Praca na zasobach, nie deficytach – Rafał Stasiak

Poznaj kulisy działania Łaskiego Domu Kultury i dowiedz się, jak budować silną markę instytucji kulturalnej, nawet w niewielkim mieście.
Marcin Andrzejewski Marcin Andrzejewski
Praca na zasobach, nie deficytach – Rafał Stasiak

Obejrzyj na YouTube!

Posłuchaj podcastu:

Opis odcinka

Rafał Stasiak i Marcin Andrzejewski rozmawiają o wyzwaniach, skutecznych narzędziach oraz sile społeczności w kulturze. W odcinku: Jak przypadek i pasja mogą otworzyć ścieżkę do pracy w kulturze Dlaczego badania lokalnej społeczności są kluczowe i jak je przeprowadzić bez wielkich budżetów Rola marki i komunikacji wizualnej w budowaniu zaangażowania mieszkańców Praca na zasobach zamiast deficytach – praktyczne podejście do lokalnych wyzwań Jak docierać do różnych grup odbiorców i zaprosić ich do wspólnego tworzenia kultury

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

relacje.video AI Network

Wieloinstytucjonalna Platforma Kompetencji Kultury

Transkrypcja

Rafał Stasiak:
Myślę, że kultura jest jednym z elementów, który może przeciwdziałać, jakby próbować powrócić do korzeni, to znaczy do fundamentalnej wartości, jaką mają ludzie, to znaczy do spotkania, do bycia między sobą. Bo ta relacja tworzy się właśnie w momencie, jak jesteśmy między sobą. Spotkałem się też z takim określeniem, że odchodzimy od relacji face to face do relacji interface to interface. Bardzo ciekawe, bardzo ciekawe jakby się nad tym zastanowić faktycznie, jak my ze sobą rozmawiamy.

Marcin Andrzejewski:
Rafał Stasiak, Łaski Dom Kultury. Tak jest, dobrze odmieniłem.

Rafał Stasiak:
Bardzo dobrze.

Marcin Andrzejewski:
Bo to nie jest łatwe, wbrew pozorom. Albo nie jest oczywiste.

Rafał Stasiak:
Nie jest oczywiste. Bardzo często goście, ludzie, którzy do nas przyjeżdżają spoza regionu mówią, że o, przyjechaliśmy do łaska. Otóż nie, do łasku, ale to jest regionalizm, my tak lubimy i tego się trzymajmy.

Marcin Andrzejewski:
Rafał, ty tutaj jesteś już teraz osobą, która nie tylko jest ważna, ale także jest kreacyjna. Kreujesz już duże rzeczy i… Kreujesz rzeczy nie tylko, które mają wpływ na lokalne środowisko, ale także na cały sektor. Ale poznajmy się od początku. Jak to się stało, że ty tutaj trafiłeś? Jaka jest twoja droga? Bo ja chciałbym ją pokazać, żeby uświadomić ludziom, że bardzo często spróbują oglądać nasze wydarzenia i naszą scenę, to co nam się udało zrobić, a nikt nie myśli o tym, jaka droga za tym stoi.

Rafał Stasiak:
Jasne. Zaczęło się w sumie przypadkowo, bo prawdę mówiąc jeszcze w czasach szkolnych, gdzieś tam mało miałem wspólnego z kulturą, w sensie tworzenia już w ogóle i konsumpcji też mniej. Raczej byłem sportowcem, nazwijmy to. Gdzieś tam działałem w sztukach walki bardziej, a to przez rodzinę mu tata właśnie. jest instruktorem tu cały czas działającym, no to takie naturalne, że ja gdzieś też w ten system wszedłem. Później kończąc szkołę, dostałem się tutaj po prostu na staż do Domu Kultury. Więc gdzieś tak się zacząłem tutaj kręcić, chłonąć to wszystko, no i ówczesna pani dyrektor, pani Ela Wojtacka-Ślęzak, no coś musiała wyczuć, nie, że Piękne, fajne słowa powiedziały, że mam zbyt otwartą głowę, żeby gdzieś indziej się próbować realizować. W sensie takim, że to dobrze, że ta kultura wtedy, w 2010 roku takich ludzi potrzebowała. No i tak się zaczęło, z różnymi sytuacjami. kadrowymi tutaj, bo jakby zmieniały się te wizje były też osoby i to mówię zupełnie szczerze, bo pewnie większość ludzi, może nie większość, życzyłbym sobie, żeby większość ludzi z kultury takich historii nie miała, ale były sytuacje, że no warunki, które były mi proponowane też tutaj jako młodemu człowiekowi w pracy, no były średnie powiedzmy sobie, nie tylko finansowe, to jakby w ogóle zostawiam na boku, ale też powiedzmy takie zakresy obowiązków, dziwne, łączone, taka śmieszna historia, że to rozmawialiśmy też o tym przed nagraniem, troszkę wspominaliśmy o tym, jak to był telefon, tutaj rok 2011 mniej więcej, dzień dobry, czy jest gdzieś ten pan od strony internetowej? To było pytanie o mnie, na co odpowiada ktoś tam z zespołu, no jest, ale w tym momencie grabiliście na ogrodzie, nie? Więc to były takie czasy dla kultury, że trzeba było być do wszystkiego, bardzo do wszystkiego. Później gdzieś to wszystko ewoluowało, to był też dla mnie taki czas trochę życiowych poszukiwań, bo ja byłem z Domem Kultury związany, potem się trochę rozstawaliśmy do trzech razy sztuka. W roku 2017 jakby osadziłem się tutaj, ta cała moja przygoda z Domem Kultury trwała 13 lat w takiej formule czasem wsparcia, czasem bycia tutaj pracownikiem etatowym, czasem bycia jakimś supportem, ale cały czas wokół tego Domu Kultury się kręciłem rok 2017, kiedy zmieniła się tutaj dyrekcja, wtedy zespół Domu Kultury, który wtedy pracował. powiedział, że do nowego dyrektora, i też to była inicjatywa poprzedniej pani dyrektor, o której wspominałem, która była moim pierwszym szefem, która mnie tutaj zaprosiła do instytucji, powiedziała nowemu dyrektorowi, słuchaj, musisz go tu ściągnąć z powrotem. No i spotkaliśmy się z nowym dyrektorem, pogadaliśmy, no i tak oto tu jestem. Już od 2017 roku tak sobie tutaj urzęduję na stałe w sumie, no 13 lat mi teraz leci.

Marcin Andrzejewski:
Wiesz, że użyłeś tego samego słowa, którego używają wszyscy nasi rozmówcy. Bo jesteśmy już w kilku instytucjach kultury z rzędu. Przypadek.

Rafał Stasiak:
Tak, to jest może trochę przypadek, bo ja mam wrażenie, że ten przypadek zdefiniował jakby moją dalszą karierę. Nieodwrotnie, to znaczy nie wyobrażałem sobie, nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby te lata temu w 2010 jakkolwiek próbować się kierować na kulturę. To jakby trochę ona mnie tutaj zaprosiła, a nie ja wszedłem z buta może w ten sposób.

Marcin Andrzejewski:
Ale bardziej Cię interesował aspekt merytoryczny, ten artystyczny, czy raczej organizacyjny, techniczny?

Rafał Stasiak:
Nawet bym powiedział, że w sumie to nie wiedziałem czego się spodziewać, bo jakoś tak zawsze byłem gadżeciarzem. Ja byłem z tych gości, który lubił sobie Linuxa zainstalować na komputerze, przypadkiem wysadzić w powietrze cały dysk i tak dalej, więc gdzieś być może taką naturalną ścieżką byłaby ta strefa techniczna. Nie mam problemu jakby z pracą z narzędziami technicznymi, niezależnie co to jest, mniej więcej te interfejsy do mnie mówią, jakby ja je rozumiem, wiem o co tam mniej więcej chodzi. Natomiast właśnie te prorocze słowa pani Eli Wojtackiej-Ślęzak, mojej pierwszej szefowej tutaj, że zbyt otwarta głowa, to znaczy, że tam kryje się coś więcej. No i faktycznie, wyczuła to mi się wydaje i gdzieś mnie tam zaczęła kierować na różne inne aspekty, to znaczy organizacji imprez, oglądania, pracy ze społecznością lokalną, bardzo duży nacisk na ten amatorski ruch artystyczny, zacząć jakby oglądać to wszystko, trochę dotykać, trochę uczestniczyć w tym wszystkim. A taką postacią, która jakby już w ogóle skierowała mnie na taki mój ulubiony element kultury, to jest jakby projektowanie graficzne, to są sztuki wizualne, no to jest Aleksy Nowak. To był instruktor tutaj pracowni plastycznej Kolec, legendarnej. Niestety Alka już z nami nie ma. Ale to był człowiek, który naprawdę zasiał w mojej głowie to, że ja jakby rzuciłem studia z turystyki i rekreacji. Bardziej gdzieś w tą turystykę i rekreację się kierowałem. Licencjat zrobiłem właśnie z turystyki i tam też była ta historia sztuki, tam też z perspektywy czasu, jak o tym wszystkim myślę, to widzę tu jakiś kierunek, ale to jakby zupełnie nie spodziewałem się, że to tak naturalnie będzie się układało. Natomiast to Aleksy właśnie zaszczepił we mnie tą zajawkę i miłość do sztuk wizualnych, do grafiki warsztatowej, do plakatu. No i w tym gdzieś zacząłem się po prostu specjalizować, rzuciłem studia na pół roku przed magisterką. tej turystyki i rekreacji. Wszystko już napisane, ale mówię, I’m done. Nie, po prostu to nie gra, nie czuję tego więcej i zostałem przy tym licencjacie, poszedłem na projektowanie graficzne i fotografię i czuję, że to jest to.

Marcin Andrzejewski:
Jak Steve Jobs.

Rafał Stasiak:
Być może, jako fanboy Apple, jakby szanuję bardzo Steva Jobsa. Też bardzo często już teraz, kiedy pracuję z zespołem, to spróbuję, nie wiem czy będę pamiętał dokładnie te słowa Steva Jobsa, ale spróbuję sparafrazować tak jak ja to rozumiem. W pracy z zespołem i bardzo często też w kulturze, to są słowa Steva Jobsa, bodaj z jego autobiografii, którą pisał jakiś tam twórca. Bardzo możliwe. że nie chodzi o to, żebym miał rację, chodzi o to, żebyśmy postąpili właściwie. I to jest bardzo często takie słowo-klucz, które tutaj w kulturze, zwłaszcza w pracy ze społecznością lokalną, z amatorskim ruchem arcystycznym jest gigaważne. Nie chodzi o to, że ja przyjeżdżam na białym koniu, Wszystkie rozumy pozjadał, bo pracuję tu 13 lat i ja wiem, jak się robi kulturę. Nie wiem. Bardzo często te spontaniczne sytuacje, takie właśnie, które pojawiają się nagle, to jest właśnie ten kierunek, żebyśmy postąpili właściwie, a nie, że to my jesteśmy tu jacyś tam wielcy oświeceni. Dużo wiemy, ale nie wszystko pewnie.

Marcin Andrzejewski:
Skąd wiemy? Skąd wiemy? No bo to jest tak, że masz z jednej strony doświadczenie. No właściwie poznałeś tą instytucję, można by powiedzieć, że od potrzewki, od tego przysłowego grabienia liści. to więc znasz też terytorium.

Rafał Stasiak:
Tak, bardzo dobrze.

Marcin Andrzejewski:
Więc wiesz co można, a niczego nie można na zewnątrz. Masz intuicję, masz doświadczenie, masz też zespół fantastyczny, którzy też mają różne perspektywy, ale jednak skąd wiedzieć czego potrzebuje lokalna społeczność?

Rafał Stasiak:
To jest coś, co obserwuję od jakiegoś czasu. Im więcej gdzieś tam przebywam w środowisku powiedzmy twórców kultury, czy bardziej może ludzi, którzy zjedli zęby już na tej branży i zajmują się szczególnie badaniami, bo warto powiedzieć, że my tu w zespole byliśmy dosyć sceptyczni w pewnym momencie, jeżeli chodzi o badanie. Wydawało nam się, że to jest taki trochę przerost formy nad treścią. To znaczy, jak można coś takiego jak kultura spróbować opisać taką metodologią badawczą. No okazało się i bardzo dobrze, że byliśmy w błędzie, że po prostu nie rozumieliśmy tego zupełnie. Da się i to są bardzo ważne rzeczy, dlatego tutaj pierwszy punkt to są jakby takie rozeznanie rynku, jakby to ładnie językiem marketingowym powiedzieć. I pierwsza rzecz, która mi się teraz tak od razu do głowy jakby wrzuca, to praca na zasobach, a nie na deficytach. Bardzo często z tym się spotykam też jako animator Dom Kultury Plus, gdzie też zaczynałem tutaj jako osoba wnioskująca, koordynator i teraz ja gdzieś tam w związku z tym doświadczeniem i jakimś tam skillem, który udało się zbudować, jeżdżę i pomagam też innym instytucjom gdzieś tam opowiadać jak to się dzieje i widzę bardzo często, że jest praca na deficytach. Jak rozmawiamy to z różnymi dyrektorami, z pracownikami różnych zespołów instytucji to się zaczyna, ja to następne takie gorzkie żalę. Tego nie ma, tamtego nie ma, organizator nie taki, to nie działa. Jakby stop. To do pewnego okej, no bo my w takim marudzeniu to być może budujemy jakąś relację z sobą, żeby tak każdego ojojać, tylko tak na koniec dnia to niczego… nie rozwiązuje. To jak rozmawialiśmy przed wejściem na antenę, jakby rzeczy nie interesuje to tak naprawdę. Myślę tutaj po stoisku. Także rzeczy się wydarzają, one są, ale to co sobie my o nich myślimy i będziemy narzekać, to tak naprawdę niczego nie zmieni na dłuższą perspektywę. I tu się pojawia taka metoda, taki pomysł pracy na zasobach. I bardzo też to zauważam, że wiele instytucji kultury, ale też społeczności lokalnych, samorządów szczególnie, gminy, powiaty i dalej, po prostu zasoby i potencjały są kompletnie niezmapowane. To znaczy, nie wiemy co mamy. Bardzo często próbujemy szukać, podglądać, wrzucamy pewne rzeczy, okej, no to jakby rachunek prawdopodobieństwa coś nam zadziała i będzie fajnie funkcjonował, zawsze się coś tam trafi, ale bardzo często przepalamy energię, przepalamy pomysły, niestety też budżet, wracamy potem do punktu wyjścia i znowu się zaczyna ojojanie, że to nie zadziałało, tamto nie wyszło, dlatego tu bym postawił stop i pierwszą rzeczą, Zastanówcie się co macie, usiądźcie zespołem, zaproście społeczność lokalną, bo być może są twórcy, którzy po prostu z jakichś względów nie wiedzą, że można z instytucją współpracować. Co mamy? Nie tylko z sektora kultury, ale jakie mamy tutaj potencjały? Może jakieś, nie wiem… piękne miejsca, jeżeli chodzi o jakieś krajobrazowe historie. Może dla kogoś tu jest zupełnie ważny jakiś las, jakaś przestrzeń, rzeka, cokolwiek. Tak myślę tutaj szeroko o naturze, o takim dziedzictwie naturalnym. Może jakiś zabytek, może jakiś rytuał, może jakaś tradycja lokalna. I to jest wkład, wokół którego my możemy budować. Od tego bym zaczął. Mapowanie i badanie lokalnych zasobów i odchodzimy od nie da się.

Marcin Andrzejewski:
No nie da się, jest dość uniwersalne i bardzo proste do włączenia gdzieś tam w naszej głowie. Ale powiedziałeś badania, robiliście badania. Ja trochę wiesz walczę z tym mitem, które mają małe instytucje, że jak badanie to ogromny budżet, zewnętrzna firma, wyspecjalizowany zespół. Oczywiście przy pewnej skali i przy pewnych budżetach to może mieć sens. Opowiedz mi, jak żeście do tego podeszli? Tak jak powiedziałeś, trochę sceptycznie, jeżeli chodzi o merytorykę, no ale trzeba mieć na to albo zasób, albo wiedzę, albo budżet. I jak rozpocząć?

Rafał Stasiak:
Tutaj powiem chyba moje ulubione słowa, czy w ogóle jak rozmawiamy o jakiejś metodologii, o technice, to zależy. To zależy, bo tych ścieżek dotarcia do tej informacji, do tej wiedzy jest naprawdę dużo. Akurat w naszym wypadku to było tak, że zainteresowaliśmy się mocno programem Dom Kultury Plus i nasza wiedza, nasze kompetencje pojawiły się właśnie dzięki współpracy z Narodowym Centrum Kultury. Jeżeli ktokolwiek w przyszłości oglądający, słuchający tą naszą rozmowę jeszcze ma jakąkolwiek wątpliwość, nie wahajcie się. To są jakby programy NCK-owe i to nie chcę, żeby to była jakaś reklama. Ja mówię jak jest, po prostu, bo widzę, obserwuję, jestem częścią tego procesu. To jest realna zmiana, taka naprawdę głęboka. mentalna, merytoryczna, ale też taka strukturalna dla instytucji, że zaczynamy się otwierać i rozumieć tak naprawdę, czym branża jest. Wychodzimy od modelu podawczego, to znaczy my jesteśmy tylko tutaj po to, żeby lokalni włodarze, politycy mieli gdzieś się pojawić, że wychodzimy trochę od myślenia, że jesteśmy takimi cynglami do wynajęcia do twórców, współtwórców, kreatorów pewnej rzeczywistości. Więc nasz przypadek to był taki, że mieliśmy jasno zdefiniowany cel, jasno zdefiniowaną grupę odbiorców, którą chcemy badać. To byli mieszkańcy kolumny dzielnicy Łasku, która ma swoją specyfikę, która dla mnie osobiście tętni bardzo wielką autonomią, potrzebą jakby samostanowienia, pokazania, że dla nich ta kolumna to jest coś więcej niż dzielnica. Więc sobie wymyśliliśmy tutaj w zespole, że to jest świetny temat w ogóle. Natomiast mieliśmy pewność, że jeżeli my zrobimy te badania, to znaczy ja, dyrektor, ktokolwiek z zespołu, możemy uzyskać jakby wyniki… Znaczy się, ludzie mogą się krygować, krępować, bo wiedzą kim my jesteśmy i mogą nam nie powiedzieć wszystkiego, a nam zależało na hardkorze. My chcieliśmy po prostu usłyszeć prawdę, niezależnie jak krytyczna ona by była. I nie ma się tego, co bać, tak?

Marcin Andrzejewski:
Prawda jest prawda.

Rafał Stasiak:
Prawda jest prawda i dalej to my decydujemy, co z tym możemy zrobić. Możemy się obrazić, że ktoś nam zwróci uwagę, a możemy wyciągnąć z tego wnioski i robić to, do czego zostaliśmy powołani, jakby jako pracownicy instytucji kultury, albo to, co nam w duszy gra w ramach tej szeroko rozumianej misyjności naszego działania, jakiejś zajawki, pasji i tak dalej. My wybraliśmy tą drogę, że jednak szukamy tego połączenia. No i skończyło się tak w dużym skrócie, bo to najpierw mamy część badawczą tego programu Dom Kultury Plus, potem mamy część na inicjatywy, to znaczy tchnęliśmy dzięki finansowaniu zewnętrznemu kilka wydarzeń tam właśnie w kolumnie, bo ludzie zwracali nam uwagę, że tam troszkę mało się dzieje, nie? To jest takie niemierzalne. Dzieje się, nie dzieje się, to możemy, to jest kolejne jak bardzo, tak, wielki, wielki wór w ogóle z zagadnieniami. W skrócie zrobiliśmy kilka wydarzeń, które tak naprawdę to był inicjatyw oddolny. Ludzie nam wskazali, co by chcieli, jak by chcieli, gdzie by chcieli. My byliśmy tylko takim, powiedzmy, łucznikiem, żeby to było w miarę formalnie wszystko spięte i takim doświadczeniem, że pewne rzeczy da się, pewnych się nie da. jakieś tam techniczne rozwiązanie i tak dalej. Finał taki, że nasza filia przeżyła wtedy ogromny boom, filia w Kolumnie, filia Domu Kultury. Zapisy po prostu wystrzeliły, ludzie jakby na nowo odkryli, że tam coś takiego jest, że takie coś funkcjonuje, a tak naprawdę te badania i później opracowania, które stworzyliśmy już sami z tych badań, posłużyły jako wkład do kolejnego projektu, dzięki któremu Myślę, że za parę lat, dwa, trzy, będziemy mogli oddać w ręce mieszkańców budynek z prawdziwego zdarzenia. Pojawiła się w gminie działka, która była niezagospodarowana przez X czasu. Gmina w oparciu też o te nasze badania złożyła wniosek o dofinansowaniu. Już nie będę pamiętał, jakie to struktury tam. W każdym razie pojawiła się taka możliwość i powiedzmy, że filia budynek z prawdziwego zdarzenia, czyli to, co w tych badaniach wybrzmiało mocno, że ludzie chcą mieć swoje miejsce, bo filia jest teraz w szkole. A szkoła, no szkoła to szkoła, tak? Jakby fajnie iść do, powiedzmy na zajęcie do domu kultury, do domu kultury, do budynku, a nie znowu do szkoły. To gdzieś niektórzy tak to kojarzą, nie? Że taka zmiana miejsca, ale to o tym też sobie możemy pogadać później o tym trzecim miejscu, bo to też jest fenomenalny koncept. W każdym razie, jakby mieszkańcy dostaną to, czego oczekiwali, czyli ten wkład zaowocował tym, że będzie budynek, filia, miejsce, przestrzeń zupełnie nowe.

Marcin Andrzejewski:
Ale takie badania, z tego co teraz słyszę, to też jest pewnego rodzaju karta przetargowa, nie? Do rozwoju. No bo mówisz, że ten budynek będzie, że powstała jakby wiedza. Znaczy inaczej, wiedza nie powstała, wreszcie ją wyciągnęli. że ludzie tego potrzebują. I teraz zupełnie inaczej, jak ty, Rafał, idziesz do organizatorów, do włodarzy i mówisz, hej, chcielibyśmy nowy budynek, a inaczej jak przychodzisz z papierem, w którym jest to zapisane i dlaczego to potrzebujemy, że ty masz widzimisię posiadać dodatkową salę, tylko że to z czegoś wynika.

Rafał Stasiak:
I to jest właśnie znowu praca na zasobach i na jakiejś diagnozie, bo zauważam często, że to jest jakby, szukam teraz słowa, żeby to dobrze wszystko wybrzmiało, natomiast to jest bardzo ważne podparcie merytoryczne, to znaczy mamy też takie, nie chcę mówić backup, ale Nie tylko nasze słowo, bo jakby słowo przeciwko słowu, niektórzy mogą uznawać jakiś tam autorytet wiedzy i doświadczenia instytucji kultury, a mogą być też tacy, którzy to traktują, no gada sobie, ale ty nie masz tu nic do gadania, bo oto są władze i my tu mamy jakąś wizję i coś tam. Natomiast już z takimi rzeczami bardzo ciężko dyskutować, bo to są fakty. To jest czarno na białym. To są badania zrobione przez badaczy zewnętrznych, bo takie było nasze założenie. To, co wspominałem, że my nie chcieliśmy się tam pojawiać, żeby ludzie się nie krępowali. My chcieliśmy do kosteczek tam dotrzeć. No i to się udało. I dzięki temu, że wymyśliliśmy sobie to w ten sposób, że to są badania zewnętrzne, więc tam zupełnie jakby się odbyło bez nas. To znaczy, to jest jakby czyste, przefiltrowane i jakby namacalny dokument rzeczywisty. A są też jakby instytucje, które robią badania samodzielne i to też jest okej, tak? W zależności trzeba zbadać znowu potrzeby, tak? Co my chcemy zrobić. Tak, wydaje mi się, że takie badania dużo wnoszą i one są potrzebne. bo troszkę faktycznie może ta karta przetargowa zupełnie inna jest troszkę rozmowa, tak? Bo opieramy się na czymś konkretnym, firmowanym też przez Narodowe Centrum Kultury i Ministerstwo, to też temu nadaje pewną rangę i to są fajne rzeczy, które budują siłę, budują rozpoznawalność i markę instytucji kultury, tak? To znaczy, że są wokół nas i my jesteśmy w tym środowisku i uwierzcie nam, że my wiemy co robimy.

Marcin Andrzejewski:
I też wiarygodność.

Rafał Stasiak:
To już jakby wynika z samych badań, bo to zależy co chcemy osiągnąć.

Marcin Andrzejewski:
W ogóle Kolumna to jest taki ciekawy twór społeczny, bo tam z jednej strony są mieszkańcy, a z drugiej strony jest jeszcze coś, skąd chyba ta nazwa pochodzi.

Rafał Stasiak:
Wiesz co, to jest jakby długa historia Kolumny i te całe, powiedzmy, relacje wiążą się z tym, że Kolumna to takie miasto ogród miało być. Jeżeli sobie spojrzycie i Państwo, jak będziecie gdzieś tam chcieli poznać historię Kolumny, do czego zachęcam, jest na planie miasto ogrodu budowane przez Szwajcera. Troszkę jak w Łodzi, że te wszystkie uliczki gdzieś tam do siebie dochodzą. Docelowo miało być to miasto ogród, później w okresie międzywojennym i jeszcze przed okresem pierwszej wojny światowej miejscowość wypoczynkowa, ta cała historia powiedzmy do lat 50-tych, 60-tych Kolumny, to tam wycieczki z Łodzi, wille drewniane, fantastyczna historia. Natomiast gdzieś potem się to wszystko zaczęło troszkę zapominać, no wiadomo zmiany ustrojowe i tak dalej. Finalnie w końcu Kolumna została włączona administracyjnie do Łasku i to był taki Gwóźdź, gdzieś taki kość niezgody, która się pojawiła i stąd ta wielka autonomia, o której mówi potrzeba samostanowienia mieszkańców Kolumny administracyjnie, formalnie jest w łasku i stąd się zaczął taki miszmasz. Mój tata jest z Kolumny w ogóle i są historie ciekawe, bo opowiadał mi jak to były. za dawnych czasów, nazwijmy to sparingami terytorialnymi, tak? Że tu w łasku sztachety, w kolumnie łańcuchy czy odwrotnie i sobie chłopaki musieli powyjaśniać. Słyszałem też takie historie, ja nie wiem na ile to jest prawda, to też z opowieści rodziców, że to nie było dobrze widziane, że chłopak z kolumny miał dziewczynę z łasku. Moja mama była z łasku, tata z kolumny, więc mieli taki specjalny kod do drzwi. Jak gdzieś tam się umawiali, spotykali, to coś tam sobie I mama wiedziała, że to tata, żeby tam nie widział Polski.

Marcin Andrzejewski:
To były takie czasy partyzanckie, ale widzisz. Ja pochodzę z Kalisza, więc podobny klimat z Ostrowem Wielkopolskim. Bydgoszcz ma podobnie z Toruniem. Choć podobna, właściwie bliżniacza historia jest z przyłączeniem Fordonu do Bydgoszczy, tak jak właśnie tutaj kolumna Iłask. Pomaga to, że macie osobną, że macie tam filię, że to jest niby łaski, dom kultury, ale jednak osadzony fizycznie?

Rafał Stasiak:
Ja myślę, że pomaga. To znaczy nie spotkałem się z tym, żeby powiedzmy społeczność pracuje tuż długo. naprawdę długo. Szczerze nie spotkałem się nigdy z tym, żebyśmy mieli jakieś takie, powiedzmy, wrogość to za dużo powiedziane, ale sceptycyzm taki co do naszych działań. Mam wrażenie, że jakby marka Domu Kultury na przestrzeni ostatnich lat bardzo urosła i zawsze była w taki sposób traktowana z pewnym sentymentem, z pewnym ciepłem. Jak to w Domach Kultury, tu przychodzą całe pokolenia. Najpierw tu babcia zaczynała, babcia przyprowadziła swoją córkę. Mama przyprowadziła swoją córkę i tak dalej. Natomiast specyfika kolumny jest duża. Tamta przestrzeń powiedzmy z tymi domami drewnianymi, letnimi willami drewnianymi, które się rozpadają, niszczeją, bo bardzo ciężko znaleźć na to jakieś pieniądze zewnętrzne, czy jakiekolwiek fundusze, żeby to uratować, a to jest pewna część tożsamości. Lasy, ten mikroklimat, który jest bardzo często określany przez specjalistów jako niemalże taki uzdrowiskowy. Bodaj gdzieś widziałem film Fangor, był kręcony tutaj, film czy serial Fangor, był kręcony tutaj w Kolumnie, gdzie Kolumna wcieliła się w rolę uzdrowiska nadmorskiego. to też jest gdzieś tam do sprawdzenia, ale tak coś mi tutaj świta, więc jest ten mikroklimat, jest ta energia. I jakby wykorzystanie tego potencjału kolumny i powstanie tam filii, która będzie odpowiadała na te potrzeby lokalne, na tą tożsamość, no to nie da się tutaj tak naprawdę nic zepsuć. To jest dla mnie pewien samograj, jeżeli dołożę się do tego kompetencje kadry kultury, pewne rozwiązania, umiejętności, nie wiem, pozyskiwanie środków zewnętrznych, umiejętności, powiedzmy, no takie administracyjne, bo to też ważne, jakby zarządzamy publicznymi pieniędzmi, publicznym mieniem można powiedzieć, więc to też trzeba rozumieć, wiedzieć i uważam, że to jest mega potencjał, to znaczy to jest kluczowe.

Marcin Andrzejewski:
Wspomniałeś o Marce, Marce Domu Kultury. Teraz… Postarajmy się odrzucić fałszywą skromność. Czy mieszkańcy lokalni znają i wiedzą o tym, jak silną markę Łaski Dom Kultury ma w sektorze? Co żeście zrobili, jakby nie patrzeć rewolucję?

Rafał Stasiak:
To zależy. Wydaje mi się, że jeszcze nie do końca. Wydaje mi się, że i to też jest opinia powiedzmy przyjaciół, znajomych, którzy no siłą rzeczy bardziej obserwują to, co my tutaj robimy, bardzo często też ekspertów, to znaczy ludzi, którzy też pracują w marketingu, czy zarządzają, są na stanowiskach dyrektorskich, ale w prywatnych firmach i tak dalej, gdzie też pracują z marką, na przykład jakąś tam samochodową i tak dalej, zwracają uwagę bardzo często, że to, co my robimy, jak my się komunikujemy, czy jakość komunikatów, wykracza dużo poza takie standardowe myślenie o instytucji kultury w małym mieście. Spotkałem się z takimi hasłami, że ludzie mówili, ej wy to co tu robicie to jest taki overkill, że to jest po prostu za dużo, że to jest na Wrocław, na Warszawę. Ja mówię okej, ale też naszą odpowiedzialnością jest dowożenie nie jakości, tylko jakości, dowożenie jakości i tej jakości. jeżeli mamy być jakby wiodącą instytucją, jakimś trendseterem, a za takich się uważamy, no to uważam, że to może z jednej strony być odrzucające, w sensie, że kreujemy się na jakąś markę powiedzmy ekskluzywną, taką, że tu nie do końca, ale z drugiej strony ta nasza praca ze społecznością lokalną i ta idea społecznego domu kultury, która nam przyświeca i to jest kierunek, w którym chcemy się rozwijać, jakby troszkę rozwadnia tą elitarność, więc to jest taki koktajl troszkę bym powiedział. W skrócie, wydaje mi się, że bardzo dużo osób jednak kojarzy łaski tą kulturę, natomiast osobiście wydaje mi się, że jeszcze mamy na tym polu bardzo dużo do ugrania.

Marcin Andrzejewski:
Ważne, że jest przestrzeń.

Rafał Stasiak:
Ważne, że jest przestrzeń. Używając takiego już branżowego, marketingowego języka, mam poczucie, że przed nami jeszcze dużo budowy góry lejka sprzedażowego. To znaczy, żebyśmy trafiali z informacją bardzo szeroko, do bardzo wielu osób, bo dalej jakby to procesując, oni jakby wchodzą, są zainteresowani. Spotykaliśmy się bardzo często z informacją, że ludzie po prostu nie wiedzą, co się u nas dzieje.

Marcin Andrzejewski:
To jest bardzo powszechne. Nawet ludzie, którzy… Mamy taką ilość informacji dookoła wszędzie, że…

Rafał Stasiak:
No to prawda, że tych informacji jest bardzo dużo. No i tu się znowu pojawia taki temat szumu informacyjnego, nadprodukcji w kulturze. Rozmawialiśmy o tym w zespole nie dalej jak miesiąc temu, gdzie też jakby to nasza dyrektor Magdalena stwierdziła, że zaciągamy ręcznie. Mówimy sobie stop, bo wpadamy w nadprodukcję wydarzeń. Analizowaliśmy nasze statystyki, jesteśmy na bieżąco, bo to Jak ludzie z kultury wiedzą, mój ulubiony K07, czyli ta sprawozdawczość gusowska przed nami, 365 dni w roku mamy. No to wszyscy wiemy. Naliczyliśmy, że wydarzyło się 350 rzeczy u nas. 350 wydarzeń, więc tak naprawdę nawet nie do końca można powiedzieć, że mieliśmy wolne weekendy i święta.

Marcin Andrzejewski:
Nie ma czegoś takiego w kulturze.

Rafał Stasiak:
Nie ma czegoś takiego w kulturze, bo idąc tak do kultury trzeba mieć świadomość, że my zaczynamy pracę wtedy, kiedy wszyscy mają wolne. I to jest jakby taka branża. Natomiast czy to 350 wydarzeń jakby mówi coś o nas tak naprawdę, co my robimy? I tak, i nie, no ciężko powiedzieć.

Marcin Andrzejewski:
Łatwy wskaźnik.

Rafał Stasiak:
Łatwy, no. A, i problem się pojawia wtedy, kiedy wskaźnik staje się powiedzmy celem. Bo jeżeli my staniemy się powiedzmy takim impresariatem, który ma tylko wyrzucać z siebie kolejne wydarzenia, no to nie można mówić o budowaniu społeczności, o budowaniu relacji, o budowaniu tożsamości. A dla mnie i dla mojego zespołu, tak jak rozmawiamy i pracujemy też warsztatowo między sobą bardzo dużo, no to ta relacja jest dla nas dużo ważniejsza. My chcemy budować społeczność, a nie tłum. Chcemy budować świadomych odbiorców kultury, którzy mają między sobą jakąś relację. I to jest też takie przeciwdziałanie polaryzacji społecznej, zwłaszcza tej budowanej teraz między innymi przez politykę, czy w ogóle polaryzacja społeczna. Dla mnie to sięga absolutnego zenitu. Mamy albo zwolenników, ambasadorów, którzy co byśmy nie zrobili, to są zachwyceni, albo po prostu ludzi, którzy co byśmy nie zrobili, to nie przyjdą, bo coś, bo nie. No i jest też duża przestrzeń między tymi dwoma skrajnymi wartościami ludzi, którzy nie chcę mówić do zakospodarowania, ale bardziej do zaopiekowania. Żeby gdzieś z tych banieczek ich powyciągać i żeby mogli mieć swoje zdanie, swoją opinię i po prostu z tej oferty, z tej możliwości bycia w instytucji korzystać.

Marcin Andrzejewski:
Ciężko się dyskutuje ze skrajnością, ale ten środek, te odcienie szarości wszelkiego rodzaju. Po to istnieje kultura, nie patrzeć. Ona musi gdzieś tam łechać albo czasami stwierdzić, albo dać do myślenia, ale to też nie jest cel sam w sobie, nie zawsze.

Rafał Stasiak:
Nie jest cel sam w sobie. Ukuliśmy też taką, to znaczy to nie jest moja teoria, ja się tego nauczyłem od Jacka Geralczyka. Serdecznie pozdrawiam. Jak Jacku będziesz tego słuchał, to wiedz, że twoja wiedza z nami tutaj zostaje i twoje nauki. Jacek też jest członkiem Forum Kraków. Forum stowarzyszenie zajmującego się animacją kultury w skali kraju.

Marcin Andrzejewski:
Którego ty też jesteś członkiem.

Rafał Stasiak:
Tak, też należy do Forum Kraków. Jacek powiedział, będąc u nas tutaj na warsztatach, gdzie pracowaliśmy właśnie w ramach programu Dom Kultury Plus, ale partnerstwa lokalne. To jest już jakby kolejna część. Najpierw badamy społeczność, a potem zawiązujemy partnerstwa. Czyli powiedzmy takie formalne, nieformalne relacje między różnymi stowarzyszeniami, nieformalnymi grupami i tak dalej, przedsiębiorcami i tak dalej, i tak dalej. Jacek powiedział taką rzecz, że ważnym jest, abyśmy my jako instytucje kultury kreowali ludzi w formie czy na kształt homokreator, to znaczy człowiek twórca. Bo nie jest niczym nowym ani odkrywczym, że jakby spełnianie się, samostanowienie i tworzenie rzeczy to jest jedna jakby z podstawowych i fundamentalnych wartości dla każdego człowieka, żeby powiedzieć, że jest szczęśliwy, że jest spokojny i bodaj to jest jedna z pierwszych trzech wartości, o których mówimy. A w kontrze do tego jest homo ludens, człowiek zabawy, konsumpcji, konsumpcjonizmu, kupienia sobie nowej rzeczy, jeszcze jednego serialu na Netflixie i tak dalej. Więc wydaje mi się, że kierunek, w którym instytucje kultury będą zmierzały do tego, żeby tworzyć ludzi, tworzyć może czy pomagać ludziom stawać się bardziej homokreator. twórczy, sprawczy, spełniający się, realizujący się w formule np. amatorskiego ruchu artystycznego, to daje spełnienie. A cóż nam zostaje po zwykłej konsumpcji? Fajnie jak zostaje jakaś refleksja, ale też nie zawsze, bo zależy co konsumujemy, ile konsumujemy, jak konsumujemy. A co do konsumpcyjnizmu teraz chyba nie mamy wątpliwości, że to jest kolejne wyzwanie. Endless scrolling na telefonach, odbierające nam, różne są badania na ten temat, ale że bezpośrednio wpływają nawet na strukturę mózgu. Nie będę się silił tu na badania naukowe, bo to nie jest w ogóle mój temat, ale o tym można przeczytać i to są fakty. potwierdzone badaniami, zresztą to wystarczy zaobserwować, bardzo empirycznie tego doświadczyć wśród dzieci, młodzieży, ale też dorosłych seniorów. Widzę, że jest ten magiczny ruch.

Marcin Andrzejewski:
Każdy już ma chyba.

Rafał Stasiak:
Więc myślę, że kultura jest jednym z elementów, który może Przeciwdziałać, jakby próbować powrócić do korzeni, to znaczy do fundamentalnej wartości, jaką mają ludzie, to znaczy do spotkania, do bycia między sobą, tak? Bo ta relacja tworzy się właśnie w momencie, jak jesteśmy między sobą. Spotkałem się też z takim określeniem, że odchodzimy od relacji face-to-face do relacji interface-to-interface. Bardzo ciekawe, bardzo ciekawe jakby się nad tym zastanowić faktycznie, jak my ze sobą rozmawiamy. Coraz mniej, więcej do siebie piszemy. Pokolenia młodsze ode mnie, jestem rocznik dziewięćdziesiąty. Łatwiej jest im coś napisać na Messengerze niż zadzwonić albo powiedzieć wprost.

Marcin Andrzejewski:
Już gdzieś o tym rozmawiałem, nie pamiętam w którym Domu Kultury, Instytucji Kultury, ale właśnie wyszedł taki wątek. Badań, które mówią jasno, że dla młodego pokolenia rozmowa telefoniczna jest bardzo dużym stresem.

Rafał Stasiak:
Tak.

Marcin Andrzejewski:
I to nawet nie rozmowa telefoniczna z nauczycielem czy z kimś, z rówieśnikiem. To jest coś, co dla nas jest…

Rafał Stasiak:
A to jest widzisz bardzo ciekawe, bo w ramach, znowu wrócę do tego DK+, bo jakby krążymy wokół tego budowania społeczności, relacji, a to właśnie program jest o tym, Zrobiliśmy na koniec tej drugiej części tego programu takie spotkanie u nas w Domu Kultury. Usiedliśmy w kręgu. Ja polecam serdecznie budować kręgi. To znaczy przełamujemy wtedy taką barierę nadawców i odbiorców. Ja mam trochę z tym duży problem. Zwłaszcza przy, powiedzmy, Dniach Miasta czy innych uroczystościach. Ostatnio na Dożynkach już po prostu bezczelnie przewracałem oczami, bo męczy mnie to strasznie. Może to już jest jakaś zmiana pokoleniowa. To znaczy witam w ogóle wszystkich tutaj. Witam posłana, witam. Nie o tym jest. Ja rozumiem, że jest jakiś konwent, że jest to jakiś rytm, ustalona jakby procedura, nazwijmy to, która zobowiązuje do tego prowadzących. Tylko pytanie znowu, jaki jest cel? Bo jeżeli my się spotykamy na Dożynkach, powiedzmy wiejskich, miejsko-wiejskich, jakichkolwiek imprezie i witamy wszystkich miłościwie nam panujących. Szczerze mnie to już po prostu męczy, żeby nie powiedzieć wkurza albo użyć grubszych słów, bo jakby dla kogo my się tu spotykamy? No dla nas, dla społeczności. Ja bym bardzo zachęcał, żeby jakby odrzucić to. Mi się to kojarzy, nie znam tamtych czasów. Powiem mocno, z komuną trochę mi się to kojarzy. Nie znam. Ja tylko z opowieści, ze zdjęć, z materiałów archiwalnych. Tam się witało partyjnych członków, wszystkich. Prawda w ogóle. To jest tak, gremium, tak. To jest taki trochę, trochę nam to zostało we krwi. Chciałbym, żebyśmy zaczęli od tego odchodzić, to znaczy przywitać wszystkich bardzo serdecznie, bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy równi wobec siebie. Oczywiście są ludzie, którzy pełnią funkcję, ale to jakby społeczność decyduje, ona wybiera, kto tą funkcję pełni.

Marcin Andrzejewski:
Teraz pro tip, ja 15 lat pracowałem w polityce, nie chodzić na dożynki w roku wyborczym.

Rafał Stasiak:
No to już w ogóle, nie?

Marcin Andrzejewski:
Tam lista osób, które w danym momencie kandydują i pojawiają się na dożynkach. Ja pracowałem przy kampaniach i potrafiłem zaliczyć, i to jest słowo użyte świadomie, 4 dożynki w ciągu dnia.

Rafał Stasiak:
Ja mam z tym duży problem. Myślę, że wiele osób czuje podobnie jak ja, może nie tak skrajnie, ale mnie to po prostu męczy osobiście. Może mam taką wrażliwość na to jakąś. Ja bym wolał, żeby na przykład otwarcia takich wydarzeń odbywały się nie na scenie, tylko przed sceną, między ludźmi. Jakby, no już ja rozumiem, że mogłoby

Marcin Andrzejewski:
się… To jest idea dożynek przecież, nie?

Rafał Stasiak:
Jest idea dożynek. Ja rozumiem, że są jakieś względy bezpieczeństwa. Ja to wszystko rozumiem, ale wierzę, że da się to zrobić. Wierzę, że da się to wypracować i wtedy dzieje się piękna rzecz. Nie dzielimy się na nadawców kultury i odbiorców kultury, że jesteśmy jacyś my i są jacyś oni. Oto my tu witamy was, a wy czujcie się powitani w ogóle. My wam mówimy jak macie żyć, a wy po prostu słuchajcie i kiwajcie głowami. Nie, tworzymy wtedy społeczność. I to jest jakby totalnie w kontrze dla tej polaryzacji. Znowu zaczynamy budować relacje, ale to był taki marginesik w tym wszystkim. Bardzo bym chciał, żeby to się odwróciło i wracając do wątku tego podsumowania projektu, to o czym mówiłeś, scrollowania itd. Zaprosiliśmy młodzież jeszcze ze Zduńskiej Woli, bo zrobiliśmy takie partnerstwo ponadlokalne, to znaczy mamy świetne relacje z Domem Kultury w Zduńskiej Woli.

Marcin Andrzejewski:
Miasto niedaleko.

Rafał Stasiak:
Miasto niedaleko, sąsiedzkie. Bardzo często współpracujemy. Zaprosiliśmy młodzież z liceum technicznego, elektronik popularny w Zduńskiej Woli. Czyli wydawałoby się, że młodzi ludzie, którzy są jakby z technologią za pan brat i najlepiej, żeby tam wsiąknęli w ten telefon, no bo to przyszli programiści, technicy i tak dalej, inżynierowie. Młodzi ludzie powiedzieli tak, tam było bodaj czterech czy pięciu chłopaków, stwierdzili, że oni są już zmęczeni telefonami. Oni już mają tego dosyć, oni widzą, co się dzieje. Że to nie jest tak, żeby wrzucać całą młodzież do jednego wora, że oni się dali temu wessać, pochłonąć i przepadli. Więc po takich słowach warto się zastanowić, że jednak jest jeszcze szansa w tym wszystkim i jest się o kogo bić oczywiście. Może zabrzmi dziwnie, ale pewnie no 100% nie da się ocalić od telefonu. Są ludzie, którzy po prostu albo pracują z telefonami, albo po prostu taki mają styl. Lubią, jest to im potrzebne. Nie mi oceniać, nie nam oceniać. Ale jeżeli młodzież zwraca uwagę, do tej młodzieży taka etykieta się przykleiła, że to oni są najbardziej tam telefonowi, smartfonowi i w ogóle już nic nie potrafią. Potrafią, bardzo dużo potrafią. Tylko nasza rola w tym, żebyśmy byli partnerami, żebyśmy byli mędrcami, a nie, że oto ja przychodzę, ja tu robię 13 lat w kulturze, ja tu robiłem takie imprezy. A co ty zrobiłeś? Imieniny? Trzeba i pokazać, zaprosić do tego świata, mówić językiem wartości, zaprosić, pokazać, że tutaj możecie robić rzeczy, o których marzycie, które chcecie. Zobaczymy, jakie mamy zasoby, jakie mamy możliwości, spróbujmy. I wierzę po prostu, że takie podejście, to znaczy z wielką otwartością, zmiana retoryki w instytucji kultury, kiedy ktoś do nas przychodzi z pomysłem, nie ma pieniędzy, nie da się. Słyszałem to przez lata, nie ma pieniędzy, nie da się po prostu, ja nie mam ludzi, nie mam tego, nie mam tamtego. No tylko to jest znowu to o czym powiedziałem na początku, praca na deficytach, tak? A powiedzieć ok, dobra, zobaczmy, przyjrzyjmy się temu, przepracujmy to razem, zróbmy sobie też jakiś warsztat wydobywczy wokół tego, zobaczmy co mamy. Praca na zasobach. Zobaczmy co mamy, jak możemy przeformułować tą waszą ideę myśli, tak żeby ona dała się zrealizować w tych warunkach jakie mamy. Mamy nagłośnienie jakie mamy, oświetlenie mamy takie jakie mamy.

Marcin Andrzejewski:
Przypomnieć sobie, jak to było być Rafałem 13 lat temu.

Rafał Stasiak:
Przypomnieć sobie, gdzie tam się po prostu człowiek wszystkiego uczył i nie wiedział. To też jest taki, wiecie, tak wygląda proces nauki, jak oglądam swoje produkcje, jak zaczynałem w Corellu 13, w tym 11 roku, jak ja tworzyłem te plaki, bez wiedzy o typografii, bez wiedzy o kompozycji, na oko, na czutkę, na czuja. Dzisiaj jak patrzę na te produkcje, mówię, Weź to w ogóle. Ale to jest proces. I uważam, że w kulturze właśnie proces jest ważniejszy niż efekt finalny.

Marcin Andrzejewski:
Homokreators. Ale ty połączyłeś ten homokreators, ale nie tylko dla odbiorców, ale także dla osób z sektora, dla wytwórców, jeżeli tę nomenklaturę przyjmiemy. Bo jedno z tych 350 wydarzeń to jest Twoje dziecko? Można tak powiedzieć?

Rafał Stasiak:
Można tak powiedzieć. To też się właśnie wzięło z tego Long Story Short. Pewnego dnia gdzieś tam spacerując sobie po jednym z miast tutaj w naszym regionie, zauważyłem plakat właśnie taki typowy plakat z instytucji kultury. Już tu będę taki jakby… bezpośrednio. Taka kartka A4, ani to format plakatowy, ani nic. Jakieś takie, będziesz na pewno pamiętał, word ardy, takie piękne generatory w ogóle, nieczytelnych liter. Co linijka, co wiersz, to inna typografia, inny kolor. A jakby czytając, zatrzymałem się przy tym chwilę, czytając to wszystko, mówię, kurczę, to świata inicjatywa. No i gdzieś tak sobie pomyśleliśmy, właśnie tutaj w zespole i ja mówię, kurczę, z jednej strony to jest moje wielkie marzenie, żeby poznać tych ludzi projektantów graficznych, ale tak poznać, poznać, nie przez Instagram, że ja ich tam followuję i oglądam te fantastyczne, wielkie projekty, nie? Widzisz finish tylko. Widzimy finish tylko, no tylko znowu, oni też kiedyś zaczynali pewnie od Corella 9, albo jeszcze coś innego potworki. Siódemka. Siódemka, tak. Więc chciałbym poznać ten proces, chciałbym poznać tych ludzi, bo nieprawdą jest, że to są w większości, nie wiem, snoby jakieś, albo tacy już egalitaryzm, że to w ogóle jakaś szlachta, kasta, jakiś tam guzik, prawda. To wszystko są cudowni, fantastyczni ludzie. Pracując tyle lat w kulturze, bardzo rzadko, bardzo, bardzo rzadko spotykałem się naprawdę z takimi artystami, takimi on, en, takimi w ogóle, wiesz. Raczej to są większości ludzi, w których myślę, że płynie krew animacji, kultury czy pracy z ludźmi. No i tak się to pojawiło. Znowu całe nabiało pojawia się Narodowe Centrum Kultury. Mnogość ich programów, oferty, możliwości rozwoju warsztatowych, grantowych. No, my po prostu postanowiliśmy czerpać z tego źródełka mocy, ile się da. Wydaje mi się, że trochę rozpracowaliśmy, jakby, czy ta idea. Zrozumieliśmy, o co chodzi. Jakie wartości oni uważają za właściwe. I one bardzo rezonowały z nami. Tak naprawdę, jakby, spotkały się dwie energie, które mówiły tym samym językiem. Stąd ta, stąd ta nasza skuteczność, powiedzmy, jeżeli chodzi o pozyskiwanie środków zewnętrznych. No i tak powstała ta konferencja. Dzięki też różnego rodzaju kontaktów. I to wykorzystujcie też kontakty. To nic w tym złego. I to nie ma się co tego bać, bo my bardzo często rozumiemy to o znajomości, kontakty. Zależy jak je wykorzystamy. Jeżeli zaczynamy kombinować, uważam, że to jest złe. Ja bardzo nie lubię kombinować. Jakby granie fair play, bycie uczciwym wobec siebie i wobec jakby wszystkiego, żeby to było transparentne i widoczne, no to jest gigaważne. Zwłaszcza dla nas w sektorze kultury, który powinien budować, czy w sektorze publicznym, który powinien budować fundamenty zaufania społecznego, tak? ale wykorzystanie znajomości pod tytułem, że studiowałem z kumplem, który zna tych wszystkich instagramowych twórców, którzy pracują z Netflixem, ze Spotify, zupełnie inaczej jest. Jeżeli ja wyślę maila, cześć, dzień dobry, ja jestem Rafał, pracuję w Domu Kultury w Łasku, to jest między Łodzią z Duńską Wolą, a się radzę, mi to tam jakaś dziurka. i zaczynam opowiadać, jakby, o co mi chodzi, a zupełnie inaczej, kiedy ten znajomy łączy nas na Messengerze i mówi, hej, tu jest Rafał, pogadajcie sobie, ma świetny pomysł. Zupełnie inna energia. I zaczynają się ludzie po prostu otwierać, więc warto takie elementy wykorzystywać. Tak się wydarzyło w naszym przypadku. Zbudowałem jakąś wizję, tak, że idea była taka, że mówimy w ogóle o konferencji graficznej. Kreatywność na miarę kultury, czyli chcemy zderzać, konfrontować, pokazywać jakby tych największych twórców, najbardziej rozpoznawalnych, którzy mają za sobą współpracę nie tylko z takimi podmiotami jak Spotify, Netflix, ale też pracowali na przykład dla instytucji narodowych, teatrów i tak dalej, tworząc jakieś identyfikacje wizualne, plakaty, całą komunikację wizualną. Bo wierzę, że komunikacja wizualna i plakat, ja na ten temat robiłem badania do magisterki na projektowaniu graficznym na AHE w Łodzi, gdzie badałem właśnie, czy plakat jest nadal istotną formą komunikacji, takiej wydarzeniowo-eventowej domokultury. Tak, ale to zależy, że zaczyna to troszkę być przykrywane przez media społecznościowe. To jest naturalny proces, dlatego ta idea plakatu, Polska Szkoła Plakatu, nie trzeba tłumaczyć. Więc połączyliśmy sobie te kropki z zespołem, no i ugotowaliśmy takie oto wydarzenie, gdzie tutaj właśnie na tej scenie, na której teraz jesteśmy, odbywają się warsztaty, prelekcje, opowiadają w bardzo taki sposób inspirujący Beata Śliwińska, Barakus. na przykład opowiadała, jaka wartość jest zrobienia plakatów na piechotę. To znaczy, żeby nie bać się złapać za kredki, powiedzmy zrobić kolaż i kolaż zeskanować i niech to będzie plakat, który będzie funkcjonował jako zwrócił uwagę.

Marcin Andrzejewski:
Gra słów, ona jest w ogóle pasjonat konkurenctwa.

Rafał Stasiak:
No tak, tak, tak, tak, tak, tak, jeździ, tak, tak, to prawda. I to działa. Pojawiały się też na przykład Symbol Studio, Mateusz i Dawid Pałka, którzy opowiadali o tych, o całym budowaniu, o procesie tworzenia marki. Bardzo często spotykałem się, zwłaszcza w sektorze kultury lub wśród ludzi, którzy nie śledzą, nie wiedzą jakby czym się zajmuje jakby proces tworzenia marki, budowanie identyfikacji, że logo jest na samym końcu procesu. Najpierw musimy jakby poznać siebie. Jest takie piękne ćwiczenie, bardzo często go używam na różnych warsztatach, to są te Golden Circle, trzy złote kręgi Simona Sineka, gdzie odpowiadamy sobie na fundamentalne pytanie w kulturze. Po co? zanim zrobimy jakieś wydarzenie, nawet czasami zanim opublikujemy post. Po co? I to nam zaczyna otwierać bardzo wiele procesów, bo wypadamy troszkę z takiego sztampowego wydarzenia, czy z takiego sztampowego modelu promocji. Wprowadziliśmy sobie tutaj w zespole zakaz używania słowa zapraszam. W komunikacji. W komunikacji. Na Facebooku nie ma, po prostu, nie chcę widzieć.

Marcin Andrzejewski:
Kochani, zapraszamy Was.

Rafał Stasiak:
Oczywiście, zapraszamy Was na niesamowite zaproszenie. Wszyscy nas wszędzie teraz zapraszają i kogo by nie zapytać, każde wydarzenie jest wyjątkowe. Więc ta jakby deklaracja wartości musi pójść zupełnie innymi torami. I tutaj pojawia się cały proces stworzenia marki instytucji kultury, jej tożsamości, sięgnięcia do historii, o czym my chcemy powiedzieć, jakie są nasze wartości, którymi się kierujemy. Nieprawdą jest, że dom kultury musi być do wszystkiego. Nie, znowu, badamy zasoby. Co mamy? Nie mamy sceny dużej, w której moglibyśmy, powiedzmy, zacząć budować, czy nie ma też do końca takiej tradycji. Chociaż znalazłem materiały w naszych kronikach. Na przykład w Łasku, moim zdaniem, nie ma takiej tradycji tożsamości zespołu ludowego. tak, żeby to byli na przykład łaskowianie. Były kapele podwórkowe, no i na przykład patrząc na naszą scenę, no nie zmieści się tu zespół dziecięcy 20-30 osobowy, tak, więc jakby trzeba to teraz przełożyć. Okej, skoro tego nie mogę robić, no bo nie zmieszczę się, będą kłopoty, nie mamy tutaj dookoła powiedzmy instruktorów, są instruktorzy w Kutnie na przykład i tam Patrycja, pozdrawiam serdecznie, kapitalny choreograf, no ale ona musiałaby tu przyjeżdżać, to są koszta ogromne, tak, poza tym jej by się to pewnie nie opłacało, a gdzie rodzina w tym wszystkim, tak? I tak dalej, i tak dalej. Ale możemy robić na przykład konferencje graficzne. Ale możemy na przykład, jesteśmy nieźli właśnie w pracy ze społecznością lokalną. Ale mamy na przykład Michała, który tutaj też będzie za parę chwil pewnie będziesz z nim rozmawiał, który jest wielkim miłośnikiem, ja go nazywam, to jest nasz taki Chirek Wrona, nie? Taki, taki dziennikarz muzyczny. Gość ma po prostu łeb jak sklep, jeżeli chodzi o wydawnictwa muzyczne, o filmy. No mistrz popkultury. I to kiedy on się u nas pojawił w Domu Kultury, zaczęły się dziać koncerty jazzowe. Zaczęły się pojawiać zespoły, które tu w życiu by nie przyjechały. Teraz oczywiście dziura w głowie, nie przypomnę sobie żadnych takich…

Marcin Andrzejewski:
Zostawmy coś Michałowi.

Rafał Stasiak:
Zostawmy mu, ale zaczęły się pojawiać zespoły, które mają milionowe wyświetlenie na Spotify. Chcę powiedzieć o jednym występie, Tęskno. Był u nas zespół Tęskno, to bardzo poszliśmy w taką muzykę alternatywną. Natomiast kiedy ja zobaczyłem na tej scenie w Domu Kultury pełniutką salę, Światła. Na tyle, na ile się dało je ogarnąć. Jakąś wizualizację tutaj z tyłu, zrobioną takim zwykłym rzutnikiem komputerowym. Dźwięk, który zaczął, powiedzmy, wypełniać tą salę, bo pojawiły się jakieś sprzęty, konsole, coś tam. Zauważyłem zmianę. Mówię, wow, da się. Można i nie trzeba mieć cudów wianków, bo da się. I to był moment, to chyba był rok 2018 czy 2019, Mówię, wow, mamy galerię z fortepianem. Z fortepianem, bo stoi tam fortepian Yamaha, około 200 tysięcy on kosztował, nie przypomnę sobie jaki model, ale taki, znaczy jaki konkretnie model, wiem, że to jest Yamaha. Czarny. Czarny, tak. Czarny, pięknie gra. I to był jakby prezent od gminy dla Łaskiego Domu Kultury. Co się okazało? No wcześniej po prostu ten fortepian po prostu był w galerii i on sobie tam po prostu był. A co gdybyśmy w galerii z fortepianem zaczęli robić kameralne koncerty jazzowe? Praca na potencjale. Stoi gotowy instrument, markowy. Możemy organizować do tego fantastyczne wystawy, bo jeżeli chodzi o takie małe miejscowości, mam wrażenie, ale o tym z kolei będzie mówiła Natalka, czuję, że troszkę wernisaże, wystawy w takich małych miejscowościach, one potrzebują czegoś więcej, to znaczy trzeba je połączyć z jakimś innym wydarzeniem, które mogłoby troszkę dołożyć tutaj animacji, zachęty, bo jakby ludzie nie są nauczeni konsumpcji sztuki.

Marcin Andrzejewski:
Upselling.

Rafał Stasiak:
Chyba tak, chyba tak. Więc połączenie tych dwóch rzeczywistości, koncert, galeria, stoliczki, kawka, pyk, bliskość z artystą. No i bingo, mamy to. Maciej Tubis, fenomenalny muzyk jazzowy, pianista jazzowy z Łodzi już u nas przyjeżdża co najmniej kilka razy w roku, bo tak mu się tutaj podoba, tak mu się podoba instrument, tak mu się podoba klimat, ale to też była nasza praca. Żeby nauczyć publiczność, wychować bym nawet powiedział.

Marcin Andrzejewski:
Miałem okazję być na koncercie Tubist Trio w Kaliszu, no pięknie. No dobra, ale to wszystko wyorganizujecie, wymyślicie, pracujecie na zasobach, wszystko jest super. Jak zaprosić ludzi? Jak ich poinformować właśnie w tym, wiesz, szumie informacyjnym i bez używania słowa zapraszamy?

Rafał Stasiak:
Wielką siłę odgrywają moim zdaniem lokalni ambasadorzy. To znaczy ludzie, którzy tutaj przyszli, mówcie co chcecie. Poczta Pantoflowa to nadal w 2026 roku najlepsza możliwa ścieżka dotarcia do ludzi. Wydaje mi się, że najlepiej u nas działają SMS-y. Bezpośredni kontakt zwłaszcza z seniorami. To są ludzie, którzy pamiętają jeszcze te czasy, kiedy się z ludźmi po prostu rozmawiało, a nie tylko się smsiki klepało. Oni potrzebują tego kontaktu. To jest cudowne, to jest piękne i oni bardzo się cieszą, bardzo dziękują, kiedy wyślemy im zaproszenie. To jest takie piękne. I tutaj jest mały wyjątek, gwiazdka, że tam zapraszamy, używamy, bo musimy wiedzieć, do kogo mówimy. Musimy rozpoznać grupę odbiorców. Jeżeli będziemy mieli, powiedzmy koncert za niecały miesiąc tutaj Marika, ABRADAP, bardzo młodzieżowy, bardzo fajny taki hip-hopowo, troszkę regowy klimat, no to nie będę pisał zapraszamy, będę pisał ej wpijajcie, ej wpadajcie. Czyli znowu musimy wiedzieć do kogo piszemy i do kogo kierowane jest wydarzenie. Jeżeli są to seniorzy i powiedzmy organizujemy jakiś koncert muzyki klasycznej, poważnej, Cokolwiek, powiedzmy, co kojarzy się, co jest dla nich ważne, muzyka ich czasów, tak, no to już użyję słowa zapraszam, bo to dla nich jest ważne, że oni się czują zaproszeni na jakieś ważne wydarzenie. To jest kluczowe. Tak samo jeżeli chodzi o komunikat wizualny, cokolwiek. Musimy sobie zrobić, jest takie fajne ćwiczenie, zbudować personę, wyobrazić sobie. To są narzędzia marketingowe ogólnodostępne, bardzo proste, ale z nich można wyciągnąć wiele nie tylko marketingowo. O tożsamości, o tym jak mówimy. To są kapitalne rzeczy i nie ma się co bać takich działań warsztatowych, bo one bardzo otwierają. I dzięki temu wiemy po prostu jak się komunikować. Mamy ambasadorów marki, ludzi, którzy tutaj przyszli, przyprowadzili znajomych, ludzi, którzy cokolwiek byśmy zrobili, nawet jakiegoś artystę, który dopiero zaczyna, oni wiedzą, że my jesteśmy jakby symbolem jakości. To znaczy, że to nie będzie lipy, że nie będzie żadnego playbacku, ani takich historii. Tu będzie pewna wartość. Jeżeli robimy jakieś komunikaty wizualne, z tym też jest różnie. Bo czasami wpadamy w taki rytm, że nie mamy czasu wyprodukować tak, jakbyśmy chcieli rzeczy. Bo robimy 350 wydarzeń w roku, finalnie nic nie może wybrzmieć od początku do końca. To jest takie też fajne słowa, nawet nie wiem, czy też gdzieś tam z Jobsa, albo z innych takich właśnie motywacyjnych książek. Bierzemy się za jakieś zadanie, niezależnie czy to jest promocja, to w idealnych warunkach jest gotów, cel, pal. Przygotuj się, wyznacz sobie kierunek, co to ma być, okreś i dopiero działaj. A jak jest w kulturze? Pal, pal, pal, pal, tu, tu, tu, tu jedziemy, tu jedziemy, tu jedziemy, tu telefon z gminy, tu trzeba jechać. Nic nie wybrzmi, tak? Jeżeli coś jest ważne, jeżeli wszystko jest ważne, to nic nie jest ważne.

Marcin Andrzejewski:
Dużo akcentów, to już one nie akcentują.

Rafał Stasiak:
Tak, no to tak, jeżeli… No musi być jakaś dominanta, musi być coś, co jest tym czymś, co złapie oko, że się zatrzyma. Coś, co skupi to wszystko, więc dywersyfikujcie. Jeżeli tak poradnikowo miałbym powiedzieć, to zastanówcie się do kogo mówicie, nieprawdą jest, że są wydarzenia realizowane do wszystkich, to tak troszkę nie działa. Są po prostu ludzie, którzy na przykład nie lubią danego gatunku muzyki i choćbyście ich zapraszali osobiście, to nie przyjdą, bo nie lubią. Decyzja o wzięciu udziału w wydarzeniu kulturalnym, jakimkolwiek wydarzeniu, zawsze na koniec będzie decyzją indywidualną, osobistą. My możemy przedstawić pewne wartości, ale nie mamy już kompletnie na to wpływu, jak odbiorca na to zareaguje. Czy to z nim będzie rezonowało, czy nie. Możemy to maksymalizować różnymi narzędziami, badaniami i tak dalej, ale na koniec zawsze to jest decyzja odbiorcy potencjalnego. Więc oczywiście jakość tych treści jest ważna, plakaty, żeby były czytelne i odważnie z tymi plakatami, uważam, że ich czas jeszcze nie minął. Jeżeli mamy jakieś zaprzyjaźnione sklepy, miejsca, gdzie jest dużo ludzi, warto to tam powiesić, bo fajnie, żeby ludzie zaczęli o tym rozmawiać. SMS-y, bliski kontakt, jeżeli macie dużo obserwujących na Facebooku, wydaje mi się, że takie kanały, komunikacji takie bezpośrednie na Messengerze czy na Whatsappie, bo to też się buduje pewną lojalność wobec marki, pewne community się robi, że o, ja dostaję jako pierwszą informację. Zapisanie się na newsletter, gdzie nie tylko wysyłamy informację, że o, coś tam się dzieje, pokażmy też jak my pracujemy, kim jesteśmy, żeby ludzie mieli takie poczucie, że są częścią większej całości społeczności, że są tacy jak my, że oni z nami tworzą tę instytucję. Coś takiego myślę. Pewnie tych wątków byłoby wiele, ale jeżeli miałbym powiedzieć taki fundament core, to by było tak.

Marcin Andrzejewski:
To teraz wykorzystajmy to medium, w którym jesteśmy i zaproś tych, których chcesz. na tą konferencję, która jest dla Ciebie najważniejsza. I mnie też, no bo wiesz, obydwoje jesteśmy gdzieś tam z tej węży projektowania graficznego.

Rafał Stasiak:
Jasne, to zwrócę się bezpośrednio do Was. Jeżeli bliskie Wam jest projektowanie graficzne, jeżeli interesujecie się sztuką, jeżeli interesujecie się komunikacją wizualną, jeżeli interesujecie się nowoczesnymi interfejsami, budowaniem marki, ale też całą wiedzą, która za tym stoi, jeżeli bliskie jest Wam tworzenie więzi, budowanie relacji, rozmowa przy kawie o tym, co nas dzieli, ale też łączy w kulturze, z czym się mierzymy, jakie mamy bolączki, ale jak możemy sobie z tym wszystkim poradzić. Jeżeli lubicie spotykać się w szerokim gronie, nie tylko z ludźmi kultury, także z przedsiębiorcami, z młodzieżą szkolną, bo każda inspiracja jest ważna, jeżeli chcecie chłonąć wiedzy, ale też brać udział w praktycznych warsztatach, no to nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was już 15 października 2026 roku tutaj, do Łaskiego Domu Kultury, Kreatywność na miarę kultury, czyli konferencja graficzna o projektowaniu w sektorze kultury. Czujcie się zaproszeni.

Marcin Andrzejewski:
Bardzo Ci dziękujemy.

Rafał Stasiak:
Dzięki.

Marcin Andrzejewski:
Dzięki wielkie za tą rozmowę. I przecież co, Rafał, chyba najbardziej chciałbym Ci podziękować, że pokazałeś nam tą perspektywę, że z Warszawy do Łasku jest tak samo daleko, jak z Łasku do Warszawy.

Rafał Stasiak:
Też tak o tym myślę. Jakby dlatego na koniec, róbmy tak, żeby było dobrze.

Marcin Andrzejewski:
Tak jest. No i budujmy kręgi.

Rafał Stasiak:
Budujmy kręgi, twórzmy kręgi.

Marcin Andrzejewski:
Dzięki wielkie.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go:

animator badania budowanie relacji budżet Dom Kultury działania oddolne dziedzictwo lokalne edukacja kulturalna homokreator Kolumna komunikacja wizualna konferencja kultura Łask marka modernizacja partnerstwo projektowanie graficzne promocja wydarzeń relacje społeczne rozwój seniorzy społeczność lokalna sztuki wizualne trzeci sektor współpraca

Sukcesja jako troska o przyszłość kultury | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Spójność komunikacji po zmianie zespołu wizerunkowego | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja kompetencji formalnych | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem cały kongres i pozwoliłem wybrzmieć największym problemom związanym z wieloma aspektami sukcesji w sektorze kultury. Czternaście osób eksperckich,…
Czytaj dalej

Sukcesja cyfrowa | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej

Za kulisami instytucji | Cyfrowy Kongres Sukcesji

Obejrzyj na YouTube! Posłuchaj podcastu: Porozmawiaj ze mną na tematy poruszane podczas tego projektu! Jestem Marcina Andrzejewski, twórcy relacje.video i pomysłodawca Cyfrowego Kongresu Sukcesji – „kryzys przywództwa w kulturze”. Zorganizowałem…
Czytaj dalej