulotkę w każdym wymiarze, w jakim może się wymarzyć. Także no to też jakaś taka szkoła dla nas.
Marcin Andrzejewski:
Aż się boję zapytać, jaki to jest format, jaki chcieliście format.
Natasza Majewska:
Bardzo ciekawy, taki podłużny, ulotka w wymiarze bodajże 15 centymetrów szerokości, ale długa, rozciągająca się, składana w harmonijkę w wymiarze powyżej A3.
Maciej Pajączkowski:
Bo to też jest, kurcze, bardzo ciekawe, że nasz foliar reportuarowy jest kwadratem 15 na 15 od 2017 roku.
Marcin Andrzejewski:
To będzie kwadrat identyfikacji, nie?
Maciej Pajączkowski:
Mamy też kwadrat identyfikacji, więc chcemy, żeby to wszystko było spójne. Więc ten, nie przepraszam, od dwunastego roku mamy kwadrat, folder repertuarowy w kwadracie. Od dwunastego roku i on też, ponieważ jestem osobą, która niesamowicie lubi chomikować różne rzeczy i archiwizować, więc mam te wszystkie folderki chomikowane, zarchiwizowane i na nim też widać jak bardzo zmieniały się mody, jak zmieniały się grafiki, jak zmieniały się fonty na tym. na tym repertuarze czytelność, ilość informacji. Teraz na przykład nasz folder repertuarowy jest może nie lakonicznym, jest najbardziej pozbawionym opisów folderem. Ma jeden większy opis jednego wydarzenia, które konkretnie w tym jednym miesiącu chcemy promować, a poza tym jest to sucha informacja, typowy repertuar informacyjny bez żadnych dodatkowych obrazków. Chcieliśmy folder harmonikowy wzbogacić o jeszcze dodatkowe rzeczy, ale tak jak mówi Natasza, nasza drukarnia powiedziała, chyba nie bardzo, chyba to nie jest nasz format, a musimy też brać to pod uwagę, bo nasza drukarnia robi te foldery dość szybko. Gdybyśmy mieli zmienić drukarnię, to musielibyśmy również delikatnie, delikatnie przez kilka dni, ale dla nas byłaby to burza, w sensie musielibyśmy całkowicie inaczej rozplanować proces zbierania informacji w instytucji. Czyli nie na przykład do trzeciego dnia miesiąca zamykać wszystkim koordynatorom informowanie nas o wydarzeniach, Na kolejny miesiąc. Czyli potem edycja tego tekstu, ułożenie tego tekstu w folderze, ale musielibyśmy to na przykład rozbić jeszcze wcześniej, co im, ludziom, którzy przygotowują te wydarzenia, mogłoby troszkę skomplikować proces. Oczywiście oni wiedzą, co będą robić na za miesiąc, na za dwa miesiące, ale
Natasza Majewska:
jakby… Mają jakiś rytm pracy już, zgodnie z którym wszyscy działamy razem.
Maciej Pajączkowski:
I oczywiście to byłby delikatny chaos, który przerodziłby się w super rzecz, bo wypracowalibyśmy sobie na przykład dwumiesięczny okres przekazywania informacji. W sensie ze stycznia na marzec. Dla nas byłaby to idealna sytuacja, że mielibyśmy komplet informacji na dwa miesiące przed wydarzeniem.
Marcin Andrzejewski:
Mało realne.
Maciej Pajączkowski:
To jest mało realne. Niestety nie jesteśmy teatrem, który może sobie repertuar zaplanować na pół roku w przód. Jesteśmy instytucją, która ma projekty interdyscyplinarne, bardzo rozmaite, bardzo różne i to jest nie, że niewykonalne, bo potrafimy nie, że docisnąć, nie, że zmusić. zmobilizować naszych programowych kolegów i koleżanki przede wszystkim, żeby nam dostarczyli informacje w pełnym pakiecie, ale Ilość potencjalnych zmian, ilość potencjalnych zmiennych, która się może pojawić przez ten czas, mogłaby być, uwaga, destrukcyjna dla nas wszystkich.
Marcin Andrzejewski:
Czasami sobie trzeba powiedzieć, że niektórych rzeczy się w tej chwili, nie to, że nie da, bo to może jest złe określenie, ale trzeba je na chwilę obejść. Obejść bokiem i zostawić i wrócić.
Maciej Pajączkowski:
Od innej strony.
Marcin Andrzejewski:
I to jest zupełnie normalne. Po prostu tak się dzieje. Mamy nieraz w głowie bardzo szlachetne idee, tak jak w tym przypadku. Szczególnie, że one są poparte danymi dowodami i badaniami.
Maciej Pajączkowski:
Też wiemy to, że proces promocji nie jest jednorazowym wystrzałem. To jest proces. To zaczyna się dużo, dużo wcześniej. W idealnym środowisku, kiedy pokazujemy rzeczy, jak się przygotowują. W sensie cały proces przygotowania spektaklu, koncertu. nagrania płyty, przez finalny proces, prawda, premierę, festiwal oraz jakby pokazanie tego post, co się działo, podsumowanie, relacje. Tylko u nas w instytucji ze względu na to, że jest taka duża ilość rzeczy, naszą bolączką na przykład jest to, że na przykład nie pokazujemy tej relacji po. Znaczy staramy się, ale niekoniecznie już mamy na to czas, bo już następne rzeczy czekają w kolejce.
Marcin Andrzejewski:
Nie pokazujecie jej w ogóle, czy one nie są stworzone, czy są zrobione, macie materiały, a nie wykorzystujecie ich na przykład później w promocję kolejnego wydarzenia cyklicznego?
Maciej Pajączkowski:
Nie, one są stworzone. One są stworzone, one grzecznie czekają na swój moment. I mamy ten moment. W pewnych chwilach, w pewnych lukach Natasza jest w stanie wrzucić to na Facebooka.
Natasza Majewska:
Nie no, wrzucam, wrzucam, wrzucam. Staram się zawsze, staram się zawsze, bo ja się opiekuję mediami społecznościowymi. Tak, staram się rzeczywiście robić zawsze takie rzeczy na bieżąco, ale czasem faktycznie, tak jak Maciek mówi, rzeczy dzieją się tak szybko, że nie zawsze jest miejsce na ten oddech po jednym wydarzeniu, żeby złapać go przed następnym.
Marcin Andrzejewski:
No ale ty prowadzisz te media społecznościowe z taką mocą, że jeden post sprzedaje całą konferencję. No to proszę, Natasza.
Natasza Majewska:
To było zapotrzebowanie.
Marcin Andrzejewski:
Tak, ale to jest właśnie wielka umiejętność, żeby to zapotrzebowanie wyczytać i coś z nim jeszcze zrobić. Bo osoby, które wiedzą, co należałoby zrobić, to jest ich naprawdę sporo, nie? Tylko, że jeszcze trzeba to zrobić. Wracając po raz ostatni do konferencji. Będzie w tym roku.
Maciej Pajączkowski:
15 listopada zapraszamy na kolejną odsłonę konferencji marketing na Mazowszu.
Marcin Andrzejewski:
Promocja lokalnie. Ile miejsc siedzących tym razem? Sala kongresowa już będzie gotowa?
Natasza Majewska:
Myślę, że jednak sala widowiskowa Mazowieckiego Instytutu Kultury, ale to wciąż jest ponad 100 miejsc.
Maciej Pajączkowski:
Bliżej 200. Możemy zrobić na dwie tury, no jejku.
Natasza Majewska:
Myślimy, zastanawiamy się jak to rozwiązać. Zebraliśmy też takie ankiecie wrażenia pokonferencyjne i staramy się teraz, żeby ten program był jak najbardziej dopasowany do potrzeb.
Marcin Andrzejewski:
To jest ta tajemnica.
Natasza Majewska:
Ale my też tego programu jeszcze nie stwierdziliśmy, także spokojnie.
Maciej Pajączkowski:
Wszystko jest w procesie. Będziemy dokumentować zaraz ten proces.
Marcin Andrzejewski:
Ale jak byśmy rozmawiali o tej konferencji, co tam było, to powiedziałaś Natasza takie bardzo ważne zdanie, jak promować, jak robić promocję wydarzeń nie mając zasobów ekonomicznych, powiedzmy, że takich. Bo zasoby mamy ludzkie, mamy intelektualne przecież i tak dalej. To ja to pytanie podbiję. To jak promować coś, co jest dobre i czujemy, że to jest dobre, ale nie mając tych 10 milionów złotych To jest dobre pytanie.
Natasza Majewska:
Myślę, że bardzo ważne są tutaj relacje. I np. mówię o relacjach z mediami. O tym, że nie zawsze wszystko trzeba kupować, nie zawsze wszystko da się kupić, ale jeżeli np. współpracuje się z mediami, współpracuje się z różnymi stacjami radiowymi, z gazetami, jesteśmy w stanie umówić np. wywiad, rozmowę, niekoniecznie za nią płacąc. Trzeba być może włożyć to troszeczkę więcej wysiłku, zadzwonić do kogoś. wysłać trochę więcej maili, ale to wszystko jest robialne. Może też trzeba przeformułować sobie trochę myślenie. I nawet mówię z perspektywy naszej instytucji, która jest dużą instytucją, mamy całkiem przyjemny budżet, chociaż oczywiście wiadomo, że zawsze mogłoby tych pieniędzy być więcej. My też nie jesteśmy w stanie zrobić wielkich, gigantycznych, ogólnomiejskich kampanii reklamowych. Do każdego wydarzenia na przykład, tak? Albo do każdej wystawy. Czasem takim kluczem będzie na przykład porozumienie się z jakąś firmą reklamową, oferującą jakieś nośniki. I na przykład przedstawienie sprawy jasno. Mamy tyle i tyle pieniędzy, co możecie nam za to dać? Oni nam proponują, a potem się nam okazuje, że może jednak dałoby się troszeczkę inaczej. I rozmowa, jakaś taka droga uporozumienia, jesteśmy w stanie dojść do tego, że być może to będzie jeden nośnik, być może to będą dwa nośniki, ale za to w takim miejscu, które gdzieś tam nam bardzo odpowiada, wiemy, że dotrze do wielu osób. Czasem wystarczy włożyć na przykład odrobinkę pieniędzy chociaż w podpromowanie posta na Facebooku. To też coś takiego czasem przynosi dobre efekty. No i niezmiernie ważne jest też po prostu budowanie tej społeczności, budowanie grupy odbiorców i na przykład My mamy taki system, że faktycznie nie da się u nas kupić biletów na wydarzenia, które się odbywają za pół roku, tak jak to było w teatrach, ale kiedy mamy co miesięczne cykle teatralne, spektakl dla dzieci, no to bilety na kolejny zawsze są dostępne już w dniu tego danego spektaklu. Czyli spodziewamy się i liczymy na to i też zachęcamy, żeby osoby, które przyjdą na ten spektakl już od razu wiedziały, że jest ten następny. Bez dodatkowego promowania go gdzieś w mediach, gdzieś na mieście już po prostu ta informacja przechodzi. Także…
Marcin Andrzejewski:
W tani sposób, bo już mamy tą osobę. Jedyne co trzeba zrobić to jeszcze wyciągnąć
Maciej Pajączkowski:
rękę i powiedzieć co mamy za miesiąc.
Natasza Majewska:
Też trzeba o tym myśleć po prostu. Trzeba właśnie dokonywać różnych ewaluacji, czasem usiąść, zastanowić się nad tym, czy na pewno sprawdza nam się, nie wiem, drukowanie takich ulotek, czy może wystarczy powiesić plakat na mieście. I plakat, można zamówić ileś plakatów i po prostu przejście po okolicznych kawiarniach, restauracjach, szkołach, te plakaty porozwieszać. Czasem to wymaga rzeczywiście większego zaangażowania, większego wysiłku. Trzeba trochę pochodzić. Ale naprawdę bardzo dużo rzeczy da się zrobić własnymi siłami. I ważna jest ta komunikacja, to negocjowanie. Bo my się chyba czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele rzeczy da się po prostu wynegocjować, dogadać. Rozmową. Rozmową, tak. Nie na zasadzie jakiegoś wyłudzania, zniżek, czy czegoś takiego. Ale okazuje się to, ja miałam na przykład taki przykład. Musiałam zamówić reklamę prasową w jednym z magazynów. I kiedy się weszło do nich na stronę, to tam był podany cennik. To były setki tysięcy złotych za opublikowanie takiej jednej reklamy. Ale wystarczyło tam napisać, czy zadzwonić. Powiedzieć, co się chce wypromować. Że to jest bardzo wartościowe. Przede wszystkim, że jesteśmy też instytucją kultury. I okazuje się, że takie firmy mają często zupełnie inne cenniki dla instytucji kultury, czy pożytku publicznego. Także nie zrażać się tym, że na stronie internetowej jest napisane 1500-1900, a ja mam 100 zł na to, tylko po prostu odezwać się i powiedzieć, że mam to 100 zł, ale mój projekt jest super wartościowy i naprawdę przyniesie jakąś zmianę i to już może zadziałać po prostu.
Marcin Andrzejewski:
Wiele film podchodzi do tego bardzo odpowiedzialnie społecznie. I to naprawdę takich dużych, gdzie wydawałoby nam się, że faktycznie nasze 100 zł w ręce to zupełnie inne. Bardzo mało instytucji i NGO-sów i fundacji wie o tym, że to nie jest problem, żeby wystąpić i mieć reklamę w telewizji publicznej. bo jest zapis ustawowy odpowiedni i telewizja wręcz nie może tego wskaźnika nieraz spełnić. Ja byłem kiedyś na warsztatach prowadzonych przez fantastycznych filmowców, takich filmowców przez duże F, którzy robią ogromne produkcje i oni mówią, do nas się zgłaszają instytucje malutkich miejscowości i mają takie pomysły społecznie ważne, że my nie możemy odmówić. To są fantastyczne produkcje i potem finalnie w primetimie ląduje taki przekaz bardzo ważny społecznie w telewizji.
Natasza Majewska:
Tak też właśnie Mazowiecki Instytut Kultury prowadzi też taki projekt podcastowy. Mamy podcast Dobry Stan Kultury, w którym opowiadamy właśnie o marketingu, dobrym zarządzaniu w kulturze. W ostatnim odcinku, który swoją premierę miał dosłownie tydzień temu, nawet niecały, Naszą gościną była Klaudia Obramska, dziennikarka Radia RDC. I ona opowiadała właśnie wraz z Martą Milewską z samorządu Województwa Mazowieckiego. Opowiadały o współpracy z mediami. I Klaudia powiedziała tam bardzo ważne słowa. W podcaście, czy to już po podcaście, jeszcze jak o tym rozmawiałyśmy. Nie chcę skłamać, bo może ktoś odsłucha, a tam tego nie będzie. Ale podcast bardzo polecamy. Naprawdę wspaniała pigułka wiedzy. Claudia powiedziała, że media, zwłaszcza media publiczne bardzo potrzebują też instytucji kultury. Bo oni nie za bardzo mogą promować na swoich falach jakieś projekty prywatne, firmy, bo to już też finansowe różne zobowiązania generuje. polityków do siebie zapraszać, bo mają bardzo ściśle określony jaka opcja polityczna, jak często może się tam na tych falach radiowych pojawić. A instytucje kultury są po prostu żyłą złota. I to jest żyła złota dla radiowców, dla dziennikarzy, którzy mogą po prostu pisać o niesamowitych rzeczach, które się w tych instytucjach dzieją. A z drugiej strony dla nas to jest też, ci dziennikarze są żyłą złota, bo po prostu dzięki takiej, tej relacji jesteśmy w stanie naprawdę wypromować niesamowite rzeczy. Właśnie, właśnie w bardzo prosty tak naprawdę sposób.
Marcin Andrzejewski:
Kultura do boju.
Natasza Majewska:
Tak.
Maciej Pajączkowski:
A propos filmowców, swego czasu mieliśmy projekt Ambasady Dostępności i to był projekt o tym, że na Mazowszu jest kilkunastu menadżerów kultury, dyrektorów bibliotek, czy jakichś konkretnych domów kultury, którzy bardzo pokazywali jak fajnie są dostępni architektonicznie i dla osób z niepełnosprawnością na przykład. I jednym z elementów tego projektu było, że nagrywamy o nich krótki film, Udało nam się zorganizować do nagrania filmów na temat tych osób ludzi z łódzkiej szkoły filmowej, którzy właśnie dokładnie powiedzieli to samo co powiedziałeś, że to jest super, że możemy o nich pogadać, że możemy z nimi pogadać, że możemy pokazać ich światu, dowiedzieć się o nich. Jakby współpraca, relacje, długofalowe relacje.
Marcin Andrzejewski:
Kultura wytwarza ciekawe tematy. Wszyscy szukają tematów, bo teraz już nie jest problem wytworzyć. Te czasy minęły, już próg wejścia jest minimalny. pokazać coś, coś innego, coś ciekawego i coś, co ma faktycznie jakiś impakt społeczny i będzie mogło coś zmienić. To jest taka wartość, za którą ludzie biegają, szukają, naprawdę. Bo teraz nie ma problemu postawić kamerę i włączyć record.
Maciej Pajączkowski:
Podkazać wartościowe treści, wydarzenia, ludzi. Najbardziej.
Marcin Andrzejewski:
A kto robi lepsze niż wydarzenia, niż kultura? No właśnie, kto robi? Kto?
Natasza Majewska:
No właśnie.
Marcin Andrzejewski:
Nawet jak już ktoś zrobi, jak to potem wypromować? Powiedziałeś, że ty jesteś od mediów społecznościowych specjalistą. Media społecznościowe w tej chwili stały się takim pierwszym wyborem. Szczególnie jeżeli mówimy o takiej perspektywie instytucji czy wydarzenia, które tych budżetów nie ma milionowych. Czy wy to jakoś dzielicie w zależności od wydarzenia, od grupy docelowej, skąd ta wiedza? Jak do tego usiąść? No bo odpalić Facebooka potrafi każdy, ale jednak trzeba wiedzieć coś więcej.
Natasza Majewska:
Trzeba. Też wiemy, że nie zawsze same media społecznościowe wystarczą. Właśnie do każdego wydarzenia zastanawiamy się nad grupą docelową. Mamy w NIK-u bardzo zróżnicowane i to naprawdę od tzw. najnajów, zdarza nam się mieć spektakl dla dzieci w wieku np. roczek, aż po uniwersytet trzeciego wieku. Także mamy rozpiętość naprawdę kolosalną.
Marcin Andrzejewski:
Ja się zbliżam, to też najnaje są.
Natasza Majewska:
Zapraszamy, zapraszamy. Także zawsze się zastanawiamy. I na przykład działania uniwersytetu trzeciego wieku, no ich raczej nie promujemy nawet w mediach społecznościowych, bo one mają swoje jakieś inne kanały komunikacji. Bo wiadomo, że nie każda osoba w tej grupie wiekowej będzie miała media społecznościowe i będzie z nich korzystać. Z drugiej strony też okazało się, że nie do końca sprawdziło nam się w taki standardowy sposób promowanie tego spektaklu dla tych maluszków. Bo po prostu jest to stosunkowo niewielka grupa decelowa. I tutaj bardziej sprawdziło się na przykład właśnie, niż wrzucenie po prostu postu na Facebooka, znalezienie grup na Facebooku, do których można dla rodziców takich maluszków. Albo przejście się po żłobkach i rozwieszenie w żłobkach, albo rozesłanie do żłobków czy przedszkoli informacji. Powieszenie tam plakatów. Czyli często jednak trzeba wykonać tę dodatkową pracę. Ale rzeczywiście są rzeczy, które mają swoją stałą publiczność, albo rzeczywiście takie, do których ten post na Facebooku dotrze. Ale to też trzeba się zastanowić nad tym, czy opublikować go rano, czy wieczorem. Tutaj bardzo pomocne są narzędzia, mety, narzędzia Facebooka, które nam podpowiadają, w jakich godzinach jest największy ruch. Też czasem, w jaki dzień tygodnia na przykład warto coś zrobić. Z jakim wyprzedzeniem? Bo mamy rzeczy, które są bezpłatne i mamy rzeczy, które są płatne. Jak są płatne, to zwykle dajemy taką informację troszeczkę wcześniej, żeby jednak te miejsca zdążyły się wyprzedać. Mamy wydarzenia, które w ogóle nie potrzebują tak naprawdę promocji. Mają swoją stałą publiczność i to jest na przykład seria koncertów Swing Club. które po prostu wyprzedają się, nie wiem kiedy. Wrzucamy, zawsze wrzucamy wydarzenie na Facebooka, wrzucamy wydarzenie na stronę. One są też, bilety są już dostępne w dniu tego wcześniejszego koncertu. To w ogóle nie wymaga promocji, tak naprawdę. Wysyłamy informację prasową, rozsyłamy do newsletter, ale te miejsca są zajęte tak czy siak. Czyli rzeczywiście do każdego wydarzenia trzeba podchodzić trochę indywidualnie, ale też z drugiej strony, jeżeli to jest już jakiś cykl, kolejna rzecz, to już po prostu wiemy też jakimi drogami działać. Czasem jak mamy coś większego, jakiś festiwal, jakiś super koncert, jakiś spektakl, który gościnnie do nas przyjeżdża, no to to są rzeczy, które trzeba potraktować indywidualnie i wtedy spotykamy się z działem, który to organizuje, z osobami, które organizują dane wydarzenie i zastanawiamy się nad planem promocji. Z jakim wyprzedzeniem zaczynamy, jak często będziemy na ten temat publikować. kto jest za co odpowiedzialny. Także rzeczywiście do każdego wydarzenia trzeba podejść indywidualnie. I czasem to się nie sprawdzi. Czasem trzeba zorganizować to wydarzenie i trzeba je wypromować, żeby zorientować się, że dany sposób komunikacji nie powiódł się. I wtedy mamy z tego wnioski na przyszłość, co zrobić następnym razem, żeby było lepiej.
Marcin Andrzejewski:
Można założyć, że czasami wyjdzie inaczej niż planowano.
Natasza Majewska:
Tak, na pewno.
Marcin Andrzejewski:
I to jest okej.
Natasza Majewska:
Tak. Też chyba trzeba, przepraszam jeszcze, nauczyć się jakiejś takiej pokory w stosunku do, mówimy o mediach społecznościowych. Pewnie można to szerzej jeszcze rozwinąć, ale media społecznościowe to jest kapryśny bardzo, kapryśny bardzo medium, w którym tak naprawdę nigdy do końca nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co nas spotka, jak zadziała ten algorytm, co się Facebookowi spodoba, a co się nie spodoba, co się poniesie, a co się nie poniesie. I ja się chyba rzeczywiście już od kilku lat pracując z tym materiałem nauczyłam, że po prostu nie ma co się frustrować, nie ma co tutaj wylewać jakichś wielkich żali, że coś nie poszło, a coś poszło, a wrzuciłam jakąś rzecz, która była zupełnie przypadkowa i ona nagle zyskała kolosalne zasięgi, a wrzuciłam coś, nad czym pracowałam przez tydzień i to się nigdzie nie poniosło. I po prostu przyjąć to, że to jest silniejsze od nas i nie ma co się, jak to można powiedzieć, kopać z koniem i walczyć z wiatrakami. Po prostu coś się poniesie, a coś nie i my na to nie mamy tak naprawdę wpływu.
Maciej Pajączkowski:
Niezależnie jak dobrą mamy treść, treści, opis i samo wydarzenie jakie jest dobre, no to nie mamy tej stuprocentowej pewności, że ono trafi do wszystkich odbiorców. W sensie do wszystkich odbiorców w social mediach. Bo to, że trafi do konkretnych odbiorców, to tak.
Marcin Andrzejewski:
To możemy zaplanować.
Maciej Pajączkowski:
Jakoś możemy zaplanować. Przez nie social media, przez outdoory, przez reklamę na innych nośnikach. Tak wiemy, to się wyświetli. social media są takie nieintuicyjne, to się tak mówi, staw na facebooka, na stronie to nie widać, na facebooku zrób tam post. No dobrze, ale w pewnym momencie dochodzimy do ściany, na której jakby jest wszystko, w sensie na tym facebooku jest wszystko i to już jest nieczytelne. Więc to też jest bardzo istotna rzecz, że A jak Facebook wysiądzie, to co wtedy? To ja będę w takim razie promował te swoje wydarzenia, nie? W sensie, wstaw na Facebooka i nagle następuje jakiś magiczny czwartek i Facebook przestaje działać. I co? I w takich sytuacjach właśnie przydają się bazy mailingowe, newslettery, strona internetowa, wszystkie inne nośniki, na których zazwyczaj wstawiamy nasze rzeczy i one też, i ta informacja też tam gdzieś jest, gdzieś indziej. Więc jakby też musimy wszystkim uświadamiać, że tak jak Natasza mówi, że Facebook nie jest jakby miernikiem i największą wyrocznią, że tam jest. Jak już tam wstawiłem, to już spoko,
Marcin Andrzejewski:
to już w ogóle… Bazy mailingowe w ogóle, własne bazy adresowe to są rzeczy, które są bardzo niedoceniane.
Maciej Pajączkowski:
I ludzie o tym mega zapomnieli.
Marcin Andrzejewski:
Tak, a to jest niespożyte źródło. inspiracji i przychodzących ludzi. Ta baza jest tam. Ktoś podjął decyzję, że chce być w kontakcie z wami. Nie tak jak na Facebooku, że wpadasz mu na łola. A czasami nie wpadasz. Najczęściej nie wpadasz w obecnych czasach. Tylko tam jest świadoma decyzja, że ktoś jednak wykonał tą pracę, kliknął, zapisał się. Ja polecam wszędzie, gdziekolwiek jestem na jakichś szkoleniach albo rozmawiam, czy w biznesie, czy w kulturze, to jakby nie ma znaczenia. Własna baza, także ze względów strategicznych, to o czym bardzo dobrze wspomniałeś, Dywersyfikacja, że to jest bezpieczeństwo, że to w każdej chwili wy zarządzacie i baza mailingowa też się może zepsuć, ale odtworzyć ją jest bardzo prosto, a jak Facebook przestanie działać, To jest ciekawą wizją. Rozmarzyłem się teraz. Szczególnie jak powiedzieli, że w czwartek kiedyś były takie złote rady wujka, dobra rada, że najlepiej w posty wrzucać w czwartek o siedemnastej. Bez względu na to jaki to był post, czwartek o siedemnastej. Miałem takiego dyrektora, z którym współpracowałem i on pilnował tego, bo on gdzieś usłyszał. Ale wiesz, miał wiedzę insiderską.
Maciej Pajączkowski:
Tylko, że algorytmy się zmieniają, proces wstawiania postów się zmienia. W zeszłym tygodniu chyba z kilkanaście minut szukaliśmy odpowiedniego miejsca, które w Facebooku było w tym miejscu i nagle…
Natasza Majewska:
Teraz już jest zupełnie gdzie indziej.
Marcin Andrzejewski:
Powiem Wam, że ja przez 15 lat pracowałem przy kampaniach wyborczych.
Maciej Pajączkowski:
O nie!
Marcin Andrzejewski:
I tak właśnie. Czas przeszły zamierzony. No i tam są pewne wymogi prawne, jeżeli chodzi właśnie o kampanię. To się teraz już nie ma, bo w ogóle wyłączono to, ale kiedyś były wymogi prawne, gdzie trzeba było tam odpowiednie rzeczy w Facebooku wyklikać, załatwić. No i to była wiedza potrzebna raz na kampanię. Czyli czasami raz na rok, czasami raz na cztery lata, w zależności od kalendarza wyborczego. I ja wiedziałem, że tego nie znajdę w tym samym miejscu, gdzie rok temu czy cztery lata temu. Ja rozpoczynałem pracę z kampanią właśnie od poznania na nowo tego, gdzie jest ten ciapek, który był zawsze w tym samym miejscu. Więc doskonale wiem, o czym mówisz.
Maciej Pajączkowski:
Więc tak, to są nasze takie bolączki. To są takie małe pierdołki, które trochę rozbijają nam pracę.
Marcin Andrzejewski:
I pół godziny później, nie? I nadal jesteśmy w tym samym miejscu.
Natasza Majewska:
Ale też chyba trzeba właśnie, to jest też coś, co jest bardzo niełatwe, to na pewno, ale właśnie jakoś tak nauczyć się Chyba tak, jak już mówiłam, tej pokory, że to jest silniejsze od nas i nic z tym nie zrobimy. No ja też na przykład mam doświadczenie pracy w instytucji żydowskiej, więc na przykład hejt, mig, tam się w ogóle nic nie dzieje w komentarzach. Sportu cisza, spokój. Mieliśmy kryzysy, mieliśmy kryzys w związku z otwarciem kina Lumnat. Na szczęście mnie jeszcze ominęło, jeszcze wtedy właśnie przyszłam, jak kino się otwierało do pracy. No ale mam doświadczenie ogromnego hejtu, ścieku takiego antysemickiego na bardzo, bardzo różne tematy. Tam tyle wątków się pojawiało, różnorakich, że po prostu szkoda gadać. I też rzeczywiście byłam zmuszona do tego, żeby wypracować sobie jakiś taki mechanizm obronny w sobie, bo to jeżeli każdy dzień zaczynam od wejścia w komentarze i zobaczenia co tam się dzieje, a to były naprawdę po prostu straszne, straszne rzeczy, I właśnie to też było właśnie konieczne, żeby się nauczyć, nie mówię, że ignorować to, że w mediach społecznościowych dzieje się to, to, to i to. No ale tak, trzeba było się nauczyć tego. I to się sprawdza w kontekście hejtu, w kontekście tych algorytmów, w kontekście bardzo, bardzo wielu rzeczy. To jest po prostu silniejsze od nas. I nie ma co walczyć, nie ma co na siłę próbować teraz załamywać się, że mój Boże, co mnie tutaj spotyka, że to wszystko nie chce ze mną współpracować. Nie, no po prostu trzeba to przyjąć, że nie zawsze, nie zawsze będzie dobrze, a ja z tym mogę starać się po prostu najlepiej jak się da, ale czasem najlepszym sposobem jest po prostu odpuścić, przeczekać, odpocząć trochę, oczyścić głowę.
Marcin Andrzejewski:
Tak, to prawda. Ale to, o czym wspomniałeś, czyli o tym hejcie i o tym, jak sobie z tym radzić, to, że trzeba wyłączyć głowę czasami. Trzeba, bo mam doświadczenie, byłem kiedyś, miałem szczęście być przy operacji, kręcić realizatorsko dwie operacje, bardzo skomplikowane gdzieś tam operacje na mózgu i na początku miałem takie straszne jakieś zdegustowanie, jak ci lekarze tak podchodzą do tego pacjenta, tak wiesz, jak No to leży, trzeba tam zrobić coś tam. Ale mieliśmy bardzo dobre relacje i potem ich zapytałem. Ja mówię, wy podchodzicie do tego człowieka jak to kawałka mięsa.
Maciej Pajączkowski:
Dlaczego?
Marcin Andrzejewski:
A on tak popatrzył głęboko w oczy i mówi, bo ja chcę być jeszcze nakażonym.
Natasza Majewska:
Tak, tak.
Marcin Andrzejewski:
Jak się tu zaczniesz rozklejać, że to jest znajoma, coś. Musisz wyłączyć głowę, zupełnie wyciąć. To strasznie zabrzmi, ale część ludzkich emocji musisz wyciąć, bo nie przetrwasz.
Maciej Pajączkowski:
No to my mamy to samo. My też mówimy, ja tak mówię na przykład, to co robimy tutaj, to nie jest operacja na otwartym sercu, to nie jest lot w kosmos. To jak coś się zawali, to naprawdę nikt nie umiera. przy promocji w social mediach, marketingu. To są, nie są aż tak ważne rzeczy. Aż tak ważne rzeczy. No cóż, no trzeba sobie radzić.
Marcin Andrzejewski:
Powiedz o tym wesołym kryzysie.
Maciej Pajączkowski:
Kryzysie?
Marcin Andrzejewski:
Tak. Ciekawe.
Natasza Majewska:
Przepraszam Maczku, że wywołałam.
Maciej Pajączkowski:
Spoko.
Marcin Andrzejewski:
Wiesz, bo to jest też perspektywa, z którą warto, żeby ludzie poznali, że to się zdarza, że tak jest, że oni nie są sami, że to nie jest tylko i wyłącznie u nich.
Maciej Pajączkowski:
No więc sytuacja była taka, że Kinoluna było zamknięte. Było zamknięte po… Było zamknięte Kinoluna, tak. W media poszła informacja, że wiadomo, będzie tam dyskont. Oczywiście, że prędzej czy później żona już nie wróci, żona już będzie zamknięte, że w ogóle po ptokach. I… Dowiedzieliśmy, znaczy dowiedzieliśmy się. No i generalnie sytuacja jest, strasznie teraz zacząłem kręcić.
Natasza Majewska:
Zacznijmy od tego, że kino zostało zamknięte, bo trwał przetarg na Włoninie, jakby firmy, która będzie je obsługiwała w dalszym ciągu i tam zdaje się, popraw mnie jeśli się mylę, trzeba było jakieś prace remontowe też przeprowadzić, więc ten, tak, ten, jakby te wymagania wobec tego wykonawcy były po prostu dosyć duże.
Maciej Pajączkowski:
I poprzedni wykonawca nie wygrał przetargu na dalszą współpracę i koordynację pracy kina. Więc na swoim Facebooku przekazał informację dość niepełną, że kino jest zamknięte, że teraz to już nie jest jego problem, że kino jest zamknięte, kropka. No i prędzej czy później padała informacja, że właścicielem kina jest Mazowiecki Instytut Kultury. Więc musieliśmy poradzić sobie z poinformowaniem opinii publicznej, że tak, jesteśmy właścicielem tego kina, tak, ten pan, ta osobowość prowadziła kina przez ostatnich 10 lat, ponieważ my nie mogliśmy tego prowadzić, bo nie mieliśmy tego w naszym statucie, prowadzenia działalności kinowej. Tak, kino wymaga remontu. Tak, kino będzie otwarte. To były najważniejsze punkty, które musieliśmy przekazać. Tylko, że fala nieprzychylnych komentarzy pod naszym adresem była dość zbierającą falą. I dopóki rzeczywiście nie padł konkret, że kino naprawdę nie zostanie zamknięte i że zostanie otwarte na przełomie lutego i marca, no to mierzyliśmy się to jakiś czas rzeczywiście z informacjami, że znowu coś tam, będzie dyskont, będzie coś tam, a może jednak sklep budowlany, bo dawno tutaj takiego nie było w tym miejscu, w tej części miasta, więc do marca 2025 roku No nie, że mierzyliśmy się, no ale mieliśmy taką bardzo wzmożoną aktywność na Facebooku naszą. I to nie była niestety pozytywna aktywność, jak się dzieje na przykład na profilach teatralnych, teatrów, że wow, super spektakl. U nas było takie, co z tym kinem? Jesteście właścicielami, dlaczego kino jest zamknięte? O co chodzi?
Marcin Andrzejewski:
Ładny koncert, co z kinem?
Maciej Pajączkowski:
Tak. Właśnie, a kino gdzie? Tak długo trwa remont, a może już tam nie ma kina, może już jest sprzedane, więc musieliśmy się z tym mierzyć. W marcu dwudziestego piątego roku w remoncie kino zostało z powrotem otwarte. No i teraz nie, że mierzymy się z… Najlepsze, jak to było? Jest takie przepiękne powiedzenie. Wszystkie kryzysy są te, które się nie odbyły, albo którymi zapobiegliśmy zawczasu. Więc już teraz zawczasu, nie, że zapobiegamy kryzysowi, ale zawczasu informujemy że tak, kino zostało otwarte, ale tak to nie jest stan niezmienny. To kino zostanie jeszcze zamknięte, nie w związku, bo będzie zmieniał się wykonawca prac, nie w związku, że będzie zmieniał się organizator tego kina, tylko w związku, że czeka je nie remont, tylko przebudowa. Ponieważ kino nie było remontowane od momentu, znaczy dobra kosmetyczne zmiany.
Natasza Majewska:
Od lat dziewięćdziesiątych?
Maciej Pajączkowski:
Od lat dziewięćdziesiątych. A jakby powstało w latach sześćdziesiątych? Więc jakby wymaga gruntownego nie remontu, ale gruntownej przebudowy. Więc komunikujemy to, że dwie sale w kinie Luna będą teraz trzema salami. bo uważamy, że to jest dużo lepsze rozwiązanie, że dużo prościej, dużo lepiej mieć większy repertuar mając trzy sale kinowe, mając bardziej kameralną przestrzeń niż dwie ogromne sale, których nie jesteśmy w stanie jako kino też wypełnić w 100%, a także wyjść na jakikolwiek, może nie plus, ale na to, żeby ten film mógł się jako tako, prawda, zwrócić. Oczywiście tutaj też nie chodzi o jakieś wielkie zyski, no bo jesteśmy instytucją kultury, która jakby jest zobligowana do tego, żeby produkować rzeczy, a nie żeby na tym zarabiać.
Marcin Andrzejewski:
Ale fajna jest sala wypełniona.
Maciej Pajączkowski:
Oczywiście, że dużo lepiej wygląda sala wypełniona 360 osobami niż sala z 360 fotelami, na której siedzi 28 osób. Multiplexy mogą sobie na to pozwolić, że
Marcin Andrzejewski:
puszczają film i pracują inaczej zupełnie.
Maciej Pajączkowski:
A kina studyjne mają zupełnie inny model działania. Tym lepiej dla kiekstudyjnych oczywiście.
Marcin Andrzejewski:
Oczywiście, że tak. Czyli kryzys jest częścią po prostu.
Maciej Pajączkowski:
Ale to chyba na to jesteśmy wszyscy gotowi. W sensie, no mówię, najlepszy kryzys jest ten, który został zażegnany zanim wybuchł.
Marcin Andrzejewski:
Zduszony w zarodku.
Maciej Pajączkowski:
Zduszony w zarodku. I oczywiście, że prawda jest, że kryzysy wybuchają w sobotę i w niedzielę. Oczywiście, że tak jest.
Marcin Andrzejewski:
Jest taki profil, nie na Facebooku.
Maciej Pajączkowski:
Kryzysy w social mediach, oczywiście, że tak.
Natasza Majewska:
Po świętach, kiedy wszyscy są na urlopach.
Maciej Pajączkowski:
Klasyk.
Marcin Andrzejewski:
Prawo martwego zawsze działa. Natasza powiedziałaś jeszcze w jednej ze swoich wypowiedzi, że są niektóre wydarzenia, które nie potrzebują właściwie promocji, bo sprzedają same i tak dalej. Ale czy to nie jest tak, że tutaj chyba przebija przez Was trochę za mocna skromność? Są wydarzenia, które mogą się faktycznie sprzedawać lepiej, czy nie potrzebować tej takiej promocji co do wydarzenia. Ale gdybyście nie robili świetnej roboty z instytucją jako taką, z promocją instytucji jako takiej, czyli coś co już wymaga strategii, to tutaj na tej sali można zrobić najlepszy koncert i nikt nie będzie o nim wiedział. Bo nikt nie będzie wiedział o instytucji.
Natasza Majewska:
Powiedziałam też, nie pracuję tutaj bardzo długo, ale podałam właśnie przykład tego Swing Clubu. Dla mnie to jest takie wydarzenie, że ja tutaj przyszłam do pracy ten rok temu. I właściwie wiedziałam już, że ten Swing Club jest cyklem, który nie wymaga tego, żebym ja nad nim jakoś specjalnie pracowała. Więc dla mnie to po prostu, może to jest też kwestia tego, że po prostu przyszłam i to już było takie wydarzenie, które zawsze po prostu ciągnęło. Maciej rozklęcił, tak? Tak, właśnie. Myślę, że to jest po prostu wieloletnia praca, znaczy nie myślę, jestem przekonana, wieloletnia praca o to, żeby przede wszystkim wyrobić sobie właśnie tę publiczność, która po prostu wie, że raz w miesiącu, w ostatni poniedziałek miesiąca jest zawsze ten koncert i na ten koncert po prostu się przychodzi. Więc to jest to też o czym mówiłam i o czym Maciek też mówił, to tutaj tym głównym jakby motorem tego wszystkiego jest po prostu to wzajemne zaufanie i ta stabilność i to wyrobienie sobie tej publiczności, która po prostu wie, że u nas zawsze, zawsze to będzie.
Maciej Pajączkowski:
Aczkolwiek koordynator tych koncertów czasem tak spotyka nas na korytarzach i mówi, możecie chociaż wypromować ten koncert? Możecie dać chociaż jakieś pomocy, bo ja nie mam co pokazać, że jakakolwiek promocja jest. A my na to po co? Już masz widownię sprzedaną w dniu wcześniejszego koncertu.
Marcin Andrzejewski:
Po co? Więc no trochę mu smutno.
Maciej Pajączkowski:
Trochę mu smutno. Znaczy dlatego na przykład na jego koncertach zwracamy uwagę, żeby promować inne koncerty na zasadzie może nie, że kuli śniegowej, ale na zasadzie tego, że ten ten widz, ten słuchacz, ten odbiorca może jednak przekona się na przykład na inny koncert.
Marcin Andrzejewski:
Rozselling, upselling, no to już na słabe rzeczy.
Maciej Pajączkowski:
Może jakoś tak.
Marcin Andrzejewski:
Oczywiście, że tak. Słuchajcie, serdecznie wam dziękuję.
Maciej Pajączkowski:
To już koniec?
Marcin Andrzejewski:
Nataszu. No ale chciałbyś ile rozmawiać?
Natasza Majewska:
Można długo i długo.
Maciej Pajączkowski:
Marketingu tutaj moglibyśmy rozmawiać i rozmawiać.
Marcin Andrzejewski:
Tak, ale dlaczego chcę zakończyć teraz? Bo teraz jest ten najlepszy czas, żeby zaprosić wszystkich naszych widzów na konferencję, jak chcą porozmawiać o marketingu, ale chcą go też dotknąć. Bo wiesz, to jest fajna formuła, ale jednak jednostronna, że my mówimy sobie, rozmawiamy, co jest bardzo przyjemne, nie ukrywam. Ale jednak ta osoba z drugiej strony może mieć jakieś pytanie. albo będzie chciała włożyć kiblowisko, albo będzie chciała dotknąć czegoś. I wydajecie możliwości. Więc zapraszamy na konferencję. Zapraszamy do podcastu.
Natasza Majewska:
Bardzo serdecznie. Jeszcze przed nami jeden odcinek w drugim sezonie. Także na początku lutego.
Maciej Pajączkowski:
Wszystkie są dostępne tam, gdzie są podcasty.
Marcin Andrzejewski:
Czyli na platformach podcastowych.
Natasza Majewska:
Tak jest.
Marcin Andrzejewski:
Platforma wszelkiego rodzaju. Więc z wielką, z wielką przyjemnością, ale jednocześnie ze smutkiem muszę przerwać.
Natasza Majewska:
Poradzimy sobie z tym jakoś.
Marcin Andrzejewski:
Dla naszych tam pozostaniemy w tej nieutulonym smutku. Bardzo wam dziękuję, Natasza, Maćku. To była wielka przyjemność i dzięki, że robicie to, co robicie i że podzieliliście się tą perspektywą z nami.
Natasza Majewska:
Mamy nadzieję, że się przyda.
Maciej Pajączkowski:
Przyda się.
Natasza Majewska:
I w razie czego zapraszamy zawsze do Miku, żeby porozmawiać i wymienić się doświadczeniami.
Maciej Pajączkowski:
Tak, ten budynek oferuje znacznie więcej niż to, co możemy pokazać w social mediach. Lepiej go zobaczyć i to, co się tutaj dzieje na żywo.
Marcin Andrzejewski:
Przyjdźcie. Koniecznie. Proszę.
Maciej Pajączkowski:
Będzie fajnie.
Marcin Andrzejewski:
Przyjdźcie, przyjdźcie.
Natasza Majewska:
Tak właśnie promujemy.
Maciej Pajączkowski:
Proszę.
Marcin Andrzejewski:
I to jest promocja, która jest dość bezkosztową promocją.
Maciej Pajączkowski:
Lecimy na emocjach teraz.
Marcin Andrzejewski:
Tak.
Maciej Pajączkowski:
To jest emocje i będzie fajnie. Wracamy się bezpośrednio do odbiorcy. Będzie fajnie. No bo nie o to chodzi, żeby oni przyżyli za wszelką cenę, tylko żeby przeżyli jakąś… Żeby oni chcieli przyjść. Żeby chcieli przyjść i przeżyli jakieś takie…
Marcin Andrzejewski:
Tak jak my dzisiaj.
Maciej Pajączkowski:
Tak jak my dziś.
Marcin Andrzejewski:
Bardzo dziękuję.
Maciej Pajączkowski:
Dzięki.
Marcin Andrzejewski:
Napisy stworzone przez społeczność Amara.org